wtorek, 29 marca 2011

Banoffee.



Mam poczucie jakbym wracała z bardzo dalekiej podróży. A przecież nie wychodziłam nawet z domu. Przyszła wiosna. Forsycje prawie przekwitły. Nasza piękna śliwa zakwitła, tak jak wiśniowe drzewka i nobliwe magnolie w okolicy. Dopiero wczoraj to dostrzegłam. Jeszcze nigdy nie chorowaliśmy wszyscy jednocześnie i tak ciężko w dodatku. Ma się jednak ku lepszemu.

Dziś zapraszam na deser, który nie wymaga pieczenia. Idealny na niedzielne popołudnie. Konkretny, słodki, kremowy. Polecam. I cieszę się niewymownie. Tak dobrze jest wrócić do Was.




Banoffee

Składniki:
2 banany
250g gotowej masy kajmakowej lub confiture de lait
400 ml śmietanki 36% dobrze schłodzonej
200 g mascarpone
50 g cukru pudru
150 g ciasteczek – digestive, według przepisu były to speculosy pół na pół z sablés bretons
100 g lekko posolonego masła
3 łyżki gorzkiego kakao


Przygotowanie:
1.       Roztapiamy masło w garnuszku.
2.      Rozkruszamy drobno ciasteczka. Polewamy je rozpuszczonym masłem i łączymy.
3.      Wykładamy nimi spód tortowej foremki z wyjmowanym dnem. Dociskamy równomiernie.
4.      Wstawiamy do lodówki.
5.      Kroimy banany na plasterki o grubości 0,5 cm mniej więcej. Układamy je jeden przy drugim na ciasteczkowym spodzie.
6.      Na banany wykładamy kajmak. Rozsmarowujemy równomiernie. Wstawiamy do lodówki.
7.      Mascarpone łączymy delikatnie z połową cukru.
8.      Ubijamy śmietankę na sztywno. Dosypujemy resztę cukru i ubijamy jeszcze chwilę.
9.      Delikatnie łączymy, dodając mascarpone do ubitej śmietanki.
10.   Śmietankową masę wykładamy na cieście i wstawiamy do lodówki na minimum 1 godzinę.
11.    Przed podaniem posypujemy kakao.



Przepis pochodzi z marcowo-kwietniowego numeru "Saveurs".


czwartek, 17 marca 2011

Codzienność i dramat. Czwartek? Gnocchi!



Obieram ziemniaki. Dziś czwartek. W Rzymie to dzień, gdy na obiad przygotowuje się gnocchi. Opowiadała nam o tym nasza włoska koleżanka Gloria. Zaprosiła nas do siebie, by pokazać "jak to robią Włoszki". Przygotowywałyśmy lasagne i gnocchi. Węgierka, Belgijka, Kubanka, Polka i Włoszka - międzynarodowe grono. Teraz kolej na mnie, poproszono mnie, bym pokazała jak przygotowujemy pierogi i sernik. Wspominam sobie tamto spotkanie i opowieści Edith o Kubie. O reżimie, którego groza jest nam dobrze znana. Wciąż obieram ziemniaki. Słucham wiadomości w radiu. Myśli krążą po świecie i wokół talerza. Tam dramat a tu nasza codzienność.
- Mamo, dlaczego wciąż mówią o Japonii? - pyta synek pierwszy.
- Mamo, czy mogę dzisiaj włoskie kopytka? - pyta drugi syn.
Przy obiedzie więc wyjaśnienia dotyczące tsunami, trzęsienia ziemi i skażenia. Dzieci, które na dachu szkoły wymalowały SOS. - Dlaczego, mamo?
Dlaczego odpowiedzi są takie trudne? Bo trzeba kierować je do dzieci i na ich miarę pojmowania świata mają być skonstruowane? Czy dlatego, że dorosły też nie umie pojąć bezmiaru tragedii odległej o tysiące kilometrów? Tak bliskiej i tak dalekiej?

O czym powinno się pisać na blogu kulinarnym?



