piątek, 26 lutego 2010

Antidotum na niepogodę




Wycofuję się powoli. Skrywam w bezpiecznym schronieniu wspomnień, dekorowanym nostalgią. Kiedy myślę o Zielonym Wzgórzu, naszym pierwszym, własnym, wspólnym miejscu na ziemi, pamiętam przede wszystkim słońce zerkające zza wzgórza do naszych okien. Rano budziło naszą córeczkę, chwilę później upewniało się, że i my wstajemy, by się nią zająć, rozsiadało się w salonie, aby w końcu podglądać mnie w kuchni, gdy piekłam ciasto lub miksowałam zupkę dla bezzębnej dziewczynki. Zadomowiło się u nas, przyzwyczajeni do jego obecności witaliśmy je bez zdziwienia, nie pytając o nic.

- Mamo, gdzie mieszka słońce?
-Na Zielonym Wzgórzu, pamiętasz jeszcze?
- To dlatego zagląda do nas teraz rzadziej, ma za daleko...

Tu jest rzeczywiście rzadkim gościem, rodzicom zaleca się wyjazdy z dziećmi do słonecznych krajów, dla zdrowia.
Na Zielonym Wzgórzu (pokochałam to miejsce za samą nazwę, jeszcze zanim je zobaczyłam) słońce było stałym bywalcem, tu jest rzadkim gościem, który nie ma czasu na długie rozmowy do późna, szybko wychodzi, mocno jest tajemniczy, efemeryczny i wielce niestały.

Nie narzekam. Chronię się przed szarością dzisiaj i tą zapowiadaną na najbliższe dwa dni.

Wspominam innego domownika – nasza sąsiadkę Asię. Były takie dni, kiedy nie zamykałyśmy drzwi do naszych mieszkań, gotowałyśmy to samo, wspólnie, a dziewczynki biegały swobodnie między domami. Asia poczęstowała mnie pewnego dnia jabłecznikiem, który upiekła razem ze swoją babcią. Smakował jak nic dotąd i od tamtej pory to dla mnie prawdziwy jabłecznik, jedyny taki pod słońcem.




Jabłecznik prawdziwy

Składniki :

Na ciasto kruche :
1 kostka margaryny
100 ml kwaśnej śmietany
600 g mąki
200 g cukru
4 żółtka
szczypta soli


Masa jabłkowa:
2 kg startych na grubej tarce jabłek (kwaśne odmiany)
sok z cytryny według uznania

Przygotowanie:
1. Sypkie składniki posiekać z margaryną. Dodać śmietanę i żółtka. Podzielić na 2 części. Uformować kule, zawinąć w folię, włożyć do lodówki na czas przygotowania jabłek.
2. Jabłka obieramy, ucieramy, skrapiamy sokiem z cytryny. Jeśli puszczą trochę soku, odciskamy delikatnie.
3. Nagrzewamy piekarnik do temp. 180°
Blachę smarujemy margaryną, wysypujemy bułką tartą.
4. Ciasto rozwałkowujemy do wielkości blachy (40x25cm). Wykładamy 1 część ciasta, na to jabłka, które przykrywamy 2 częścią ciasta. Nakłuwamy ją dokładnie widelcem, aby ciasto nie wybrzuszyło się podczas pieczenia.
5. Pieczemy ok. 45 minut.
6. Studzimy, dekorujemy gęstym lukrem i posypujemy cynamonem.



Smacznego!

czwartek, 25 lutego 2010

Podróż sentymentalna


Wszędobylska plucha mąci mi w głowie. Trudno się skupić, tyle spraw do załatwienia, rzeczy do zrobienia a człowiek zgubiony. W takiej sytuacji nawet wpis o zupie czosnkowej wydaje się przerastać moje możliwości.
Przepis znalazłam w mojej ulubionej książce o kuchni greckiej. Samą Grecję zresztą darzę szczególnym uwielbieniem, pomieszanym z wieczną tęsknotą. Rozpaczliwie potrzebowałam czegoś z Tamtych stron choć wybrałam potrawę raczej zimową. W kolorze, składnikach, sposobie przygotowania. Zacytuję Wam słowa autorki: „To doskonała zupa na zimowy wieczór. Ma same zalety. Z pewnością jest dobra dla zdrowia, a do tego tania i pyszna. Do zrobienia w każdych warunkach, nawet polowych. W Grecji jest popularna w czasie Wielkiego Postu”. Pozostaje mi tylko podpisać się pod tymi słowami. Mojego męża urzekła, choć mocno się obawiałam o jego pierwszą reakcję na widok zupy – on jest typowym wzrokowcem jeśli chodzi o jedzenie. Nie miał zastrzeżeń i dopytywał o dokładkę...
Wiem, wszyscy już potrzebujemy wiosny i wypatrujemy gorączkowo (niektórzy w sensie dosłownym, niestety) jej nadejścia, a ja tu tak na zimowo. Mój wybór był jednak zupełnie świadomy. Wracamy z pracy, zmęczeni, wyczerpani, głodni, nie mamy sił na gotowanie, a ta zupa robi się sama i szybka jest – trzeba przyznać. Zgodzicie się ze mną?

