wtorek, 31 maja 2011

Blog ze smakiem i gołąbki à la sushi czyli addiopomidory w mediach.


W wolnej chwili i w przypadku zainteresowania blogiem polecam Wam lekturę rozmów i artykułów mojego autorstwa.  Znajdziecie je poniżej.


I miejsce w konkursie Ugotuj.to dla Szefa Kuchni, ugotujto.pl
Apetyt na Polskę Tygodnik Powszechny
Marzec 2015 Elle
Radiowa Trójka
Blog ze smakiem dla we-dwoje.pl
Gołąbki à la sushi dla ugotujto.pl
Karnawał w Belgii dla emstacja.eu
Boże Narodzenie w Belgii dla emstacja.eu
Powroty dla emstacja.eu
Blog Tygodnia, ugotujto.pl
Najlepszy europejski przepis, Smaki Wrocławia


A skoro już o rozmowach mowa, zapraszam już teraz na kolejną z cyklu Rozmów przy kawie, tym razem o kuchni francuskiej, Cordon Bleu, pracy w renomowanych restauracjach i ....

Jutro zaś przepis na udany piknik.



Dobrego dnia życzę Wam.
Anna

piątek, 27 maja 2011

Naleśniki kawowe.



Rytuał to czy przyzwyczajenie ? Coś więcej może?

W domu pijemy kawę rzadko. Tylko w wekkendy lub wolne dni. Tylko wtedy, gdy jesteśmy razem. Nie dlatego, że to jakaś zasada. Spontanicznie, bezrefleksyjnie niemal. I tak naturalnie, że trzeba było wiele czasu, nim sobie to uświadomiłam.

Jeszcze wcześniej zauważyłam to u naszych rodziców. Zawsze czekają na siebie, by wspólnie zasiąść do kawy. Umawiają się na tę chwilę. Pomyślałam sobie kiedyś, jakie to urocze i piękne. Zwyczajna czynność, urastająca do rangi wydarzenia. Jednego z ważniejszych w ciagu dnia. I tak codziennie. Punkt wyjścia i odniesienia zarazem. Chwila rozmowy nad parującym ciepłem i smakiem, któreg głębia nie zamyka się w lustrze filiżanki.
- Posłodzona?

Ktoś wie, czy słodzisz i ile łyżeczek tej słodyczy potrzebujesz, lubisz. Z mlekiem czy bez. Z odrobiną soli, wiadomo.

Ktoś wie, jak odkładasz filiżankę. I że nigdy jej nie dopijasz. I że potrzebujesz ciszy w tej jednej konkretnej chwili. I spokoju na progu lawiny zdarzen, które z pewnością za chwilę nastapią.
- Dużo Ci jeszcze zostało? Ja tu czekam i czekam. Wstawiam wodę. Koncz już i chodź, usiądźmy na chwilę.
Te same miejsca zajmowane przy stole, te same filiżanka i kubek. Okruchy rozmów i uśmiechów, które po nich zostają.
- Czekam na Ciebie z kawą.
I wiem, że nie wypiję jej, póki nie usiądziesz przy mnie.

Herbata? To całkiem inna historia. Opowiem Wam ją kiedy indziej.

Pamiętam chwilę, w której zrodził się ten pomysł. Ubijałam ciasto naleśnikowe. Trzepaczką. Jakoś nigdy nie używam do tego miksera. Obok stał kubek po kawie. Pomyślałam. A może by tak spróbować? Zamiast mleka dodać kawy z mlekiem?

Z naleśników kawowych możecie przygotować bardziej wykwintny deser. Podając je na przykład:
1.       W formie tortu naleśnikowego.
2.      Pokrojone w cienkie paseczki jak tagliatelle w formie kawowych gniazdek, które wypełnicie wybranymi owocami i podacie ze skarmelizowanymi orzechami.

Możliwości jest bardzo wiele. Są pyszne w każdym wydaniu. Polecam gorąco.



