piątek, 29 czerwca 2012

Morele, morele, more...



Ostatnimi dniami mam wrażenie, że słowa kruszą mi się między palcami. Gdzieś między zamyśleniem a klawiaturą. Okruszki, które przestają Coś znaczyć a znaczą już bardzo niewiele. Za mało. Wystarczyłoby kilka kropel deszczu. Albo jakaś mała rozpacz. Rozpłynęłyby się w nich do znieistnienia. Milczenia.

Można je także zebrać. Z czułością i troską. Odnaleźć smak, który przecież tam jest. Pomniejszony tylko. Ale jest. Niedosyt formy do treści. Spróbować coś z nich na nowo stworzyć.

Tymczasem. Siadam na tarasie. Na gołych schodach. Tak mawiała babcia i mama. Tam,  gdzie prawdopodobnie, czai się wilk. Gołe schody. W dłoni trzymam nektarynkę. Dojrzałą w sam raz. Gryzę. Brudzę sobie twarz, jem pewnie nieładnie, i dlatego - w samotności. Cóż zresztą znaczy – nieładnie?...  Zachłannie, głośno, intensywnie. Może nawet łapczywie? Sok kapie mi na stopy, przy których za chwilę zalegnie półślepy kot. Słodko.  

(Kiedy siedziałam na tych schodach – dobrze pamiętam – wiedziałam, jak o tym napiszę. O jedzeniu nektarynki. Układałam w myślach słowa, w zdania, jedno po drugim. A teraz...?)

Idę ukołysać do snu synka drugiego. Nie jest łatwo, podrywa się resztką sił, słysząc w tle echa kolejnych okazji do zdobycia bramki. Karny. Chyba nigdy nie zaśnie ten mój synek.

Wracam myślami do przedpołudnia. Jeszcze pamiętam jej smak. I słodycz, tak gładką jak słowa. Alabama, mandolina, melancholia. Jak jej soki płynęły w kierunku suszącego się na ramionach t-schirta. Jak totalnie zagarnął mnie ten smak. Że sięgnęłam po następną i potem - jeszcze jedną.

Synek śpi. Pokruszonych słów już nie zdołam pozbierać. (Kiedy usypiałam synka – dobrze pamiętam – wiedziałam jak o tym napiszę. O jedzeniu nektarynki...)

Dziś nie o nektarynkach. Bo to dopiero wschodząca gwiazda. Jeszcze – na zakończenie sezonu – morele. Trzy ostatnie przepisy. Na crumble z syropem klonowym i pekanami, kisiel morelowy z nutą amaretto lub wanilii, zależnie od nastroju i... po trzeci przepis zapraszam jutro. Niezmiennie gorąco polecam.



Morelowe crumble

Składniki:
315 g moreli (waga bez pestek), 6 sztuk
70 g mąki orkiszowej razowej
1 żółtko
40 g syropu klonowego
50 g masła
50 g pekanów
25 g brązowego cukru 

Przygotowanie:
1.       Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.
2.      Morele kroimy na połówki, następnie na ćwiartki i ew. Jeszcze na połówki.
3.      Przygotowujemy kruszonkę. Mieszamy ze sobą 15 g syropu, mąkę, żółtko, masło i posiekane pekany, do uzyskania grudkowatej konsystencji.
4.      Na patelnię wysypujemy cukier i dodajemy resztę syropu. Gdy się rozpuści i delikatnie skarmelizuje, zdejmujemy z ognia. Dodajemy morele, obtaczamy dokładnie. Przekładamy do foremki, w której będziemy zapiekać crumble. Posypujemy kruszonką.
5.      Pieczemy bez nawiewu, 15 minut. Na ostatnią minutę, dwie, włączamy nawiew.
6.      Lekko studzimy, podajemy z lodami.






Kisiel morelowy 

Składniki:
245 g moreli (waga bez pestek)
110 g wody
65 g wody +20 g mąki ziemniaczanej
syrop z agawy, lub miód lub po prostu cukier, do smaku 

Przygotowanie:
1.       Morele pokrojone na mniejsze cząstki zalewamy 110 g wody. Gotujemy do lekkiego odparowania. Miksujemy.
2.      W szklance rozrabiamy dokładnie mąkę w reszcie wody. Dodajemy do moreli, cały czas mieszając. Gotujemy przez chwilę. Słodzimy i aromatyzujemy. Wanilią lub amaretto.
3.      Nie mogłam się oprzeć i muszę to napisać. ROZPUSTA! Pycha! Zmysły szaleją... polecam gorąco.
4.      Podajemy z lodami lub kwaśną śmietaną.





cdn.

