wtorek, 30 marca 2010

Na początek



Obudziłam się w nie swoim łóżku. Nocne spacery dzieci nieudolnie imitujące lunatykowanie zaprowadziły mnie w końcu do łóżka mojej córeczki. Punkt ósma. Znów zaczął się ptaszny koncert. Jedyny nieśpiący słuchacz w koncertowej muszli łóżka trwałam w słuchaniu. Czekałam aż coś się zdarzy lub nie zdarzy się nic. W końcu musiałam wykonać jakiś ruch. A więc tym razem przypadła mi także rola dyrygenta. Dobrze więc. W końcu od wczoraj to mój dom. Nasz dom. Nasze nowe miejsce na ziemi. Nowe gniazdo, z którego nasze dzieci odfruną w świat. Jak rozpocznę ten dzień? Pierwszy dzień spośród wszystkich następnych a ich liczba nieznana. Konkret wobec ogromu niewiadomej. Upiekę coś. Założę się z losem. Jeśli wyjdzie, to będzie dobry znak, będzie nam tu dobrze. Jeśli nie? Pomyślę o tym później, bo nastrojona zawsze optymistycznie zazwyczaj nie biorę pod uwagę opcji mniej korzystnych.
Powinnam być może zacząć inaczej?
30 marca 2010
Obudziłam się w nie swoim łóżku. Ale we własnym domu. Nie wiem co mi się śniło. Spałam mocno, dobrze. To chyba dobry znak?
Post scriptum 1
Napisałam te słowa na świeżo, pierwszego poranka w nowym domu. Upiekłam craquelin. Nie zdążyłam tego jedynie opublikować przed wyjazdem na Święta. Nadrabiam więc zaległości po powrocie. Jeszcze na walizkach, których tak bardzo nie lubię rozpakowywać. Ale już u siebie. U nas. Synek pierwszy obudził mnie dzisiaj dotykiem ciepłego noska, mój eskimosek o duszy skowronka i zaśpiewał do ucha:
- Mamusiu to druga noc w naszym nowym domu, prawda ?
Post scriptum 2
Pierwszy wypiek w nowym domu, choć w bardzo starym piecu, wyszedł piękny i pyszny. Biorę to za dobry znak. Na dobry początek.


-->
Craquelin express

Postanowiłam wypróbować z tej okazji belgijski wypiek, który uwielbiam. W smaku przypomina naszą chałkę, gdyby już pokusić się o porównania i jest czymś w rodzaju słodkiej brioszki. Dla mnie to taki chrupiący słodki chleb, idealny na śniadanie lub podwieczorek.
Składniki:
750 g mąki
14 g drożdży instant
300 ml letniej wody
4 żółtka
250 g roztopionego masła
30 g drobnego cukru
szczypta soli
200 g cukru w perełkach
Przygotowanie:
1. Łączymy wszystkie składniki oprócz cukru w perełkach, dokładnie wyrabiamy przez kilka minut na gładkie ciasto.
2. Przykrywamy ściereczką, odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce.
3. Dzielimy ciasto na 2 nierówne części. Do większej dodajemy cukier w perełkach, łączymy dokładnie.
4. Na stolnicy rozkładamy mniejszą część bez cukru, na jej środku układamy ciasto z cukrem w perełkach. Formujemy okrągły bohenek tak, aby słodkie ciasto znalazło się w jego środku.
5. Przekładamy do natłuszczonej foremki. Przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (ok. 1 godziny).
6. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 220°
7. Nacinamy szybko ostrym nożem, smarujemy ubitym białkiem i posypujemy perełkami cukru.
Pieczemy 45 minut.











Uwagi:

1. Piekłam z połowy porcji. Bohenek, który upiekłam był i tak duży.
2. Według autorów przepisu cukru w perełkach nie da się zastąpić. Zwykły cukier bowiem zbyt szybko się rozpuszcza, pozbawiając chlebka jego chrupiącego charakteru.
3. Jeśli nie uda się nam go kupić i wastąpimy go zwykłym chlebek w smaku będzie przypominał trochę naszą chałkę.
4. Ciasto jest bardzo wdzięczne, chętnie współpracuje, nie klei się, wyrabia szybko.
5. Perełki cukru są rzeczywiście duże, wielkości pereł.
6. Craquelin i cramique to dwa rodzaje pieczywa charakterystyczne dla Walonii i północnej Francji. Czym się różnią? Cramique jest mniej słodki, w składzie zawiera mleko i rodzynki, które są jego wyróżnikiem. Craquelin natomiast ma chrupać między zębami, nie zawiera mleka a jego składnikiem podstawowym jest właśnie cukier w kryształkach. Dawniej tradycja regionu nakazywała przygotowywanie cramique między 1 listopada a Nowym Rokiem, na szczęście dzisiaj jada się go na co dzień. Wkrótce podzielę się z Wami również przepisem na cramique, który z łatwością będziecie mogli przygotować w Waszych domach.
7. Przepis pochodzi z książki "60 produits passion" Nathalie Bruart i Eric'a Boschman'a.
Smasznego!

