czwartek, 26 kwietnia 2012

Batbout.




Nastrój nieszczególnie piknikowy. Może dlatego, że tu w Belgii jedyny wolny dzień w przyszłym tygodniu to 1 maja? Może dlatego, że aura płaczliwa i pełna chłodu?  

W nadziei, że jednak uda nam się wybrać gdzieś na piknik – batbout. Marokański batbout nazywane także mkhamer, toghrift albo matlou, to właściwie chlebek pita, tyle, że nie wymaga pieczenia w piekarniku. Tak jak w przypadku macy wystarczy sucha patelnia. (Na niedzielnym targu na Gare du Midi można kupić „pain matla” właśnie, w wersji na słodko. Ogromne, puchate chleby, osypane delikatnie cukrem. Lubimy odrywać jego kawałki i podjadać w drodze do domu).  

Batbout w wersji mini możemy przygotować w domu, czy na wyjeździe. Podać jako pieczywo do grillowanego mięsa, zabrać ze sobą na piknik jako alternatywę dla kanapek lub zjeść na słodko, z konfiturą lub dżemem.  Nasze dzieci je uwielbiają. Wystarczy postawić przed nimi miseczki wypełnione warzywami i grillowanym kurczakiem, do tego sos tzatziki i obiad gotowy. Są na pewno lżejsze od langoszy, które bardzo lubimy, szczególnie w sezonie letnim i tak samo proste w przygotowaniu jak turecka pizza. Na cokolwiek się zdecydujecie, jestem przekonana, będzie pysznie. Batbout są miękkie, lekkie i delikatne. Polecam gorąco.


Batbout

Składniki: na 5 sztuk
96 g semoliny
96 g mąki pszennej chlebowej (typ 650)
132 g letniej wody
4-5 g suchych drożdży
duża szczypta soli
2 łyżeczki oliwy z oliwek

Przygotowanie:
1.       Drożdże mieszamy z letnią wodą.
2.      Do miski przesypujemy mąki i sól. Mieszamy. Wlewamy wodę i oliwę. Wyrabiamy do uzyskania gładkiego, elastycznego ciasta. (Jeżeli na początku się klei nie podsypujemy go mąką, tylko myjemy i wycieramy do sucha dłonie, zagniatamy dalej, wyrobione ciasto nie klei się zupełnie).
3.      Dzielimy ciasto na 5 równych części. Na wysypanej mąką stolnicy rozwałkowujemy każdą z nich na placek o średnicy ok. 12 cm.
4.      Rozwałkowane placki układamy na dobrze wysypanej powierzchni (to ważne, by potem, kiedy placki wyrosną nie odrywać ich na siłę) i przykrywamy ściereczką. Pozostawiamy do wyrośnięcia. Około 40 minut, zależnie od temperatury otoczenia. Placki powinny widocznie podrosnąć.
5.      Pojedynczo układamy placki na rozgrzanej, suchej patelni o grubym dnie. Pieczemy tak z obu stron do momentu aż ładnie się „wybrzuszą”. Studzimy na kratce. Podajemy. Nadziewamy ulubionym farszem.





Smacznego!

środa, 25 kwietnia 2012

Blondie cookies.



Dziś zamiast słów – ciasteczka. Czasami dokładnie tyle potrzebujemy. W milczącym skupieniu podnieść sobie błyskawicznie poziom cukru i poczuć, że tak wiele możemy zrobić. Taka dawka fałszywego optymizmu, przyznaję, ale jakże momentami potrzebnego, by ruszyć do przodu. 

Ciasteczka. Mają same atuty. Nie licząc smaku. Bezmączne, bez dodatkowego cukru, błyskawiczne. Że o dobroczynnych właściwościach masła kokosowego nie wspomnę. Polecam gorąco.

Zapraszam jutro. Sezon piknikowy czas najwyższy rozpocząć.




