sobota, 30 lipca 2011

Petits flans à la pêche.


Zasypiam w Warszawie, budzę się w Szczecinie. To teraz sobie odpoczniesz - słyszę. Nie potrafię. Bo nie umiem - skoro nie mogę pobyć gdzieś dłużej niż kilka dni. Wciąż gdzieś czai się niepokój związany z myślami o powrocie. Pojutrze będę już nad morzem. W ciągu półtora miesiąca pokonam prawie osiem tysięcy kilometrów (słownie wygląda to jakoś mniej drastycznie, no i na szczęście - nie na piechotę...) 
Nad ranem zasiadam znów do nie swojego komputera. I po raz kolejny przekonuję się, że wystukiwanie własnych myśli na nie swojej klawiaturze to poważna komplikacja w ich formułowaniu. Dla mnie komputer wciąż jest osobisty :-) Oswojenie myśli na nieznanej teksturze klawiszy przypomina spacer linoskoczka. Każdy krok, podskok, to wahanie, próba znalezienia równowagi.
Siedzicie w swoim fotelu? Przed własnym komputerem? Obok Wasz ulubiony kubek z gorącą herbatą? Cudne uczucie, do którego w tej chwili tęsknię najbardziej. Teraz, kiedy znów jestem w drodze. Choć jeszcze kilkanaście godzin temu siedziałam przy stole z wyjątkowymi ludźmi.

Dziękuję Wam, moi ukochani Przyjaciele. Za Wasze ciepło, gościnność, otwartość i wszystkie te posiłki przygotowywane z sercem i radością a spożywane w zgiełku rozmów, śmiechów i przekomarzań. Zostaną na zawsze w mojej pamięci. I wreszcie - za poświęcony czas, którego wszystkim tak bardzo brakuje, a którym to Wy umiecie się tak hojnie z nami podzielić. Za wszystkie te rozmowy i zapas rogalików z różą. (Tę ostatnią przyjemność będę sobie dawkowała długi czas. I znajdę przepis na nie, by się nim z Wami podzielić.)

Beatko, Aleksie i Małgosiu - dziękuję.

A Was Drodzy Moi czytelnicy - zapraszam na flany. (To jeden z tych momentów, gdy próba nadania deklinacyjnej ogłady obcym słowom kończy się bolesnym i niezbyt zgrabnym o zgrozo upadkiem linoskoczka...) Dopóki są brzoskwinie. Pyszności, polecam gorąco.   



Mini flan z brzoskwiniami (Petits flans à la pêche)

Składniki:
opakowanie ciasta francuskiego
2 brzoskwinie
450 ml mleka
75 g śmietanki 36 %
125 g cukru pudru
1 duże lub 2 małe jajka
1 żółtko
45 g mąki ziemniaczanej


Przygotowanie:
1. Wykrawamy koła o średnicy odrobinę większej niż średnica foremek do mufinek, w których będziemy zapiekać nasze flany. Wykładamy nimi foremki. Widelcem dwiurkujemy dno każdej z nich. Odstawiamy.
2. W miseczce roztrzepujemy jajka i żółtko z 75 g cukru i mąką ziemniaczaną.
3. Zagotowujemy mleko ze śmietanką i powostałym cukrem. Od razu po zagotowaniu przelewamy mleko do mieszanki z jajkiem, mieszamy dokładnie i energicznie. Calość przelewamy do garnka i stawiamy na małym ogniu. Cały czas mieszając doprowadzamy do zgęstnienia, gotujemy przez 1 minutę. Odstawiamy do przestudzenia.
4. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
5. Myjemy, osuszamy i kroimy brzoskwinie w plasterki, a potem jeszcze na ćwiartki.
6. Nakładamy wystudzony flan do każdej foremki do wysokości ciasta. Na wierzchu układamy dekoracyjnie brzoskwinie i zapiekamy przez 30 minut.



Przepis pochodzi z najnowszego numeru "Saveurs".



Smacznego!

środa, 27 lipca 2011

Tagliatelle z sosem kurkowym na ciemnym piwie.