środa, 27 czerwca 2012

Croquemitoufle albo Crumb cake. Rewelacja!



O smutku. Czyjejś poruszającej stracie. Wiadomościach z daleka. O uldze wreszcie. Także - o braku słońca. Tatuażach chmur na niebie. Czy da się je wywabić? Spokoju czerwcowego wieczoru, w który zasłuchują się ptaki aż do zamilczenia. Wypatrywaniu wakacji. Poczuciu zagubienia w codzienności. Trosce o synka drugiego, co wciąż zapomina literek i o kota, który nagle oślepł całkowicie.

Dzieje się tak wiele. I tak trudno czasami pisać. Zniecierpliwiony kursor mruga ostrzegawczo. I będzie tak jeszcze mrugał i mrugał...

Dziś kolejny, uniwersalny pomysł. Croquemitoufle piecze się najczęsciej z czereśniami. Ale to ciasto jest tak wyjątkowe, że ma się ochotę piec je przez cały rok, zależnie od dostępności owoców. Mogą to być morele, śliwki, jabłka, brzoskwinie, nektarynki, ananas, banany... Całość pięknie wyrasta, a kruszonka jest bardzo chrupiąca. Nazwa zobowiązuje!

Nie wymaga wiele czasu, pracy ani nawet miksera. Możemy aromatyzować je wanilią, kandyzowaną skórką, likierem. I nigdy się nie znudzi. Polecam gorąco. Dla mnie - rewelacja - na nadchodzące dni lata.  





Croquemitoufle albo Crumb cake

Składniki:
120 g gęstego jogurtu naturalnego
220 g mąki tortowej
140 g cukru
3 jajka
60 g roztopionego masła
2 łyżeczki proszku do pieczenia (10 g)
350 g owoców
1 łyżka Ameretto (może być Kirch)

Na kruszonkę:
90 g mąki
90 g cukru
90 g masła
70 g startych migdałów

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
2. Tortownicę o średnicy 22 cm smarujemy masłem.
3. Owoce kroimy, odsączamy z syropu lub pozbawiamy pestek, zależnie od tego, jakich użyjemy.
4. Do miski dodajemy wszystkie - prócz owoców - składniki na ciasto, mieszamy krótko łyżką lub trzepaczką do uzyskania jednolitej, gęstej i gładkiej masy.
5. Ciasto wylewamy do formy.
6. W misce po cieście mieszamy ze sobą dłońmi wszystkie składniki na kruszonkę do uzyskania odpowiedniej dla niej konsystencji.
7. Pokrojone/wydrylowane owoce układamy na cieście. Zasypujemy kruszonką.
8. Pieczemy 45 minut bez nawiewu. Może się okazać, że po 30 minutach trzeba będzie przykryć ciasto folią aluminiową, by uniknąc nadmiernego zrumienienia kruszonki. Ciasto sprawdzamy patyczkiem, po wyjęciu powinien być suchy. Studzimy przed pokrojeniem.





Smacznego!

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Likier truskawkowy. Przepis.





Mam z nim kłopot. Mnie zauroczył. Cud-mąż pokręcił tylko nosem. Likier z truskawek? Z wiśni – to rozumiem... Posmakuje więc pewnie raczej kobietom. Ale przyda się do deserów, nasączania biszkoptów i poprawę humoru ciemną zimą. Bo ten kolor i zapach są hipnotyzujące... Możecie go aromatyzować, słodzić i  umacniać wedle gustu. Do połowy dodałam syrop z kwiatów czarnego bzu*, do drugiej – laskę wanilii z jej aromatycznym wnętrzem. Polecam gorąco.

Likier truskawkowy 

Składniki:
500 g truskawek
400 – 500 ml wódki (zależnie od gustu i potrzeb, u mnie – 400)
500 - 600 g cukru (zależnie od smaku i słodkości samych truskawek)
500 ml wody 

Przygotowanie:
1.       Truskawki myjemy, obieramy, osuszamy. Można pokroić je na mniejsze cząstki.
2.      Zalewamy je alkoholem. Zakręcamy szczelnie słój. Odstawiamy go na 4 tygodnie w chłodne, ciemne miejsce (może być do lodówki). Jeżeli zamierzamy całość aromatyzować wanilią możemy włożyć do środka rozkrojoną laskę i ziarenka. Co kilka dni potrząsamy słoikiem.
3.      Po tym czasie przygotowujemy syrop cukrowy. Zagotowujemy wodę z cukrem, doprowadzamy do wrzenia. Studzimy. Zalewamy nim truskawki z alkoholem. Odstawiamy na 24 h.
4.      Filtrujemy całość przez sitko lub gazę. Przelewamy do butelek.