Blondie cookies

Składniki: na 8 ciasteczek
100 g białej czekolady
65 g masła kokosowego (możemy zastąpić zwykłym masłem)
65 g płatków migdałowych
65 g wiórków kokosowych
1 czubata łyżka pokruszonych drobniutko płatków kukurydzianych
1 jajko

Przygotowanie:
1.       Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160 stopni.
2.      Czekoladę rozpuszczamy z masłem kokosowym. Odstawiamy do wystudzenia.
3.      Jajko roztrzepujemy widelcem, dodajemy do wystudzonej czekolady.
4.      Płatki migdałowe i wiórki prażymy osobno na patelni. Odstawiamy do wystudzenia. Dodajemy je do czekolady razem z płatkami kukurydzianymi.
5.      Masę ciasteczkową wykładamy do foremek mufinkowych.
6.      Pieczemy około 5-8 minut, do momentu jak tylko ciastka zaczynają się rumienić.
7.      Pozostawiamy do przestudzenia w foremkach.



Smacznego!

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

FIT razowiec. Wyjątkowy.



Ten weekend był wyjątkowo przyjemny. Lało jak z cebra. Zostaliśmy w domu. Nic nie trzeba było musieć.
- Ale dobrze jest być w domu... – powiedział synek drugi znad swoich kart pracy.
- Taaak? – spytałam zdziwiona. (Mówimy o małym chłopcu, który najchętniej rozbiłby namiot na boisku footbolowym i tam zamieszkał, by móc bez przerwy grać w piłkę).
- Kiedy tak pada, dobrze być w domu, nie?
- Ale się rozlało – to synek pierwszy znad swoich podręczników.
- Gdzie?!
- No chmury się rozlały na niebie i tak pada, i pada – dodał tytułem wyjaśnienia.

Tak padało i padało w niedzielę niemal bez końca. Szczęśliwie wieczorem przejaśniło się na tyle, by można było w ogrodzie jakoś spożytkować zapasy nagromadzonej energii.
Lubię usiąść przy stole z dziećmi i patrzeć jak skupienie rzeźbi rysy ich twarzy, gdy pracują. Kąt pochylenia głowy, odgłos wycierania gumką nieudanych fragmantów, pożyczanie sobie kredek i między nimi ja, temperująca zasoby obu piórników i nasłuchująca strzępów rozmów. Moje okruszki wspomnień.

Po obiedzie wielki pucharek świeżych owoców z ogromną porcją bitej śmietany. To ulubiony deser naszych dzieci. Tak łatwo sprawić im radość.

Dla nas był świeżo upieczony chleb, którego zapach kołysał do snu wieczorem. Musieliśmy poczekać, by wystygł. Za to rano – uczta. Ten razowiec ma bardzo chrupiącą skórkę i wyjątkowy, wytrawny, intensywny smak. Polecam gorąco.

Już teraz zapraszam na ciasteczka migdałowo-kokosowe również w klimacie fit.

Dobrego tygodnia Wam życzę!


FIT razowiec

Składniki:
275 g aktywnego zakwasu dokarmionego*
375 g wody
225 g mąki Kamut lub orkiszowej typ 900
125 g mąki pszennej, typ 1850
10-12 g soli morskiej
1 łyżka cukru demerara lub ciemnego trzcinowego, lub miodu leśnego**
1 łyżeczka drożdży***
75 g uprażonych na patelni ziaren słonecznika
25 g otrębów owsianych

Przygotowanie:
1.       Drożdże z cukrem rozpuszczamy w wodzie.
2.      Mieszamy mąki i sól.
3.      Do dużej miski przelewamy zakwas, łączymy go z wodą, wsypujemy mąkę. Mieszamy dokładnie. Przykrywamy ściereczką. Odstawiamy w temperaturze pokojowej, na około 2 godziny, aż w sposób widoczny powiększy objętość.
4.      Mieszamy ponownie. Dodajemy uprażony, ostudzony słonecznik i otręby. Łączymy dokładnie.
5.      Keksówkę wykładamy pergaminem****. Wylewamy do niej ciasto chlebowe. Posypujemy je zależnie od gustu słonecznikiem lub innymi ziarnami czy otrębami. Odstawiamy do wyrośnięcia na około 1 godzinę, aż sięgnie krawędzi foremki.
6.      Wówczas nagrzewamy piekarnik do temperatury 210 stopni.
7.      Pieczemy bez nawiewu przez 50 minut. Po tym czasie wyjmujemy chleb z foremki i pieczemy jeszcze 10 minut.
8.      Całkowicie studzimy przez pokrojeniem.