Gnocchi

Składniki:
800 g ziemniaków
około 350-400 g mąki pszennej
1 jajko
gruba szczypta soli
do podania masło, świeża szałwia, parmezan

Przygotowanie:
1. Ziemniaki obieramy, kroimy w grubą kostkę, gotujemy.
2. Ważne! Ziemniaki jeszcze gorące przepuszczamy  przez praskę lub przecieramy przez sito. Takie ziemniaczane purée pozostawiamy do całkowitego wystygnięcia.
3. Na stolnicę przesiewamy mąkę. Nie dodawajmy całości od razu. Pozostawmy sobie część do podsypania. Formujemy dołek, w który wbijamy jajko. Dodajemy dużą szczyptę soli. Wyrabiamy szybko i sprawnie.
4. Nastawiamy garnek z wodą. Solimy ją i dodajemy odrobinę oliwy.
5. Ciasto dzielimy na mniejsze części. Z każdej formujemy wałek. Tak uformowane wstępnie wałki pozostawiamy pod przykryciem.
6. Każdy wałek kroimy osobno na bieżąco przed gotowaniem, na mniejsze odcinki, ok. 1 cm szerokości.
7. Sposobów na formowanie gnocchi jest wiele. (Patrz zdjęcia). Gloria pokazała nam swój. Pokrojone kawałki ciasta formujemy w dłoniach w kulki i wrzucamy na gotującą się wodę. Wyławiamy od razu po tym, jak wypłyną na powierzchnię.
8. Na chwilę przekładamy do miski z zimną wodą. 
9. Odcedzamy i odstawiamy. Powtarzamy czynność do zużycia całego ciasta. 
10. Tuż przed podaniem podsmażamy delikatnie na maśle z listkami świeżej szałwii. Podajemy z tartym parmezanem.     





Gloria podała nam gnocchi z sosem mięsno-pomidorowym.


Gnocchi możecie przygotować w większej ilości i zamrozić.


A to już gnocchi przygotowane przeze mnie w domu.

Smacznego!

wtorek, 15 marca 2011

Chleb babci Mieczysławy



Przede mną leży kartka. Gotowa by ją zapisać. Kolejne ćwiczenie z pisania.
Temat: Szczęście to dla mnie ...?
Siedzę w zimnej sali, bo ktoś zakręcił kaloryfery. Patrzę przez okno.  Gdybym tylko tam mogła znaleźć odpowiedź... I właśnie tam ją znajduję...
I już wiem.
Inni wokół mnie czytają swoje prace. Zdrowie, rodzina, dzieci, praca, samorealizacja...
Zadaję sobie pytanie.
A gdybym tego wszystkiego nie miała...
Zaczynam pisać: 
Cieszę się wiosną jak zimą. Tak samo. (No dobrze, prawie tak samo, a końcu jestem ciepłolubna.) Prawie tak samo, bo każda kolejna, niezależnie od tego jaka, pora roku, to znak. Że mogę iść dalej, patrzeć przed siebie, snuć plany, marzyć. Że, być może, mam jeszcze czas. Mogę gromadzić kasztany, kieszenie wypychać muszelkami, pleść wianki, zrywać chabry i brudzić kalosze. Wiosna nie wiosna. 

Zgłodniałam.
Pomyślałam o chlebie, który upiekłam wieczorem.
Zapomniałam dodać soli.
Bywa i tak. Z wiekiem.
Wartości chleba nie mierzy się przecież smakiem chrupiącej pajdki, o którą walczyliśmy z moim rodzeństwem w dzieciństwie. Smakuje mi dziś każda kromka. Nawet jutro i trzeciego i czwartego dnia po upieczeniu. Bo może być ostatnia, bo dla innych jest tym o czym marzą najbardziej, bo jest darem.
Ile to już wiosen za mną?
Ile wiosen przede mną?
A zim ile?


Powierzono mi pewien rodzinny przepis**. Na chleb właśnie. Bardzo za niego dziękuję. Jest pyszny, miąższ ma miękki, zdobiony licznymi dziurkami, lubią go dzieci, mimo, że jest na zakwasie. Na zakwasie, który przygotujemy w dwa dni. Dłużej zachęcać nie będę. Pozostawiam go Wam. I niezmiennie, życzę smacznego.



Chleb babci Mieczysławy

Składniki:
100 g mąki żytniej chlebowej
400 g mąki tortowej
115 g zakwasu*
5 g świeżych drożdży
375 g letniej wody
1,5 łyżeczki soli

dodatkowo – według uznania i smaku ziarna lub otręby

Na zakwas*
3 czubate łyżki mąki żytniej razowej
100 ml wody z kranu
Zakwas wstawiamy 2 dni przed pieczeniem chleba. Wodę z mąką mieszamy w słoiku i odstawiamy w ciepłym miejscu.
Jeśli na co dzień hodujemy zakwas, minimum 12 – 20 godzin przed pieczeniem dokarmiamy go, a do chleba zużywamy 115 g.