poniedziałek, 29 marca 2010

Koncert, na którym zasnęłam, zupa którą uwielbiam



Zdarzyło Wam się kiedyś przysnąć na koncercie? Wstyd się przyznać, ale mi tak. Dziś nad ranem. Uchylona połać nieba sugerowała wejście gratis. I tak nie skorzystałam. Spałam dalej, choć mój półsen kołysały ptasie trele. Ptaki wariują z radości z powodu tej wiosny. Na pewno czekały na bisy. Obudziły mnie oklaski budzika. Poklepana po głowie przez synka drugiego, którego za chrapanie omało nie wyrzucono by z sali, przyklasnęłam tej radości. Deszcz bileter wskazał wszystkim drogę do wyjścia, idąc za światłem wstającego dnia ciemnym korytarzem zmienionego czasu.

Wstawało się ciężko. Wam pewnie też. Poszliśmy spać późno po cudownym spotkaniu z naszymi przyjaciółmi. Napiszę Wam jeszcze o tym, dziś tylko ekstrakt z menu naszego niedzielnego obiadu i kolacji w gronie przyjaciół - zupa avgolemono.

Słyszałam o niej wielokrotnie, jadłam gdzieś kiedyś dlatego długo szukałam przepisu oryginalnego z pierwszej ręki. Poprosiłam Pavlosa - mojego greckiego kolegę. Oczy rozjaśniły mu się na sam dźwięk tej nazwy. Powiedział, że to jego ulubiona zupa, jego zdaniem najbardziej grecka ze wszystkich. Przyniósł mi przepis. Spróbowałam i wiedziałam, że nie będę już dalej szukać. Jej smak jest delikatny, subtelny a jednocześnie konkretny. Jest lekka i pożywna, świeża nuta cytryny nadaje jej niepowtarzalnego charakteru.

Jest alternatywą dla polskiego wszechobecnego podczas wszelakich spotkań rodzinnych rosołu, choć właśnie jest rosołem, z jajkiem i cytryną. Możemy uraczyć nią naszych świątecznych gości, będą zachwyceni. Mówię Wam.

I jeszcze jako ostatnia zachęta (Ewo, dla Ciebie :-) jest prosta, szybka, gotuje się praktycznie sama a składniki macie zapewne w lodówce już teraz.



Zupa avgolemono

Składniki:
1 cały kurczak rosołowy
1/4 filiżanki masła lub margaryny
1 mała marchewka opcjonalnie
1 mała cebula opcjonalnie
sól, pieprz
1/2 filiżanki ryżu
1 jajko
1/3 filiżanki soku z cytryny

Przygotowanie:
1. Zdejmujemy skórę z kurczaka. Myjemy i oczyszczamy dokładnie w środku pod bieżącą wodą. Wkładamy do dużego garnka.
2. Zalewamy zimną wodą w ilości wystarczającej by go całego przykryć.
3. Powoli doprowadzamy do zagotowania, zbieramy szumowiny.
4. Zmniejszamy ogień, dodajemy masło, marchewkę, cebulę, sól i pieprz. Przykrywamy i gotujemy na wolnym ogniu do momentu aż kurczak zmięknie (około 45 minut)
5. Po tym czasie wywar przecedzamy, przelewamy do czystego garnka i dodajemy ryż. Gotujemy 20 minut lub do czasu, gdy ryż będzie miękki.
6. W miseczce ubijamy jajko trzepaczką, dodajemy do niego stopniowo sok z cytryny cały czas mieszając. Do mikstury jajecznej dodajemy kilka łyżek wywaru. Wlewamy ją do zupy z ryżem. Mieszamy cały czas. Zdejmujemy z ognia aby uniknąć zwarzenia. Podajemy.
7. Grecy podobno podają kurczaka z wywaru z sosem tatarskim.



Smacznego!

niedziela, 28 marca 2010

Odsłona piąta - ostatnia. Jajka faszerowane musem z łososia.


Niniejsza propozycja to ostatni już odcinek jajecznej sagi wielkanocnej. Mam nadzieję, że wśród pięciu propozycji znajdziecie coś dla siebie, czego jeszcze nie próbowaliście, a co zbiega się i z Waszymi upodobaniami smakowymi. Przyznaję, przesadziłam z zieloną pietruszką (znajdziecie ją w każdym przepisie) ale, po pierwsze - bardzo ją lubię, po drugie - fotogeniczna jest z niej dziewczyna, a po trzecie - tylko ona rośnie teraz na moim oknie, wszystkie zioła powyjadaliśmy już przed wyjazdem. Bardzo nie lubię wracać do domu, który wita mnie zwiędłymi ziołami. Kolejny bzik, lub niechęć do marnotrawstwa. Nazwijcie to jak chcecie. Doprawiacie przecież zawsze i tak po swojemu, czyż nie?

