wtorek, 28 czerwca 2011

Addio szparagi. Aksamitny krem.



Męczący upał. Przeciąg, zwykle trzaskający drzwiami i panoszący się wszędzie, zaszył się gdzieś niewidzialny.
Ach, to lato przecież...
Wszystko na swoim miejscu.
Słońce jak broszka, chmury pochowane po kieszeniach nieba. I choć nawet dzieci nie lubią dwa dni z rzędu zakładać tych samych ubrań, dziś znowu powtórka z rozrywki. Anonsowana w radiu już od rana.

Wieczorem zapraszam na pozostałą część przepisu.

Aksamitny krem szparagowy

Składniki: na 2 porcje
½ kg białych szparagów
125 ml białego wina (Pinot gris)
175 ml kremowej śmietanki
60 g posiekanej szalotki
100 g masła z lodówki
1 żółtko
1 łyżka miodu
sól morska
biały pieprz

Dodatkowo:
cieniutkie kromki chleba opieczone w piekarniku
masło koperkowe


Przygotowanie:
1.       Szklimy szalotkę na 1 łyżce masła.
2.      Szparagi obieramy, kroimy na 3 cm kawałki. Podduszamy około 10 minut. Zalewamy winem i gotujemy na średnim ogniu około 15 minut.
3.      Dodajemy śmietankę, podgotowujemy i miksujemy całość. Doprawiamy solą i pieprzem.
4.      Do zmiksowanego kremu dodajemy stopniowo masło pokrojone na mniejsze kawałki. Mieszamy regularnie.
5.      Ucieramy w kubku żółtko z miodem. Dodajemy do kremu na chwilę przed podaniem.
6.      Podajemy z grzankami posmarowanymi obficie koperkowym masłem.
Smacznego!

piątek, 24 czerwca 2011

Pieczone pierożki z czereśniami i imbirem jak kruche ciasteczka.




Początek lata jak początek roku. Pełen planów, postanowień, celów do realizacji. Chciałoby się tak wiele i więcej jeszcze, odpoczywając jednocześnie.
- Hello! - powiedziałaby w tej sytuacji córka pierwsza - to przecież są wakacje!
Może jedyny czas, gdy nie musieć staje się przymusem pierwszej wagi. W upale emocji, z ciałem rozedrganym dzięki podniesionemu poziomowi cukru - ach te letnie zachcianki - opalonymi dłońmi i dekoltem haut couture trudno znaleźć zapał. Coś w środku szepcze: przestań planować, organizować, spieszyć się, snuć plany. Bo przecież chciałoby się wrócić z wakacji po prostu, najzwyczajniej - wypoczętym. Bez frustracji, że znowu się nie udało. Zrobić tego, tamtego. I jednocześnie niełatwo jest pozwolić sobie na taką nonszalancję. Gdy remont czeka, ogród zapuszczony, zaległości w pracy... Na to szaleństwo jest metoda. To tak, jakby zrobić listę zakupów i zostawić ją w domu. Jaki z tego wyjdzie obiad? Na pewno czegoś zabraknie, ale przecież nikt i nic nie jest niezastąpione. Może nam posmakować. Byle podejść do tego bez stresu i z głową. Pomysłowo i na luzie. 

Znajomi cudzoziemcy często pytają mnie o pierogi. Ci najbardziej zmotywowani przychodzą na szybki kurs lepienia.
I kiedy tak lepię po raz nie wiem który kolejnego pieroga myślę sobie, że muszę coś zmienić. Opowiadam więc o pierogowej klasyce i lepimy ruskie ale obok już czekają czereśnie z imbirem. Dziś zrobimy też pieczone pierogi na słodko. Zupełnie inne. Przypominają kruche ciasteczka i są bardzo uniwersalne. Farsz może być dowolny, jesienią koniecznie jabłkowy, latem jeszcze sprobujemy ze śliwkami. Ciasto jest delikatne i kruche. Smakują niesamowicie z popołudniową herbatą. Polecam gorąco.

I jeszcze gwoli wyjaśnienia. Używaną zazwyczaj w przepisie na ciasto wodę zamieniłam na cydr pod wpływem lektury innego przepisu z książki: "Vegan Soul Kitchen: Fresh, Creative African-American Cuisine by Bryant Terry", który publikowała niedawno Lo na swoim blogu, jednym z moich ulubionych.