*połowę trunku przed połaczeniem go z syropem wymieszałam właśnie z syropem z kwiatów czarnego bzu. Drugą jak opisane powyżej.  




Inspiracja tym przepisem.

Smacznego!

Likier truskawkowy.




Zapraszam już wkrótce!




cdn.

środa, 20 czerwca 2012

Chilaquiles.



 
Anglicy mają swoje english breakfast, w Meksyku na śniadanie podaje się chilaquiles… Najczęściej są to po prostu chipsy z tortilli, ostry sos pomidorowy, śmietana, awokado i ser. Także jajka sadzone, kurczak, fasola - wariacji jest wiele. W zależności od użytych składników mówi się więc na przykład o chilaquiles verde,  chilaquiles rojo lub chipotle chilaquiles. Poczęstowano mnie tym daniem na kolację, u naszych sąsiadów Holenderki i Hiszpana, skoligaconych z Meksykanką, wielbicielką chilaquiles. Podaje się je zazwyczaj z guacamole. Chyba, że dodamy je jako jedną z warstw do samego dania. Kurczaka można zastsąpić innym rodzajem miejsca, a w wersji sezonowej dodać bób (ugotowany, doprawiony i rozgnieciony). Kukurydzę zastąpić czerwoną fasolą... Na pewno spróbuję też kiedyś wersji wegetariańskiej. Lubię dania, które dają tyle możliwości. I są tak pyszne. Gdyby tylko były bardziej fotogeniczne... Polecam gorąco.  


 
Chilaquiles

Składniki :
600 g filetów z piersi kurczaka*
700 g pomidorów
pęczek kolendry (zastępujemy pietruszką, jeśli nie lubimy)
1 słoiczek kukurydzy (340g)
300 g tartego żółtego sera
150 ml gęstej kwaśnej śmietany
150 ml śmietany do sosów 20%
150 g tortilla chips
150 g posiekanej cebuli
2 duże ząbki czosnku
½ słoiczka sosu do taco (Taco sauce hot, Santa Maria, 230 g)



* użyłam skrzydełek, które pozostały mi po ugotowaniu rosołu, co niekoniecznie było dobrym pomysłem. Piersi z kurczaka porwane palcami wchłaniają nadmiar wilgoci nabierając smaku. Poszczególne składniki czyli właśnie kurczaka i śmietanę możemy doprawić, zależnie od efektu jaki chcemy osiągnąć. To danie może być bardzo pikantne lub łagodne, w sam raz dla dzieci. Ku mojejmu wielkiemu zdziwieniu smakowało nawet naszym dzieciom.



Przygotowanie:
1.       Podsmażamy cebulę i czosnek na małej ilości tłuszczu. Dodajemy pokrojone w dużą kostkę pomidory. Gotujemy przez 30 minut.
2.      W tym czasie smażymy filety z kurczaka w całości z obu stron na małej ilości tłuszczu. Odstawiamy do wystudzenia.
3.      Kiedy filety przestygną rwiemy je palcami na mniejsze kawałki. To ważne! Nie kroimy a rwiemy właśnie.
4.      Do ugotowanych pomidorów dodajemy połowę słoika sosu do taco i posiekaną drobno kolendrę. Mieszamy, gotujemy jeszcze 5 minut. Odstawiamy.
5.      Mieszamy ze sobą obie śmietany.
6.      Odcedzamy kukurydzę.
7.      Przygotowujemy wysokie żaroodporne naczynie do pieczenia. Składniki układamy warstwami. (1) Na dnie naczynia wylewamy odrobinę sosu pomidorowego. (2) Chipsy. (3) Ser żółty. (4) Kukurydza. (5) Kurczak. (6) Śmietana. (7) Sos pomidorowy. Czynność ponawiamy. W sumie, w zależności od wysokości naczynia, układamy tak 3-4 warstwy, kończąc na chipsach posypanych żółtym serem.
8.      Pieczemy 40 minut w 180 stopniach pod przykryciem.



Smacznego!

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Jagnięcina w rozmarynie, z morelowym coulis.