Przygotowanie:
1.      Podgrzewamy wodę. Odlewamy ¼ szklanki i rozpuszczamy w niej drożdże.
2.      Do miski przesiewamy mąkę tortową, dosypujemy mąkę żytnią i sól, dolewamy wodę i rozpuszczone drożdże i zakwas. Mieszamy drewnianą łyżką i wyrabiamy. Ciasto lekko się klei, ale wyrabia się bardzo szybko i bez problemu.
3.      Formujemy bohenek lub układamy ciasto w keksówce wysmarowanej olejem i wysypanej otrębami. Odstawiamy w ciepłym miejscu na kilka godzin.
4.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180°
5.      Foremkę wstawiamy do piekarnika lub układamy bochenek delikatnie na rozgrzanej w piekarniku i wysypanej mąką blasze.
6.      Pieczemy 1 godzinę.
7.      Po wyjęciu z pieca skórkę chleba przemywamy wodą (pędzelkiem lub dłońmi), aby nie była sucha.




**podane przeze mnie składniki to dokładnie połowa porcji, której na co dzień używa babcia Mieczysława. Jeśli je podwoicie wyjdzie Wam piękny duży bochen. N zdjęciach widzicie dwa różne chleby, które upiekłam raz w keksówce, raz w formie bochna. W drugim przypadku zmniejszyłam ilość wody, obawiając się, że chleb mógłby się rozejść na boki. Nic takiego jednak mu nie grozi. Teraz to wiem.  

Smacznego!

piątek, 11 marca 2011

Bobota. Wiejskie ciasto cytrusowe, które zimą może zastąpić słońce.



Świat budzi się z zimowego letargu i zaczyna przyspieszać. Nie poczułam jeszcze tego charakterystycznego ciepłego powiewu wiosny w powietrzu muskającym moją twarz rano. Ale kto wie...
Wybaczcie, że ostatnio wszystko tak na raty. Pomyślałam jednak, że możecie poszukiwać ciasta na weekend a to, które chciałabym Wam dziś zaproponować jest na nadchodzących kilka dni po prostu idealne. Będzie Wam potrzebna mąka kukurydziana, kilka pomarańczy i cytryn. Resztę składników macie z pewnością w lodówce.
Tymczasem biegnę. Do zobaczenia wieczorem.
Słonecznego popołudnia Wam życzę.
Uśmiechnijcie się.
Idzie wiosna.
To pewna wiadomość.
Z dobrego źródła.



Bobota lub greckie ciasto cytrusowe

Składniki
Na ciasto:
100 g rodzynek
50 ml winiaku, brandy lub krupniku
400 g mąki kukurydzianej
100 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
0,5 szklanki oleju
1 szklanka soku pomarańczowego
2 pomarańcze
2 jajka
0,5 szklanki cukru
100 g obranych i grubo pokrojonych migdałów

Na syrop cytrynowy:
skórka otarta z 2 cytryn
2 łyżki winiaku, brandy lub krupniku
1 szklanka cukru

Przygotowanie:
1. Zaczynamy od zalania rodzynek alkoholem. Najlepiej zrobić to dzień wcześniej. Zaraz potem przygotowujemy też syrop, żeby zdążył wystygnąć, zanim polejemy nim ciasto.
2. Ocieramy skórkę z cytryn i wyciskamy sok. W garnuszku o grubym dnie rozpuszczamy z sokiem cukier, dodajemy skórkę pomarańczową i gotujemy jeszcze kilka minut, mieszając od czasu do czasu.
Po skończeniu gotowania dodajemy alkohol, odstawiamy i bardzo mocno schładzamy.
3. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200°.
4. Ocieramy skórkę z pomarańczy i wyciskamy sok. DO dużej miski wsypujemy mąkę kukurydzianą, tortową, proszek i sól. Mieszamy łyżką.
5. Następnie dodajemy skórke pomarańczową, 2 żółtka, cukier i sok z pomarańczy. Mieszamy drewnianą łyżką aż do uzyskania gładkiej masy.
6. Dodajemy rodzynki wraz z alkoholem i migdały. Jeżeli ciasto nie ma jeszcze gładkiej konsystencji dolewamy małymi porcjami ciepłą wodę (ja dodałam 1/4 szklanki wody) i cały czas ręcznie mieszamy.
7. Ubijamy białka na sztywno z odrobiną soli.
8. Łączymy białka z masą, kolistymi ruchami, zagarniając ciasto z dołu do góry.
9. Wlewamy ciasto do wysmarowanej olejem formy, okrągłej o średnicy 22 cm lub prostokątnej. 
10. Pieczemy około 50 minut, do suchego patyczka.
11. Chwilę po wyjęciu z piekarnika ciasto kroimy na 16 części i polewamy schłodzonym syropem cytrynowym. Można podawać je od razu. Najlepiej z mocną czarną kawą. 



