środa, 27 marca 2013

Pascha w wersji mini. Ekspresowa.


 
Jest kilka tradycyjnych przepisów, których pewnie wciąż bym nie wypróbowała, gdyby nie blog. Pascha była jednym z nich. Pamiętam doskonale wyjątkowy smak tej przygotowanej po raz pierwszy. Przepis znajdziecie tutaj. Niemalże nie pamiętam już jak to było, gdy miałam więcej czasu, by poświęcić go na gotowanie. I może stąd pomysł na błyskawiczną paschę? Jest lekko kwaśna, dosładzamy ją wedle uznania, smaku i potrzeb. Schładzamy ją przez chwilę i gotowe.
 
Ponieważ jutro już wyjeżdżamy i jest to ostatni wpis przed Świętami chciałabym złożyć Wam, czytelnikom i sympatykom bloga życzenia Świąt spokojnych, radosnych, rodzinnych i przeżytych pięknie, bez pośpiechu, ze smakiem i w dobrej atmosferze. Niech nadzieja i radość, którą przynoszą trwa przy Was zawsze, niezawodnie.
 
Anna
 
 
Pascha w wersji mini. Ekspresowa
 
Składniki:
1 mango
450 g twarogu pół lub tłustego
80 g śmietanki 36 proc.
50 g cukru pudru
40 g wiórków kokosowych
2 łyżki soku typu multiwitamina 
 
Przygotowanie:
1.       Twaróg mielimy trzykrotnie.
2.      Mango obieramy. Miksujemy na gładkie, kremowe puree. Dzielimy na dwie równe części.
3.      Śmietankę ubijamy na sztywno z cukrem pudrem.
4.      Do twarogu dodajemy połowę puree z mango. Łączymy. Wsypujemy wiórki, mieszamy. Dodajemy śmietankę, delikatnie łączymy. Przekładamy do szklaneczek.
5.      Pozostałą część puree z mago mieszamy z sokiem. Jeśli trzeba, dosładzamy.
6.      Przekładamy coulis z mango na wartwę twarogową. Schłądzamy. Dekorujemy. Podajemy.
 
 
 
 

wtorek, 26 marca 2013

Chrzan z awokado. Przystawka z jajkiem i pasta chlebowa.


 
W chwilach takich jak ta cieszę się, że przygotowanie świąt nie spoczywa całkowicie na moich ramionach... Nie wiem doprawdy, jak udałoby mi się to, gdybym musiała pozostać w domu i przyjmować gości. A tak - szykujemy się już do podróży. I nawet te przygotowania tak pospieszne, że przypadkowe niemal. Marzę więc jak zwykle o chwili, gdy wsiądę do samochodu i zatrzasnę za sobą drzwi. Bo wtedy to po prostu musztarda po obiedzie... i będzie można posiedzieć trochę w jednym miejscu, bez biegania, pośpiechu i stresu. Jak dobrze jest móc czasami znowu być dzieckiem i po prosto pojechać do mamy. Po pomoc i wsparcie. I przeżyć ten czas razem.
 
Zapraszam Was jeszcze na jeden świąteczny przepis. Na błyskawiczną paschę. Jutro, mam nadzieję. A dziś prosta, pyszna pasta z możliwością rozwinięcia tematu... Polecam.
 
 
Chrzan z awokado czyli prosta pasta chlebowa
 
Składniki:
1 awokado
1 łyżeczka soku z cytryny
chrzan do smaku (1-3 łyżek)
sól, pieprz
odrobina miodu do smaku
posiekane i lekko uprażone pistacje
 
Przygotowanie:
1. Awokado obieramy, wyjmujemy pestkę (nie wyrzucamy jej - jeszcze się przyda).
2. Miksujemy razem z sokiem z cytryny i chrzanem (dodawajmy go etepami, by dostosować poziom ostrości do naszego smaku).
3. Doprawiamy. Przekładamy do miseczki. Do środka wkładamy pestkę awokado, pozwoli to możliwie długo utrzymać ładny, świeży kolor pasty.
4. Posypujemy pistacjami.
 