* zależnie od temperatury panującej w kuchni zakwas do tego chleba dokarmiam 12-18 godzin wcześniej. Jeśli jest naprawdę chłodno, nawet 20 h. Sprawdzam na bieżąco, czy rozpoczął pracę i ruszył. Powinien najpierw pójść w górę, następnie minimalnie opaść. Wówczas jest gotowy.

** smak cukru jest tu rónie ważny, jak jego barwa, nadająca kolor chlebowi, stąd ważne jest abyśmy użyli ciemnego cukru lub ciemnego miodu

*** jeżeli nasz zakwas nie jest już taki młody możemy drożdże pominąć

****możemy też keksówkę posmarować oliwą i wysypać otrębami, pergamin jest rozwiązaniem sprzyjającym naszej diecie




Smacznego!

piątek, 20 kwietnia 2012

Gorące placuszki owsiane z bananami w karmelu.



Jest wieczór. Wracamy z chłopcami do domu. Zmęczeni, ale radośni. Graliśmy w piłkę nożną. Wita mnie zapach bananów w karmelu. Zostawiłam go w kuchni, wychodząc. Tuż obok fartucha ułożonego na krześle. A kuchnia jest otwarta. Snuł się po domu, pewnie postanowił zostać na dłużej. Dyskretnie przyczajony. Czekał na nas?

 "Nakarm mnie" Billa Grangera jest chyba jedyną książką, z której przepisów mogłabym korzystać od pierwszej do ostatniej strony. Już kiedyś o tym pisałam, lubię jego pogodną prostotę, wyczucie smaku i kulinarny gust. I przypomniałam sobie, że już te placki robiłam. Ale połączenie ich z syropem klonowym i jagodami nie było tak udane jak to z bananami w karmelu. Smakowały niesamowicie. I choć kaloryczne to śniadanie - polecam je Wam gorąco. Proste, szybkie i efektowne. Pyszności.



Gorące placuszki owsiane z bananami w karmelu

Składniki: dla 4 osób
200g mąki pszennej (u mnie 100 g mąki Kamut i 100 g mąki tortowej)
1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
¼ łyżeczki cynamonu
duża szczypta świeżo zmielonej gałki muszkatołowej (opcjonalnie – ale warto)
szczypta soli morskiej
1 łyżka miałkiego cukru (u mnie 2 łyżki)
20 g płatków owsianych
400 ml maślanki (zastąpiłam jogurtem naturalnym z braku maślanki)
1 średnie jajko lekko roztrzepane
40 g roztopionego masła
tłuszcz do smażenia

Przygotowanie:
1.       Mąkę, proszek, cynamon i gałkę przesiewamy do miski. Wsypujemy płatki i cukier.
2.      Robimy w  środku wgłębienie i wlewamy do niego maślankę i jajko.
3.      Mieszamy, aby składniki się połączyły, wlewamy roztopione masło i łączymy.
4.      Małe porcje ciasta nalewamy chochelką na rozgrzaną i natłuszczoną patelnię, smażymy na średnim ogniu po 2-3 minuty z każdej strony.
5.      Podajemy z bananami w karmelu - przepis poniżej.


Banany w karmelu

Składniki:
3 banany
60 g masła
100 g miałkiego brązowego cukru
½ łyżeczki naturalnego ekstraktu z wanilii

Przygotowanie:
1.       Banany przekrajamy wzdłuż na pół i dzielimy każdą część na 3. Na dużej patelni, ustawionej na średnim ogniu, rozgrzej masło, cukier, wanilię oraz 2 łyżki stołowe wody.
2.      Gotujemy aż mieszanka nabierze konsystencji karmelu i stanie się ciemniejsza. Dodaj banany i obtocz je w słodkim płynie.



Przepis Billa Grangera z książki "Nakarm mnie".

Smacznego!

środa, 18 kwietnia 2012

Grissini Kamut.