I jeszcze - Niech Wam lato będzie latem. Niezależnym od nastrojów pogody.      
  


Pieczone pierożki z czereśniami

Składniki: na 15 sztuk

Na ciasto:
150 g mąki tortowej
60 g słodkiego cydru
15 g cukru pudru
30 g miękkiego masła

Na farsz:
300 g czereśni
1 łyżka cukru pudru
1 łyżka mąki ziemniaczanej
2 łyżki syropu imbirowego
kawałek imbiru w syropie (około 30 g)


Przygotowanie:
1. Przygotowujemy farsz. Czereśnie pozbawiamy pestek. Kroimy na 4 części. Zasypujemy cukrem, dodajemy syrop i posiekany kawałek imbiru. Odstawiamy. Kiedy ciasto n apierogi będzie już gotowe, czereśnie lekko odsączamy na sitku (powstały sok możemy użyćdo herbaty) zasypujemy mąką ziemniaczaną.
2. Przygotowujemy ciasto. Przesiewamy mąkę i cukier na stolnicę. W środku robimy zagłębienie, w które wlewamy cydr i dodajemy masło. Zagniatamy sprawnie. Jeżeli mamy czas możemy ciasto wstawić do lodówki na 1 godzinę. Możemy też nadziewać i piec je od razu. Nagrzewamy piekarnik do temperaturu 180 stopni.
3. Rozwałkowujemy ciasto dość cienko – ok. 2 mm. Wykrajamy kółka. Nadziewamy je farszem i dokładnie sklejamy. Smarujemy białkiem.
4. Pieczemy bez nawiewu około 15 minut lub aż się ładnie zarumienią.
5. Posypujemy po wystudzeniu cukrem pudrem lub polewamy lukrem lub też maczamy w gorącej czekoladzie.






Smacznego!

środa, 22 czerwca 2011

Luz blues. Imbirowiec z brzoskwiniami.



Na razie ledwie go dostrzegam. Spięty i wiecznie poważny sąsiad. Na spacerze z psem. Dziś uśmiechnięty, kołnierzyk polo niedopięty, włos rozwiewa wiatr. Może nawet się uśmiechnął. Ruch uliczny też jakby dał się zwieść. Choć tu wolałabym nie zapeszać. 
Z pewnością nie ma zapachu, nie błyszczy, nie hałasuje, nie ma czkawki. A jednak jest. Coraz bardziej. Coraz intensywniej. Luz.
Kołysze biodrami niesionymi na wysokich obcasach. Jest w śpiewie na ustach, gdy podkręcamy radio w samochodzie. W optymizmie zostawienia w domu parasola w pochmurny ranek. W zarywaniu nocy. W przesypianiu poranka. W nienastawieniu budzika. W chłodzie szklanki z wodą gazowaną. W bikini suszącym się na drzewie. Czujecie?

Dziś zapraszam na typowo letnie ciasto. Intensywne w smaku, zapachu i kolorach. Sama słodycz. Złamana delikatną kwaskowatością brzoskwinii. Podkreślona ostrością imbiru. Polecam gorąco.   


Imbirowiec z brzoskwiniami

Składniki :
Na ciasto :
150 g masła *
150 g cukru
4 jajka
120 g mąki
4 łyżki syropu imbirowego**
20 g kandyzowanego imbiru

Na warstwę owocową:
0,5 kg brzoskwiń***
2-3 łyżki syropu imbirowego
20 g kandyzowanego imbiru
6 łyżek masła
6 łyżek cukru
3 żółtka

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy ciasto. Rozpuszczamy masło. Pozostawiamy do przestudzenia.
2.      W tym czasie ubijamy jajka mikserem dodając stopniowo cukier.
3.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 190 stopni.
4.      Kroimy imbir na mniejsze kawałki – wedle uznania. Do masy jajecznej dodajemy syrop i pokrojony imbir. Wsypujemy mąkę. Łączymy dokładnie. Przelewamy roztopione masło. Mieszamy.
5.      Tortownicę o średnicy 22-24 cm smarujemy masłem i wysypujemy drobną bułką tartą, kaszą manną lub semoliną. Przelewamy ciasto. Pieczemy 25 minut.
6.      Przygotowujemy warstwę owocową. Obieramy brzoskwinie, kroimy je na plastry o grubości minimum 0,5 cm. Przekładamy do miseczki, zalewamy syropem i łączymy z pokrojonym drobno kandyzowanym imbirem. Odstawiamy.
7.      Wyjęte z piekarnika ciasto obkładamy brzoskwiniami i sokiem, który się wytworzył.
8.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 220 stopni. W tym czasie rozpuszczamy masło w garnuszku, dodajemy do niego cukier i dokładnie mieszamy. Dodajemy żółtka i energicznie ucieramy do uzyskania puszystego kremu****.
9.       Kremem walewamy ciasto pokryte uprzednio owocami. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy około 10 minut.