Przystawka z jajkiem
 
Składniki:
pasta z awokado i chrzanem
2 jajka ugotowane na twardo
1 łyżka majonezu
mała garść grzanek chlebowych w małych kosteczkach
skórka otarta z 1 cytryny
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
1 łyżeczka soku z sytryny
sól, pieprz do smaku
kiełki do dekoracji
 
Przygotowanie:
1. Jajka kroimy w małą kostkę. Łączymy z majonezem, sokiem, natką i skórką z cytryny, doprawiamy do smaku.
2. Na koniec dodajemy grzanki chlebowe. (Aby je uzyskać opiekamy kromki chleba w tosterze na chrupiąco. Pozbawiamy skórek. Kroimy w drobną kostkę.) Mieszamy.
3. Tak uzyskaną masę jajeczną układamy warstwą w okrągłej foremce do wykrawania ciastek lub w specjalnym pierścieniu, jeśli nim dysponujemy. Foremkę wypełniamy do połowy.
4. Na warstwę jajeczną wykładamy pastę awokado. Wyrównujemy . Wyjmujemy foremkę. Posypujemy kiełkami. Podajemy.
 
 
 
Smacznego! 

piątek, 22 marca 2013

Mazurek cytrynowo-migdałowy.


 
Chwilami mam wrażenie, że zmęczenie ogarnia każdą komórkę mojego ciała biorąc je we władanie na dłuższy czas. Autorytarne to rządy. Inne potrzeby nie istnieją, nie mogą, nie liczą się. Cieszą chwile poranne, kiedy siły jeszcze się nie wyczerpały i mamy chwilę na wspólny start w nowy dzień i potem jeszcze kilkanaście minut tylko dla nas, podczas wspólnej podróży pociągiem do pracy. Wydaje się, że w domu spędzamy tak niewiele czasu, a bycie razem staje się najwyższą wartością. Nie potrzeba wówczas wiele, oprócz jednego wspólnego ciepłego posiłku, przy którym upieram się konsekwentnie i bez wyjątków, wspólna lektura czy fragment "Jak rozpętałem II wojnę światową", który to film ostatnio upodobał sobie synek drugi. Najbardziej zaś cieszą popołudnia, kiedy nie ma żadnych zajęć dodatkowych. Jak czwartek, który przeszedł właśnie do historii naszej codzienności. Nie zapisał się niczym szczególnym. Choć to przecież pierwszy dzień wiosny...
 
 Podobno wyszedł kwaśny i dlatego też jest taki dobry. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, z pełną jednak świadomością, że nie każdy uzna to za atut. Warstwę owocową, której przygotowanie wymaga trochę czasu można zastąpić gotowymi konfiturami, skracając czas przygotowania całości. Polecam Wam gorąco migdałowy spód, delikatny i kruchy, do wykorzystania przy okazji pieczenia mazurków w przyszłości, czy w ogóle kruchych spodów do letnich wypieków. I zapraszam już wkrótce na kolejne świąteczne inspiracje.
 
 
Mazurek cytrynowo-migdałowy 

Składniki:
Na spód:
175 g migdałów mielonych
100 g mąki tortowej
150 g masła
sok z ½ cytryny
75 g drobnego cukru
szczypta soli
1 żółtko 

Na warstwę owocową:
750 g czerwonych owoców mrożonych (truskawki, porzeczki, jeżyny, maliny)
50 g miodu
50 g cukru

Na lemon curd:
300 ml soku z cytryny
175 g cukru (lub więcej, według smaku)
2 łyżki Limoncello (można pominąć)
3 jajka
1 czubata łyżka masła
4 łyżeczki skrobii

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy spód. Łączymy suche składniki. Robimy w nich zagłębienie, do którego wbijamy żółtko, dodajemy masło i sok z cytryny. Wyrabiamy. Wstawiamy do lodówki zawinięte w folię na 30 minut. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni. Wykładamy ciasto na dno foremki wyłożonej pergaminem, o wymiarach 25x33cm. Pieczemy 15 minut bez nawiewu i potem jeszcze 5 minut z nawiewem. Wyjmujemy, studzimy.
2.      Przygotowujemy warstwę owocową. Do garnka o grubym dnie wsypujemy owoce, zasypujemy je cukrem, mieszamy i gotujemy, mieszając od czasu do czasu. Masa powinna zgęstnieć na skutek odparowania płynów. Pod koniec dodajemy miód. Gotowa ma konsystencję rzadkich konfitur. Pozostawiamy ją do przestudzenia. Smarujemy nią ciasto.
3.      Przygotowujemy lemon curd. Podgrzewamy lekko sok z cytryny ze skrobią i limoncello, do dokładnego połączenia się składników. Odstawiamy. W miseczce ubijamy lekko jajka z cukrem. Przelewamy masę do garnuszka z sokiem z cytryny, mieszamy, dodajemy zimne masło. Ustawiamy z powrotem na małym ogniu. Ubijamy. Masa na początku jest jasna, ale w miarę ubijania i gęstnienia nabiera głębokiego żółtego koloru. Ubijamy do momentu aż masa będzie gęsta, przezroczysta niemal i żółta. Lekko ją studzimy i wylewamy na ciasto wówczas, gdy masa owocowa ładnie się zestali. Wstawiamy w chłodne miejsce. Przed podaniem dekorujemy wedle uzania. Na przykład – cytrynami w syropie.

