piątek, 30 marca 2012

Ale babka! Co ona ma takiego, czego inne nie mają?


Na liście rzeczy, których nie lubię, lukier znajduje się z pewnością w czołówce. Nie lubię jego lepkości, słodyczy przesadzonej do nudności, przystawalności do wszystkiego, nadmiernej, plastycznej spolegliwości.

Nie wiem, skąd mi się to wzięło.

Nie lubię i już.

I mam problem.

Czasami.

Bo

nie lukruję babek, nie lubię lukrować pierniczków (wyjątek robię tylko dla dzieci).

Podobnie mam z kremami do tortów i babeczek.

Nie przekonuje mnie

ich przekłamana słodycz.

Nie zachwyci ich wygląd.

Wolę bez.

W sytuacji przymusu, na przykład zdjęciowego – wybiorę cukier puder. Lepsza mżawka niż ulewa. Prawda? To tak, jakby wybrać lekki podkład zamiast ciężkiego pudru. Tak lepiej.

Może dlatego wolę mazurki? Babka – to jednak większe wyzwanie. Przynajmniej dla mnie. Jednak w obliczu dwudziestu kilku białek, które zostały mi po ostatnim wypieku 60 minimazurków na świąteczne spotkanie Brukselskiego Klubu Polek (pisałam Wam o nim tutaj), pomyślałam, że taka babka, to dobre rozwiązanie. Mam tylko 2 miniaturowe foremki, więc porcja nie była duża, ale już przynajmniej wiem, jak poradzę sobie z resztą białek. Tym, którzy po świętach będą mieli podobne białkowe zapasy polecam jeszcze inny przepis, na krajankę bakaliową, wiem, że wielu z Was posmakowała. Znajdziecie go tutaj.

Wracając do babki. Zapytacie pewnie, co ona ma takiego, czego inne nie mają? Przepisów na nie w sieci nieprzebrane ilości. Moje odczucia mogą być tylko subiektywne. Ta jest delikatna, miękka, lekka, ma wyczuwalny orzechowy smak, który zawdzięcza mące owsianej. Próbowałyście kiedyś zapytać – dlaczego właśnie ja? Odpowiedzi padających w popłochu powodów jest wiele i żaden nie jest tym jedynym, trafiającym w sedno, najwłaściwszym. Spróbujcie tego przepisu, może sami znajdziecie swoją odpowiedź. I rozważna, i romantyczna – jak dla mnie.  Mam nadzieję, że nie zepsuję tak skrzętnie wykreowanego jej wizerunku, jeśli dodam jeszcze, że szybka i prosta? Polecam gorąco.  

A babkę polukrujcie, jeśli lubicie. Dodałabym do lukru możliwie największą ilość soku z cytryny lub też rumu. Oba te smaki pasują mi tu bardzo jako tło. Biała czekolada to też dobre rozwiązanie, ale wówczas polecam zmniejszyć ilość cukru w cieście.   

Polecam gorąco.



Babka śmietankowa na białkach

Składniki:
63 g białka (z 2 jajek mniej więcej)
100 g cukru pudru
45 g mąki owsianej (można zmielić płatki owsiane górskie)
35 g mąki tortowej
20 g mąki ziemniaczanej
95 g śmietany kremówki
55 g masła
3/4 – 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
½ laski wanilii lub ulubiony aromat, np. rumowy


Przygotowanie:
1.       Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
2.      Mieszamy ze sobą mąkę i proszek.
3.      W garnuszku delikatnie podgrzewamy śmietankę z masłem, do rozpuszczenia. Dodajemy wanilię lub wybrany aromat.
4.      Białka ubijamy, dodajemy cukier. Miksując dalej, wlewamy śmietankę i wsypujemy mąkę.
5.      3 małe foremki na babki, o średnicy 10 cm, smarujemy masłem. Wypełniamy ciastem do 90 proc. wysokości.
6.      Pieczemy 35 -40 minut, bez nawiewu.






Smacznego!

środa, 28 marca 2012

Mazurek z czekoladową truflą i żurawiną na czerwonym winie. Wyjątkowy.