Naleśniki kawowe

Składniki: na 6 sztuk
200 ml mocnej kawy *
50 ml odtluszczonego mleka do kawy
2 łyżki masła
1 łyżeczka kakao
3 jajka
130 g przesianej mąki tortowej
2 łyżki cassonady, można zastąpić cukrem trzcinowym
po dużej szczypcie zmielonego kardamonu, goździków, cynamonu
½ laski wanilii
 ½ łyżeczki soli morskiej

Do przełożenia:**
gęste mleko kokosowe
cukier cynamonowy
truskawki


Przygotowanie:
1.       Do gorącej kawy dodajemy kakao, mieszamy dokładnie. Dolewamy mleko. Następnie masło. Pozwalamy, aby się rozpuściło. Dosypujemy cukier i sól. Mieszamy.
2.      Całość przelewamy do większej miski. Dodajemy jajka, łączymy ubijając.
3.      Powoli dosypujemy makę, nie przestając ubijać.
4.      Gdy ciasto jest gładkie i jednolite dodajemy przyprawy, mieszamy raz jeszcze do dokładnego połączenia składników.
5.      Odstawiamy na minimum ½ godziny. Najlepiej na dłużej, naleśniki są wówczas delikatniejsze.
6.      Smażymy na sklarowanym maśle.
7.      Smarujemy na całej powierzchni mlekiem kokosowym. Posypujemy cukrem cynamonowym. Zwijamy i podajemy z truskawkami.



 
*jeśli nie zaparzamy kawy w ekspresie,  3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej zalewamy 200 ml gorącej wody
**do przełożenia możecie użyć dowolnych, ulubionych przez siebie składników, owoców sezonowych, truskawki i mleko kokosowe to po prostu nasza ulubiona kompozycja.



Smacznego!

środa, 25 maja 2011

Sałata z truskawkami i bresaolą.



- Bo wy, mamy, wszystkie jesteście takie same…
- ???
- No tak. Rozmawiałyśmy dzisiaj z dziewczynami i wyszło na to, że wszystkie powtarzacie nam ciągle to samo – kontynuuje córka pierwsza.
- Ach tak...?
- Na przykład, że dzieci głodują, a my nie chcemy jeść i przynosimy z powrotem kanapki ze szkoły...
- Żebyśmy nie wybrzydzały...
- I nie robiły min, kiedy podajecie nam jedzenie...
- Żebyśmy nauczyły się doceniać to, co mamy...
- Chodziły wcześnie spać, dobrze się odżywiały, bo rośniemy...
- Córeczko?
- Tak, mamo?
- Czy to znaczy, że Wy dzieci, wszystkie jesteście takie same?
- Oj, mamo...

Chciałoby się rzec, problemy stare jak świat. Wciaż powracają. Nić porozumienia plącze się w realiach każdej współczesności. (Ja odbywałam z moją mamą podobne rozmowy.) Byle jej nie zerwać. Zachować w jednej, spójnej formie. Od momentu, gdy po raz pierwszy całkiem mały Ktoś nazywa nas mamą, przez wszystkie kolejne, gdy nie ustaje w zadawaniu pytan, w koncu - gdy ma własne zdanie na każdy temat, w sposób istotny niespójne z naszym własnym. I dobrze. Choć trudno czasami. I właśnie dlatego chciałoby się, by ta wielka odpowiedzialność bycia Rodzicem nie przysłaniała tej nadzwyczajnej przyjemności bycia nim.

- Mamo, co to jest poziomek? - pyta synek drugi.

No właśnie.


Sałata z truskawkami i bresaolą

Składniki: dla 2 osób
kilkanaście liści sałaty rżnych gatunków
200 g słodkich truskawek
10 cieniutkich plasterków bresaoli, można zastąpić prosciutto crudo
odrobina tartego parmezanu
świeży tymianek cytrynowy

Na winegret:
6 łyżek oliwy z oliwek
2 łyżki octu z mango
1 łyżka miodu
sól, pieprz
kilka listków świeżego tymianku

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy winegret. Wszystkie składniki prócz soli i pieprzu przelewamy do małego słoiczka, który zamykamy i wstrząsamy nim. Doprawiamy do smaku i odstawiamy.
2.      Sałatę myjemy, osuszamy dokładnie, układamy na dwóch talerzykach. Podobnie postępujemy z truskawkami, jeśli są duże, kroimy je na mniejsze cząstki.
3.      Plasterki bresaoli zwijamy w pojedyncze ruloniki i układamy je na sałacie.
4.      Posypujemy parmezanem. Tuż przed podaniem polewamy winegretem.  




Smacznego!

niedziela, 22 maja 2011

Błogostan i orzechowe ciasto z rabarbarem, jakiego jeszcze nie jedliście.