Dzień rozpoczęty w kaloszach. W płaszczach przeciwdeszczowych i kurtkach. W towarzystwie piorunów nad głowami i szarością zapadającej nocy o 7 rano! Czy istnieje jakikolwiek sposób by przeżyć w dobrym nastroju taką aurę? Dzień właśnie się zaczął a krajobraz za oknem mówi - Dobranoc! Zupełnie tak, jakbyśmy byli bardzo głodni i ktoś poczęstował nas najbardziej znielubionym daniem. Pozostaje nam bez mrugnięcia okiem wypić tę czarną polewkę, jaką częstuje nas natura. Po raz kolejny. I oby - na zdrowie...

Kiedy w czwartek przygotowywałam tę jagnięcinę na dworze było przynajmniej jasno... Polecam Wam tę marynatę. Idealna, jak dla mnie, do baraniny. Delikatnie kwaskowe coulis morelowe i nuta rozmarynu jak przebłysk słońca... pyszności.

Wydarzenia sobotniego wieczoru pozostawiam bez komentarza. WIele już zostało powiedziane. Takie życie, taki sport.

 


Jagnięcina w rozmarynie, z morelowym coulis 

Składniki: na 2 osoby 

300 g jagnięciny 

Na marynatę:
8 łyżek białego, wytrawnego wina
6 łyżek oliwy z oliwek
2 duże ząbki czosnku
8 ziaren jałowca
2 łyżki gęstego jogurtu naturalnego, typu bałkańskiego
świeżo zmielony pieprz
2-3 łyżeczki drobno posiekanego rozmarynu 

Na morelowe coulis:
250 g moreli
1 szalotka
sól, pieprz, cukier
2 łyżki białego wina
2 łyżki masła

Na ziemniaczane quenelle:
ziemniaki, ilość wedle uznania
masło
sól, pieprz



Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy marynatę. Jagnięcinę marynujemy wieczorem, dnia poprzedzającego przygotowanie dania. Miażdżymy jagody jałowca, mieszamy wszystkie składniki marynaty. Mięso wkładamy do marynaty, obtaczamy dokładnie. Przykrywamy, odstawiamy do lodówki na noc, najlepiej na 12 godzin.
2.      Ziemniaki obieramy, gotujemy w osolonej wodzie.
3.      W tym czasie przygotowujemy coulis. Morele myjemy, osuszamy, kroimy na mniejsze cząstki. Szalotkę siekamy, podsmażamy na maśle z oliwą. Zalewamy winem, odparowujemy kilka minut, dodajemy morele i dusimy, aż owoce zaczną się rozpadać. Miksujemy na gładką masę. Ustawiamy z powrotem na gazie, dodajemy małymi porcjami zimne masło, mieszając cały czas. Doprawiamy do smaku. Odstawiamy.
4.      Mięso wyjmujemy z marynaty. Solimy. Smażymy krótko z obu stron na petelni grillowej.
5.      Odcedzamy ziemniaki, przeciskamy przez praskę. Dodajemy masło do uzyskania konsystencji gładkiego purée.
6.      Mięso układamy na gałązce rozmarynu, formujemy quenelle podajemy z morelowym coulis i białym winem.





Uwagi:

Tak zamarynowaną jagnięcinę możemy także podawać w postaci szaszłyków. Mięso pokrojone w dużą kostkę marynujemy, nadziewamy na gałązki rozmarynu i grillujemy lub smażymy na patelni grillowej.






Smacznego!

piątek, 15 czerwca 2012

Morelowa tarte Tatin.



Dobijał się do okien z wrzaskliwym chlupotem. A ja w pamięci hołubiłam ich wspomnienie. Z lekko zaczerwienionymi policzkami, uśmiechem podarowanym przez słońce, aksamitem dotyku.

Są stany, z którymi możemy coś zrobić. I te beznadziejne, na które niewiele, praktycznie nic, nie pomoże. Prócz czasu lub tabletek. Na szczęście stan niepogody można uładzić, zaczarować, prześmiać, zagadać. Najlepiej - w dobrym towarzystwie, z filiżanką herbaty i dobrych ciachem.

Była pierwszą myślą, kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy w tym roku - tarte Tatin. Morele, już są. Czas na kilka przepisów z ich udziałem. Oto pierwszy z nich.

PS. Od niemal dwóch tygodni nie podlewałam kwiatów i ziół w ogrodzie. Wyręcza mnie natura... A dziś znowu leje. Czas na kolejną tartę.