Zza kuchennego okna przyglądam się sikorce bujającej się na gałęzi forsycji. Na poboczu głównej alei, w drodze do domu, zauważamy potrąconą wiewiórkę. Tak często przebiegała nam drogę... (Przypominają mi się wiewiórki z parku Skaryszewskiego i tęskno mi). Wyniosłe orchidee tuż obok pysznią się w słońcu. Kosy wyjadają okruszki chleba. Na deser, wreszcie pożywienia wokół nie brakuje.

Myślę o tych wszystkich kwiatach i drzewach, które umiem nazwać i znakomitej większości, których z nazwy nie znam, a zakwitają właśnie. Każde w swoim czasie, jedne po drugich, niemal jednocześnie - gdy przyglądam się im z okna samochodu lub jadąc na rowerze.

Każdy ma swój czas rozkwitania.

Wcześnie rano, gdy karmię kota czuję jak pachnie ziemia. Płodność otulona mitenką rosy.

Czy jest sens zastanawiać się, dlaczego lubimy woisnę? Dziś wydaje mi się, że właśnie wtedy czujemy się młodsi, niezależnie od tego która to już wiosna z kolei... wracają emocje, jakby i one spały zimowym snem. I to poczucie mocy, jeśli nie – wszechmocy... Także dlatego, że więcej i bardziej nam się chce. Może dlatego?

Ten mazurek jest wyjątkowy z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że przypadł do gustu mojej córce. Ci, którzy sa rodzicami nastolatków wiedzą, jaki to wyczyn. Są w nim jej ulubione składniki czyli czekolada i żurawiny. Udało mi się w tym mazurku osiągnąć idealny, moim zdaniem, balans między słodkością a wytrawnością. I rzeczywiście, mus żurawinowy wymaga odrobiny pracy, ja także nie lubię przecierania przez sito, ale cała reszta – to szybka i prosta sprawa. Aby przełamać tę aksamitną niemal fakturę polecam dekorację z posiekanych migdałów. Polecam gorąco.  


Mazurek z czekoladową truflą i żurawiną na czerwonym winie

Składniki:

Na spód:
75 g zmielonych migdałów
40 g cukru pudru
60 g masła
90 g mąki
½ łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki śmietany (30 g)
1 żółtko

Warstwa żurawinowa:
340 g mrożonej żurawiny
4 łyżki miodu
½ szkl. czerwonego wina (użyłam Montepulciano)
½ łyżeczki cynamonu
4 łyżki cukru pudru
1 łyżka masła

Na czekoladową truflą:
300 g mleka skondensowanego słodkiego
200 g czekolady deserowej (użyłam 74 %)
50 ml mleka


Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy kruchy spód. Łączymy sypkie składniki. Mieszamy. Wysypujemy na stolnicę. Robimy zagłębienie, w które wbijamy żółtko, dodajemy śmietanę i pokrojone w kostkę masło. Siekamy całość, wyrabiamy szybko. Zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki na 1 godzinę. Po tym czasie rozwałkowujemy ciasto i przekładamy do foremki o wymiarach 26x22 cm wyłożonej pergaminem. Pieczemy 20 minut w 175 stopniach bez nawiewu.
2.      Gdy ciasto odpoczywa w lodówce przygotowujemy mus żurawinowy. Do garnka przekładamy żurawinę, którą zalewamy miodem i winem*, dodajemy cynamon. Mieszamy dokładnie i gotujemy na średnim ogniu. Gdy żurawina zacznie pękać, zmniejszamy ogień, mieszamy dokładnie i gotujemy, aż soki wyparują niemal całkowicie. Uważamy, by nie przypalić. Gdy powstaje nam coś na kształt gęstej konfitury miksujemy całość i przecieramy przez gęste sito. Powstały mus słodzimy i gotujemy jeszcze przez chwilę na małym ogniu, mieszamy. Zdejmujemy z kuchenki i dodajemy masło, mieszamy do rozpuszczenia. Pozostawiamy do przestudzenia przez 10-15 minut. Wylewamy na upieczony spód. Wstawiamy do lodówki.
3.      Przygotowujemy truflę. W garnuszku mieszamy skondensowane mleko i połamaną na kawałki czekoladę. Mieszamy, gotujemy na małym ogniu. Gdy masa jest jednolita dodajemy mleko. Mieszamy dokładnie i odstawiamy na chwilę do lekkiego przestudzenia. Przelewamy na ciasto i wstawiamy do lodówki. Mniej więcej po 3 godzinach ciasto jest gotowe.