Uwagi:
*taka ilość masła spowoduje, że ciasto jest bardzo wilgotne i miękkie. Jeżeli jednak obawiacie się o kalorie, 50 g masła można zastąpić 50 g gęstego naturalnego jogurtu
**kupuję imbir w syropie, którego używam właśnie do tego ciasta
***do ciasta, które widzicie na zdjęciach dodałam właśnie 0,5 kg brzoskwiń czyli 3 swtuki, dokładnie tyle miałam. Polecam jednak gorąco podwoić tę proporcję, co da doskonały balans między ciastem a owocową warstwą. Szczególnie tym, którzy lubią mocno owocowe ciasta.
****w poszukiwaniu akcentu finalnego dla warstwy owocowej natrafiłam na przepis na Pudding Duke of Cambridge podany przez Mary Frances Keneddy Fisher w "Alfabecie smakosza". Przepis na krem, którym dekorujemy owoce pochodzi w tej książki.

Smacznego!

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Chleb gryczany ze śliwkami, na zakwasie



Weekendowa niepogoda spadła nam z nieba. Był przymus, by odpocząć. Nie wychodzić z domu. Chyba, że w razie absolutnej konieczności. Nagle dzien wydłużył się jak rękawy źle rozwieszonego swetra. Piżamowe dzieci grały na perkusji. Dom nie cichł ani na moment. Introwertycznie nastawiony, zasłuchany w ten domowy zamęt aż po gładzie ścian. Kolejna kartka z kalendarza opadała powoli, by w koncu zawisnąć na włosku tuż przed północą, kiedy to kot domagał się kolejnej dokładki. I kto tu lubi podjadać? Ja tylko schodziłam wyjąć chleb z piekarnika. Razem z kotem witaliśmy nowy dzien w cichej ciemności. Wy też pieczecie chleb nocą?

Częstowałam nim już nie raz. Smakował, zbierał pochwały. Ale ja wciąż chciałam go ulepszać. Wczoraj posmarowałam masłem pierwszą kromkę i powiedziałam sobie - dość. Wystarczy. Teraz już można przekazać przepis. By służył, smakował i sycił. Spróbujcie sami.



Chleb gryczany ze śliwkami, na zakwasie

Składniki:
300 ml wody
20 g muscovado
365 g zakwasu żytniego dokarmionego 10-12 godzin wcześniej
220 g mąki gryczanej
80 g mąki pszennej chlebowej
10 g soli morskiej
1/2 łyżeczki suszonego tymianku
1/2 łyżeczki goździków
3 g drożdży suchych
80 g suszonych śliwek


Przygotowanie:
1. Rozpuszczamy cukier w wodzie i dodajemy do niej zakwas. Mieszamy. Wsypujemy mąkę gryczaną i pszenną, zioła i drożdże. Łączymy spokojnymi ruchami drewnianej łyżki. Na koncu dosypujemy sól i mieszamy ostatni raz. Odstawiamy przykryty ściereczką na 1 godzinę w ciepłym otoczeniu.
2. Keksówkę smarujemy oliwą, wysypujemy otrębami. 
3. Do ciasta chlebowego dodajemy posiekane śliwki. Mieszamy. 
4. Przelewamy całość do keksówki, nakrywamy ją ściereczką i odstawiamy do podwojenia objętości. Potrwa to około 1,5 godziny.
5. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 210 stopni. Bez nawiewu.
6. Wyrośnięty chleb ostrożnie wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 60-70 minut.
7. Wyjmujemy z foremki i studzimy na kratce. Kroimy po całkowitym wystygnięciu. 



Smacznego!

czwartek, 16 czerwca 2011

Kruche babeczki z morelami i tymiankiem.