Przepis pochodzi z książki Oli Lazar "Kuchnia grecko-polska i polsko-grecka dla początkujących." 

Smacznego!

wtorek, 8 marca 2011

Baisers de Malmedy i belgijski karnawał.



Binche.
Tam gdzie raz do roku spotyka się folklor w najczystszej postaci i współczesność. Karnawał, który chciałam w końcu zobaczyć i który tak bardzo mnie zaskoczył.
Pozytywnie i negatywnie.
Pasjonaci żyjący tradycją, ludzie starsi, dla których wciąż jest ważna, nie tylko ze względów ekonomicznych. I młodzież, dla której to zapewne tylko kolejna - idealna, należy dodać - okazja do zabawy, upojenia do nieprzytomności w rytmie narzucanym przez tamburyny. W oparach confetti i pomarańczy.
Melanż niewyobrażalny, dopóki się z nim nie zetkniesz.
Zupełnie jak coca-cola zmieszana z piwem. Ten popularny wśród młodych napój w Brukseli zwą mazoutem a w Binche także cercueil czyli trumną.

Tutaj czyli na stronach Emstacji  przeczytacie artykuł mojego aurorstwa o belgijskim karnawale. Zapraszam.

Baiser de Malmedy to trochę inne makaroniki. Kiedyś, jeszcze na początku XX wieku nazywano je blankès mèringues. Zwyczajowo przekłada się je kremem na bazie masła lub po prostu bitą śmietaną. Od siebie dodałam jeszcze ziarno Tonki. Naszym dzieciaczkom i nam samym smakowały wybornie. Polecam.



Baiser de Malmedy czyli całuski z Malmedy

Składniki:
6 białek
125 g migdałów w proszku
160 g drobnego cukru
25 g mąki
płatki migdałów do dekoracji - użyłam orzechów brazylijskich

Do przełożenia:
bita śmietana z wanilią - użyłam utartego ziarna Tonka

Przygotowanie:
1. Dokładnie mieszamy w miseczce mąkę, 110 g cukru i zmielone migdały. Odstawiamy.
2. Nastawiamy piekarnik do temperatury 150°.
3. Mikserem na niskich obrotach zaczynamy ubijać białka. Kiedy zaczynają robić się białe i zwiększają objętość dodajemy na 2 razy pozostały cukier i zwiększamy do maksimum obroty. Ubijamy na sztywno.
4. Odstawiamy mikser. Bardzo delikatnie łączymy sypkie składniki z pianą z białek. Nie wykonujemy gwałtownych i kolistych ruchów. Poruszamy łyżką od środka do brzegów starając się delikatnie połączyć wszystkie składniki w jednolita masę.
5. Szprycą z okrągła końcówką nakładamy 32 porcje masy na blachę wyłożoną pergaminem. W dużych odstępach.
6. Pieczemy 30 - 40 minut.
7. Gdy ciasteczka wystygną przekładamy je bitą śmietaną i podajemy.













cdn.

piątek, 4 marca 2011

A może tłusta sobota? Oponki z ricottą.



Wiem,  że wielu z Was przeniosło pieczenie pączków na weekend, gdy wydaje się, że mamy więcej czasu.
A skoro w kontekście belgijskiego karnawału mowa jest o tłustej niedzieli, tłustym poniedziałku i wtorku, to czemu nie tłusta sobota?
Przygotowałam wczoraj oponki, które bardzo lubią nasze dzieci. Rozeszły się błyskawicznie. Polecam je więc także i Wam. 