Jajka faszerowane musem z łososia

Składniki:

4 jajka ugotowane na twardo
75 g wędzonego łososia
2 szalotki
2 łyżki soku z cytryny
1 surowe jajko - żółtko i białko osobno
40 g mascarpone
kilka kropli tabasco
sól, pieprz

Przygotowanie:
1. Ugotowane na twardo jajka dzielimy na połówki, wydrążamy. Żółtka zjadamy - nie znajdą wykorzystania w procesie przygotowawczym.
2. Miksujemy łososia z sokiem z cytryny i szalotkami.
3. Dodajemy mascarpone i surowe żółtko, doprawiamy i miksujemy ponownie.
4. Ubijamy białko na sztywno. Łączymy je delikatnie z resztą masy. Faszerujemy. Schładzamy w lodówce do momentu podania.



Uwagi!
To nie jest mój pomysł, ale źródło przepisu podam Wam dopiero po opublikowaniu pewnego oryginalnego i zaskakującego pomysłu.
Smacznego!

sobota, 27 marca 2010

Odsłona trzecia. Jajka faszerowane.


Powiem krótko - bez tych jajek nie ma w naszym rodzinnym domu Świąt Wielkanocnych. Smakują wszystkim bez wyjątku - a o tego rodzaju zgodność nie jest łatwo. 


Jajka faszerowane - rodzinna klasyka
Składniki:
4 ugotowane na twardo jajka
2 łyżki majonezu
3 łyżki posiekanej gotowanej szynki
1 łyżka posiekanej zielonej pietruszki
sól, pieprz


Przygotowanie:
1. Jajka obieramy, dzielimy na połówki, wydrążamy żółtka.
2. W miseczce łączymy żółtka, szynkę, majonez, pietruszkę. Doprawiamy.
3. Faszerujemy jajka powstałą pastą. Podajemy.

Smacznego!

cdn.

Jajka w 5 odsłonach – Świąteczne menu część 2


W naszej rodzinie każdy lubi je jeść po swojemu, córka pierwsza – na twardo, synek pierwszy – tylko na miękko, synek drugi - jajka nawet nie powącha, a cud-mąż lubi je po wiedeńsku (przyrządza je na szczęście sam). Wyobrażacie sobie takie śniadanie, kiedy wszyscy mają ochotę na jajka i ktoś musi je przygotować, dopilnować czasu gotowania i na koniec jeszcze podać każdemu na ulubionym talerzyku... Mnie wtedy zazwyczaj przechodzi ochota na cokolwiek. Ale tylko na chwilę. Uwielbiam siedzieć z nimi razem przy stole i choćby tylko sycić oczy ich radosnymi buziami przy akompaniamencie niepoprawnego acz uroczego mlaskania.

Od wczoraj jem tylko jajka. Wymyśliłam sobie kilka sposobów na ich podanie i przygotowanie. Mam nadzieję, że i Wam posmakują. Zapraszam serdecznie.

Odsłona pierwsza


Każdy ma jakiegoś bzika... Ja lubię jajka na miękko ale przeszkadza mi, że są takie osobne. Stąd właśnie wziął się pomysł na ten przepis. Polecam gorąco.

Jajka w skorupkach z pieczonych bułek z pieczarkami

Składniki:

3 jajka
6 bułek pszenno-żytnich (przepis znajdziecie tutaj)
6 małych pieczarek
½ średniej cebuli
1 łyżka masła
sól, pieprz
zielona pietruszka

Przygotowanie:

1. Bułki kładziemy do góry dnem i odkrajamy wierzch. Wydrążamy miąższ. Wstawiamy do piekarnika nastawiamy na 200° z nawiewem i pieczemy do znacznego (zależnie od gustu) zrumienienia.
2. Obieramy cebulę, kroimy drobniutko. Podsmażamy na maśle. Nie dusimy, tylko zrumieniamy szybko na mocnych ogniu.
3. Na patelnię do cebuli dodajemy drobno pokrojone pieczarki. Pozwalamy aby i one się zrumieniły. Chcemy żeby były chrupiące, nie mogą puścić soku.
4. Szybko przekładamy na talerzyk. Na tę samą patelnię wbijamy jajka. Nie mieszamy - to mają być jajka sadzone. Przekładamy delikatnie na talerzyk.
5. Rozpoczynamy faszerowanie bułeczek. Kroimy jajka sadzone tak, aby żółtko wylało się na białko, lekko mieszamy, przekładamy do skorupki bułki, posypujemy pieczarkami i pietruszką. Podajemy.



