poniedziałek, 29 lipca 2013

Apricot fool.


IMG_0601

Nie ma mnie. Zaginęłam wśród stosów starych dokumentów, podręczników, notatek, których nie segregowałam od dawna. Zwiozłam do domu kartony, by wypełnić je tym, co się już nie przyda. I na nic nikomu. Wątpliwości budzą szkolne prace dzieci. Każdy rysunek, wyklejanka, zapisany nie do końca zeszyt. Chciałabym zachować je wszystkie. Za każdą z nich stoi przecież niewprawna jeszcze rączka, pochylona w skupieniu głowa, język wystawiony w najgłębszym zamyśleniu, z tej dziecięcej, zaciętej staranności. Która później staje się albo niepotrzebna albo brak na nią czasu. Wszystkie te laurki, listy, kasztanowe ludziki, jeż, który pokłuł mnie kolcami z wykałaczek, uśmiechnięty Mikołaj z brodą z waty… Kolejne ząbki, które trafiły tu za sprawą zębowej wróżki, swoją drogą, gdyby się nad tym zastanowić, po tylu latach i zmianach w uzębieniu, całkiem kosztowny to depozyt… Pukle obcinanych z niechęcią włosów. Nie sposób jednak. Brak już miejsca. Najcenniejsze trafiają do dalszego depozytu. Oszacowanie wartości pozostałych to bolesna rozterka. Nieunikniona.
 
A to jeszcze nie wszystko. Przede mną leżą jeszcze dwa kartony Zwierciadeł i Wysokich Obcasów… niektóre z 2003 roku … Wiem, ze to głupie, i sentymentalne, i właściwie nie powinno mieć żadnego znaczenia. Ale wyrzucić je to wyjechać już na zawsze… Brzmi histerycznie i zupełnie nie jest prawdą, ale i tak boli.  

W przerwie, która muszę sobie zrobić co jakiś czas, schodzę do kuchni przygotować apricot fool. Morele uwielbiam i lubię je w tym zestawieniu. Na ciasto sił nie ma. A tu tyle chłodnej słodyczy w niedługiej perspektywie… 

Lubię ten deser za jego uniwersalność i prostotę. Zależnie od dostępności zamieniamy morele na czarną porzeczkę na przykład, aromatyzujemy rumem i podajemy z pokruszonymi speculoosami. A przecież są jeszcze nektarynki, brzoskwinie, jabłka… cała moc możliwości. Do wykorzystania szczególnie w czasie upałów. Polecam gorąco.




Apricot fool

Składniki:
ok.350 g moreli bez pestek
35 g cukru
2 łyżki Limoncello / Cointreau/ Amaretto
500 g mascarpone
50 g jogurtu naturalnego
50 g drobnego cukru lub cukru pudru
ciasteczka amaretti  

Przygotowanie:
1. Morele przekładamy do garnka, zasypujemy cukrem, mieszamy i gotujemy przez 15 minut, mieszając od czasu do czasu. Miksujemy na gładkie purée, dodajemy Limoncello i gotujemy jeszcze 10 minut. Studzimy.
2. Mascarpone miksujemy z jogurtem naturalnym (można zmienić proporcje jogurtu do sera) i cukrem. Można także dodać cukier wanilinowy, wanilię lub ziarno Tonki.
3. Kiedy mus morelowy jest zimny przekładamy go do pucharków naprzemiennie z masą z mascarpone. Wstawiamy do lodówki na 30 minut. Całość przed podaniem posypujemy pokruszonymi w dłoniach ciasteczkami.


IMG_0563 


IMG_0590

Smacznego!

czwartek, 25 lipca 2013

Msemmens.



Nie zdarza mi się to często. Właściwie - prawie nigdy. Przestałam gotować. Wracamy do domu wieczorem. Do domu rozgrzanego słońcem tak, jakby ściany miały się za chwilę zacząć pocić. Nie mam sił i motywacji stanąć w szranki z piekarnikiem. Musi wystarczyć lunch w pracy i owoce po powrocie. Pomysły i projekty rozpisane na kartkach: desery, ciasta i sałatki zalegają na kuchennej półce aż do wypłowienia w blasku słońca. Kiedy biorę jedną z nich do ręki jest ciepła jak bułka wyjęta niedawno z piekarnika. Jeszcze będzie z tego chleb myślę analizując rozpisany na niej przepis. Może w weekend?