Chwile schrupane z przyjemnością pozostawiają okruchy wspomnień. Pamiętam, jak usiedliśmy z synkiem pierwszym przy kuchennym stole. Na przeciw siebie. Między nami ta chwila, w zasięgu dłoni grissini. Z sezamem, czarnuszką i grubą solą. Chłopiec sięgał po te solone. Nie pamiętam zupełnie, o czym konkretnie rozmawialiśmy. W pamięci została chwila, wspomnienie odgłosu chrupania, uśmiechnięta twarz chłopca, zęby młodego wilczka i jego szczupłe drobne palce młodego człowieka.
Polecam dziś Waszej uwadze grissini. Chrupiące, delikatne, lekko orzechowe, dzięki mące Kamut*. Jeśli zaś macie ochotę na coś bardziej konkretnego, możecie przygotować z nich grubsze paluszki, będą miękkie i pulchne, w sam raz na podwieczorek.


Grissini Kamut 

Składniki:
Na rozczyn:
200 ml wody
13 g świeżych drożdży
½ łyżeczki cukru
1 łyżka mąki pszennej chlebowej

Ponadto:
220 g mąki Kamut*
150 g mąki pszennej chlebowej
8 g soli morskiej
3 łyżki (25 g) oliwy z oliwek
1 żółtko (20g)

*(mąkę Kamut możemy zastąpić mąką orkiszową typ 900, wóczas jednak dodajemy nie 150 a 175 g mąki pszennej chlebowej)

Mąka Kamut charakteryzuje się wysoką zawartością białka i niską glutenu. Legenda głosi, że Kamut był jedną z roślin zabranych przez Noego na arkę, stąd często mówi się o nim jako o "pszenicy Proroka". Oryginalnie pochodzi z Egiptu, obecnie objęta patentem, od 40 lat jest uprawiana w USA, obszar jej zasiewów stale się powiększa.

Pszenica ta posiada cenne wartości odżywcze, w tym najważniejszą - jest hipoalergiczna. Stanowi doskonały zamiennik popularnych odmian pszenicy, szczególnie polecany jako dodatek do wypieku pieczywa i ciast, także w postaci kaszy.

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy rozczyn. Podgrzewamy wodę, by była ciepła, ale nie gorąca. Rozkruszamy do niej drożdże, dodajemy cukier i mąkę. Dokładnie mieszamy do rozpuszczenia wszystkich składników. Przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na około 15 minut. Gotowy rozczyn będzie z wierzchu spieniony – znak, że drożdże pracują.
2.      Do miski przesiewamy mąkę, mieszamy ją z solą. Robimy dołek, do którego dodajemy oliwę i żółtko. Mieszamy, zagarniając mąkę do środka.
3.      Dodajemy rozczyn. Mieszamy, a kiedy składniki się mniej więcej połączą przekładamy całość na stolnicę lub blat i wyrabiamy. Potrwa to kilka minut.
4.      Gdy jest już jednolite przekładamy uformowaną kulę do wysypanej mąką miski. Przykrywamy ściereczką i wstawiamy w cieple do wyrośnięcia na około 1-1,5 godziny, do podwojenia objętości.
5.      Po tym czasie ciasto jeszcze raz przez moment wyrabiamy. Nabieramy małe ilości ciasta w dłoń, około 20 gramowe kulki (mniej więcej wielkości dużego orzecha włoskiego) i rolujemy na blacie dłońmi lekko rozciągając wzdłuż. Przy pierwszym wałeczku może się to wydać trudne i żmudne, ale zupełnie takie nie jest, już przy trzecim nabieramy wprawy. Jest to też świetne ćwiczenie dla małych rączek wprawiających się w sztuce pisania. Ważne, aby podczas wałkowania paluszków nie podsypywać ciasta mąką, bo wtedy trudno jest je rolować. Ich grubość zależy od nas. Możemy formować długie, cieniusieńkie jak najmniejsze dziecięce paluszki grissini. Lub też grubsze – szerokości mniej więcej damskiego kciuka drobnej dłoni. Będą wówczas mięciutkie jak bułeczki i posłużą jako przekąska na podwieczorek dla całej rodziny.
6.      Wyrobione paluszki układamy na blasze wyłożonej pergaminem. Przykrywamy i pozostawiamy do wyrośnięcia. Na około 20-30 minut w cieple.
7.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
8.      Smarujemy paluszki roztrzepanym jajkiem. Posypujemy wedle uznania, suszonymi ziołami – tymiankiem, bazylią lub rozmarynem, czarnuszką, grubą solą lub też pokrojonymi drobno czarnymi oliwkami.
9.      Czas pieczenia definiujemy sami, zależnie od efektu, jaki chcemy osiągnąć. Pieczemy minimum 10 minut, bez nawiewu. W przypadku cieniutkich grissini, jeżeli nie mają być miękkie lecz chrupkie doliczamy jeszcze 3 minuty z nawiewem.
10.   Możemy je przechowywać w szczelnie zamkniętym pudełku przez kilka dni.