 


Smacznego!

wtorek, 19 marca 2013

Chlebowe tarteletki z jajkiem, szynką, parmezanem i miętą.


 
Niewiele, by nie powiedzieć - nic właściwie, nie zostało z naszej codzienności sprzed zaledwie dwóch tygodni. Park, do którego chodziłam robić zdjęcia, dziś jest już tylko miejscem, które przemierzam w drodze na dworzec. Cieszę się nieśmiałym ciepłem poranka, odważnym światłem wstającego coraz wcześniej dnia, pogawędką kosów na końcu ścieżki, ale wszystko to w pośpiechu, jakby przy okazji, z której nie sposób skorzystać. Bo pociąg ucieknie. Nawet jeśli już na miejscu okazuje się, że nie ma w nim miejsca dla mnie... kiedy jak sardynka, staram się stłoczyć, przytulić do tłumu w przedziale, mając nadzieję, że uda mi się dojechać na miejsce w jednym kawałku. Właśnie wtedy dopada mnie poczucie, że wszystko to jest tak absurdalne, że niemal nierealne.
 
Kilka głów dalej młody człowiek w słuchawkach na uszach słucha monotonnego i agresywnego jak dla mnie techno tak głośno, że słyszą go niemal wszyscy pasażerowie w promieniu 2 metrów. Zastanawiam się, jak to możliwe? Słuchać muzyki, takiej muzyki, tak głośno i nie zwariować od rana?
 
Mam pecha, na kolejnej stacji, mimo przetasowania składu pasażerów, których więcej wsiadło niż wysiadło (jak to możliwe?) znów znajduję się w hałaśliwym sąsiedztwie techno młodzieńca. Na tyle bliskim, że stojąc o stopień wyżej od niego zaglądam mu przez ramię, w ekran telefonu, z którego właśnie wysyła SMSa...
 
Pełno w nim skrótów i fonetycznych zapisów, które staram się odszyfrować. I nie jest mi głupio tak się interesować, wścibiać nosa w nie moje życie, czuję się niemal do tego wścibstwa upoważniona. Czy ktokolwiek w tym tłumie jest po prostu sobą dla siebie, kiedy powietrze jest tak gęste od oddechów, wściekłości i poddenerwowania i wszyscy muszą słuchać tego otępiającego bitu?
 
Chyba tylko kieszonkowcy czuliby się tutaj jak w siódmym niebie...
 
Otwieram szerzej oczy czytając ostatnie słowa wpisywanej wiadomości: Je t'aime, mon amour...
 
Ja chyba śnię albo po prostu jestem z innego świata. A skoro tak, to jak to się dzieje, że jedziemy w tym samym kierunku? Z tego samego punktu A do punktu B? 
 
Docieram do pracy po godzinie. Koszmar. Zostawiam go za sobą, na ruchomych schodach. Potrzebna mi tylko dobra energia i optymizm. Uśmiecham się do sekretarki i biegnę do biurka. I pomyśleć, że mogłabym spędzić ten poranek zupełnie inaczej. Ale czy ciekawiej? Zdecydowanie nie. Lubię moją pracę i swoje/nasze nowe życie. Mam tylko nadzieję, że jutro rano belgijskie koleje będą dla mnie łaskawsze. Podstawią dłuższy skład nie wycofując przy tym wcześniej z rozkładu dwóch pociągów.
 
Zachęcam Was dzisiaj do kolejnej wielkanocnej propozycji. Choć właściwie, może to być po prostu pyszne, leniwe, sobotnie śniadanie. Przygotowuje się je niemal błyskawicznie. A ten smak może pozostać z nami na dłużej, wierzcie mi. Do kolejnego posiłku, z całą pewnością. Lista składników niekoniecznie skomplikowana, niemal podręczna. Efekt chrupiący i aromatyczny. Polecam gorąco.
 