* wino czy w ogóle alkohol podczas dłuższego gotowania czy też pieczenia wyparowuje, pozostawiając ciekawy, wytrawny smak. Dlatego nie należy się obawiać podania tego mazurka dzieciom.


Smacznego!

wtorek, 27 marca 2012

Mazurek z jabłkami i crème caramel façon speculoos.


Usiłuję przypomnieć sobie przygotowania do Świąt Wielkanocnych z czasów mojego dzieciństwa. I muszę przyznać, że nie są tak silne i naznaczone emocjami jak te związane z Bożym Narodzeniem. Dlaczego? I o ileż są inne?

Pamiętam wyganiany przeciągami kurz, otwarte w całym mieszkaniu okna przeznaczone do mycia, zapach środków czyszczących. I zakaz jedzenia kabanosów akurat wtedy, gdy najbardziej ma się ochotę, czyli w Wielką Sobotę. Pamiętam też jej spokój i ciszę, gdy wracaliśmy do domu z koszyczkiem. Tata wykładał wtedy kupione na tę okazję słodycze. Sam nie mógł już dłużej wytrzymać. (Do dziś tak robi, na ten właśnie moment czekają teraz nasze dzieci). Pamiętam nabożeństwa Wielkiego Tygodnia, które mają dla mnie szczególny wymiar do dziś. Ulice pełne spieszących się wszędzie ludzi. Poruszenie jak w ulu. I strach przed wyjściem z domu w lany poniedziałek.

Tylko tyle i aż tyle.

Tyloma z nich mogłam się z Wami podzielić. Niektóre, szczególnie te bolesne, zostawiłam dla siebie. Wszystkie te emocje znowu przed nami, tylko my odmienieni czasem i wydarzeniami, na które wpływu nie mamy. A jednak czekam, aż w końcu nadejdą.

Dziś mazurek. Powiecie – znowu z jabłkami. Ano tak. Wiem, że ten poprzedni bardzo Wam smakował. Dlatego, kiedy przygotowywałam ostatnio Salidou, pomyśłałam o podkręceniu go cynamonem i resztą przypraw typu piernikowego. A to przecież tworzy idealne połączenie z jabłkami. Polecam Wam również  do wykorzystania w innych zestawieniach przepis na kruchy spód. Jest baaardzo kruchy, naprawdę pyszny. Polecam gorąco.   





Mazurek z jabłkami i crème caramel façon speculoos

Składniki:

Na kruchy spód:
75 g zmielonych migdałów
40 g cukru pudru
60 g masła
90 g mąki
½ łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki śmietany (około 30 g)
1 żółtko

Na crème caramel:
125 g drobnego cukru
35 g solonego zimnego masła
200 ml śmietanki 36 %
½ łyżeczki cynamonu
szczypta zmielonego pieprzu, imbirum kardamonu i gałki muszkatołowej

Na masę jabłkową:
530 g pokrojonych w kostkę jabłek (użyłam odmiany Boscop)
2 łyżki cukru
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki masła
1 łyżka Maizeny lub mąki ziemniaczanej
2 łyżki wody