Obdarzona koszykiem kurek zastanawiałam się co z nimi począć. Tyle możliwości, każdą chciałabym wypróbować, a ilość niewystarczająca. Powstał więc ten rodzaj sosu, który po dłuższej redukcji nadaje się również na pizzę lub po dodaniu jajek - na tartę. Zazwyczaj używam do niego białego wina (wszystkim, którzy preferują sosy gładkie, aksamitne i kremowe a delikatne niezmiernie w smaku taką wersję polecam) tym razem jednak, zastąpiłam je ciemnym piwem. Efekt? Bardzo charakterystyczny, acz nie zagłuszający całości. Wszak to kurki są tu najważniejsze.

A skoro już o piwie mowa, zapraszam do lektury artykułu "Cantillon. Tam, gdzie zatrzymał się czas", w polonijnym periodyku "Plus" o pewnym wyjątkowym gatunku i wyjątkowym sposobie warzenia piwa drogą fermantacji spontanicznej. Ten stary, tradycyjny brukselski browar zwiedzałam kilka miesięcy, owocem jest artykuł dostępny TUTAJ, w gazecie, którą polecam wszystkim, którym przyszło mieszkać na belgijskiej ziemii. Znajdziecie tam wszelkie szczegółowe informacje a w poście poniżej kilka zdjęć jeszcze, którymi chciałam się z Wami podzielić.

Cóż ponad lekturę nam pozostaje? Warszawa zalana deszczem smutnieje i szarzeje. Dobrego dnia Wam życzę.


Tagliatelle z sosem kurkowym na ciemnym piwie

Skadniki:
200 g świeżego tagliatelle
100 g oczyszczonych dokładnie kurek
20 g posiekanej szalotki
1 łyżeczka oliwy
1 łyżeczka masła
85 g ciemnego piwa
150 ml śmietanki do sosów
40 g gruyere
garść orzechów laskowych
garść świeżej pietruszki



Przygotowanie:
1. Gotujemy makaron. Odcedzamy. Odstawiamy. 
2. W czasie, gdy gotuje się makaron przygotowujemy sos. Na maśle z oliwą podsmażamy szalotkę. Gdy się zeszkli zalewamy ją piwem. Redukujemy przez kilka minut.
2. Zalewamy śmietanką, mieszamy dokładnie. Pozostawiamy tak przez kolejnych kilka minut aż do zgęstnienia.
3. Kurki w razie konieczności kroimy na mniejsze kawałki.
4. Dodajemy na petelnię razem z serem, który wcześniej ucieramy.
5. Mieszamy dokładnie, pozostawiamy na małym ogniu przez chwilkę.
6. Do sosu dodajemy makaron, mieszamy delikatnie, acz skuteczni, by sos dokładnie okleił wstążki makaronu.  
7. Podajemy posypane obficie pietruszką i posiekanymi orzechami laskowymi.
















Smacznego!

sobota, 23 lipca 2011

Jogurtowy placek jagodowy z rozmarynem.


Pokład pełen przemytników. I nie chodzi tu wcale o alkohol czy perfumy. Wymóg jednej (słownie - jednej sztuki) bagażu podręcznego wydał się większości niemożliwy do spełnienia. No bo - co zrobić z torebką?
(Pokład pełen obcych sobie ludzi. Kobiety czeszą włosy. Ja mogę zginąć nieuczesana.)
( Poziom irracjonalizmu w mojej głowie wzrasta wraz z wysokością.)
Tylko spokojnie...

A w Warszawie - deszcz.

Dobrze jest móc powiedzieć Wam dzisiaj - Dzień dobry. I - dobrego weekendu.

Podobno nie ma jagód. Można je zastąpić w tym cieście innymi owocami i kojarzyć z innymi ziołami. Polecam. Jest puszyste, miękkie i wilgotne a smak białej czekolady w połączeniu z ziołami stanowi ciekawe tło dla owoców.



Jogurtowy placek jagodowy z rozmarynem

Składniki:
80 g masła
60 g białej czekolady
100 g zmielonych płatków owsianych
150 g mąki tortowej
150 g cukru pudru
szczypta soli
3 małe lub 2 duże jajka
280 g jagód
2 łyżeczki proszku do pieczenia
220 g gęstego jogurtu naturalnego - użyłam bułgarskiego
minimum 2 łyżeczki świeżego rozmarynu


Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
2. Rozpuszczamy czekoladę z masłem. Łączymy w misce wszystkie sypkie składniki.
3. Rozbijamy i rozkłócamy widelcem jajka. Dodajemy je do sypkich składników.
4. Wlewamy przestudzone masło z czekoladą, miksujemy. Dodajemy jogurt i rozmarym. Mieszamy.
5. Ciasto wylewamy do wyłożonej pergaminem foremki o wymiarach 23x23 cm, posypujemy równomiernie jagodami.  
6. Pieczemy 35 minut.  