Zupa czosnkowa

Składniki :
3 główki czosnku ( w moim przypadku 75 g)
2 łyżeczki suszonego tymianku
3-4 listki laurowe
kilka ziarenek pieprzu lub łyżeczka pieprzu mielonego
200 g sera feta lub tłustego białego twarogu albo oscypka
1 szklanka jogurtu naturalnego lub maślanki
1 kopiasta łyżka mąki
sól, pieprz
posiekana natka pietruszki lub koperek do dekoracji
Przygotowanie:
1. Czosnek dzielimy na ząbki i obieramy.
2. Wszystkie aromatyczne składniki czyli: czosnek, tymianek, liście laurowe, pieprz i sól wrzucamy do 1,5 l wody i gotujemy 0,5 godziny.
3. Odcedzamy wywar, przecieramy przez drobne sitko. Wlewamy z powrotem do garnka
4. Mieszamy jogurt z mąką, dodajemy kilka łyżek ciepłej zupy i całość wlewamy do garnka. Nie doprowadzamy do wrzenia, żeby jogurt się nie zwarzył.
5. Dodajemy pokruszone kawałki sera, doprawiamy obficie.
6. Dekorujemy, podajemy z chlebem.

Uwagi:
1. Nie obawiajcie się użyć takiej ilości czosnku, jest prawie niewyczuwalny.
2. Proponuję zwiększyć ilość mąki do zagęszczenia zupy jeśli wolicie, aby była bardziej treściwa w formie.
3. Nie zmniejszajcie ilości przypraw, są dobrze wymierzone, a soli i pieprzu nie żałujcie.
4. Do wywaru użyłam jeszcze 2 gałązki tymianku, głównie dla koloru.
Przepis pochodzi z książki Oli Lazar „Kuchnia grecko-polska i polsko-grecka dla początkujących

Smacznego!

wtorek, 23 lutego 2010

W międzyczasie wspomnień


Pewnie powiecie, że mam problem… Nie wybiło południe a ja piję białe wino. Spieszę sprostować – moim problemem jest słabość do jedzenia. A właśnie przygotowałam croûte au fromage, którego skonsumowanie wymaga absolutnie otwarcia butelki białego wina. Potrzebujemy bowiem najpierw odrobiny do przygotowania samego dania, później niezbędnego akompaniamentu.
Podano nam croûte au fromage w miejscowym barze na stoku. Smakowało wybornie, może także dlatego, ze byliśmy głodni, zmęczeni i zziębnięci lekko, niekoniecznie w tej kolejności. Wróciłam do tego smaku, chciałam sprawdzić, czy uda mi się go odtworzyć bez poszukiwań adekwatnego przepisu. Tu na nizinnych mokradłach, z powietrzem przesiąkniętym wilgocią jak podkoszulka początkującego narciarza na czarnym szlaku, smakowała inaczej, choć nie gorzej.
Wczoraj mój synek pierwszy, zapytał mnie dlaczego tak lubi swoje łóżko. Widocznie i jego ucieszyła znajoma miękkość i dobrze znana ciału faktura wgłębień własnego legowiska. Jak dobrze jest być u siebie... nawet jeśli myśli błąkają się jeszcze w międzyczasie wspomnień, teraźniejszości i kolejnych dni na horyzoncie.




Croûte au fromage ( Bagietka zapiekana z serem, szynką i białym winem)

Składniki:
½ świeżej bagietki
2-3 łyżki białego wina
100 g żółtego sera w plasterkach
kilka plasterków szynki
pomidor
sól, pieprz, zioła prowansalskie

Przygotowanie:
1. Kroimy bagietkę na kromki wysokości równej naczyniu, w którym będziemy je zapiekać.
2. Układamy kromeczki wypełniając całą powierzchnię naczynia. Spryskujemy białym winem. Posypujemy solą i pieprzem.
3. Obkładamy plasterkami żółtego sera, szynki i znowu żółtego sera.
4. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika (200°) i zapiekamy przez ok. 12 minut.
5. W połowie pieczenia układamy plasterki pomidorów i posypujemy ziołami prowansalskimi.
6. Podajemy z białym winem bezpośrednio po wyjęciu z pieca.

Uwagi:
1. Warto, aby bagietka była świeża, chrupiąca.
2. Nie żałujmy sera – najlepszy będzie ser o wyraźnym smaku.
3. Nie wybierajmy naczynia zbyt wysokiego, za grube kromki będą za suche i żadne wino ani ser ich nie uratuje.


Smacznego !

poniedziałek, 22 lutego 2010

Słowo się rzekło...


W domku pochylonym w stronę zbocza tak bardzo, że potrzeba było całego dnia, by zapomnieć o zawrotach głowy, naszła mnie ochota na placki ziemniaczane. Odsunięta na dalszy plan, czekała na odpowiedni moment, by o sobie przypomnieć. Nie patyczkowała się. Natarczywa i stanowcza. Poddałam się.
Te placki nie zauroczyły jednak mojego cudownego męża. Może dlatego, że zbyt późno wrócił z pracy, a najlepsze są zaraz po wyjęciu z pieca.