Czy trzeba znać czyjś głos, by go poznać? Jego ton i barwę? Widzieć jak chodzi i czy stawia duże kroki? Jak się uśmiecha? I czy lubi ślimaki? Co potrzebujemy wiedzieć by poczuć, że kogoś dobrze znamy? By kogoś polubić?
Na początek wystarczyło kilka słów, zdan, przeciągających się w opowieści. Kolejne odpowiedzi na kolejne pytania. Tak tkała się nić porozumienia. A potem nagle okazało się, że masz niski głos, którego barwy nie byłam w stanie przewidzieć. I włosy o kolorze, którego nie sposób było dostrzec na zdjęciach. I grasz w piłkę nożną z zapałem chłopaka a ślimaki, przynajmniej te w Brukseli, nie bardzo przypadły Ci do gustu. Mnie zresztą także. Ktoś je po prostu bardzo źle przyrządził.
Miałyśmy okazję się poznać. Spędzić wiele godzin na rozmowach i spacerach po Brukseli i jeszcze kilku innych miejscach mniej oczywistych dla tych, którzy pierwszy raz tu przyjeżdżają, ale o tym będzie kiedy indziej... Do dziś mam siniaka po kontuzji, której nabawiłam się za Twoim pośrednictwem (złośliwi mogliby powiedzieć, że to była podstępna próba wyeliminowania mnie z kulinarnej społeczności bloggerów).     
Beczka soli? Nie wiem. Na razie wystarczy tyle. Na dobry początek. Bardzo dobry.
Ewelino, dziękuję za wszystkie wspólnie spędzone chwile. I Wy zajrzyjcie do jej zacisznej kuchni.
Zapraszamy.
 
Polecam Wam dziś baaardzo kruche babeczki. Chciałoby się rzec – kwintesencja kruchości. Ciasto jest idealne do wykorzystania w formie babaczek, tarteletek, jako spód do tarty (o średnicy 22 cm). Pokryte kremem babeczki zachowują kruchość przez dobrych kilka godzin. Można przygotować je wcześniej i przechować w szczelnie zamkniętej puszce. Możecie je dowolnie nadziewać. Lub skorzystać z propozycji poniżej. Ponowne wstawienie babeczek do piekarnika pozwala wydobyć głębię smaku i aromatu tymianku. Są eleganckie. I wyjątkowe. Spróbujcie.

Wszystkich tych, którzy czekają na przepis na chleb gryczany z suszonymi śliwkami proszę o jeszcze odrobinę cierpliwości.


Kruche babeczki z morelami i tymiankiem

Składniki: na 12 sztuk

Na ciasto:
150 g mąki tortowej
40 g drobnego cukru
90 g masła
22 g białego wina (Pinot blanc lub Pinot gris)

Na nadzienie:
75 g kremowego twarożku
75 g monfitury morelowej
½ łyżeczki suszonego tymianku
3 morele


Przygotowanie:
1.       Wszystkie składniki na ciasto zagniatamy. Forujemy kulę, zawijamy folią i wstawiamy ją do zamrażarki na 40 minut.
2.      Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.
3.      Dzielimy ciasto na 12 części, po 25 g każda. Wykładamy foremki (o górnej średnicy 7 cm) do babeczek, niepotrzebne jest ich wcześniejsze posmarowanie. Wypełniamy grochem lub nakłuwamy, tak aby nie wybrzuszyły się podczas pieczenia.
4.      Pieczemy 15 minut lub do momentu gdy będą miały ładny złoty kolor.
5.      Wycigamy z foremek i układamy na kratce.
6.      Przygotowujemy nadzienie - mieszamy wszystki składniki. Morele dokładnie myjemy i osuszamy. Kroimy na pół, następnie na ósemki.
7.      Wypełniamy babeczki nadzieniem – niepełna łyżeczka na każdą z nich, i układamy plasterki moreli.
8.      Wstawiamy ponownie do piekarnika na 5 minut, aby wydobyć smak i aromat tymianku. 9.      Podajemy udekorowane świeżym tymiankiem.








Smacznego!

wtorek, 7 czerwca 2011

Sałatka z grillowanymi batatami.



Potrzeba odnalezienia dystansu odzywa się coraz częściej. Z każdym kilometrem zyskujemy spokój. Myśli zwalniają, rozluźnienie niczym jedwabny szal opada na ramiona. Oczy nabierają blasku, karmione naturalnym światłem à volonté... 