Smacznego!

poniedziałek, 18 lipca 2011

Fenkuł faszerowany warzywami i quinoa.


Wiecie, jak można rozpozmać, że lato w Belgii się rozpoczęło? Deszcz jest cieplejszy... - usłyszeliśmy wczoraj z ust pewnej mądrej osoby. No i mamy belgijskie lato w pełnej krasie. Niebo to siąpi, to wrzaśnie deszczem i tak na przemian. Obrażone na cały świat i rząd, którego wciąż nie ma.

Nie sposób wyjść z domu. Zresztą, zajęć cała masa. Ręce niebieskie jak u smerfów, malujemy pokój synka drugiego. Na spokojny błękit czerwcowego nieba. Po domu snuje się aromat mirabelkowych konfitur.  (Śliwa obrodziła doprawdy szczodrze w tym roku.) Opustoszały dom podryguje w rytmie reggae. Choć tyle lata.

I tak sobie myślę, jakie by nie było, to wciąż lato, drugiego w tym roku nie będzie... Na upał też byśmy narzekali. No dobrze, może dopiero po kilku dniach.

Mam wrażenie, że to najczęściej latem faszerujemy warzywa na różne sposoby. Taka ich obfitość... Postanowiłam spróbować z fenkułem. Efekt był niezwykle intensywny i bardzo aromatyczny. I nawet typowy mięsożerca pochwalił próbę. Możecie także użyć farszu jak sałatki. Lub upiec wypełnionego farszem fenkuła na grilu. W jakiejkolwiek postaci polecam gorąco. 


Fenkuł faszerowany warzywami i quinoa 

Składniki :
1 duża bulwa fenkuła
125 g quinoa (1 mała filiżanka)
1 łyżka oliwy
2 posiekane drobno szalotki
½ małej czerwonej papryki pokrojonej w kostkę
garść sułtanek
½ zielonej papryki, obranej i pokrojonej w kostkę
60-70 g pokrojonego w kostkę fenkuła
½ dużego pomidora pozbawionego pestek i pokrojonego w kostkę
65 g kawałek jabłka pokrojonego w kostkę
kawałek świeżego imbiru (jeśli nie ma pod ręką można go zastąpić tym w proszku – ¾ łyżeczki )
1 łyżeczka curry
sól morska, pieprz czarny
¾ łyżeczki kozieradki (w Belgii dostępna swobodnie w Delhaize jako fenugrec)

Dodatkowo:
garść pokrojonej w kostkę fety
posiekane w grubsza orzechy laskowe
kilka łyżek kremówki


Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy quinoa. Wsypujemy go do garnka i zalewamy 2 filiżankami wrzącej wody. Gotujemy 10 minut w osolonej wodzie. Po tym czasie odcedzamy i pozostawiamy na sicie. Odstawiamy.
2.      Nastawiamy garnek wody, w której zagotujemy fenkuła. Solimy ją i dodajemy odrobinę soku z cytryny.
3.      Odcinamy głąb w bulwie i rozdzielamy delikatnie kolejne wartstwy pozostawiając długie koncówki łodygi.  Myjemy je dokładnie. Najładniejsze pozostawiamy do faszerowania. Pozostałe kroimy drobno, dodamy je do farszu. Stawiamy w garku w pionie, tak aby łodygi wystawały ponad poziom wody (tak jak na zdjęciu). Gotujemy 10-15 minut. Przekładamy na sito.
4.      W czasie gdy gotuje się fenkuł przygotowujemy farsz.
5.      Na oliwie podsmażamy szalotki i pozostałe składniki zgodnie z podana wyżej kolejnością, dodając je w odstępach 2 minutowych. Dodajemy quinoa i doprawiamy. Mieszamy dokładnie.
6.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
7.      Na blasze wyłożonej papierem wykładamy wypełnionego farszem fenkuła. Każdy polewamy 1 łyżka kremówki, posypujemy feta i orzechami.
8.      Zapiekamy 10-15 minut.