Placki ziemniaczane po szwajcarsku

Składniki :
400 g ziemniaków
1 jajko
½ cebuli
sól, pieprz
olej do smażenia
1 gruszka
sok z cytryny
75 g sera z niebieską pleśnią
żurawina ze słoika

Przygotowanie:
1. Ziemniaki obieramy, płuczemy, ucieramy na tarce z grubymi oczkami.
2. Cebulę obieramy i również ucieramy (ja wolałam użyć tarki z drobnymi oczkami)
3. Jeśli trzeba – odsączamy z nadmiaru soku, łączymy z jajkiem, doprawiamy mocno solą i pieprzem.
4. Nakładamy na rozgrzany na patelni olej małymi porcjami. (Z podanych składników powinno wyjść 4-5 placuszków) Smażymy na złoto z obu stron.
5. Układamy na blasze wyłożonej pergaminem. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200° bez termoobiegu.
6. Gruszkę myjemy, obieramy, kroimy w cienkie plasterki, którymi następnie obkładamy placki.
7. Kroimy ser w kostkę i posypujemy nią placki.
8. Zapiekamy ok. 10 minut. Podajemy z żurawiną.


Uwagi:
1. Placki przed smażeniem trzeba mocno doprawić.
2. Lepiej smakują jeśli są chrupiące – nie formujmy więc ich zbyt grubych.
3. Nie żałujmy sera ani gruszki.

Przepis pochodzi z wycinka z gazety, której tytułu nie jestem w stanie przytoczyć...

Smacznego!

niedziela, 21 lutego 2010

A jutro znów będzie poniedziałek...


Wróciliśmy...

Przytłoczona ilością kilometrów do pokonania podziwiałam przeglądające się w lusterku górskie pejzaże i myślałam o tym, co za sobą zostawiamy. Krzywy domek, pominięty w planach drogowców, krajobraz przesycony bielą, szlaki narciarskie, które źle sklasyfikowano, zdradliwe orczyki i niechciane acz namolne wspomnienie pięciu godzin spędzonych w szpitalu na ostrym dyżurze.

Rozczochrane chmurami niebo zapowiadało zmiany. Kilkaset kilometrów dalej czekało nas przedwiośnie i własne wygodne łóżka. Dobrze jest wracać. Nie gubiąc się, znając przeznaczenie, wreszcie dotrzeć do celu zgodnie z busolą serca, do tego co nam najbliższe, do domu. (Ok, nawigacja satelitarna także się przydała...)

Ze spokojem myślę o kolejnym poniedziałku. On tu na nas czeka, żeby się wydarzyć, przywitamy go na własnym terenie. Tak łatwiej zmagać się z codziennością.

Zapraszam jutro na górski przysmak.


sobota, 20 lutego 2010

Czekoladowy Weekend cd. Torta tenerina

Drugą a właściwie trzecią moją propozycją w ramach Czekoladowego Weekendu jest Torta tenerina.
Nasze dzieci uwielbiają to ciasto. Ja również, także z innych niż smakowe wględów.
Absolutnym jego atutem jest fakt, że można je przygotować i upiec w ciągu 30 minut. Nie brudząc przy tym wielu naczyń. Gdy przychodzi nagła ochota na coś czekoladowego, a uwierzcie mi, że to zjawisko częste w naszym domu, wystarczy pół godziny et voilà!

Torta tenerina

Składniki:

3 jajka

200 gram ciemnej czekolady
100 gram cukru
2 łyżki mąki pszennej
100 gram masła

Przygotowanie:

1. Włączamy piekarnik (180°C).

2. Rozpuszczamy czekoladę z masłem, łączymy ze wszystkimi składnikami (nie chcąc brudzić zbyt wielu naczyń wrzuciłam resztę składników do garnka, w którym rozpuściłam czekoladę i zmiksowałam na wolnych obrotach).

3. Wylewamy do formy do pieczenia wyłożonej pergaminem, pieczemy nie dłużej niż 20 minut.

Uwaga!
1. Używamy dużej powierzchniowo blaszki (23x25 cm), ciasto musi być bardzo niskie, tak twierdzi moja włoska koleżanka Angela.
2. Gdyby w trakcie pieczenia powstawały bąble powietrza należy przekłuć je patyczkiem.

3. To raczej ciasto codzienne, gdybyśmy jednak chcieli nadać mu charakter bardziej odświętny, wizytowy, możemy po upieczeniu wykrawać foremkami dowolne kształty, dekorować cukrem pudrem i podawać do kawy w formie ciasteczek. Tak jak na zdjęciu poniżej.


Spróbowałam raz przygotować to ciasto na bazie białej czekolady, ale nie bardzo wyszło...

Smacznego!

niedziela, 14 lutego 2010

Czekoladowy Weekend cd. Torta caprese z białą czekoladą




Piekę to ciasto tak często, że aż samo prosiło się o zmiany, a ponieważ w naszym domu nie brakuje też wielbicieli białej czekolady, na naszym stole pewnego pięknego wiosennego dnia zawitała...


Torta caprese z białą czekoladą
czyli moja druga propozycja w ramach Czekoladowego Weekendu Bei.

Zmiany jakich dokonałam: czekoladę czarną zastąpiłam białą i zmniejszyłam ilość masła.