Niedziela. Jak cichy spokój po burzy. Jak słonce zza chmur roświetlające Twoją twarz. Jak dobrze schłodzone wino do obiadu. Jak truskawki, na które się czeka. Jak beztroski uśmiech dziecka. Dzien bez pracy. Błogostan. Sielanka. Harmonia. Czas, by wszystko sobie poukładać. Bo wszystko ma swoje miejsce i czas.

Zapraszam Was dziś na wyjątkowe ciasto z rabarbarem. Jego kwaskowatość chciałam połączyć ze smakiem równie konkretnym, o niejednolitej teksturze. Stąd mka gryczana i orzechy. Długo zachowuje świeżość, jest wilgotne i miękkie. Pomyślałam, że warto pokazać je Wam właśnie dziś. Można upiec je w weekend i kroić po kawałeczku przew resztę dni tygodnia. Wyborne drugie śniadanie. Polecam gorąco.


Orzechowe ciasto z rabarbarem

Składniki:
450 g rabarbaru pokrojonego na duże 3 cm kawałki
150 g cukru
50 g mąki gryczanej
100 g mąki orkiszowej razowej
100 g mąki tortowej
75 g orzechów włoskich grubo posiekanych
75 zmielonych orzechów włoskich
2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 małe jajka
210 g drobnego cukru
20 g cukru waniliowego
175 ml oleju
150 g chudego jogurtu naturalnego

Dodatkowo na kratkę rabarbarową:
250 g rabarbaru w długich prostych, mniej więcej tej samej grubości łodygach rabarbaru nie obieramy
garść cukru


Przygotowanie:
1.       Rabarbar pokrojony na kawałki zasypujemy w misce cukrem. Odstawiamy na 1 godzinę, mieszając od czasu do czasu.
2.     Kratka rabarbarowa*. Ostrym możem kroimy łodygi na wstążki o grubości ok. 3 mm. Układamy na pergaminie lub folii, zasypujemy cukrem i odstawiamy.
3.      Mieszamy w jednym naczyniu wszystkie rodzaje mąki, proszek do pieczenia i orzechy.
4.      W oddzielnej misce ubijamy jajka, dodając stopniowo cukier wymieszmy z cukrem waniliowym. Kiedy cukry się dokładnie w masie rozpuszczą, wlewamy olej i jogurt.
5.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180° bez nawiewu.
6.      Rabarbar w kawałkach przekładamy łyżką cedzakową na patelnię i podsmażamy aż do całkowitej redukcji wypływającego soku. Zestawiamy.
7.      Okrągłą foremkę o średnich 24 cm smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą lub semoliną.
8.      Do foremki wylewamy taką ilość ciasta, by pokryło całe jej dno do wysokości 1 cm. Następnie wykładamy masę rabarbarową. Równomiernie rozsmarowujemy. Na to wylewamy pozostałe ciasto, wygładzamy powierzchnię.
9.       Rabarbarowe wstążki osuszamy kuchennym ręcznikiem papierowym. Formujemy kratkę przeplatając wstążki. Przekładamy j na ciasto. Za długie wstążki przycinamy nożyżkami – tak jest najporęczniej. Posypujemy odrobin cukru.
10.   Wstawiamy do piekarnika. Przykrywamy pergaminem i pieczemy 1 godzinę.



Uwagi:
*Jeżeli kratka wyda Wam się zbyt pracochłonna, możecie z niej zrezygnować, a cisto po upieczeniu i wystygnięciu posypać cukrem pudrem.

**Ciasto piekłam dwukrotnie. Raz w tortownicy, która okazała się za mała, a nieprzykryta kostka rabarbarowa zbytnio nabrała kolorów. Dlatego ciasto nie nadawało się do obfotografowania. Drugim razem spróbowałam upiec je w keksówce. Użyłam połowy porcji ciasta pozostawiając całą porcję rabarbaru. Ten efekt widzicie na zdjęciach.


 


Smacznego!

czwartek, 19 maja 2011

Curry thaï.



Mały chłopiec pojechał na szkolną wycieczkę. Na trzy dni zaledwie - pocieszają się rodzice. Pierwszy, ważny krok w stronę samodzielności. Moment kiedy jedna, wspólnie dotąd pokonywana droga zaczyna się rozwidlać, tworząc pajęczynę mniejszych, coraz bardziej krętych i wąskich ścieżek. I jest na niej miejsce tylko dla jednej osoby. Zachowując w pamięci ciepło dziecięcej dłoni w swojej, możemy tylko pomachać na pożegnanie.
Najdziwniejsze jest poczucie, że wyjeżdża nie ośmiolatek, ale zupełnie mały chłopczyk, w dżinsowych ogrodniczkach, stawiający pierwsze kroki w miną zwycięzcy, w ogrodzie swojego dziadka.