Smacznego!

piątek, 15 lipca 2011

Zézettes.


 Dlaczego to lubimy?

Zastanawialiście się kiedyś, jaka to siła, potrzeba przyciąga Was do kuchni tak skutecznie?

(Mówię o tej wewnętrznej potrzebie, a nie o sile nacisków z zewnątrz, powtarzających się w równych odstępach czasu średnio trzy razy na dzien)...

Ukojenie? Odpoczynek? Ucieczka? Radość? Chęć tworzenia? Zapomnienia? Pasja? Ciekawość? Wyzwanie, któremu trzeba sprostać? Sentymenty? Wspomnienia z dziecinstwa? Geny?

 Wiem, że trudno ją zdefiniować. A jednocześnie ta świadomość jest potrzebna.
 Kiedy słyszę: „Cały dzien siedzę w kuchni i nie mogę się już doczekać, kiedy z niej wyjdę...” nie rozumiem. Bo kuchnia to moje ulubione miejsce w domu. Tam odpoczywam, czytam, pracuję, piszę, rozmawiam, patrzę, słucham, przygotowuję, układam, przekładam, gromadzę i piekę chleb. I jest mi z tym dobrze. Na urlopie najbardziej brakuje mi możliwości gotowania, pieczenia, przyrządzania. Są tacy co myślą – wariatka. A ja mówię tylko o tym szczególnym rodzaju fiksacji, którym obdarzony jest każdy, w różnym stopniu i na różnym punkcie. Pytanie tylko, co z tym zrobimy? Co już zrobiliśmy? Znaleźliśmy czy szukamy?

Latem szczególnie lubię przepisy, których pierwszy punkt zaczyna się od słów : nagrzewamy piekarnik. To oznaczać może tylko jedno – niewiele pracy przy przygotowaniach. Mniej niż kwadrans zajęcia dla palców umazianych mąką. Więcej relaksu niż rzeczywistego wysiłku. Dla tych, dla których pieczenie jest rzeczywiście wysiłkiem... Z pełną wdzięku nonszalancją przewiązujesz sobie biodra, ścierką? fartuchem? Peu importe. Działasz i jest dobrze.

Dziś właśnie taki przepis. Chrupiące ciasteczka o zabawnej nazwie. Idealne na podwieczorek, świetnie komponują się z sałatką owocową czy koktajlem. Spróbujcie koniecznie. Ostatecznie - to tylko chwila, a ile przyjemności...




Zézettes

Składniki: na 25 ciasteczek
250 g mąki
70 g cukru pudru
80 ml oliwy z oliwek
80 ml wina typu Muscat
szczypta soli


Przygotowanie:
1.       Nagrzewamy piekarnik do temperatury 170 stopni.
2.      Przesiewamy mąkę do miski, dosypujemy cukier puder i sól. Mieszamy. Robimy zagłebienie w środku.
3.      Wlewamy oliwę, mieszamy widelcem zagarniając mąkę. Dodajemy stopniowo wino. Mieszamy następnie wyrabiamy. W razie potrzeby dodajemy odrobinę więcej mąki lub wina. Tak aby ciasto miało strukturę jednolitą i nie kleiło się.
4.      Wykładamy blaszkę papierem do pieczenia.
5.      Na talerzyk wysypujemy cukier kryształ.
6.      Nabieramy ciasto wielkości orzecha włoskiego i formujemy kształty widoczne na zdjęciach. Obtaczamy w cukrze i układamy na blaszce.
7.      Pieczemy 20 minut lub aż do momentu, gdy koncówki ciasteczek zrumienią się.



Przepis pochodzi z najnowszego numeru "Saveurs".




Smacznego!


wtorek, 12 lipca 2011

Jagodzianki. Na krucho. Bez drożdży.