Składniki:
6 jajek
200 g cukru trzcinowego
2 łyżki rumu
300 g migdałów (mogą być w płatkach)
200 g białej czekolady
150 g masła
cukier puder do dekoracji


Przygotowanie:
1. Starannie oddzielamy żółtka od białek.
2. Żółtka ucieramy z połową cukru i rumem na gęstą masę ( użyjmy do tego dużej miski bo to w niej będziemy łączyć wszystkie składniki )
3. Migdały przyrumieniamy na patelni. Następnie mielimy je razem z czekoladą.*
4. Roztapiamy masło. Dodajemy je do mieszanki czekoladowo-migdałowej.
5. Piekarnik nagrzewamy do 175 °C.
6. Białka ubijamy na sztywno z resztą cukru oraz szczyptą soli.
7. Mieszankę migdałową mieszamy z żółtkami. Dodajemy do tego ostrożnie ubite białka i przekładamy do tortownicy (24 -26 cm).
8. Wierzch masy wygładzamy łopatką.
9. Tortownicę umieszczamy na środku piekarnika i pieczemy ok.40min.
10. Wyjmujemy ciasto z piekarnika, przed wyjęciem z formy czekamy aż lekko ostygnie.
11. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.


* zdarza mi się używać migdałów już zmielonych - wówczas przyrumieniam je na patelni, czekoladę ucieram na tarce i mieszam, gorące masło i tak wszystko "pogodzi"


Uwagi:


1. Zdjęcia pochodzą z mojego archiwum. Zajęta przygotowaniami do wyjazdu nie zdołałam przygotować na raz obu wersji Torty.


2. Osobiście wolę tortę z białą czekoladą, która mocniej podkreśla migdałowy smak ciasta. Jest może trochę cięższa ale znika z talerzy równie szybko.





Przepis pochodzi z tej strony, a poznałam go dzięki Asi, której dziekuję
http://www.ah.nl/recepten/recept?id=338016&rq=torta+caprese



Smacznego!

Czekoladowy Weekend - Torta caprese


Z wielką przyjemnością biorę udział w akcji organizowanej przez Beę - prawdziwą wielbicielkę czekolady. Wprawdzie Czekoladowy Weekend rozpocznie się dopiero za kilka dni, ale właśnie wtedy ja będę raczej pozbawiona dostępu do komputera.
Kiedy będziecie czytać ten post, ja już będę w drodze. Wracam za tydzień, a w tym czasie posty publikować będę zdalnie, przynajmniej taką mam nadzieję.

Oto więc moja pierwsza propozycja w ramach Czekoladowego Weekendu - Torta caprese.

Torta caprese jest ciastem bardzo delikatnym w smaku i lekkim. Zawsze się udaje, a dzieci je uwielbiają. Latem dekoruję je owocami, zimą cukrem pudrem.

Wybaczcie, ale nie mogę zaprezentować Wam ciasta w przekroju. Zabieram je ze sobą i musi dotrzeć w całości bo to tort urodzinowy mojego synka. Nasz "Św. Walenty" zdmuchnie dziś na nim 5 świeczek.

Torta caprese

Składniki:
6 jajek
200 g cukru trzcinowego
2 łyżki rumu
300 g migdałów (mogą być w płatkach)
200 g gorzkiej czekolady (70% cacao), w kawałkach
200 g masła
cukier puder do dekoracji

Przygotowanie:
1. Starannie oddzielamy żółtka od białek.
2. Żółtka ucieramy z połową cukru i rumem na gęstą masę ( użyjmy do tego dużej miski bo to w niej będziemy łączyć wszystkie składniki )
3. Migdały przyrumieniamy na patelni. Następnie mielimy je razem z czekoladą.*
4. Roztapiamy masło. Dodajemy je do mieszanki czekoladowo-migdałowej.
5. Piekarnik nagrzewamy do 175 °C.
6. Białka ubijamy na sztywno z resztą cukru oraz szczyptą soli.
7. Mieszankę migdałową mieszamy z żółtkami. Dodajemy do tego ostrożnie ubite białka i przekładamy do tortownicy (24 -26 cm).
8. Wierzch masy wygładzamy łopatką.
9. Tortownicę umieszczamy na środku piekarnika i pieczemy ok.40min.
10. Wyjmujemy ciasto z piekarnika, przed wyjęciem z formy czekamy aż lekko ostygnie.
11. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

* zdarza mi się używać migdałów już zmielonych - wówczas przyrumieniam je na patelni, czekoladę ucieram na tarce i mieszam, gorące masło i tak wszystko "pogodzi".

Przepis pochodzi z tej strony, a poznałam go dzięki Asi, której dziękuję
http://www.ah.nl/recepten/recept?id=338016&rq=torta+caprese

Znalazłam jeszcze w swoim archiwum to zdjęcie, niestety również bez przekroju, wówczas też ciasto było serwowane jako tort.



Pragnę jeszcze zaprezentować Wam zdjęcia Eweliny, poznałmy się za pośrednictwem bloga i od tamtego czasu jest to ważna dla mnie znajomość, która wciąż kwitnie. Ewelina nie założa swojego bloga, przemyśliwuje jednak ten pomysł. Sami powiedzcie, piękne zdjęcia, prawda? Ewelina podsyła mi je od czasu do czasu i pomyślałam, że warto je opublikować. Poniżej zdjęcia Torty caprese przygotowanej przez Ewelinę.

Ewelino, dziękuję za wszystko.