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy kruchy spód. Łączymy sypkie składniki. Mieszamy. Wysypujemy na stolnicę. Robimy zagłębienie, w które wbijamy żółtko, dodajemy śmietanę i pokrojone w kostkę masło. Siekamy całóść, wyrabiamy szybko. Zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki na 45 minut.
2.      Przygotowujemy crème caramel. Do garnuszka o grubym dnie wsypujemy cukier. Powinien być rozprowadzony równo na dnie garnka, w tym celu potrząsamy nim. Pozostawiamy w spokoju, podgrzewamy na małym ogniu oczekując aż powstanie karmel. Nie mieszamy, potrwa to kilka minut. W tym czasie podgrzewamy śmietankę z przyprawami, odważamy zimne masło. Gdy karmel powstanie dodajemy masło, gdy się rozpuści - wlewamy śmietankę. Intensywnie mieszamy. Jeśli powstaną grudki, nie martwmy się, rozpuszczą się podczas gotowania. Mieszamy trzepaczką, robiąc sobie przerwy. Masa zaczyna gęstnieć. Kończymy gotowanie gdy zyska gęstość kremowego jogurtu. Odstawiamy na bok w chłodne miejsce, ale nie do lodówki, na czas pieczenia spodu.
3.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
4.      Schłodzone ciasto wykładamy do wysmarowanej masłem i wysypanej drobną bułką tartą lub wyłożonej pergaminem foremki o wymiarach 33x13 cm. (Możemy użyć większej, ale wówczas należy podwoić ilość składników). Jeżeli wałkowanie nie będzie nam się udawało ciasto rozprowadzamy dłońmi dbając o to, by jego warstwa była równomiernie rozłożona.
5.      Pieczemy 20 minut, bez nawiewu.
6.      Wyjmujemy z piekarnika i powostawiamy na 10 minut do lekkiego wystudzenia.
7.      Na spód wylewamy połowę przygotowanego kremu. Wstawiamy do lodówki. (Resztę kremu przelewamy do słoiczka, używamy do smarowania nimi naleśników lub tostów. Przechowujemy w lodówce do 1 miesiąca).
8.      Przygotowujemy masę jabłkową. Obieramy jabłka, kroimy w kostkę. Wykłądamy na patelnię, zalewamy sokiem z cytryny i posypujemy cukrem. Mieszamy dokładnie, smażymy na małym ogniu, uważając, aby nie przypalić. Odparowujemy. Kiedy jabłka się rozpadną, a sok odparuje, w całości miksujemy je na gładkie puree. Mus przekładamy do garnuszka. Dodajemy mąkę, mieszamy. Gotujemy na małym ogniu przez kilka minut, mieszając cały czas, uważając, aby się nie przypalił. Zdejmujemy z ognia, dodajemy zimne masło, mieszamy dokładnie. Studzimy przez 10 minut.
9.      Mus jabłkowy przelewamy na ciasto. Wstawiamy do lodówki na 2-3 godziny.
10.   Przed podaniem dekorujemy uprażonymi płatkami migdałowymi. Przechowujemy w chłodnym miejscu.





Smacznego!

poniedziałek, 26 marca 2012

Lasagne z warzywami.


Stracić poczucie czasu. Zdarza mi się średnio kilka ray w tygodniu. Głównie z roztargnienia, czasami bezwolnie. Z przymusu – dwa razy do roku. Rzeczony przymus wydał mi się szczególnie okrutny w chwili, gdy przyszło mi wyrwać (dosłownie!) ze snu dzieci. Ani oni tego nie rozumieją ani ja. Nie trafiają do mnie żadne argumenty, bo mojego umysłu nie stać dziś na racjonalne podejście. Nawet kot dziś zagubiony w czasie. Witaj wiosno, ech...

Gdyby się jednak nad tym bliżej zastanowić – nowy czas – brzmi obiecująco. Na tym zakończę, bo w głowie już tli mi się kolejna myśl i co za tym idzie - pesymistyczna puenta. Na dziś wystarczy więc.

Zapraszam jutro na ciąg dalszy przygotowań świątecznych. Prawdopodobnie jutro będzie mi lepiej. Wszystkim nam będzie lepiej. Podobno okres adaptacji do nowego czasu nie przekracza 2 dni. Podobno.

Cud- mąż jak zwykle szukał w niej mięsa. I nie znalazł, w końcu to lasagne wegetariańska. O dziwo, smakowało mu. I dodkładki też były. Polecam.




Lasagne z warzywami

Składniki :
390 g cukinii pokrojonej w kostkę
3 ząbki czosnku
1 drobno pokrojona cebula (70 g)
40 g pokrojonych suszonych pomidorów
255 g pokrojonego w kostkę bakłażana
320 g przecieru pomidorowego
3 łyżeczki kaparów
60 g ciemnych oliwek
40 g pokrojonej w kostkę pietruszki
60 g pokrojonej w kostkę marchewki
3 łyżki oleju
sól, pieprz do smaku

Ponadto:
3 płaty lasagne o wymierach 25x13cm
tarty ser grana padano wedle uznania  

Na sos:
30 g masła
60 g mąki
100 ml kremówki
100 ml białego wytrawnego wina
150 ml mleka
gałka muszkatołowa, sól, pieprz