Czy jagodzianki muszą być drożdżowe? Bardzo, chwilami nawet najbardziej, lubię te kruche, z delikatną, cieniutką warstwą ciasta i obfitym jagodowym nadzieniem. Ciasto zagniatamy szybko, idealnie współpracuje. Potem już tylko trzeba czymś zająć myśli i ręce przez 2 godziny, by dokładnie się schłodziło. Dla mnie największym wyzwaniem jest zawsze dokładne ich posklejanie. Teoretycznie to porcja dla 2 osób. Praktyka zna jednak inne przypadki. Nie jestem do końca pewna czy takie zupełnie odosobnione...  

Polecam gorąco.

Gdybyście jednak zapragnęli jagodzianek tradycyjnych - polecam Wam przepis z ubiegłego roku, dostępny TUTAJ. Bardzo wszystkim smakowały.


Jagodzianki bez drożdży 

Składniki:
160 g mąki tortowej
40 g mąki ziemniaczanej
40 g semoliny (można zastąpić krupczatką)
60 g schłodzonego masła
25 g octu winnego (u mnie – cydrowego)
75 g gęstego naturalnego jogurtu typu greckiego
45 g cukru pudru
¼ łyżeczki proszku do pieczenia
½ łyżeczki cynamonu
szczypta soli

Na nadzienie:
215 g jagód
20 g cukru pudru
10 g mąki ziemniaczanej

Przygotowanie:
1.       Mieszamy wszystkie sypkie składniki.
2.      Dodajemy pokrojone na mniejsze kawałki masło, jogurt i ocet winny.
3.      Sprawnie i szybko zagniatamy. Formujemy kulę, zawijamy w folię i odstawiamy do lodówki na 2 godziny.
4.      Jagody mieszamy z mąką i cukrem. Odstawiamy.
5.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160 stopni z nawiewem.
6.      Ciasto rozwałkowujemy bardzo cienko, jak na pierogi. Kroimy na kwadraty o boku 12 cm. Nakładamy jagodowe nadzienie i składamy do formy trójkąta. Dokładnie sklejamy brzegi dociskając obie krawędzie do siebie. Smarujemy roztrzepanym jajkiem.
7.      Pieczemy 15 minut lub do ładnego zrumienienia.
8.      Po przestudzeniu polewamy lukrem.


Smacznego!

czwartek, 7 lipca 2011

Letnia sałatka – ananas grillowany z kozim serem


Letnie burze.
Gwałtowne wyładowania nastrojów nieba.
Panny roztropne zabierają ze sobą parasole.
Panny nieroztropne szukają schronienia.
I marzą o cudzie.
Ich kształty, smagane deszczem, nabierają wyrazistości. Skulone ramiona, pochylone głowy, mokre stopy. Obcisłe kształty. Już za chwilę wszystko wróci do porządku. Z perspektywy ciepłych kapci i suchego ręcznika na ramionach świat znów będzie wyglądał jak dawniej.
Tylko ta jedna chwila zawahania.
Burza mózgów.
Odświeży wspomnienia. Zapachnie sentymentami. Rozchlapie je antracytem z głębokiej kałuży, w którą wpadniesz nieświadomie. Nic to. Kolejny powód do niezobowiązujących rozmów aż do wieczora.
 I wspomnien.
Wreszcie ucichnie, ukołysze, uspokoi się.
W objęciach parasoli drzew panny nieroztropne czekają właśnie na ten moment.   
Spokój.
Aż do następnej burzy.    


Letnia sałatka – ananas grilowany z kozim serem

Składniki:
8 kawałków prosciutto
trzy gatunki ulubionych sałat
12 truskawek
¼ melona
½ małego ananasa
ser kozi
4 łyżki ulubionych orzechów
Na winegret:
6 łyżek oliwy z oliwek
2 łyżki octu cydrowego (użyłam cydru) lub soku z cytryny
odrobina musztardy
sól, czarny pieprz


Przygotowanie :
1.       Umytą i osuszoną sałatę rozrywamy na mniejsze cząstki. Układamy w misie.
2.      Umyte truskawki kroimy na połówki. Układamy na sałacie.
3.      Obieramy melona. Kroimy na mniejsze części lub wybieramy miąższ małą łyżeczką. Układamy.
4.      Obieramy i kroimy ananasa na plastry o grubości 1,5 do 2 cm. Wycinamy twardą część w środku.
5.      Przygotowujemy winegret z 5 łyżek oliwy, cydru i musztardy. Doprawiamy.
6.      Kawałki szynki zwijamy dekoracyjnie u kładamy na sałacie – pamiętajmy o pozostawieniu miejsca na środku misy dla ananasa.
7.      Całość posypujemy posiekanymi i uprażonymi orzechami. Skrapiamy częścią sosu.
8.      Smarujemy plastry ananasa pozostałą oliwą. Ich środki wypełniamy pokrojonym serem. Smażymy na patelni grilowej lub na grilu, około 3 minut po obu stronach.
9.      Układamy na środku misy. Podajemy.