Smacznego!

sobota, 13 lutego 2010

Dzień jak co dzień

Zwykły dzień. Zwyczajna herbata. Plus ciasteczko. Codziennie maleńki drobiazg dorzucany do skarbonki wspólnych dni. Jest bardzo pojemna a jej obecność kojąca. Jak Miłego dnia napisane na szybie samochodu, jak naleśnik, który mi wczoraj przygotowałeś. Dziekuję. Z Tobą każdy dzień jest inny.




Snickerdoodles

Składniki: (około 30 sztuk)
250 g mąki
pół łyżeczki gałki muszkatołowej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki soli
125 g miękkiego masła
100 g drobnego cukru do wypieków (dałam około 75 g, wystarczyło)
1 duże jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

Do obtoczenia:
2 łyżki drobnego cukru do wypieków1 łyżka cynamomu

Przygotowanie:
1. W misce mieszamy mąkę, gałkę, proszek do pieczenia, sól, odstawiamy na chwilę.
2. Masło miksujemy z cukrem, aż do puszystości i białości, wbijamy jajko, dodajemy ekstrakt, dalej ubijamy. Do ubitej masy wsypujemy suche składniki i dobrze mieszamy (masa nie powinna się kleić).
3. Cukier do obtoczenia mieszamy z cynamonem. Z masy formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego, obtaczamy je w cukrze cynamonowym, kładziemy na blachę (wyłożoną papierem do pieczenia) delikatnie spłaszczyamy.
4. Pieczemy w temperaturze 180ºC przez około 15 minut, do złoto- brązowego koloru. Studzimy na kratce.

Uwagi!
1. Tym razem nie formowałam typowych ciasteczek. Włożyłam przygotowane ciasto na chwilę do lodówki, następnie je grubo rozwałkowałam i wykrawałam kształty foremkami.
2. Dodatek gałki muszkatołowej jest niezbędny. Wówczas ciastka mają naprawdę wyjątkowy, ciekawy smak.




Przepis pochodzi ze strony Dorotus: http://mojewypieki.blox.pl/2008/08/Snickerdoodles.html

Smacznego!

piątek, 12 lutego 2010

Raz kozie śmierć


Może i pośpiech bywa złym doradcą ale w moim przypadku to tezż bardzo wymagający kompan. Wszechobecny, przypominający o sobie na każdym kroku. Trochę już się przyzwyczaiłam, zresztą nie ja jedna z pewnością. Ale są takie chwile, gdy wywiera zbyt dużą presję.
Przypominam sobie niedawno organizowane przeze mnie spotkanie w gronie przyjaciół. Menu przemyślane, zakupy zrobione. Budzik na 6 rano. Około południa już wiem, że mogę nie zdążyć. Czuję jak pośpiech depcze mi po piętach gdziekolwiek nie pojdę. Kiedy słyszę pierwszy dzwonek do drzwi już wiem, że nie zdażyłam. To na szczęście przyjaciel domu. Można go wpuścić do kuchni, nie wstydząc się panującego w niej zamętu. Deleguję zadania chłopakom. (Szkoda, że nie mogliście zobaczyć jak poukładali naczynia w zmywarce...) I jeszcze racuszki krabowe. Jak mogło mi to umknąć? Wstawić na noc do lodówki? Przecież to miała być przystawka a nie śniadanie! Chwila wahania. Drugi dzwonek do drzwi. Raz kozie smierć. Zrobię po swojemu.
Dźwięk suszarki do włosów na szczęście nie zagłuszyl dzwonka do drzwi ostatnich przybywających gości. Zdążyłam. Nasi przyjaciele mają wyczucie czasu. Zawsze wiedzą ile się spoźnić.


Racuszki krabowe z wasabi


Składniki:
500 g świeżego lub rozmrożonego białego mięsa krabowego
4 drobno pokrojone dymki
1 drobno pokrojony ząbek czosnku
2 łyżeczki wasabi w proszku lub 3 łyżeczki pasty wasabi (można zastąpić musztardą)
2 łyżeczki octu ryżowego ( można zastąpić sokiem z cytryny lub limonki)
3 łyżeczki tamari (japońskiego sosu sojowego)
100 g bułki tartej
olej roślinny
cytryna lub limonka pokrojona na cząstki


Przygotowanie:
1. Osuszamy mięso krabowe, wkładamy do dużej miski razem z dymką, czosnkiem, wasabi, octem ryżowym, sosem sojowym i bułką tartą, dokładnie mieszamy.
2. W przypadku mięsa krabowego świeżego - Formujemy małe porcje wielkości orzecha włoskiego, wykładamy na arkuszu folii plastikowej, przykrywamy kolejnym i wstawiamy do zamrażarki na kilka godzin lub na całą noc. Następnie smażymy nierozmrożone aż do uzyskania złotobrązowego koloru. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 120° na 20 minut aby nie przestygły aż do momentu podania.
3. W przypadku mięsa krabowego rozmrożonego – Formujemy małe porcje, wykładamy na arkuszu folii plastikowej i wstawiamy do lodówki. Dalej postępujemy jak wyżej.
4. Serwujemy z pokrojonymi na cząstki limonkami, którymi obficie skrapiamy racuszki podczas jedzenia.