Ledwie wróciliśmy a już chciałoby się znowu uciec.

Tymczasem wspominamy Pikardię. Zamek w Pierrefonds. I dyskusję o wyższości Malborka nad wszystkimi innymi. Ranking? Dotychczas było tak: Malbork, długo długo nic i cała reszta. Pierrefonds zdecydowanie zmniejszył dystans. Polecam Wam to miejsce gorąco. Genialny Viollet-le-Duc dokonał cudu, nawet jeśli mocno dał się ponieść własnym fantazjom na temat średniowiecza. Koniecznie odwiedźcie podziemia zamku. Niepokojący szept historii, przejmujący trwogą refren dziejów spowijają ich wnętrze w poszukiwaniu nieśmiertelnego piękna.

Niestety, zauroczona miejscem nie robiłam zbyt wielu zdjęć. Jeśli będziecie w pobliżu podczas Waszych wakacyjnych ucieczek odwiedźcie to wyjątkowe miejsce. 

Tymczasem dziś obiecana sałatka. Idealna na lato. Polecam.



Sałatka z grilowanymi batatami, cukinią i balsamicznym karmelem, na ciepło

Składniki:
250 g obranego i pokrojonego w plastry batata
1 łyżka oliwy, sól morska, pieprz dziki, świeże oregano
garść rukoli
200 g fety
½ cukinii pokrojonej w plastry
3 łyżki uprażonych orzeszków piniowych lub sezamu
3,5 łyżki cukru
1,5 łyżki aceto balsamico
sok z cytryny, oliwa do podania


Przygotowanie:
1.       Pokrojonego w plastry o grubości do 1 cm skrapiamy oliwą wymieszaną z solą, pieprzem i oregano. Przykrywamy i odstawiamy na 15 minut.
2.      Na grilowej patelni lub grillu układamy bataty i pozostawiamy na kilka minut aż do upieczenia po obu stronach. Przekładamy na ręcznik papierowy, przechowujemy z cieple. Podobnie postępujemy z cukinią.
3.      Do garnuszka wlewamy aceto balsamico, dosypujemy cukier. Podgrzewamy nie mieszając aż powstanie karmel.
4.      Na dużym plaskim talerzu rozkładamy listki rukoli, połowę pokrojonej w kostki fety.
5.      Wykładamy bataty na przemian z cukinią. Posypujemy pozostała fetą.
6.      Skrapiamy balsamicznym karmelem i posypujemy orzeszkami.
7.      Podajemy na ciepło z sokiem z cytryny i odrobiną oliwy.









Smacznego!

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Europa na widelcu i najlepszy europejski przepis.




Wygląda na to, że muszę się pochwalić. Przepis na tartę z łososiem, który przypadł Wam do gustu zyskał także uznanie podczas odbywającego się w miniony weekend we Wroclawiu festiwalu kulinarnego "Europa na widelcu".
Trzeciej już edycji tej wyjątkowej biesiady patronowali Robert Makłowicz i Piotr Bikont. Formuła tegororocznego wydania była otwarta również dla bloggerów publikujących swoje przepisy na łamach platformy kulinarnej cooklet. Z tej okazji ogłoszony został konkurs na najlepszy europejski przepis. I nagrodę zdobyła właśnie tarta z łososiem. Listę wszystkich laureatów oraz informecje o festiwalu znajdziecie tutaj.

Dziękując za to wyróżnienie gratuluję wszystkim uczestnikom, dzielę się z Wami swoją radością i zachęcam do spróbowania.

Wieczorem zapraszam na sałatkę z grillowanych batatów z balsamicznym karmelem.

Miłego dnia pełnego radości i uśmiechów
Anna

środa, 1 czerwca 2011

Majowe burze i piknikowe menu.