 
 
Chlebowe tarteletki z jajkiem 
 
Składniki: dla 4 osób
4 jajka
4 kromki chleba
50 g szynki gotowanej
20 g masła
30 g bułki tartej
15 g parmezanu
1 duża łyżka posiekanej mięty
 
Dodatkowo:
sól, pieprz
masło do posmarowania
 
Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni.  
2. Chleb opiekamy. Wykrawamy kółka o średnicy foremek do tarteletek (u mnie 12 cm). Grzanki umieszczamy po jednej na dnie każdej foremki. Grzanki smarujemy z wierzchu masłem.
3.  Przygotowujemy posypkę. Rozpuszczamy masło. Łączymy je z bułką tartą i parmezanem. Na końcu dodajemy miętę. Możemy ją zastąpić pietruszką lub szczypiorkiem, wedle uznania i smaku.
4. N agrzankę wbijamy jajko. Posypujemy je posiekaną szynką i posypką serowo-miętową.
5. Pieczemy z nawiewem 5 minut.
6. Podajemy na listkach zielonej sałaty skropionej winegretem.
 
 
 

 
 
 
Już wkrótce zapraszam Was na mazurka. Cytrynowo-migdałowego.
 
Smacznego!

czwartek, 14 marca 2013

Babeczki tatarskie.


 

Są takie chwile, kiedy zaczynam się bać. Zagubienia, poturbowania codziennością. Utraty azymutu i dystansu. Zatraty w zmęczeniu, pośpiechu, spóźnieniu, gonitwie i nerwach. Zapomnienia o ważności chwili, pojedynczego zdarzenia, gestu, uśmiechu dziecka i odbicia w lustrze. Te obawy, jedna po drugiej nie dają mi zasnąć. Siadam do komputera i piszę.  

Do zrobienia na jutro – Pamiętać o uważności. 

A teraz obiecany poprzednio przepis wielkanocny. Na babeczki tatarskie. Tak je sobie nazwałam roboczo i chyba tak pozostanie. Niezwykle proste i w miarę szybkie w przygotowaniu. W dodatkum gdybyście planowali je przygotować w czasie świąt – można to zrobić z wyprzedzeniem. I jeszcze jedno - chrrrrupią wybornie. Polecam gorąco.

 
 

Babeczki tatarskie  

Składniki:
Na sos tatarski:
70 g majonezu
40 g gęstego jogurtu naturalnego
2 łyżeczki kaparów
30 g marynowanych grzybów
20 g posiekanej cebuli
2 małe ząbki czosnku – najlepiej marynowane
60 g ogórków kiszonych
2 łyżeczki natki pietruszki
sól i pieprz do smaku
sok z cytryny do smaku 

Ponadto:
kilka kromek chleba tostowego
4 jajka 

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy sos. Siekamy drobno cebulę i czosnek. Kroimy ogórka i grzybki. Łączymy majonez z jogurtem. Dodajemy do nich cebulę, czosnek, kapary, grzyby i ogórka. Doprawiamy do smaku. Odstawiamy.
2.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
3.      Odkrajamy skórki z chleba tostowego. Każdą kromkę rozwałkowujemy w miarę możliwości i umieszczamy w formie do mufinek. Pieczemy około 8 minut.
4.      Gotujemy jajka. Zależnie od smaku i upodobania. W naszym przypadku zawsze tak, aby żółtko miało raczej płynną konsystencję. Ale na twardo także można, wówczas po obraniu siekamy je w kostkę.
5.      Jajka łączymy z sosem i wypełniamy tym farszem babeczki. Posypujemy dodatkowo natką. Podajemy.
 
 
 
Smacznego!
 

wtorek, 12 marca 2013

Przepisy na Wielkanoc.




Pewnie wszyscy jesteśmy poruszeni tym niezrozumiałym atakiem. No bo jak to tak? Takich już lekko rozanielonych wiosną, przebudzonych i rozbrojonych po odsłonięte odważnie kolana, w lekkim obuwiu – mrozem, a co gorsza – śniegiem? Jak tak można?  Że niby co my z tymi wspomnianymi powyżej kolanami zrobić teraz mamy? Obuć z powrotem? W kozaki? Jakby nigdy nic? Że niby wiosny już nie było? A była przecież! To te kolana mi drżą na myśl samą o jutrzejszym poranku. A dłonie truchleją, bo rękawiczki już gdzieś głęboko w kartonie. Wydawało się, że koniec już ich występów w tym sezonie... I jak tu tak? 

Ja nie wiem. Bo marznę. I zgubiłam się gdzieś między jednym drżeniem a drugim. Tego się po prostu nie spodziewałam.  