Uwagi!
Presja czasu zmusiła mnie do wprowadzenia kilku zmian i zdecydowanego uproszczenia procesu przygotowania.
1. Nie chłodziłam ich ani przez chwilę, smażyłam bezpośrednio po uformowaniu, dla ułatwienia formowałam trochę większe, ale wciąż nie przekraczały rozmiarów na 1 kęs.
2. Dodałam 2 całe jajka obawiając się o spoistość placuszków (skoro nie miałam czasu ich schłodzić).
3. Robiłam je już kilka razy i zdarzyło się, że raz zapomniałam dodać bułkę tartą – wyszły bardziej delikatne, choc przyznać muszę, że bardziej „wymagające” w procesie smażenia.
4. To bardzo smaczna przekąska, która znika z talerza w mgnieniu oka. Jest lekka i delikatna w smaku a także szybka i wcale nie musi być podawana na ciepło. Choć to akurat jest zapewne kwestią gustu.
5. Podane składniki wystarszyć mają na 45 racuszków. W moim wydaniu było ich niespełna 30 sztuk.


Przepis pochodzi z książki "Nigella świątecznie"

Smacznego!

czwartek, 11 lutego 2010

Zima i spółka



Cóż za brak subtelności ! Ta zima jest naprawdę agresywna. Uwaga! Lawina utyskiwań przed Wami. Wścibska, apodyktyczna, zimna do szpiku kości, uparta i bardzo kochliwa. Wciąż wdaje się w romanse ze śniegiem a pogłoski o szybkim zerwaniu rzuca na wiatr. To zresztą też jej wspólnik. Kiedy indziej znowu myśli, że do twarzy jej w szarościach. Co złego to ona. Dziś nie potrafię powiedzieć o niej nic miłego.
Jechałam przed chwilą samochodem zastanawiając się nad tym wpisem. Kończyło mi się paliwo, ogrzewanie przestało działać. Zmarzłam. Bardzo. W dodatku każdy skrawek, każda komórka mojego ciała przechowuje jeszcze w pamięci (krótkotrwałej mam nadzieję) wspomnienie wczorajszej śniegowej sesji.

Musiałam zmienić plany. Placuszki krabowe zrobię później. Ciasto francuskie już odpoczywa. Zapraszam wieczorem na przepis i zdjęcia...

A tymczasem... zdjęcie- wspomnienie lata dla ukojenia oczu po szarzyźnie poranka.




Tarta z jabłkami

Składniki:
1 opakowanie ciasta francuskiego
5-6 jabłek
2-3 łyżki miodu
sok z ½ cytryny
100 g masła
100 g cukru
100 g mąki
100 g orzechów włoskich
cynamon

Przygotowanie:
1. Wykładamy formę do tarty ciastem francuskim. (Mrożone wcześniej rozmrażamy, swieżemu dajemy odpocząć 15 minut po wyjęciu z opakowania). Nakłuwamy widelcem powierzchnię ciasta.
2. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 190°
3. Podpiekamy ciasto do lekkiego zrumienienia 10-15 minut.
4. W tym czasie przygotowujemy orzechową kruszonkę. Mieszamy mąkę z cukrem, siekamy orzechy i masło. Łączymy wszystko razem. Wstawiamy do lodówki.
5. Myjemy, obieramy i kroimy jabłka w dużą kostkę. Polewamy sokiem z cytryny i miodem, mieszamy.
6. Na przestudzone lekko ciasto wykładamy równomiernie jabłka, posypujemy je kruszonką i na końcu cynamonem . Można po prostu rozkruszyć ją w palcach, lub utrzeć na tarce (do tego musi być dłużej schłodzona w lodówce).
7. Wstawiamy do piekarnika pieczemy 25-30 minut.


Smacznego!


środa, 10 lutego 2010

Toast za przyjaźń


To jest historia trójki młodych ludzi. Właśnie przekroczyli próg dorosłości. Przed nimi wielkie życiowe sprawdziany. Oni - przyjaciele ze szkolnej ławki. W szkole o zdecydowanie męskim profilu. Ona - panienka z dobrego domu. Wszyscy czekają na Wielką Miłość. Jeszcze się nie znają. Choć już przeczuwają swoją obecność. Czyja w tym ręka, że spotykają się w końcu pewnej nocy choć równie dobrze mogli wcale się nie spotkać. Jeszcze nie wtedy albo nigdy w ogóle? Czy znajdzie się ktoś odważny by odpowiedzieć na to pytanie? Dwoje z nich od tamtej chwili żyć będzie z przekonaniem, że oto odnaleźli. Podarunek od ...? czy to ważne? Jeszcze tylko ten brutalny the end dla jednego z nich. Zostały "Schody do nieba". Standardowy scenariusz przewidywałby zapewne koniec tej przyjaźni. Ale to nie jest zwykła historia. I nie chodzi tu o zwykłego człowieka. Zaprzyjaźnił się z nimi i cała tą sytuacją. Polubil nawet ich żarty podczas wspólnych wyjazdów. Jak wtedy, gdy zamknęli go pod prysznicem...Jeszcze tylko jemu brakowalo Wielkiej Miłości. Wiedzieli, że nie będzie łatwo. Szukamy idealnej kobiety dla idealnego faceta. Znalazł.

Przyjaźnią się nadal, do dziś.
Dziękujemy Ci.

Pijemy dziś Twoje zdrowie.