I minął maj. Gdy był tu jeszcze a wraz z nim majowe nastroje i humory natury ucięłam sobie z synkiem drugim taką oto pogawędkę.
Czytam książkę. Wieczór wspina się po schodach nieba. Synek schodzi do jadalni w poszukiwaniu zajęcia.
- Może wyjdziemy pograć w piłkę? Albo do parku? Narwałabyś sobie kwiatów czarnego bzu w koncu.
- Świetny pomysł – mówię.
Zaglądam w oczy nieba pociągnięte czarną kreską gęstych chmur.
- Chyba musimy zostać w domu. Zobacz, zaczyna padać.
Usiadł na schodku. Podparł głowę łokciami.
-   Mamo, to chyba był deszcz majowy.
- Dlaczego?
- Bo chwilowy.
- To deszcz majowy jest zawsze chwilowy?
- Tak. I ładnie pachnie.
- A czym on tak ładnie pachnie?
- Kwiatami i świeżym powietrzem.
Uśmiecham się do mojego poety.
- Mamo ! Ty piszesz w książce! A sama nam zawsze mówisz, że nie wolno !
- Tak synku, masz rację. Ale zobacz, delikatnie i ołówkiem. Muszę notować te Twoje majowe opowieści. Sam rozumiesz.

I poszliśmy na spacer. Zmarzły nam stopy w mokrej trawie. I pachniało kwiatami. I minął już maj i szkoda.
Nie zdążyłam znowu nacieszyć się nim póki był. A teraz już tylko czerwiec. Tylko?
Aż...
już...
dopóki...

Uwielbiamy pikniki. Ja nawet do tego stopnia, że zapominam o tym jak bardzo nie lubię się pakować i ogarniać wszystkiego całą tą podróżniczą logistyką.
Piknikowe menu?
Zadziwiły mnie mocno nasze dzieci, które od warzyw wszelkich stronią zawsze. Zajadały się turecką pizzą i prosiły o dokładkę. A ja się cieszyłam, patrząc na nie.
Chlebek zawijamy w pergamin i zabieramy na łąkę.
A ciasto?
Najprostsze i najsmaczniejsze z owocami, jakie jadłam. Mogłabym nie zabrać ze sobą koca, jedzenia wszelkiego,  ale bez ciasta i termosu z kawą to nie piknik. Polecam Wam to ciasto gorąco. Udaje się zawsze. Czasami owoce pozostają na powierzchni, czasami opadają zupełnie na spód. Lubię te niespodzianki. Takie samo, a zawsze inne, zaskakujące. Puszyste, maślane, lekkie.
Niezbędne.  


Wegetarianska pizza turecka z sosem tzatziki lub tahin

Składniki:

Na ciasto:
400 g mąki
7 g drożdży suchych
2 łyżeczki cukru
4 łyżki oleju
200 ml ciepłej wody
½ łyżeczki soli

Na nadzienie:
100 g drobnych wiórków sojowych
400 ml bulionu warzywnego
2 czubate łyżki koncentratu pomidorowego
1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
2 łyżeczki suszonego tymianku
1 cebula

Dodatkowo:
½ ogórka
5 pomidorów
½ sałaty lodowej
sól, pieprz
200 g sera owczego fety

Na sos tzatziki:
½ ogórka
2 ząbki czosnku
400 g jogurtu naturalnego
1 łyżeczka soku cytrynowego

Na sos tahin:
2 ząbki czosnku
4 łyżki tahin
100 ml wody
sok z 1 cytryny
3 łyżki oleju
sól, pieprz i mielone chili

Wszystkie składniki sosu tahin łączymy i dorawiamy.


Przygotowanie
1.       Przygotowujemy ciasto.* Wszystkie składniki z wyjątkiem oliwy zagniatamy na gładkie ciasto. Na koniec dodajemy oliwę. Ciasto nakrywamy i odstawiamy na 1 godzinę w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
2.     Przygotowujemy nadzienie. Namaczamy wiórki sojowe w 200 ml bulionu, doprawiamy solą i pieprzem. Gdy wiórki nasiąkną odciskamy je i smażymy na średnim ogniu przez ok. 10 minut na 2 łyżkach oleju.
3.     Siekamy cebulę, dodajemy ją do wiórków sojowych. Smażymy jeszcze przez 3 minuty. Dodajemy koncentrat i pozostały bulion, kmin, tymianek i 2 łyżeczki cukru. Całość zagotowujemy i doprawiamy solą i pieprzem.
4.     Przygotowujemy tzatziki. Ogórka dokładnie myjemy, obieramy, ucieramy, posypujemy ½ łyżeczki soli i osączamy na sicie. Łączymy z drobno posiekanym czosnkiem, jogurtem i sokiem z cytryny. Solimy całość.
5.      Sałatę myjemy, osuszamy, kroimy na cienkie paseczki. Pomidory w ósemki, resztę ogórka w plasterki, a ser w kostkę.
6.      Ciasto dzielimy na 8 części. Na oprószonej mk stolnicy rozwałkowujemy każdą z nich na cienki placek wielkości patelni.
7.      Rozgrzewamy teflonową patelnię i smażymy na niej placek pod pokrywką przez ok. 5 minut. Następnie placek przewracamy, smarujemy sosem pomidorowym z wiórkami sojowymi i smażymy jeszcze przez 10 minut.
8.      Placki obkładamy sałatą, pomidorami, serem i sosem. Zwijamy i podajemy.