Dzisiaj zapraszam Was na pyszne curry. Jest proste i szybkie w przygotowaniu. Jeśli nie możecie znaleźć niektórych składników zastąpcie je wedle uznania lub pomincie. Choć zapewniam, że warto poszukać ich na półkach z produktami orientalnymi.           


Curry thaï

Składniki: 
300 g filetów z piersi kurczaka
250 g groszku
200 g małych zielonych szparagów
400 ml niesłodzonego mleka kokosowego
200 ml niesłodzonej śmietanki kokosowej
sok z limonki
1 łyżka żółtej pasty curry
3 listki cytryny kaffir - używam suszonych, wówczas dodaję je w całości
2 łyżki sosu rybnego
1 łyżeczka cassonady – można zastąpić zwykłym cukrem
listki tajskiej bazylii – można zastąpić listkami zwykłej bazylii
400 g ryżu basmati


Przygotowanie:
1.   Gotujemy ryż zgodnie z instrukcją na opakowaniu, w nieosolonej wodzie, z dodatkiem  posiekanego listka cytryny kaffir. Przechowujemy w cieple.
2.   Kroimy filety z kurczaka na mniejsze kawałki wedle uznania.
3.   Myjemy i osuszamy liście bazylii i pozostałe listki cytryny kaffir. Rwiemy na mniejsze części.
4.   W garnku mieszamy śmietankę kokosową z pastą curry, podgrzewamy. Dodajemy mleko kokosowe, sos rybny, cukier i listki cytryny kaffir. Gotujemy na małym ogniu przez 15 minut.
5.   Myjemy groszek i szparagi. Główki szparagów odłamujemy, odkładamy na bok, pozostałe części kroimy na małe kawałeczki.
6.   Groszek, szparagi i pokrojone drobno koncówki szparagów dodajemy do garnka i gotujemy na małym ogniu 5 minut.
7.   Dodajemy piersi z kurczaka i główki szparagów. Gotujemy jeszcze 10 minut.
8.   W momencie podania dodajemy sok z limonki i listki bazylii.
9.   Podajemy z ryżem.



Przepis pochodzi z majowego wydania magazynu „Saveurs”. 

Smacznego! 

poniedziałek, 16 maja 2011

Chleb razowy na ciemnym piwie z syropem klonowym



Szukam w myślach czegoś bogatszego w znaczenia, bardziej symbolicznego i fundamentalnego. I długie to rozmyślania. Bo nie jest łatwo znaleźć słowa, które miałoby podobną wagę.
Chleb.
Drżącymi rękami, z pietyzmem, na jaki tylko pozwala jego wszechogarniające gorąco wyciągam go z pieca.
Patrzę na odpoczywający bochenek. Czuję, że jego stygnące ciepło ogarnia mnie i uspokaja. Koi chęć zerwania spokoju tej chwili sięgnięciem do szuflady z deską do krojenia. Nie pokroję go jeszcze, muszę poczekać. Nauczę się czekać. On mnie tego uczy. Czekania na owoce swojej pracy. Bo to właśnie chleb nauczył mnie, że praca jest wartością. Nie obowiązkiem ani też przywilejem, nie tylko. Wartością, według której warto żyć.
Czekam więc. Przywołuję obraz gospodyni, która nie usiadła gdy wstawiała do pieca chleb, aż do momentu wyjęcia z niego upieczonego bochna. Przez szacunek. Taki był niegdyś zwyczaj. Piękny, prawda?
Czekam jeszcze i jeszcze. W koncu kroję kromeczkę. I dzielę się nią. Z radością i zachwytem. Taki jest dobry. I nie tylko o smak tu chodzi.

- To najlepszy chleb, jaki jadłem – powiedział cud-mąż.
Polecam Wam go gorąco. Ma niezwykle chrupiącą skórkę, aromat, który potrafi na chwilę zakręcić w głowie, miąższ miękki i wilgotny, smak delikatnie słodki. Pozostaje długo świeży. Przynajmniej na tyle długo, na ile mu pozwolimy.     