Smacznego!


cdn.

czwartek, 25 marca 2010

Delikatne kotleciki warzywne


Wydaje się, że wpis o kotletach, nawet jeśli tak naprawdę chodzi o delikatne kotleciki warzywne, powinien być mocno osadzony w realiach. Istotnie, specyfika tematu mi ciąży. Tak bardzo, że podcina skrzydła myślom. Spróbuję jednak oderwać się choć trochę od ziemi.
Był taki chłopak z gitarą. To od niego usłyszałam o graniu do kotleta. Natura obdarzyła go pięknymi, delikatnymi dłońmi, kręconymi włosami i nieśmiałością, którą można by obdarzyć co najmniej kilka osób. Chciał się jej pozbyć, starał się zacierać ślady, by nie prześladowała każdego jego ruchu. Na próżno . Także dzięki niemu poznałam dokładnie znaczenie innego terminu. Chyba domyślacie się jakiego...
Powróćmy jednak do realiów. Wymyśliłam sobie te kotleciki dobierając tylko te składniki, które sama lubię. A okazało się, że posmakowały też mojemu cud-mężowi, który z kasz lubi tylko gryczaną. Są pyszne, delikatne, same w sobie mogą być daniem lub dodatkiem do niego. Polecam.
PS. Cud-mąż zautoryzował także i tekst jako nadający się do publikacji...


Delikatne kotleciki warzywne


Składniki: (na ok. 8 sztuk)
50 g pęczaku
30 g cebuli
1 ząbek czosnku
50 g czerwonej papryki
100 g cukinii
1 łyżka pasty z pomidorów
10 czarnych oliwek
parmezan
sól, pieprz
1 jajko
2-3 łyżki mąki żytniej razowej typ 2000
sok z cytryny

Przygotowanie:
1. Gotujemy pęczak. Odcedzamy, pozostawiamy do wystygnięcia.
2. Kroimy w drobną kostkę cebulę i czosnek. Myjemy paprykę, obieramy, kroimy w kostkę.
3. Cukinię dokładnie myjemy. Ucieramy na tarce o grubych oczkach.
4. Kroimy oliwki.
5. Cebulę i czosnek krótko smażymy. Łączymy wszystkie, poza parmezanem, składniki ze sobą. Doprawiamy.
6. Formujemy kotleciki, obtaczamy je w utartym parmezanie, smażymy.

Smacznego!

środa, 24 marca 2010

Babeczki makowe - Świąteczne menu część 1


Najwyższy już czas rozpocząć przygotowania do Wielkanocy. W ciągu kilku najbliższych dni będę dzielić się z Wami propozycjami z naszego świątecznego menu, może znajdziecie w nich inspiracje dla własnych kulinarnych poczynań?

Według mnie trudno o ciasto bardziej świąteczne. Ja je po prostu uwielbiam, także za prostotę wykonania. Gdy przed świętami brakuje czasu na wszystko jest rozwiązaniem idealnym.

A jeśli i Wy z klasycznego makowca najbardziej lubicie sam środek - nie zastanawiajcie się ani chwili. To ciasto to właściwie kwintesencja makowca.









Świąteczne ciasto makowe

Składniki:
900g świątecznej masy makowej – przepis poniżej (lub 1 puszka masy makowej Bakalland)
1/2 szklanki drobnego cukru do wypieków
8 jajek
8 łyżek bułki tartej
1 łyżeczka przyprawy korzennej (opcjonalnie)

Przygotowanie:
1. Piekarnik rozgrzewamy do 170st.C.
2. Jajka miksujemy krótko z cukrem - tylko do połączenia składników i do pokazania się pierwszych pęcherzyków powietrza, tak by nie rozrzedzić na bardzo całej masy.
3. Dodajemy porcjami masę makową i miksujemy na wolnych obrotach.
4. Dodajemy bułkę tartą i przyprawę i całość mieszamy.
5. Wylewamy masę do tortownicy o średnicy 23cm wysmarowanej masłem i wyłożonej papierem do pieczenia.
6. Pieczemy ok. 1 godzinę (aż do 'suchego patyczka').
7. Studzimy najpierw w formie, a później na kratce.