*Płaty do pizzy można przygotować wcześniej w większej ilości i zamrozić. Wystarczy tylko podpiec płat w piekarniku przez 7-10 minut w temperaturze 180°  i obłożyć go dowolnymi składnikami.

Przepis pochodzi z ksiażki "Dania wegetarianskie" Martina Kintrupa.



Chlebek z miętą i parmezanem (Grand pain plat au parmesan et pesto)

Składniki:

Na ciasto:
300 g mąki z dodatkiem drożdży (u mnie 300 g mąki plus 1 płaska łyżeczka drożdży suchych)
2 łyżki oliwy
160 g utartego parrmezamu
250 ml wody
pęczek mięty

Na pesto*:
2 młode cebule
½ pęczka mięty lub kolendry
ząbek czosnku
sól, czarny pieprz

*podaję przepis na pesto zaproponowany w oryginalnym przepisie. Chlebek, który widzicie na zdjęciach podałam z pesto z przepisu, który znajdziecie tutaj.

Przygotowanie:
1.      Przygotowujemy pesto. Siekamy drobno wszystkie składniki, łaczymy z pozostałymi, odstawiamy.
2.      Przygotowujemy ciasto  chlebowe. Gotujemy wodę, doprowadzamy do wrzenia.
3.      Siekamy drobno miętę.
4.      Łączymy wszystkie składniki w misce. Wyrabiamy aż do uzyskania gładkiego ciasta.
5.      Formujemy kulę, odstawiamy w temperaturze pokojowej na 30 minut.
6.      Nagrzewamy piekarnik do 210°C.
7.      Dzielimy ciasto chlebowe na 4 równe części. Każdą z nich rozwałkowujemy na cienki, podłużny placek ok. 30 cm.
8.      Na kżdym placku rozsmarowujemy pesto, pozostawiając część do podania razem z chlebem po upieczeniu.
9.      Pieczemy 10-15 minut na nagrzanej blasze wyłożonej pergaminem.
10.   Pozostawiamy do przestudzenia, posypujemy gruboziarnistą solą morską. Podajemy z pesto.



 Przepis na pain plat pochodzi z majowego numeru "Saveurs:"


Ciasto z owocami

Składniki :
kostka masła (ew. margaryny), zawsze dodaję 250 g
1,5 szklanki cukru
2 szklanki m
ąki
4-5 jajek
cukier waniliowy
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 kg owoców świeżych (maliny, jagody, czerwone porzeczki, jeżyny, obrany i pokrojony rabarbar, połówki lub ćwiartki śliwek węgierek...) lub mrożonych
masło i bułka tarta do przygotowania blachy
cukier puder do posypania

Przygotowanie:
1. Masło rozpuszczamy w rondelku i odstawiamy do przestudzenia.
2. Jajka z cukrem i cukrem waniliowym ubijamy mikserem aż do momentu uzyskania pięknej jasnożółtej masy.
3. Nagrzewamy piekarnik do 180°.
4. Dodajemy przestudzone maslo, nadal miksując.
5. Dodajemy powoli 2 szklanki mąki i proszek do pieczenia, miksujemy do uzyskania jednolitej masy.
6. Wylewamy tak przygotowane ciasto na wysmarowaną masłem i posypaną bułką tartą blachę.
7. Równomiernie posypujemy ciasto owocami.
8. Pieczemy 40-45 minut. Na wszelki wypadek sprawdzamy po tym czasie wykałaczką, czy ciasto dobrze się upiekło.
9. Po wyjęciu z piekarnika posypujemy cukrem pudrem i po lekkim przestudzeniu podajemy.



Przepis na to ciasto przekazała mi kiedyś Dorota. Dziękuję.

Smacznego!