Chleb razowy na ciemnym piwie z syropem klonowym

Składniki:
425g gęstego zakwasu dokarmionego nie później niż 10-12 godzin wcześniej
175 g ciemnego piwa stołowego*
3 łyżki syropu klonowego
7g soli morskiej
250g mąki pszennej chlebowej
50g wody
½ łyżeczki suchych drożdży

Przygotowanie:
1.       W dużej misce mieszamy zakwas, piwo, syrop klonowy, sól i wodę.
2.      Dodajemy mąkę i drożdże.
3.      Pozostawiamy przykryty ściereczką na 1 godzinę.
4.      Po tym czasie mieszamy ponownie, następnie przekładamy do keksówki wysmarowanej oliwą i wysypanej otrębami. Wierzch chleba także posypujemy otrębami. Pozostawiamy przykryty ściereczką do wyrośnięcia. Potrwa to ok. 2 godzin.
5.      Wstawiamy do zimnego piekarnika. Pieczemy w 200° przez 30 minut bez termoobiegu, następnie włączamy termoobieg/nawiew na 15 minut. Wyłączamy i pieczemy jeszcze około 30 minut.

*użyłam Piedboeuf, jeżeli nie jest dostępny można użyć innego ciemnego stołowego lub karmelowego, w przypadku tego drugiego warto wówczas zmniejszyć odrobinę ilość syropu klonowego


Smacznego!

piątek, 13 maja 2011

Łosoś z sosem żurawinowym.



Wszystko zaczyna się od postawienia pierwszego kroku. Bywa, że zupełnie małego, choć wysiłek wen włożony niewspółmiernie ogromny. Bywa też, że stawiamy go bezwiednie, odruchowo lub też kierowani roztargnieniem, intuicją czy przypadkiem i dopiero dystans pozwala nam uświadomić sobie, jak był ważny. Kolejne podejmowane kroki i obierane kierunki nie raz zapewne schodzą na manowce konformizmu, potykają się o egocentryzm swój lub towarzyszy wędrówki. Czy potrzeba bezpieczenstwa i stabilizacji ma być środkiem czy celem?
Przychodzą takie chwile, gdy chciałoby się wybiec naprzód. Spojrzeć na siebie za kilka lat. Sprawdzić, czy się udało to czy tamto. Czy podjęliśmy słuszną decyzję. To pewnie jedna z tych pokus, której niewielu mogłoby się oprzeć. Ja chyba też raczej nie. Tymczasem, bagaż coraz cięższy, krok już nie tak gibki a perspektywy łatwo pomylić z fatamorganą.

Być mądrzejszym o kilka kroków naprzód...

Przed nami piątek, podchodzę do niego tradycyjnie. Proponuję rybę. Zaproponowałam łososia, ale może to być ryba, którą lubicie. Sos zaś jest bardzo charakterny. Kwaśny, aromatyczny, o pięknej głębokiej barwie. Jeśli nie lubicie kwaśnych smaków nie próbujcie. Pewne jest też, że dodaje rybie świeżości i lekkości.          



Łosoś z sosem żurawinowym

Składniki: na 2 porcje
2 x 200 g filetu z łososia bez skóry
4 plasterki cytryny
2 łyżeczki soku w cytryny
2 gałązki mięty pieprzowej
sól morska
dziki pieprz
2 łyżeczki masła w temperaturze pokojowej

Na sos żurawinowy:
1 posiekana drobno szalotka
1 łyżeczka masła
1,5 szkl. półwytrawnego białego wina
120 g mrożonej żurawiny
3 łyżki słodkiej śmietanki do sosów
35 g zimnego masła pokrojonego na mniejsze kawałki
sól, pieprz, cukier do smaku

Przygotowanie:
1.      Przygotowujemy sos. W naczyniu o grubym dnie rozgrzewamy masło, podduszamy szalotkę. Walewamy winem. Doprowadzamy do wrzenia i natychmiast zdejmujemy z ognia, który zmniejszamy. Dodajemy żurawinę, mieszamy. Pozostawiamy na średnim ogniu, mieszając od czasu do czasu. Redukujemy o połowę. Całość przecieramy przez sito. Przelewamy do czystego garnka. Wlewamy śmietankę. Doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogien i dodajemy po kawałku masło, nie przestając mieszać. Doprawiamy do smaku. Pozostawiamy w cieple do momentu podania.
2.      Nagrzewamy piekarnik do 180.
3.      Przygotowujemy rybę. Potrzebujemy 2 kawałków pergaminu. Układamy rybę na środku pergaminu, skrapiamy sokiem z cytryny. Posypujemy solą i pieprzem, obkładamy plasterkami cytryny i miętą. Zawijamy niezbyt szczelnie, tak aby powstał pakunek (patrz zdjęcie), rogi możemy związać sznurkiem.
4.      Oba pakunki pieczemy jednocześnie przez 10 minut, pozostawiamy jeszcze przez 2 minuty w wyłączonym, zamkniętym piekarniku. Wyjmujemy, przekładamy na talerz. Podajemy w towarzystwie sosu żurawinowego i purée ziemniaczanego.