Smacznego!

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Pains shorgoghal.


2.59
Zza okopów poduszki, niewidzącym wzrokiem krótkowidza, spoglądam w stronę budzika. Stoi o ułamek sekundy ode mnie. Na nocnej szafce.  Czy to on mnie obudził? Przywołał oślepiającymi dowodami na upływ czasu? Kilka nerwowych obrotów na bok prawy, lewy i znowu prawy...

3.29
Postanawiam pójść wstawić pranie. Zapomniałam to zrobić wieczorem. Choć na to przyda się moja bezsenność.

3.35
W rytmie tysiąca obrotów, które słyszę z dołu ze spiżarki, układam sobie poduszki do czytania. Sięgam po okulary i książkę. „Grochów” Stasiuka. Zakładka na stronie 79. Ostatnich kilka kartek, ostatniego, tytułowego opowiadania. Czytam, przyjmuję ją, od kilku dni. W dawkach po kilka stron. Pomiędzy kolejnymi dawkami chwile zamyślenia. Wiem, że to już będzie ostatnia – i że po niej, tym bardziej nie zasnę.
 „Więc jak to jest, że to wszystko trwa, a my zostajemy coraz bardziej sami? Jak on z każdym dniem. Tak myślę, bo przecież trudno jest z kimś dzielić powolną śmierć. Zwłaszcza z kimś, z kim sie tylko żyło(...)”
„Więc co? Umieramy ledwo zmienieni? Ledwo napoczęci, ponieważ nie możemy odnaleźć różnicy między nami kiedyś a nami teraz? I gdy ona przychodzi, to nie wiemy jak się zachować? Ponieważ nie dzieliła z nami naszych dni ani losu? Ponieważ przyszła na gotowe(...)”
„Wiatraczna. Zapach chleba późną nocą snujący się z piekarni. Budynek z czerwonej cegły i z  ceglanym kominem wyglądał na trochę zrujnowany albo niedokończony gdzieś przed laty. Ale był żywy, ciepły i nad ranem pachniał gorącą, brązową skórką od chleba. Stukało się w okno i dwiewczyny z nocnej zmiany przynosiły bułki. Były tak gorące, że dało się je utrzymać tylko przez ubranie. Parzyły w kieszeniach. Piekareczki nigdy nie chciały pieniędzy(...)”

Nie mam pod ręką ołówka, by jak zawsze podkreślać wybrane fragmenty. Kiedy razem czytamy książki, rozmawiamy o nich właśnie, o tych podkreślonych podwójną kreską lub pojedynczą, bo z jakiś względów (jakich?) ten jeden był ważny tylko dla Ciebie. Tym razem jednak, nie zaznaczam nic. Nie potrafiłabym wyróżnić pospolitą, jednowymiarową kreską myśli płynących ku nieskończoności, ku niepojętej tajemnicy śmierci i życia. Poruszało mnie każde słowo, każdego opowiadania, każde inaczej, z innych powodów.

3.59
Gaszę lampkę. Słyszę rwetes w ogrodzie. Mam nadzieję, że to nie sroka porwała kolejną miskę dla kotów. Próbuję odnaleźć ciszę, która na nowo ukołysze. Ale wiem, że to jeszcze potrwa. Na stoliku kolejne książki do przeczytania, przywiezione z Polski. Nie zacznę kolejnej.

4.07
Słyszę krzyk córki pierwszej. Zza snów woła ze złością do swoich braci. Tylko tyle rozumiem. Dobrze, że oni tego nie słyszą.