Świąteczna masa makowa

Składniki:
2 szklanki maku
50g suszonych fig
50g suszonych daktyli
100g mieszanych orzechów
50g migdałów
150g rodzynków opłukanych i sparzonych gorącą wodą
3 łyżki miodu
2 opakowania cukru waniliowego
3 łyżki posiekanej skórki pomarańczowej
łyżka masła
zapach migdałowy do ciasta

Przygotowanie:
1. Mak zalewamy gorącą wodą i gotujemy na małym ogniu do momentu, aż ziarenka maku dadzą się rozetrzeć w palcach.
2. Odcedzamy, studzimy i mielimy 2 razy w maszynce z drobnym sitkiem lub porcjami z pomocą blendera (tzw. żyrafy).
3. Migdały zalewamy wrzątkiem, obieramy ze skórki i drobno kroimy.
4. Orzechy, figi i daktyle kroimy na małe kawałki.
5. W rondlu o grubym dnie rozpuszczamy łyżkę masła, dodajemy miód i mieszamy.
6. Dodajemy zmielony mak, bakalie, rodzynki, cukier waniliowy, zapach migdałowy i skórkę pomarańczową.
7. Całość chwilę podsmażamy, cały czas delikatnie mieszając.
8. Jeśli masa będzie za mało słodka dodajemy więcej miodu.





Uwagi:

1. Z podanych proporcji wychodzi około 1300g masy. 900 g przeznaczam na upieczenie ciasta makowego. Z pozostałej części piekę babeczki. Na każde 100 g masy 1 jajko, 1 łyżka bułki tartej, ¼ szklanki cukru i odrobina przyprawy piernikowej.
2. Przepis pochodzi z pięknego bloga Polki.






Smacznego!

wtorek, 23 marca 2010

Różowe migdały


Bujanie w obłokach to spadek po przodkach. Pamiętam mojego dziadka, który zamyślał się
czasami na długie godziny, zawsze z takim pięknym dobrodusznym uśmiechem na twarzy, nucił potem pod nosem "Umówiłem się z nią na dziewiątą". Uwielbiałam te chwile. Mój tata zamyśla się bezustannie, a ja go rozumiem, też tak mam. Myślę, że dla domowników nie jesteśmy dobrymi towarzyszami do rozmów, gdy tak zapadamy w ten swój stan zadumania. Błędni rycerze myśli nieodgadnionych wymykają się po cichu z dyskusji, nie odpowiadają na proste pytania...

- Kochanie, zrobić Ci herbatę? (tu zapada długa cisza, odzewu z mojej strony brak)

- Dlaczego nie zrobiłeś mi herbaty?

- Pytałem 10 minut temu...

Dalej będzie już tylko o różowych a nie - o niebieskich migdałach.

Różowe migdały

Składniki:
40 migdałów ze skórką
80 g cukru pudru
70 g wody
2 krople czerwonego barwnika

Przygotowanie:
1. Wszystkie składniki umieszczamy w garnku o grubym dnie. 2. Na małym ogniu rozpuszczamy dokładnie cukier.
3. Gdy cukier rozpuści się całkowicie doprowadzamy do zagotowania. Gotujemy około 5 minut, mieszając od czasu do czasu.
4. Chwileczkę przed tym zanim syrop zamieni się w karmel zdejmujemy garnek z kuchenki i mieszamy dokładnie i energicznie drewnianą łyżką, aby cukier skrystalizował się oblepiając migdały.
5. Przekładamy na folię aluminiową do wystudzenia.
6. Jeżeli wykorzystywać je będziemy do przygotowania ciasta czekoladowego należy je lekko zmiksować lub dokładnie posiekać, tak by były drobniejsze ale zachowały swój chrupki charakter.

Uwagi:
1. Podane składniki trzeba przynajmniej podwoić, aby wystarczyło ich do czekoladowego ciasta.
2. Migda
ły gotujemy minimum 5 minut, krótko po tym czasie pojawiają się pierwsze bąbelki piany - wtedy trzeba już zachować czujność i po około pół minuty zdjąć z ognia.
3. Na podwójną porcję migdałów zużyłam 6 kropli czerwonego barwnika i jak widzicie wyszły lekko różowe.
4. Przepis pochodzi z tej strony

Smacznego!

W piaskownicy czasu już wiosna



Powracają ptaki
Sierść królika wypada garściami
Dzieci jeżdżą rowerami do skate parku

Założyłam szpilki zamiast kozaków
Zbeształ mnie wiatr
Wiosenny
A więc to wiosna już?

Na ustach wszystkich, wszechobecna a jednak tak często bezdomna i samotna. Powiecie pewnie, to tylko pora roku, ja powiem - stan ducha. I lubię go i pielęgnuję w sobie, szukając wokół uśmiechów, ciepłych gestów, życzliwości, które sama staram się rozdawać z rozmachem. Często powracają. Wprawiają w ruch wszystko wokół, wzmacniają magnetyzm, ośmielają, nadają lekkości, są wiatrem, który wieje w plecy, dając siłę rozpędu.