W tym upale przeżywać Ramadan nie pijąc nawet wody, jak czyni to mój znajomy, to dopiero… Kiedy na chwilę upał zelżał zabrałam się za pieczenie msemmens.  Przygotowuje się je  i podaje na wiele różnych sposobów. Na słodko, z miodem, smażone, bez drożdży, lub faszerowane warzywami w towarzystwie ostrych aromatycznych przypraw lub z mięsem, jak w wersji poniżej. Są pyszne na ciepło i na zimno. Na piknik, przystawkę, także zamiast obiadu – jak u nas, lub na kolację. Zalecam podwoić porcję, z podanych poniżej proporcji wychodzą 4 zacnej wielkości msemmens. Polecam.


Marokańskie msemmens

Składniki:
250 g maki
5 g świeżych drożdży
½ łyżeczki soli
150 ml cieplej wody

Dodatkowo:
50 g roztopionego masła
50 ml oleju roślinnego

Na farsz:
200 g zmielonej wołowiny
1 cebula
1 mały pęczek kolendry (można zastąpić pietruszka)
duża szczypta imbiru
2 duże szczypty kuminu
½ łyżeczki słodkiej papryki
szczypta cynamonu
3 łyżki oliwy z oliwek

Przygotowanie:
1. Do miski przesiewamy mąkę, mieszamy ją z solą, rozkruszamy drożdże, łączymy. Stopniowo dodajemy ciepłą wodę. Ciasto wyrabiamy. Powinno być gładkie i elastyczne.
2. Wyrobione ciasto lekko smarujemy oliwą. Dzielimy na 8 równych kulek. Pozostawiamy na 30 minut w ciepłym miejscu. W tym czasie przygotowujemy farsz.
3. Cebule obieramy, kroimy w małą kostkę i złocimy na patelni z dodatkiem oliwy, mieszamy. Dodajemy mięso. Mieszamy. Następnie posiekaną kolendrę i przyprawy. Smażymy rozdrabniając widelcem, mieszamy. Odstawiamy.
4. Roztopione masło łączymy z oliwą.
5. Na wysmarowanej oliwą stolnicy układamy kulkę ciasta. Rozwałkowujemy ją, by uzyskać cienki placek o średnicy 20 cm. Smarujemy go oliwą. Na środku układamy farsz. Składamy tak jak krokiety (patrz zdjęcia). Rozwałkowujemy kolejną kulkę ciasta na placek. Smarujemy go masłem z oliwą. Na środku układamy kulkę uprzednio wypełnioną farszem sklejeniem do dołu i składamy tak jak poprzednio. Czynności powtarzamy do uzyskania 4 msemens.
6. Układamy je na blasze wyłożonej papierem. Pozostawiamy na ok. 5 minut, by odpoczęły. Ponownie smarujemy je masłem z oliwą. Lekko spłaszczamy dłonią.
7. Pieczemy w temperaturze 200 stopni przez 35 minut, można w trakcie pieczenia smarować msemens oliwą z masłem.


Przepis pochodzi z sieci.
Nie mogę jednak w tej chwili odnaleźć źródła. Kiedy tylko uda mi się to ustalić zamieszczę je tu niezwłocznie.


Smacznego! 

niedziela, 21 lipca 2013

Cake aux abricot fondants.



Nad ranem budzą mnie salwy. Gdzieś z pól za domem. Zastanawiam się, kto mógł wpaść na taki pomysł o 6 rano w sobotę? Dwie godziny poźniej te same salwy na polach straszą psa na spacerze. A ja akurat z aparatem na ten spacer się wybrałam, bo maki wśród zbóż eksplodują. A tu wracać trzeba. Pies ewidentnie nie ma już ochoty pozostawać poza domem. Wracamy więc. Smiejemy się z cud-mężem, że to przed niedzielnym świętem ćwiczą. Sąsiedzi wywieszają belgijskie flagi z okien. Od razu widać kto miejscowy, a kto nie. Spośród nich zaś, kto Walon, kto Flamand. Tym ostatnim król jakby zupełnie niepotrzebny.