Przepis pochodzi ze sklepowej gazetki :-)

Smacznego!

poniedziałek, 4 lipca 2011

Torta cioccolato e lamponi lub po prostu torcik czekoladowo- malinowy.


-         Mamo, a co to będzie za ciasto?
-         Czekoladowe.
-         Brooownieeee?
-         Właściwie nie, ale jakby trochę tak.
-         Mogę zjeść maliny?
-         Możesz spróbować jedną a resztę za chwilę z ciastem.
-         A kiedy skończysz robić zdjęcia?

 Po kilku minutach:

- Mamo, czy już można?
- Mamo, przecież zrobiłaś już chyba z pięćdziesiąt tych zdjęć...

 (w rzeczywistości - kilkanaście)

 - No dobrze, już można – powiedziałam i poszłam odnieść aparat. Kiedy wróciłam, na cieście nie było już ani jednej maliny a winni mieli buzie wysmarowane czekoladą.  

Jeśli chodzi o słodkości to tak to mniej więcej wygląda. Łasuchowi sekundanci stoją ci nad głową i trudno się skupić. Dekoracji też nigdy nie dane mi jest spróbować. Ale dobrze, że im smakuje. 

Torcik wymyślony na specjalną i wyjątkową okazję natychmiast powędrował do przetestowania. Upieczony znowu następnego dnia skończył się po chwili. Smakował wybornie podobno. Mogę tylko potwierdzić, choć nie dane mi było zjeść więcej niż jeden kawałek. Polecam gorąco.  

Wszystkim, którzy zaczynają urlopy życzę morza czasu i pogody (a w razie niesprzyjającej aury - pogody ducha). Tym, którzy za biurkami - chwil releksu wykradzionch z napiętego grafika i wszystkim nam – uśmiechu.  


Torcik czekoladowo- malinowy

Składniki :
3 małe jajka
150 g cukru trzcinowego
50 g glukozy w proszku
150 g mielonych migdałów
250 g czekolady deserowej min. 70 % zawartości kakao
100 g konfitury malinowej
150 g masła
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki octu malinowego

Na polewę:
50 g czekolady deserowej
120 g konfitury malinowej
1 łyżka octu malinowego

Do przygotowania tortownicy:
odrobina masła do wysmarowania i kakao do wysypania

Do dekoracji i dla smku:
duża garść świeżych malin


Przygotowanie:
1.       Rozpuszczamy czekoladę w masłem, dodajemy ocet malinowy i przetartą konfiturę. Odstawiamy.
2.      Mielone migdały przesiewamy. Prażymy delikatnie. Odstawiamy.
3.      Ubijamy jajka w całości dodając stopniowo cukier i glukozę. Ubijamy mikserem aż cukier całkowicie się rozpuści.
4.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni bez nawiewu.
5.      Dodajemy przestudzoną czekoladę, mieszamy dokładnie.
6.      Migdały łączymy z proszkiem do pieczenia i wsypujemy do masy. Mieszamy do połączenia się wszystkich składników.
7.      Okrągłą formę o średnicy 20 (ciasto będzie wtedy wyższę) lub 22 cm (siłą rzeczy będzie niższe) smarujemy masłem i wysypujemy kakao.
8.      Wylewamy ciasto do foremki, wyrównujemy wierzch. Pieczemy 25 minut, potem wyłączamy piekarnik i 5 minut zostawiamy w zamkniętym, następnie uchylamy drzwiczki i trzymamy jeszcze 10 minut. Po tym czasie wyjmujemy i dekorujemy.
9.      Rozpuszczamy czekoladę z przetartą konfiturą i octem do uzyskania gładkiej masy. Polewamy nią ciasto.  Dekorujemy malinami.




Smacznego!