Zima jest przestrogą przed groźnym porządkiem natury, wiosna jasną wskazówką, dziecięciem nie znającym poczucia czasu, ośmielonym pierwszym samodzielnie postawionym krokiem, ufnie spoglądającym w wyciągnięte w jego stronę ramiona matki. Wszystko Jest Możliwe. Przesypiemy w piaskownicy wiele ziarenek czasu, na sitku pozostaną te najcenniejsze, powypychamy sobie tymi kamyczkami kieszenie, na pamiątkę. Postawimy niejedną babkę, często też nieudaną. Nie zniechęci nas to. Zawsze będziemy wracać. Do tych chwil, do wiosny, a ona do nas.




Będę wracać do pewnego smaku, który niedawno odkryłam. Nie przepadam za ciastami czekoladowymi, ale ono jest wyjątkowe. I właściwie nie znajduję słów, żeby opisać to doznanie. Pasowało idealnie do pięknej soboty, którą spędziliśmy wspólnie. Nie zapomnę jej nigdy. Kolejny cenny kamyczek w kieszeni.

To ciasto komuś obiecałam. Mam nadzieję, że spełni oczekiwania. Właściwie, to jestem o tym przekonana. Dla Was może być propozycją świąteczną, jest naprawdę dostojne i elegancki,
podźwignie powagę tych chwil, choć jego doskonały czekoladowo-czekoladowy smak wymyka się słowom.


cdn niebawem...

Ciasto czekoladowe z różowymi migdałami i truskawkami

Składniki:
100 g gorzkiej czekolady (70% kakao)
80 ml mleka migdałowego - można zastąpić mlekiem zwykłym lub sojowym
2 jajka
1 czubata łyżka utartych drobno migdałów
1 płaska łyżka mąki
3 łyżeczki konfitury truskawkowej
60 g zmiksowanych lekko lub posiekanych drobniutko różowych migdałów

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160°
2. Rozdrabniamy czekoladę, wrzucamy ją do garnka, zalewamy mlekiem. Rozpuszczamy na małym ogniu.
3. Zdejmujemy z kuchenki, dodajemy żółtka, starte migdały, mąkę i konfiturę. Mieszamy dokładnie mikserem.
4. W osobnej misce ubijamy białka, delikatnie łączymy je z masą czekoladową mieszając drewnianą łyżką.
5. Przelewamy do natłuszczonej okrągłej foremki (o średnicy 16 cm) połowę masy. Posypujemy połową różowych migdałów i zalewamy resztą ciasta, którą ozdabiamy pozostałymi różowymi migdałami.
6. Pieczemy 18 minut.

Uwagi:
1. Ciasto przygotowałam w foremce o średnicy 20 cm z 1,5 porcji.
2. Mój piekarnik jest bardzo stary, nawiew, który posiada jest dziwaczny. Ale piekłam z nawiewem właśnie, przedłużyłam czas pieczenia o 10 minut, nie mając do niego zaufania, biorąc pod uwagę, że i foremka była większa niż w przepisie oryginalnym. Z pewnością nie jest to ciasto, które pieczemy do suchego patyczka. Ma konsystencję piankową, musu.
3. Można pominąć różowe migdały i upiec ciasto bez nich, ale mam przeczucie graniczące z pewnością, że to nie będzie to samo. Można też po prostu uprażyć nieobrane migdały. Przepis na różowe migdały znalazłam w sieci i przygotowałam sama nie mogąc ich nigdzie kupić, znajdziecie go w następnym poście.
4. Użyłam konfitury malinowej.
5. Jeżeli nie użyjecie mleka migdałowego, które jest słodkie, tylko zwykłego, od krowy, pamiętajcie dorzucić 1 łyżkę cukru - u mnie jasny trzcinowy - i odrobinę więcej 1-2 łyżeczki konfitury więcej.
6. Przepis znalazłam dawno temu w sieci, jego autorką jest Laurence Salomon.



Smacznego!

niedziela, 21 marca 2010

Co przyniesie jutro?


Piękne rzeczy każą na siebie czekać. Im dłużej tym bardziej zyskują w naszych oczach i sercach. Tak jak wiosna. Złe zaskakują, przyczajone jak szpieg w bezpiecznej dla siebie odległości. Będzie o wiośnie - to pewne, i jeszcze o..., ale jutro... Poczekacie? A może zgadniecie sami?



piątek, 19 marca 2010

Na dobry początek weekendu




Uwielbiam piątkowe wieczory. Rozświetla je perspektywa 2 (do-słownie – dwóch) wspólnych, wolnych dni do spędzenia. Kiedy jeszcze możemy łudzić się, że prognozy pogody się sprawdzą. Kiedy nic jeszcze nie jest rozstrzygnięte, plany nie muszą być do końca sprecyzowane, pachnie swobodą, napawa beztroską. Oczywiście jest też cała masa rzeczy do zrobienia, posprzątania, uporządkowania, ale wszystkie one są jak krople cytryny w słodkiej herbacie, uzupełniają jej smak, tworząc za każdym razem niepowtarzalną jakość. Wybaczcie zatem, że dziś tak krótko, biegnę delektować się chwilą, czego i Wam życzę.