Oponki z ricottą

Składniki:
375 g mąki pszennej
300 g ricotty
3 żółtka
75 g drobnego cukru
1 łyżka soku z cytryny
1 pełna łyżeczka sody
100 g masła
2 łyżki kwaśnej gęstej śmietany
szczypta soli


Przygotowanie:
1.       Przesiewamy mąkę na stolnicę, rozbimy dołek, do którego wbijamy żółtka i dodajemy resztę składników. Zagniatamy.
2.      Ciasto dzielimy na 2 części. Pierwszą rozwałkowujemy na grubość minimum 1 cm do 1,5. Wycinamy koła, w środku każdego odpowiednio mniejsze – kółka. Kółka możemy upiec osobno jako małe pączusie lub też dołączać do reszty ciasta i wykrajać do końca.
3.      Smażymy w głębokim garnku na oleju, dobrze rozgrzanym, z obu stron. Osuszamy na papierowym ręczniku.
4.      Kiedy przystygną dekorujemy wedle uznania. Cukrem pudrem, deserową czekoladą lub białą czekoladą, tak jak na zdjęciu (75 g białej czekolady rozpuszczamy z 3 łyżkami kremówki).



Smacznego!

środa, 2 marca 2011

Xerotigano czyli greckie faworki. Niepowtarzalne.



Xerotigana przypominają nasze faworki. Ale Grecy nie byliby sobą, gdyby nie skąpali ich w słodkim, aromatycznym syropie. Posypane prażonym sezamem, bardzo bardzo kruche, są naprawdę ciekawe w smaku. Jest jednak jedno ale. Trzeba trochę wprawy, by je usmażyć zgodnie z literą przepisu i tradycji. Pierwszy najczęściej się nie udaje, ale każdy następny cieszy oczy. Warto się napracować dla tego smaku. Wierzcie mi i spróbujcie koniecznie. Gdyby Wam się jednak zwyczajnie nie chciało, możecie je przecież pokroić w kwadraty i smażyć i moczyć w syropie i też będą pyszne. Lub też zwinąć jak nasze tradycyjne faworki...  

PS. Zapomniałam dodać, że z połowy porcji wychodzi około 20 sztuk. Do połowy składników ciasta użyłam 1/5 składników syropu i wystarczyło go w zupełności...


Xerotigano

Składniki:

Na ciasto:
500 g mąki tortowej
4 łyżki oliwy z oliwek
4 łyżki raki lub koniaku
150 - 200 ml wody
szczypta soli

Na syrop:
450 g cukru
250 g miodu
kawałek cynamonu
500 ml wody
3 łyżki soku z cytryny
5 łyżek prażonych ziaren sezamu lub drobno pokrojonych orzechów włoskich



Przygotowanie:
1.       Mieszamy wszystkie składniki w misce stopniowo dolewając wodę. W momencie, gdy uzyskamy elastyczne ciasto, które przestaje kleić się do ścianek miski przestajemy dolewać wodę.
2.      Wyrabiamy jeszcze przez chwilę na stolnicy do uzyskania gładkiego, jednolitego ciasta. Odstawiamy zawinięte w ściereczkę ma 30 minut.
3.      W tym czasie przygotowujemy syrop. Mieszamy w garnuszku miód, cukier i wodę, dorzucamy cynamon i doprowadzamy do wrzenia. Pozostawiamy na 15 minut na małym ogniu. Dodajemy sok z cytryny i utrzymujemy w cieple.
4.      Rozgrzewamy olej w głębokim garnku.
5.      Cieniutko rozwałkowujemy ciasto. Kroimy je na wstążki długości 35-40 cm i szerokości 3-4 cm.
6.      Każdą wstążkę zwijamy w spiralę w następujący sposób. Zazijamy luźno pasek ciasta najpierw wokół dwóch palców ułożonych horyzontalnie i następnie wokół czterech. Zawijamy aż do końca. Uwalniamy palce zastępując je długą wykałaczką bądż trzonkiem drewnianej łyżki. Układamy na rozgrzanym oleju kręcąc ciastkiem tak, aby się nie rozwinęło. Przewracamy na drugą stronę, smażymy na złoty kolor.
7.      Osuszamy na papierowym ręczniku. Maczamy w ciepłym syropie i posypujemy prażonymi ziarnami sezamu lub orzechami.

Podajemy letnie lub przestudzone. Możemy przygotować je wcześniej i przechowywać je w zamkniętym hermetycznie pojemniku.


Przepis pochodzi z książki Julie Andrieu "Julie cuisine le monde".

Smacznego!