Tuż przed północą dla odmiany sylwester na niebie. Fajerwerków domyślać się mogę po hałasie i reakcji psa. Słucham koncertu Chrisa Bottiego i przed klawiaturą komputera walczę o dobre imię mojej silnej woli. Po sesji spróbowałam kawałek ciacha, a że wieczór już był, obiecałam sobie, że rano wrócę do tematu. Ale kiedy tak siedzę przed komputerem i publikuję te zdjęcia, nie wiem czy istotnie wytrzymam...

Więc chyba najlepiej będzie - pójść po prostu spać. Z nadzieją, że zasnę na tyle szybko, by się nie złamać. Pies już chrapie. Temu to dobrze.

To ciasto jest wyborne. Mówię Wam.

Dobranoc.

 

Cake aux abricot fondants 

 
Składniki:
6-7 małych moreli
3 jajka
140 g mąki
125 g miękkiego masła
5 łyżek zmielonych migdałów
1 łyżeczka proszku do pieczenia
130 g cukru pudru
szczypta soli 

 
Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 210 stopni.
2. Morele myjemy, dokładnie osuszamy i kroimy w kostkę.
3. Przesiewamy mąkę, łączymy ją z proszkiem, migdałami i solą.
4. Mikserem ucieramy masło z cukrem. Dodajemy kolejno, jedno po drugim, jajka.
5. Do masy wsypujemy wymieszane wcześniej mąkę i migdały.
6. Małą keksowką wykładamy pergaminem lub smarujemy tłuszczem i wysypujemy mąką.
7. Wylewamy na dno foremki małą porcję ciasta. Posypujemy ją częścią moreli.
8. Wylewamy połowę z ciasta, które nam zostało, dodajemy resztę moreli i resztę ciasta.
9. Ciasto pieczemy 15 minut w 210 stopniach. I następnie jeszcze ok. 45-50 minut w 180 stopniach. Sprawdzamy patyczkiem, który po wyjęciu z ciasta powinien być suchy. Studzimy przed wyjęciem z formy. 

 
 
 


Przepis na to ciasto znalazłam na blogu Jenny a pochodzi on stąd.

Smacznego!

środa, 17 lipca 2013

Lemoniada z melona, bazylii i limonki.



Jest 17.09. Stoję na peronie. Czekam na pociąg. Mój pociąg. W oczekiwaniu obserwuję ludzi biegnących podziemnym korytarzem, z pośpiechem wypisanym na twarzy.
Mijają mnie Ci, którzy zdążyli jeszcze wskoczyć do środka odjeżdżającego pociągu. I ci, co dźwigają swoją rezygnację i rozczarowanie jak zbyt ciężki bagaż podr ęczny. Na podorędziu mają też nagle sporo czasu, nim przyjedzie następny pociąg.
Mijają mnie nagie, opalone ramiona, które właśnie wróciły z urlopu, nowe sandałki wprost z wyprzedażowych półek, spódnice pełne łąk i znowu te nagie ramiona... z tą opalenizną, której ja nie mam tak bardzo, że koleżanka z pracy pyta, czy wszystko u mnie w porządku...taka blada jestem. Brak opalenizny mi nie dokucza, ale tego porywu spontaniczności, wariactw, nowości, niewiadomej tuż za rogiem i widoków, dotąd niespotkanych. Dokucza tak bardzo, że codziennie zastanawiam się, czy by nie wsiąść do pociągu bylejakiego, byle nie tego, co trzeba. W końcu – myślę sobie, dzieciaki nie czekają, ani nikt inny (co do kota pewności nie ma nigdy), a cud-mąż jak zwykle w ostatniej chwili wpada na peron, więc może na początku nawet by się nie zorientował. Nie dbać o bagaż, to pewne, w dodatku dziś – możliwe bardziej niż kiedyś. Z biletem gorzej. Najidealniej – nie ściskając w ręku telefonu, pozwalając mu wyładować całą swoją energię, pozostawiając mnie w spokoju, ciszy i niewiadomej.
Marzy mi się.
I w końcu kiedyś tak właśnie zrobię.