Poranne PS.
Kiedy otworzyłam rano drzwi, na progu, na baczność, stał śnieg... W ostatniej chwili odwołano transport szkolny. Nasmażyliśmy dzieciom naleśników i pobiegliśmy na pociag. Wsiadłam do pierwszego, który przyjechał, nie znajac dokładnie stacji docelowej. Miasto znieruchomiało, spowolniało, a śnieżna zadyma nie męczy się w tancu od wielu godzin i hula na całego. No i kto by się tego spodziewał?

Tymczasem przygotowania do świąt ruszyły w łykend miniony. Zanim jednak pojawią się tu nowe propozycję chciałabym zwrócić Waszą uwagę na te ubiegłoroczne, w sposób szczególny cieszące się uznaniem czytelników.



Największą popularnością cieszył się mazurek z czekoladową truflą i żurawiną na czerwonym winie. Podobno posiada magiczne właściwości. Znika na naszych oczach. Kto nie zje, ten nie wie. Podobnie było z  tą śmietankową babką na białkach. I tylko pytanie - co ona ma takiego, czego inne nie mają - wciąż pozostaje do roztrzygnięcia.
 


Niektóre z propozycji, nazwijmy je - jajecznych, przedostała się do repertuaru całorocznego. Jak choćby ta pasta - z miętą i rzodkiewką czy jajka w skorupkach z pieczonych bułek z pieczarkami podawane są podobno za wielką wodą jako przystawka na przyjęciu. Ja lubię zapiekać nasze zupy pod chlebową skórką, zupełnie jak ten świąteczny żurek.

 






Mogłabym tak polecać, wymieniać, zachwalać. Ale wybaczcie - zmarzłam. Pozostawiam Was z resztą wielkanocnych przepisów i zapowiedzią nowego, który już wkrótce.


Smacznego!

czwartek, 7 marca 2013

Tiramisu brownie.



Noc wciąż tylko śni o wiośnie. Mróz bierze ją w objęcia nie dając spokoju aż do świtu. A i dzień nieśmiało, powoli odnajduje się w nowej rzeczywistości. Przyświeca mu słońce. Drogowskaz radosny. Prowadzi i mnie w drodze powrotnej do domu. Biorę głęboki oddech schodząc z peronu, jestem już w innym świecie. U siebie.  
Dajemy radę. Wszyscy przechodzimy przyspieszony kurs adaptacji, zdając egzamin każdego dnia. Raz z lepszym raz z gorszym wynikiem. Z czasem pewnie zapomnimy, że kiedyś było inaczej. Z czasem... 
Wiem, wiem... powiecie - znowu brownie...
Trochę tak, ale czuję się usprawiedliwiona. Zrobicie, jak uważacie, ale nie spróbować tego cuda byłoby z pewnością wielką stratą. Zebrało tak wiele komplementów i jest tak intensywne w smaku, że  i ja muszę przyznać, że to najlepsze brownie jakie kiedykolwiek jadłam. Koniec kropka. A kto nie upiecze, ten nie będzie wiedział. Nawet informacje ze sprawdzonego źródła warto jeszcze zweryfikować osobiście.  
Samo ciacho może równie dobrze nawet nie trafić do piekarnika... i skończyć jako mus, który trzeba schłodzić w lodówce przed podaniem. Wówczas przekładamy go do szklaneczek i uzbrajamy się w cierpliwość.
W dobrym humorze, z optymizmem i uśmiechem, którego nie widać już pewnie w ciemności, alezapewniam, że jest – serdecznie Was pozdrawiam i zapraszam wkrótce. Czas zacząć świąteczne przygotowania. Czyż nie?


Tiramisu brownie 
Składniki:
200 g czekolady deserowej
3 jajka (oddzielnie białka i żółtka)
100 g masła
40 g kakao
100 g ciasteczek amaretti
1 filiżanka zaparzonej mocnej kawy (120 g) (w wersji dla dzieci możemy użyć Inki)
70 g amaretto
120 g cukru
45 g mascarpone 
Przygotowanie:
1.       Czekoladę, masło i kawę mieszamy w garnku, podgrzewamy do rozpuszczenia i połączenia.  Dodajemy amaretto. Mieszamy.
2.      Żółtka ucieramy z cukrem. Dodajemy mascarpone, miksujemy do dokładnego połączenia.
3.      Ciasteczka kruszymy.
4.      Ubijamy białka ze szczyptą soli.
5.      Do żółtek dodajemy rozpuszczoną czekoladę, pokruszone amaretti i kakao, mieszamy.
6.      Dodajemy ubite białka łącząc delikatnie.
7.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
8.      Przelewamy  do foremek na muffinki lub do jednej większej wyłożonej pergaminem.
9.      Pieczemy 20 minut bez nawiewu.
10.   Podajemy z owocami leśnymi, mogą być mrożone, lodami, bitą śmietaną...