4.29
Układam w myślach kolejny tekst do publikacji. Jak opowiem o tym, co właśnie przeżywam, nie mogąc zasnąć. I wtedy pojawia się strach – czy zdołam zapamiętać całe zdania, które układam sobie w głowie? Może lepiej wstać obudzić je do życia na klawiaturze, teraz, natychmiast?

4.37
Myślę o chlebie, który wstawiłam do wyrośnięcia w lodówce. O sposobie, w jakim pisał o nim Stasiuk. O sposobie, w jakim mówił o tej książce w Trójce Michał Nogaś. Dwa, trzy tygodnie temu, podczas mojej ulubionej audycji porannej w piątek. I o tym, że ostatnio zaspałam i nie usłyszałam, jakąż to książkę redaktor polecał tym razem.

4.54
Wciąż na celowniku czasu. Regularna zmiana warty w szeregach minut. Sekundy maszerują bez potknięcia, bez ustanku czy choćby zawahania, na straży czasu.    

W końcu, choć nie wiem, kiedy dokładnie. Poddaję się. Zasypiam.

Rano, niewyspana, wieszam pranie i piekę pains shorgoghal, według azerskiego przepisu. Pain shorgoghal to tradycyjny wypiek przygotowywany na święto wiosny. Tego dnia w mieście Izmir i pozostałych częściach kraju mieszkańcy rozpalają na ulicach ogniska i skaczą nad jego płomieniami.
Jest inny. Mógłby być brioszką ale nią nie jest, niewiele, prawie wcale w nim słodyczy. Jego wnętrze listkuje się jak croissant i to chyba jest w nim najciekawsze. Odrywam kolejne warstwy i każdą z nich dowolnie smaruję dżemem lub pastą czy twarożkiem. Można je też przekrajać jak bułki i zabrać ze sobą w formie kanapek, do pracy lub na piknik. Neutralne w smaku, pasują do wszystkiego. Polecam gorąco. 


Pains shorgoghal

Składniki: na 6 bułeczek
425 g mąki pszennej
85 g roztopionego, letniego masła
100 ml letniego mleka
100 ml letniej wody
1 łyżka drożdży w proszku
½ łyżeczki soli
1 łyżka cukru pudru
30 g jajka (mniej więcej połowa), drugą połowę zużyjemy do posmarowania bułeczek

Ponadto, do zrolowania:
około 60 g roztopionego masła
ziarna do posypania bułeczek: maku, sezamu, czarmuszki, wedle uznania



Przygotowanie:
1.       Przesiewamy mąkę do miski. Mieszamy ją z cukrem, drożdżami  i solą.
2.      Dodajemy mleko zmieszane z wodą. Łączymy.
3.      Wlewamy roztopione masło. Wyrabiamy na stolnicy około 10 minut. Do uzyskania gładkiego, elastycznego ciasta. Ciasto nie klei się i dobrze współpracuje.
4.      Umieszczamy uformowaną kulę w misce, przykrywamy ściereczką. Odstawiamy w cieple do podwojenia objętości, około 1,5-2 godzin.
5.      Przebijamy ciasto pięścią. Dzielimy je na 4 równe kule.
6.      Na wysypanej mąką stolnicy rozwałkowujemy osobno każdą kulę, na mniej więcej 1 cm grubości w formie prostokąta.
7.      Trzy prostokąty smarujemy dokładnie na całej powierzchni roztopionym masłem. Układamy jeden prostokąt na drugim. Czwartego prostokąta nie smarujemy i układamy go na wierzchu. Rozwałkowujemy cienko.
8.      Powstały w ten sposób prostokąt kroimy na 6 pasków o szerokości 5 cm. Każdy z nich zwijamy.
9.      Układamy, zachowując odległości, na blasze wyłożonej pergaminem. Lekko spłaszczamy.
10.   Pozostawiamy do wyrośnięcia jeszcze na około 45 minut.
11.    Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
12.   Smarujemy bułeczki pozostałym, roztrzepanym jajkiem. Posypujemy ziarnami.
13.   Pieczemy 25 minut. (Piekłam 20 minut bez nawiewu i 5 minut z nawiewem, dla zrumienienia).
14.   Studzimy na kratce.






Przepis pochodzi z tego bloga.

Smacznego!