Przygotowanie:
1.       Cebulę podsmażamy na łyżce oleju. Po 2 minutach dodajemy pokrojony drobno czosnek. Dusimy jeszcze 2 minuty.
2.      Dodajemy cukinię, dusimy przez 5 minut. Przekładamy całość do miski obok.
3.      Na łyżce oleju podsmażamy bakłażana. Dusimy 5 minut. Przekładamy do cukinii.
4.      Na łyżce oleju podsmażamy marchewkę i pietruszkę.
5.      Wszystkie składniki łączymy w jednym garnku. Dodajemy kapary, połowę oliwek i suszonych pomidorów oraz przecier. Doprawiamy. Dusimy razem 10 minut.
6.      Plastry lasagne wrzucamy na wrzątek pojedynczo. Zależnie od tego czy są świeże czy suszone gotujemy odpowiednio 2 lub 6 minut. Osuszamy dokładnie suchą ściereczką.
7.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 190 stopni.
8.      Przygotowujemy sos. W garnku o grubyn dnie rozpuszczamy na małym ogniu masło. Dodajemy mąkę. Powstaną grudki jak do kruszonki. Cały czas mieszając trzepaczką dodajemy stopniowo mleko połączone z winem i śmietanką, na początku małym, później większym strumieniem. Jeśli będziemy bez przerwy energicznie mieszać trzepaczką sos wyjdzie gładki i kremowy. Jeśli jednak powstana grudki sos przecieramy przez sito. Gotujemy na wolnym ogniu, mieszając od czasu do czasu przez 5 minut. Pod koniec gotowania dodajemy resztę oliwek i suszonych pomidorów.
9.      Na dno żaroodpornej foremki o wymiarach dna 25x13cm wylewam 2 łyżki sosu. Układam płat lasagne, na nim warzywa, sos i grana padano. Przykrywamy płatem lasagne. Czynność ponawiamy jeszcze 2 krotnie.
10.   Pieczemy 30 minut bez nawiewu. W razie potrzeby przykrywamy w czasie pieczenia.

Smacznego!

czwartek, 22 marca 2012

Salidou.


Karmelowy poranek.
Zapach wanilii lepszy niż budzik.
Nagle wszyscy nabierają ochoty na naleśniki.

Salidou czyli crème caramel au beurre salé podaje się w Bretanii do naleśników właśnie.

Ja wykorzystam go tym razem także do mazurka. Choć nie wiem doprawdy, ile jeszcze przyjdzie  mi przygotować tych słoiczków, które giną w tajemniczych okolicznościach, zanim zacznę piec mazurki.

Wszyscy mamy lepkie paluszki. Od podjadania. Nie ma się czemu dziwić.

Jeżeli nie mamy solonego masła użyjmy zwykłego dodając 1/4 łyżeczki soli do całości. Sól jest tu ważna. Podbija słodkość całości, nadając jej niesamowitego smaku.

Poniżej znajdziecie 2 sposoby przygotowania Salidou. Pierwszy dla tych, którzy wielokrotnie przygotowywali karmel i wiedzą jak to jest. Drugi – dla początkujących. W obu przypadkach – efekt taki sam. Może ten drugi sposób wymaga poświęcenia więcej czasu.

Polecam gorąco.




Salidou

Składniki: na mały słoiczek
125 g drobnego cukru
35 g solonego zimnego masła
200 ml śmietanki 36 %
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Sposób I
Przygotowanie:
1.       Do garnuszka o grubym dnie wsypujemy cukier. Powinien być rozprowadzony równo na dnie garnka, w tym celu potrząsamy nim. Pozostawiamy w spokoju, podgrzewamy na małym ogniu oczekując aż powstanie karmel. Nie mieszamy, wstrzymujemy oddech co jakiś czas, by oprzeć się tej pokusie.
2.      W tym czasie, by zająć czymś dłonie , podgrzewamy śmietankę z ekstraktem, odważamy zimne masło.
3.      Gdy karmel powstanie dodajemy masło i na raz wlewamy śmietankę. Intensywnie mieszamy. Jeśli powstaną grudki, nie martwmy się, rozpuszczą się podczas gotowania.
4.      Mieszamy trzepaczką, robiąc sobie przerwy. Masa zaczyna gęstnieć. Czas gotowania uzależniamy od tego, jaki efekt chcemy uzyskać i do czego Salidou wykorzystamy. Im dłużej, tym bardziej będzie gęsta. Moją masę gotowałam około 10 minut.
5.      Gotowe Salidou przelewamy do słoiczka, zakręcamy. Studzimy całkowicie zanim wstawimy je do lodówki.
6.      Przechowujemy do 1 miesiąca od momentu otwarcia, w lodówce.