Pink Marcepan

Składniki (dla 2 osób):
2 oz wódki (60 ml)
1/2 oz amaretto (30 ml)
50 g marcepana
1 duża filiżanka mrożonych malin
sok z 1 limonki
kostki lodu


Przygotowanie:
1. W blenderze miksujemy marcepana i maliny. Dodajemy alkohole, sok z limonki. Post factum stwierdzam, że następnym razem przetrę to wszystko dodatkowo przez sitko, po to by pozbyć się pestek z malin i nadać drinkowi lekkości i puszystości.
2. Miksujemy z kostkami lodu.
3. Dekorujemy



























Przepis pochodzi z tej strony:
http://lacuisineaquatremains.lalibreblogs.be/

Hula hop i znaki czasu


Ten chleb bardzo przypomina mi chleb jedzony w dzieciństwie. Kiedy z dziaciakami z podwórka staliśmy w długim ogonku za rogiem, czekając aż upieką nowe bochny, zastanawiając sie jednocześnie czy dla wszyskich wystarczy. Wtedy każdy z nas wiódł drugie życie. To podwórkowe. Rodzice – gdyby wiedzieli - spokojnie mogli czuć się zazdrośni. Intensywność wszystkiego co przeżywaliśmy gwarantowała w dalekiej przyszłości moc niezapomnianych wspomnień. Kolano leczone liściem babki przez przystojniaka z 6 piętra. To było coś. Moment, w którym na dzień dziecka rzucono do sklepów hulaj hopy i wszyscy kręcili nimi do upadłego. Dziś w miejscu piekarni jest sklep monopolowy... Czasami tylko obiektyw wspomnień potrafi wyostrzyć nasze zmysły i rozjaśnić rzeczywistość.
Chleb nie jest skomplikowany w wykonaniu, ani specjalnie czasochłonny. Spróbujcie, może i Wam zapachnie w domu wspomnieniami z dzieciństwa.


Chleb mleczny na zakwasie

Składniki:
1 szklanka zakwasu żytniego lub pszennego
2/3 szklanki mleka
1/4 szklanki wody źródlanej
2 łyżki roztopionego masła
1 łyżka cukru
1 łyżka soli
3 i 1/4 szklanki mąki pszennej
1 łyżeczka drożdży
Na wierzch:
1 jajko
2 łyżki słodkiej śmietanki
nasiona do posypania
Przygotowanie:
1. Dokarmiony 3 godziny wcześniej zakwas mieszamy z ciepłym mlekiem.
2. Drożdże rozpuszczamy w 1/4 szklanki ciepłej wody, dodajemy cukier i 2-3 łyżki mąki.
3. Resztę mąki mieszamy z solą, miksturą drożdżową i zakwasem.
4. Wyrabiamy ręką, pod koniec dodajemy roztopione masło. Jesli ciasto się klei, możemy je trochę podsypać, ale nie za dużo.
5. Zostawiamy w dużej natłuszczonej misce, w ciepłym miejscu, przykryte ściereczką, do podwojenia objętości, mniej więcej 1 godzinę.
6. Wyjmujemy z miski, lekko wyrabiamy natłuszczonymi rękami. Formujemy 2 małe bohenki lub 1 duży, przykrywamy i pozostawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę.
7. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 240°, pozostawiając w środku blachę, na której będziemy piec chleb.
8. Przkladamy delikatnie bochenki na nagrzaną blachę z pergaminem, wstawiamy do piekarnika, pieczemy przez 10 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 190° i pieczemy jeszcze 20 minut (jeden duży bochen pieczemy dłużej o 5 minut niż 2 małe).


Przepis pochodzi z Forum CinCin: http://www.cincin.cc/index.php?showtopic=636&st=0


Smacznego!

wtorek, 9 lutego 2010

Próba nerwów



Miało być dzisiaj słonecznie. Miało być ładne światło. Czekałam, wypatrywałam przygotowana - a tu nic. Mogłam zapytać sąsiada, on ma wyczucie pogody, że góral by się nie powstydzil. Czasami o złośliwość podejrzewam nie tylko przedmioty martwe ( nie szukając daleko –taka na przykład waga łazienkowa) ale i prezenterów pogody. A już z pewnością mogę im zarzucić brak konsekwencji. Bo zimno rzeczywiście było, tak jak zapowiedzieli.

Sfotografowac raki. Pokazać to danie takim, jakim w rzeczywistości jest. Pyszne, delikatne, wysublimowane, eleganckie, lekkie. Nie wiem czy mi się udalo. Na wszelki wypadek zachwalam je niniejszym. Raki są delikatne, trudno ich smak z czymkolwiek porównać, jeśli już jednak – najbliżej im do krewetek. Chociaż nie, są mniej jednoznaczne w smaku niż krewetki, do tego stopnia, że danie to bardzo lubi mój mąż, który krewetek i owoców morza nie darzy szczególną sympatią. Wystarczy już może, po prostu polecam spróbować.

Dziekuję Małgosi, u której jadłam to danie po raz pierwszy.

PS.

Do mojego prywatnego rankingu najwiekszych złośliwców mogę spokojnie dopisać jeszcze pewnego miejscowego dostawcę Internetu. Kiedy wreszcie udało mi się zrobić zdjęcia, podać lunch, skończyć dzisiejszy wpis okazało się,że nie ma sieci. A rano był fachowiec, który wymienił modem, bo sieć nie działała sprawnie - mowiąc mocno oględnie. Miało być lepiej - a sieci nie ma.