Smacznego!

poniedziałek, 4 marca 2013

Ciasteczka migdałowe. I jak to z tymi początkami jest?




Wsiadłam do złego pociągu. Przyspieszonym krokiem schodziłam na peron, była 17.09 czyli godizna, o ktorej pociąg miał odjechać z peronu i ponieść mnie do domu po PIERWSZYM DNIU. Otwarte drzwi przedziału czekały juz jakby tylko na mnie, tuż przy schodach, wbiegłam do środka, ciesząc się, że się udało... I wtedy, niemal natychmiast, jak sygnał do odjazdu, zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Zaraz, zaraz... Punktualny pociąg, tutaj, w Brukseli? To coś jakby skrzyżowanie potwora z Loch Ness i Yeti... Nieeeee... niemożliwe... coś tutaj nie gra. Zapytałam więc, młodego człowieka stojącego tuż obok, pochłoniętego przez kanapkę, zapychającą mu otwór gębowy. Pokiwał przecząco głową, pokazując na tor po drugiej stronie schodów. Wiedziałam... Zdążyłam wyskoczyć. Nagle przypomniały mi się pociągowe opowieści cud-męża. I moja czujność zaczyna graniczyć z lokomocyjną paranoją. Mój właściwy pociąg odjechał. Szczęśliwie za minut kilka nadjechać miał następny. Dam radę, pomyślałam na zimno. Powinno się udać. I udało się. Dobre złego początki? Złe dobrego początki? Z wrażenia nie mogłam czytać mojego Wałkuskiego, chyba będę musiała przerzucić się na prasę w pociągu, przynajmniej na jakiś czas, na razie za dużo bodźców rozpraszających...
Pytacie - no i jak? Jak było? Pierwszy dzień to tylko szkolenie. Na dużym poziomie ogólności, wśród sporej grupy newcomerc'ów a więc jeszcze spokojnie i bez nerwów. W poniedziałek zacznie się naprawdę...
Już wiem, czego będzie mi brakowało i za czym tęsknić będę najbardziej. Co sprawiać mi będzie najwięcej przykrości. Chłopców, po porannej marszrucie zobaczyłam dopiero o 19tej... czyli po 12 godzinach, kiedy już wrócili ze swoich treningów...

Weekend przebiegł w jeszcze większym pośpiechu. Nie wiem, bił kolejny, życiowy rekord? Na mecie z napisem: Niedziela późny wieczór, był bezdyskusyjnie najszybszy. Czas, który biegł...
O marcepan do tych ciasteczek musiałam niemal walczyć z resztą rodziny... WIadomo, człowiek zrobi zakupy z myślą o konkretnym zastosowaniu a tu rodzinka ma kompletnie niekompatybilną z moimi zamiarami, w dodatku - natychmiastową potrzebę tych zakupów pochłonięcia. Dopiero po dokładnym wytłumaczeniu, że to o ciasteczka tu chodzi, udało mi się marcepan przed ich zakusami uratować. Dla dobra sprawy, którą poniżej na zdjęciu widzicie... Ciasteczka, proste, szybkie, słodkie i migdałowe. Polecam.
Ciasteczka migdałowe

Składniki: na 20 ciasteczek
100 g marcepana
70 g miękkiego masła
70 g płatków migdałowych
25 g mleka skondensowanego słodkiego
60 g mąki ryzowej lub kukurydzianej
szczypta soli

Przygotowanie:
1. Marcepan łączymy z miękkim masłem. Dodajemy mleko. Wyrabiamy do połączenia.
2. Łączymy z mąką i solą. Wyrabiamy do uzyskania jednolitej masy.
3. Delikatnie łączymy z płatkami migdałowymi.
4. Kulę ciasta zawiniętą w folię wstawiamy do zamrażarki na czas nagrzania się piekarnika do 160 stopni.
5. Formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego. Spłaszczamy, układamy na blasze wyłożonej pergaminem.
6. Możemy także posypać dodatkowo płatkami migdałowymi każde ciasteczko i ewentualnie pokropić mlekiem skondensowanym, które podczas pieczenia ładnie się skarmelizuje i ciasteczka będą się lepiej prezentowały.
7. Pieczemy z nawiewem około 10 minut. Studzimy na kratce.



Smacznego!