Smacznego !

poniedziałek, 9 maja 2011

Dobrego tygodnia! Drożdżowe gniazdka z rabarbarem.




Każdego poranka ptasia radiostacja dekonspiruje się w naszym żywopłocie. Senne powietrze świtu unosi jej meldunki w ramiona otwartych okien.
- Wstawać porrrra. Odbiór.
- Nie ma mowy. Bez odbioru.
Wstać w poniedziałkowy poranek jest chyba najtrudniej. Brak motywacji, po nocy zbyt krótkiej, weekendzie, co minął jak krótki atak dziecięcej czkawki i rozpiską pełną spraw do załatwienia w notesie pamięci podręcznej.
A i tak za chwilę dokona się mały cud codzienności, przemiany niemożliwego w wykonalne.
- Wstałam. Bez odbioru.  
Bo przecież wstać trzeba, by przyszłość-co-ma-się-wydarzyć mogła ulec rutynie czasu. Z jakim efektem?
Mam nadzieję, że Was ten rabarbaroptymizm nie zrazi. Dziś znowu rabarbarowa propozycja. Tym razem pyszne, delikatne i miękkie drożdżówki. Drugiego dnia wciąż są tak samo dobre i miękkie. Wiem, bo ostatnią zostawiłam sobie na osłodę poniedziałkowego poranka. Podziałało. Polecam.


Drożdżowe gniazdka z rabarbarem

Składniki: na 12 małych bułeczek  

Na ciasto:
100 g wody
4 g drożdży instant
260 g mąki
40 g masła
2 łyżki miodu
1 jajko
szczypta soli

Na nadzienie:
150 g rabarbaru pokrojonego w plasterki
4 łyżki cukru
75 g suszonych moreli
25 g posiekanych orzechów włoskich
1 żółtko
1 łyżka miodu

Dodatkowo:
1 jajko
1 łyżka mleka

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy nadzienie. Rabarbar kroimy na olasterki o grubości nie mniejszej niż 0,5 cm. Przekładamy do miseczki. Zasypujemy cukrem, odstawiamy na 1 godzinę. Następnie przelewamy ranarbar na sitko i osuszamy na kuchennym ręczniku. Kroimy morele na mniejsze kawałki, siekamy orzechy. Łączymy wszystkie skłdniki nadzienia.
2.      W czasie gdy odstawiony rabarbar puszcza soki przygotowujemy ciasto. Mieszamy wodę, drożdże i miód. Do przesianej mąki z solą wbijamy jajko i przelewamy drożdże. Zaczynamy wyrabiać.  Pod koniec dodajemy masło. Wyrabiamy przez kilka minut do otrzymania gładkiego, elastycznego ciasta. Formujemy je w kulę, odstawiamy do podwojenia objętości przykryte ściereczką, w ciepłym miejscu.
3.      Wyjmujemy ciasto z miski, wyrabiamy króciótko raz jeszcze. Dzielimy na 12 części. Formujemy kulkę, którą rozpłaszczamy na blasze wyłożonej silikonem lub pergaminem, w środku każdej robimy wgłębienie na farsz. Nakładamy go w środek każdej bułeczki, które formujemy w odległości ok. 10 cm od siebie.
4.       Nagrzewamy piekarnik do 175°.
5.      Bułeczki przykrywamy i odstawiamy w ciepłym miejscu na 30 minut. Przed włożeniem do pieca smarujemy każdą jajkiem rozrobionym z 1 łyżką mleka.
6.      Pieczemy 10 minut, p tym czasie włączamy nawiew, by ładnie się przyrumieniły. Uważajmy by ich nie przesuszyć. Przekładamy na kratkę. Wedle uznania, po przestygnięciu, polewamy lukrem lub posypujemy cukrem pudrem.


Smacznego!