Sałatka z rakami i awokado

Składniki: (na 2 osoby)

1 opakowanie raków (chair d’écrevisses, tutaj dostępne w Delhaize, podobno (dzięki Bea) w Polsce można je kupić w zalewie – wówczas należy je odsączyć przed usmażeniem)

1 dojrzałe awokado (sprawdzamy naciskając delikatnie kciukiem ogonek u nasady, jest dojrzałe jeśli miękko poddaje sie naciskowi, jeśli nie – owijamy w gazetę, zamykamy w szczelnej puszce i sprawdzamy następnego lub dwa dni później)

mieszana sałata (np. salade gourmande, lub dębowa)

2-3 łyżki masła

4-5 ząbków czosnku

6 łyżek oliwy z oliwek

4 łyżki octu balsamicznego

sól, pieprz

bagietka


Przygotowanie:

  1. Myjemy i osuszamy sałatę. Rozkładamy na talerzach.
  2. Obieramy awokado, kroimy na połówki, wyjmujemy pestkę, obficie spryskujemy sokiem z cytryny. Układamy na sałacie.
  3. Wlewamy do małego sloiczka oliwę, ocet, drobno pokrojony czosnek, zakręcamy i energicznie wstrząsamy. Doprawiamy solą, pieprzem.
  4. Roztapiamy masło na patelni, delikatnie podsmażamy czosnek, dodajemy raki. Mieszamy, pozostawiamy na niedużym ogniu przez 2 minuty. Wykładamy z patelni na sałatę.
  5. Całość polewamy przygotowanym winegretem.
  6. Podajemy z bagietką.

Smacznego!


poniedziałek, 8 lutego 2010

A po niedzieli...


...której jak wiadomo indyk nie dożył, nadchodzi kolejny dzień reszty naszego życia. Nie jest wcale gorszy, tylko dlatego, że to poniedziałek. Wolę tak właśnie o nim mysleć.
Z opuchniętymi jeszcze od zbyt krótkiego snu powiekami poruszam się niepewnie w ciemnej rutynie poranka. Obserwując moje ruchy, odbijające się w szybie okien, mam wrażenie, że ktoś puszcza to na zwolnionych obrotach. Ciekawe czy się dobrze bawi. Wreszcie czuję jak poszczególne trybiki mojego ciała powoli zaskakują, machina ruszyła.


- A jeśli jutra nie będzie? Dzisiaj go nie było - zastanawia się bohater „Dnia świstaka”.

Przy trzecim snoozie (w kieszeni mam przy sobie telefon, który odmierza czas do godziny zero – przebudzenia dzieci) nie wiem już jaki dzień tygodnia mamy. Działam, biegam po schodach, rozdaję poranne buziaki i skarpetki. Chwilę później – nadchodzi czas praktycznych refleksji – plan dnia, sprawy do załatwienia, telefony do wykonania, obiad do ugotowania i od niedawna także wpis do opublikowania.

- Brak jutra oznacza brak konsekwencji – wysnuwa błyskotliwy wniosek podchmielony jegomość w „Dniu świstaka”.

Wszystko co zaplanuję lub zrobię w poniedziałek wraca echem kolejnych dni. Więc to jednak ma sens, nie mam powodów by nie lubić poniedziałku.
Postanawiam uczcić ten dzień przygotowując nasze ulubione danie – grecka tartę. No dobrze, to bardziej najbardziej ulubione danie mojego męża. On uwielbia wszystko, co w składzie zawiera fetę.


- Zamierzasz zdradzić wszystkim ten przepis? Teraz wszyscy będą mogli ją sobie przygotować...- drażni się ze mną mój małżonek.

To żadna tajemnica, a tarta jest naprawdę smaczna i szybka. W sam raz, by nie utknąć w kuchni na długo, gdy w tym czasie poniedziałkowe ciśnienie stabilizuje się wreszcie do poziomu miarowego rytmu codzienności.



Tarta po grecku

Składniki:
1 opakowanie ciasta francuskiego
1 opakowanie sera feta
1-2 ząbki czosnku
3-4 pomidory
1 czerwona papryka
mała czerwona cebula
2 garści oliwek mieszanych bez pestek
2 garści tartego ementalera
oregano
swieżo zmielony pieprz





Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do 200°C
2. Wyciągamy z lodówki ciasto francuskie, dajemy mu odpocząć 15 minut. Wykładamy razem z pergaminem do formy na tartę. W przypadku ciasta mrożonego rozmrażamy.
3. Nakłuwamy widelcem powierzchnię ciasta. Podpiekamy je w piekarniku przez około 10-15 minut. Ciasto ma być bardzo lekko rumiane.
4. W miseczce rozdrabniamy widelcem fetę i mieszamy ją z drobno pokrojonym czosnkiem.
5. Myjemy i obieramy pomidory. Kroimy w plastry. Wykładamy je na powierzchni lekko przestudzonego ciasta. Posypujemy oregano.
6. Rozkładamy wartwami: fetę, oliwki, paprykę i cebulkę pokrojone wg uznania i zasobów czasowych. Posypujemy pieprzem i serem.
7. Pieczemy około 30 minut.


Smacznego!