Trzymamy kciuki? No pewnie. Już od dziś. 



Morelowa tarte Tatin

Składniki :
200 g mąki
125 g masła
1 żółtko (18 g)
35 g cukru pudru
szczypta soli
duża szczypta cynamonu
400 g moreli (waga po przepołowieniu, bez pestek)
50 g cukru
225 g konfitury morelowej

Przygotowanie:
1.      Przygotowujemy ciasto. Przesiewamy mąkę, mieszamy ją z cukrem, solą i cynamonem. Dodajemy do zagłębienia pokrojone na mniejsze kawałki masło i żółtko. Wyrabiamy sprawnie, formujemy kulę, wstawiamy do zamrażarki na czas przygotowania owoców.
2.      Morele myjemy, osuszamy, dzielimy na połówki, wyjmujemy pestki.
3.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni.
4.      Przygotowujemy okrągłą foremkę do tarty o średnicy 24 cm – smarujemy ją dokładnie masłem.
5.      W rondelku podgrzewamy konfiturę morelową.
6.      W drugim garnku/patelni o grubym dnie wysypujemy równą warstwą cukier. Nie mieszamy, dopóki się nie skarmelizuje. Gdy to nastąpi dodajemy gorącą konfiturę i mieszamy dokładnie do połączenia.
7.      Jedną łyżkę konfitury w karmelem wylewamy na środek foremki, rozsmarowujemy dokładnie po dnie. Układamy obok siebie morele przekrojeniem do góry. Zalewamy konfiturą.
8.      Przykrywamy rozwałkowanym ciastem zawijając brzegi pod spód.
9.      Pieczemy 25 minut.
10.   Po wyjęciu z piekarnika czekamy 5 minut, następnie przykrywamy foremkę dużym płaskim talerzem/paterą i przekładamy do góry dnem. Pozwalamy, by lekko przestygło. Podajemy z lodami waniliowymi.

Uwagi:
Tartę możemy aromatyzować cynamonem lub na przykład lawendą. Oba te aromaty nadają się tu idealnie.  






Smacznego!

środa, 13 czerwca 2012

Scali bread.





Jak dobrze, że mogę komunikować się z Wami za pośrednictwem klawiatury komputera. Inaczej byłoby to niemożliwe. Zachrypłam zupełnie, by w końcu stracić głos. Tyle emocji!Końcówkę meczu prześpiewaliśmy chórem. I ten gest Błaszczykowskiego. I dzieci, które do szkoły ubierają się w koszulki naszej reprezentacji. Biało-czerwona flaga ściskana w ręku synka najmniejszego przez cały mecz. To już za nami. Piękne, dobre wspomnienia.

Dziś mam dla Was propozycję upieczenia chleba. Wybornego chleba. Dzieciaki z pewnością go polubią. Bialuteńki, puszysty, miękki i aromatyczny, za sprawą sezamu. Ma delikatną chrupiącą skórkę. Tylko nie pomylcie go z chałką, bo zupełnie nią nie jest. Nie dodajemy doń cukru. Smakuje wyśmienicie na słodko i z wędliną. A z truskawkami posypanymi cukrem? Poezja. Wypróbujcie koniecznie.

Z tych emocji zapomniałabym - Scali Bread to specjał włoskich piekarni sprzedwany na ulicach Bostonu. A rano załączę jeszcze zdjęcia instruktażowe, teraz sprzęt odmówił posłuszeństwa.

Dobrej nocy.




Scali bread



Składniki :



Na zaczyn:

150 g mąki pszennej tortowej

135 g wody

szczypta drożdży suchych



Następnego dnia:

300 g mąki pszennej tortowej

9 g soli

30 g mleka w proszku (2 łyżki)

5 g drożdży suchych (2 łyżeczki)

135 g ciepłej wody

2 łyżki oliwy







Przygotowanie:

1.       Dnia poprzedzającego pieczenie, wieczorem, nastawiamy zaczyn. Do dużego słoika wsypujemy mąkę i drożdże, mieszamy. Dolewamy wodę i ponownie mieszamy do dokładnego połączenia. Przykrywamy, odstawiamy na całą noc. Jeśli w kuchni jest naprawdę ciepło – słój z zaczynem przechowujemy w chłodnym miejscu.