Sposób II
Przygotowanie:
1.       W garnuszku o grubym dnie rozpuszczamy na małym ogniu masło. Dodajemy stopniowo cukier, mieszając do rozprowadzenia i wymieszania. Powstanie bardzo gęsta papka, którą pozostawiamy tak, opierając się pokusie mieszania. Masa zacznie zmieniać się w pianę, która będzie stopniowo brązowieć, by w końcu zamienić się w karmel. Dopiero wtedy, na raz wlewamy podgrzaną wcześniej śmietankę wymieszaną z ekstraktem. Mieszamy intensywnie do połączenia się składników.
2.      Podgrzewamy dalej na małym ogniu. Mieszamy od czasu do czasu.
3.      Masa zaczyna gęstnieć. Czas gotowania uzależniamy od tego, jaki efekt chcemy uzyskać i do czego Salidou wykorzystamy. Im dłużej, tym bardziej będzie gęsta. Moją masę gotowałam około 10 minut.
4.      Gotowe Salidou przelewamy do słoiczka, zakręcamy. Studzimy całkowicie zanim wstawimy je do lodówki.
5.      Przechowujemy do 1 miesiąca od momentu otwarcia, w lodówce.
 
Smacznego!

środa, 21 marca 2012

Jajka na toście z coulis buraczkowo-kokosowym i inne pomysły na wielkanocne śniadanie.



Śmiałym spojrzeniem obcina spódnice. Przewietrza szafy. Wyostrza zmysły. Budzi zamysły.

Wiosna.

Wszędzie.

Już nawet w kalendarzu.

Trzymam w dłoni ciepłą dłoń małego chłopca. Uwolnioną z rękawiczek. Bezbronną, ufną, niewinną. Uwielbiam ten dotyk, to, co za sobą niesie. I choć dłonie w mych dłoniach z każdą wiosną coraz większe, moja radość pozostaje taka sama. To jeden z tych gestów, które poruszają. Jeden z tych dotyków, który i Ciebie pozostawia bezbronnym. Po to tylko, byś już po chwili poczuł siłę.

Wiosna.

Przygotowując kolejną szklankę soku z buraków zastanawiam się, co jeszcze mogę zrobić, by wypić ją ze smakiem. Nie lubię soku z buraków. Choć wszelkie inne przetwory z nimi związane - bardzo bardzo. W więc był już i sok z jabłkiem i grejfrutem. Pomyślałam o mleku kokosowym. Udało się. Postanowiłam spróbować przygotować z tego połączenia coulis. Zachwyciłam się tym smakiem. Bardzo subtelnym. Polecam gorąco. To także ciekawa alternatywa dla ćwikły z chrzanem, jeśli ktoś nie lubi. Ktoś nie lubi?...


Jajka na toście z coulis buraczkowo-kokosowym

Składniki: na 2 porcje
2 jajka
2 tosty
garść rukoli lub młodych liści szpinaku
sól, pieprz
olej z pestek dyni lub oliwa z oliwek

Na coulis:
burak o wadze mniej więcej 125 g
3 płaskie łyżki gęstego mleka kokosowego
sól, pieprz
kilka kropel sosu Worcester (Worcestershire Sauce)
½ łyżeczki octu malinowego

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy coulis. Gotujemy umytego, nieobranego buraka do miękkości. Obieramy. Miksujemy z mlekiem kokosowym, doprawiamy.
2.      Gotujemy jajka. Do wrzątku wkładamy jajka na 5 minut. Po tym czasie natychmiast przekładamy jajka do dużej ilości bardzo zimnej wody. Wówczas białko jest ścięte a żółtko płynne. Pozostawiamy tak do czasu przygotowania reszty składników.
3.      Na talerzyku układamy liście szpinaku lub rukoli. Spryskujemy je oliwą.
4.      Opiekamy tosty na chrupko. Smarujemy je masłem. Na toście układamy jajko, które tuż przed podaniem przekrajamy na pół, tak aby żółtko rozlało się wokół. Oprószamy solą i pieprzem. Podajemy z coulis.




Poniżej kilka wybranych pomysłów na świąteczne jajka. Pozostałe znajdziecie w zakładce Wielkanoc.




Smacznego!