Migdałowe bezy mufinkowe z daktylami

Składniki:
6 białek
330 g cukru pudru
2 łyżeczki mąki kukurydzianej
130 g drobno pokrojonych daktyli
150 g drobno pokrojonej gorzkiej czekolady
160 g grubo posiekanych migdałów ze skórką
Do dekoracji:
125 g gorzkiej czekolady
24 migdały
Przygotowanie :
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 140° bez termoobiegu.
2. Przyrumieniamy migdały na patelni. Pozostawiamy do przestygnięcia.
3. Wykładamy papierowymi papilotkami foremki do pieczenia mufinek o pojemności 80 ml
4. Ubijamy białka, pod koniec dodajemy stopniowo cukier.
5. Delikatnie i szybko wsypujemy mąkę, daktyle, czekoladę i migdały. Mieszamy drewnianą łyżką. 6. Rozkładamy do foremek do ¾ wysokości.
7. Pieczemy przez 50 minut, zostawiamy do wystudzenia w lekko uchylonym piekarniku.
8. Dekorujemy roztopioną czekoladą i migdałami.
Uwagi:
1. To pyszny i bardzo prosty do przygotowania deser. Pozbywamy się też dzięki niemu nadmiaru białek.
2. Jeżeli chcemy je podać gościom, polecam foremki silikonowe. Jakoś tak zgrabniej się w nich je. Przebijamy się przez chrupiący wierzch do „zaskakującego środka” – jak to określił mój cud-mąż.
3. Przepis pochodzi z Australian Women’s Weekly.

Smacznego!

czwartek, 18 marca 2010

Gofry z ziemniaków


Zatrzymać się nagle w drodze. Zapomnieć o celu podróży. Zawiesić w próżni wszystko oprócz tej jednej chwili. Przeżyć ją. Powrócić. Odmienionym lub choćby tylko - bardziej uśmiechniętym. Bogatszym o tę jedną chwilę. Po prostu mieć gest, roztrwonić kilkanaście cennych minut z napiętego grafiku dnia. Z nonszalancją, która uderzy do głowy, odbierając głos podszeptom zdrowego rozsądku. Zatracić się całkowicie. W chwili, która trwa. Potem, niech sobie nawet przeminie. Ale wcześniej – po prostu ją przeżyć. Pełniej, radośniej, w beztrosce, poza czasem, wbrew wszystkiemu.

Na co dzień liczy się przecież tylko akcja, dłużyzny się wycina, wciąż coś musi się dziać, absorbować, prowadzić do czegoś. Jaka moja w nim rola? Aktora? Scenarzysty? Dekoratora?

Jechałam samochodem, prowadzona konkretnym celem i GPSem. Słuchałam radia, jak zawsze, spieszyłam się. Dziennikarz rozpoczął swoją opowieść. O szkolnej przyjaźni, marzeniach o sławie, miłości do muzyki, kolejnych nazwach zespołu, szukaniu własnej drogi. Zasłuchana, zwalniałam tempo i kierunek myśli. Kiedy już wiedziałam o kim mowa i usłyszałam pierwsze, choć przecież dobrze znane dźwięki, zapomniałam o celu mojej podróży. Zjechałam na parking sklepu, w którym miałam zrobić zakupy, ale pozmieniały mi się priorytety i słuchałam. Chłonęłam dźwięki i słowa z zachłannością dziecka. Nie zrobiłam zakupów, nie wysiadłam nawet z samochodu. Roztrwoniłam tę chwilę dla siebie. Ze świeżym pęczkiem pięknych wrażeń wróciłam na swoją drogę.

Tego dnia nie kupiłam łososia, po którego pojechałam, a którego potrzebowałam do niniejszego przepisu. Musiał poczekać i ja także. Ale warto było. Przepis pochodzi z książki „60 produits passion” Nathalie Bruart i Erica Boschman’a , którą kupiłam podczas targów. Z pewnością jeszcze nie raz przytoczę tu przepisy z niej, jest naprawdę pełna wyjątkowych pomysłów kulinarnych.

Gofry to specjalność belgijska. Ale gofry z ziemniaków? Są niesamowite. Smakują jak gofry i jak ziemniaki jednocześnie, zaskakująco, ciekawie, wyjątkowo. Teraz, kiedy je spróbowałam będę eksperymentować jeszcze z różnymi dodatkami. Coś mi mówi, że z sosem grzybowym też będą pyszne. Ich przygotowanie zajmuje 15 minut, a składniki macie zapewne już teraz w lodówce. Nie trzeba jechać do sklepu... chyba, że w poszukiwaniu chwili.