2.      Następnego dnia rano mieszamy w misce mąkę z drożdżami i solą. Robimy zagłębienie, do którego wlewamy cały zaczyn. Mieszamy zagarniając mąkę z brzegów miski. Kiedy całość mniej więcej się połączy, dodajemy wodę i oliwę, przekładamy na stolnicę i wyrabiamy przez kilka minut. Do momentu uzyskania gładkiego, elastycznego ciasta.

3.      Uformowaną kulę przekłądamy do miski wysmarowanej lekko oliwą. Przykrywamy, odstawiamy w ciepłym miejscu na około 90 minut lub do podwojenia objętości.

4.      Po tym czasie odgazowujemy ciasto, dzielimy je na 3 równe częsci. Odkładamy na bok, pod przykryciem, na 10 minut, by odpoczęło.

5.      Formujemy ruloniki, każdy długości nie mniejszej niż 30 cm. Każdy z osobna smarujemy białkiem i obficie posypujemy sezamem. Splatamy jak warkocz. Dokładnie łączymy ze sobą końcówki, ukrywając je pod spodem. Przykrywamy folią, którą wcześniej smarujemy odrobiną oliwę, by nie przykleiła się do ciasta, na 90 minut.

6.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 210 stopni. Pieczemy bez nawiewu przez około 30 minut. Studzimy na kratce.







Przepis pochodzi z tego bloga.

Smacznego!

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Tiramisu czekoladowo-miętowe z truskawkami.



Purpurowa podszewka chmur krynoliną szeleści po niebie. Skropiona deszczem, niczym krochmalem, trawa, będzie rano lśniła uroczyście. Zapachnie świeżością lata.

Lubię wieczorem uchylić połać nieba i tylko tak patrzeć. Jakby właśnie tamtędy uciekał kończący się właśnie dzień. Nie gonię za nim wzrokiem, pozwalam mu w spokoju odejść. Właśnie dla tego spokoju wypatruję oczy w błękicie zachodzącym purpurą.

Lubię lato za ten właśnie czas, kiedy dzień wydłuża się o chwile, na które wcześniej nie mamy chwili. Za poczucie, że jest jeszcze czas.

Zapraszam Was dziś na tiramisu. Mocno czekoladowe, intensywne w smaku, który przebrzmiewa miętą. Do tego truskawki. Możemy przygotować je w pojedynczych szklaneczkach lub w większej foremce, tak jak nam będzie wygodniej. Polecam gorąco.

Życzę Wam dobrego tygodnia. Pełnego dobrych emocji, nie tylko sportowych.



Tiramisu czekoladowo-miętowe z truskawkami

Składniki:
70 g czekolady deserowej (użyłam tej o zawartości 72 % kakao)
45 g kakao w proszku + 2 łyżki do dekoracji
4 łyżki likieru Baileys Mint Chocolate
70 g drobnego cukru + 2 łyżki dodatkowo
3 jajka (żółtka i białka osobno)
140 g mascarpone
3 g liści świeżej mięty
50 g biszkoptów do tiramisu
kilka łyżek zaparzonej świeżej mięty
300 g truskawek



Przygotowanie:
1.       Zaparzamy kawę w filiżance. Odlewamy 7 łyżek, w których rozpuszczamy kakao w proszku i czekoladę. Kawa musi być gorąca, by całość się rozpuściła. (Resztę kawy wypijamy, jako przedsmak deseru). Studzimy. Dodajemy likier.
2.      Do czekoladowej mieszanki dodajemy mascarpone, mieszamy mikserem.
3.      Wbijamy żółtka i miksujemy dalej, dodając stopniowo cukier.
4.      W moździerzu rozcieramy posiekane wcześniej liście mięty z 2 łyżkami cukru na gładką papkę.
5.      Miętę dodajemy do masy czekoladowej.
6.      W osobnej misce ubijamy na sztywno białka ze szczyptą soli.
7.      Dodajemy ubite białka, mieszając mikserem na najmniejszych obrotach.
8.      W foremce wyłożonej pergaminem lub w 6 mniejszych szklaneczkach (o pojemności minimum 200 ml) układamy na dnie pokruszone biszkopty skropione wcześniej naparem z mięty.
9.      Na biszkoptach układamy warstwę pokrojonch w plasterki truskawek.
10.   Na truskawki wylewamy masę czekoladową. Wyrównujemy powierzchnię. Wstawiamy do lodówki. Wystarczy na 1 godzinę, choć dla smaku najlepiej na kilka.
11.    Przed podaniem posypujemy kakao i dekorujemy truskawkami.








Smacznego!