Gofry z ziemniaków

Składniki dla 4 osób:
200 g gęstej śmietany
4 łyżki posiekanego koperku
4 plastry wędzonego łososia
2 łyżki oliwy z oliwek
Na gofry:
400 g obranych ziemniaków
2 całe jajka
1 żółtko
sól i pieprz



Przygotowanie:
1. Ucieramy ziemniaki na średniej tarce. Odciskamy z nich sok.
2. W misce mieszamy je z połową śmietany, jajkami, doprawiamy, odstawiamy do lodówki.
3. Mieszamy resztę śmietany z koperkiem, lekko doprawiamy.
4. Nagrzewamy gofrownicę. Smarujemy oliwą, pieczemy gofry (z podanych proporcji wyjdą 4 sztuki)
5. Studzimy, smarujemy śmietaną i obkładamy łososiem.





Smacznego!

wtorek, 16 marca 2010

Pytanie retoryczne?



I lubię i nie lubię rytuałów.

Z jednej strony to rodzaj uniwersalnej magii codzienności. Bezpieczna powtarzalność gestów
i słów mają w sobie moc zaklinania czasu. Wykonuję je z pieczołowitą dokładnością zegarmistrza na emeryturze, by nie naruszyć delikatnego mechanizmu, poruszającego trybikami naszych dni z zawziętą precyzją. Wystarczy przecież jeden niewłaściwy ruch i czar pryska.

Z drugiej strony przeszkadza mi w nich gorzki posmak konformizmu, wyczuwalny, specyficzny, nie dający się wywabić, jak plama po czerwonym winie na mojej ukochanej białej spódnicy.

Gdyby zechcieć położyć je na szali, zważyć, rozważyć, co przeważy?

Dziś rano nie próbuję nawet znaleźć odpowiedzi na powyższe pytanie. Zamiast tego marzę o tym by móc poddać się mojemu osobistemu rytuałowi zwanemu rytuałem croissanta. To z książki "Pierwszy łyk piwa i inne drobne przyjemności" Philipa Delerm'a. Mój rytuał to chwila na marginesie dnia, spędzona w ciszy i spokoju, bez pośpiechu, chwila pachnąca beztroską. Świeża bułeczka jest jego esencją.

Przedstawiam Wam dzisiaj przepis na bułeczki pszenno-żytnie. Wymyśliłam go usiłując stworzyć idealną recepturę chleba tostowego. Jeszcze jedna próba a i ten przepis ujrzy światło dzienne. Tymczasem jednak zachęcam do spróbowania naprawdę ekspresowych bułeczek. Są mięciutkie, puszyste, pięknie wyrastają i zachowują świeżość na drugi dzień, choć zazwyczaj nie dane jest im ujrzeć światło następnego poranka. Zachowują się jak na bułeczki przystało, znikają w mig.


Bułeczki pszenno-żytnie

Składniki:

220 g mąki pszennej chlebowej

50 g mąki żytniej chlebowej

125 ml mleka

22 g świeżych drożdży

1 łyżeczka cukru

1 łyżeczka soli

3 łyżki oliwy z oliwek

Przygotowanie:

1. Przygotowujemy rozczyn z drożdży: podgrzewamy lekko mleko, rozcieramy drożdże z cukrem i 1 łyżeczką mąki, zalewamy ciepłym mlekiem. Mieszamy dokładnie. Odstawiamy w ciepłe miejsce na 10-15 minut do wyrośnięcia.

2. W tym czasie do miski wsypujemy mąki, dodajemy sól i oliwę.

3. Wlewamy rozczyn i zagniatamy ciasto. Można je troszeczkę podsypać mąką ale minimalnie. Ciasto wyrabiamy do momentu aż będzie gładkie i elastyczne i nie będzie się już kleić do rąk, zajmie to minimum 10 minut.

4. Miskę spryskujemy oliwą z oliwek, wkładamy do niej kulę uformowaną z ciasta i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości, mniej więcej na 1 godzinę.

5. Wyrośnięte ciasto, wyrabiamy króciutko jeszcze raz i formujemy bułeczki. Z podanych ilości wychodzi 10 sztuk. Układamy na blasze wyłożonej pergaminem, odstawiamy do wyrośnięcia na 1/2 godziny.

6. Nagrzewamy piekarnik do 200° bez termoobiegu.

7. Bułeczki smarujemy roztrzepanym jajkiem. Pieczemy 15 minut. Studzimy na kratce. Ich smak jest neutralny, możemy podawać je na słodko lub wytrawnie.


Smacznego!