Lemoniada z bazylią, melonem i limonką

Składniki:
3 szklanki zimnej wody (750g)*
350 g zielonego melona (połowa owocu)
kilkanaście listków bazylii**
sok z 2 limonek
lód w kostkach

Przygotowanie:
1. Miksujemy melona pozbawionego pestek i skóry z bazylią, sokiem i połową ilości wody.
2. Dolewamy resztę wody, dosładzamy, jeśli taka potrzeba.
3. Schładzamy w lodówce do momentu podania.
4. Lemoniadę można przelać przez sito, tak by była klarowna. Pozostałe drobinki owoców zjadamy lub zamrażamy uzyskując dodatkowo granitę.

Uwagi:
*wodę możemy zastąpić zieloną lub białą herbatą w tej samej ilości, uprzednio zaparzoną i schłodzoną
**zależnie od dostępności używam bazylii lub mięty, choć zdecydowanie bardziej smakuje mi wersja z bazylią




Smacznego!

sobota, 13 lipca 2013

Lato? Pesto! Presto!!!


 
 
Może się wydawać, że nie ma nic prostszego. I to może być prawda. Pod warunkiem, że nam się chce… Ale jak mogłoby się nie chcieć teraz, kiedy bazylia taka aromatyczna, że nozdrza rozsadza euforia…
 
Są tacy, co nie korzystają. Moja włoska koleżanka przyznała mi się ostatnio, że nigdy w życiu sama nie przygotowała pesto... Jej mama tak – ale ona nigdy. Zawsze tylko kupuje gotowe, w słoiczku. Kto nie spróbował nigdy takiego przygotowanego w domu - ten nie będzie wiedział jak wielka dzieli je przepaść. A to nie jest kwestia "prawie" – różnica jest kolosalna, szczególnie jeśli chodzi o aromat i intensywność smaku. Zachęcam Was gorąco do przygotowania pesto w Waszych domach, jeśli jeszcze nie spróbowaliście… To naprawdę kwestia kilku minut a efekt jest piorunujący. Ja mogłabym wyjadać je prosto ze słoiczka.  
 
Lato sprzyja także tworzeniu różnych innych kombinacji. Moja ulubiona, ze względu na słabość do koperku, to pesto koperkowo-bazyliowe. Oba przepisy znajdziecie poniżej razem z podpowiedziami co do sposobów ich wykorzystania. A jest ich wiele… 
 
Pesto podajemy na grzankach, w zapiekankach, do tart, kaszy, ryżu, ryby, serów, sałat, jajecznicy, omletów, makaronu, z grillowanymi warzywami, czy z ziemniakami do obiadu.
 
Pesto połączone z masłem możemy wykorzystać jako masło ziołowe na grzanki lub do grilla, zaś połączone ze śmietaną czy jogurtem będzie pysznym dipem.
 
Zmiksowane z pieczonymi/gotowanym/zgrillowanymi warzywami zmieni się w pastę kanapkową.
 
 
 
Pesto alla genovese 
 
Składniki:
35 g świeżej bazylii
20 g parmezanu
5 g czosnku
25 g uprażonych orzeszków piniowych (możemy zastąpić je pestkami dyni, słonecznika albo orzechami włoskimi)
ok. 5 łyżek oliwy z oliwek
sól, pieprz 
 
Przygotowanie:
1. Pesto powinno się przygotowywać w moździerzu, ale można też po prostu zmiksować wszystkie składniki do pożądanej konsystencji dodając stopniowo oliwę, wedle uznania. 
 
Takie pesto wykorzystujemy u nas w domu najczęściej do makaronu i grzanek, jeśli coś zostaje, dodajemy do purée ziemniaczanego, do obiadu.  
 
 
 
Pesto koperkowo-bazyliowe
 
Składniki:
15 g świeżego koperku
10 g świeżej bazylii
25 g pistacji (można zastąpić pestkami dyni albo słonecznika lub tez orzechami włoskimi)
5 g parmezanu
sok z limonki do smaku
5 łyżek oliwy 
 
Przygotowanie:
1. Wszystkie składniki z wyjątkiem soku z limonki miksujemy. Doprawiamy sokiem i ewentualnie solą i pieprzem (pamiętając o tym, że pistacje już są słone).
3. Przechowujemy przykryte w lodówce do 3 dni, ale najlepsze jest świeże, podane tuż po przygotowaniu. 
 
 
 
Grzanki z pesto, pomidorami i mozzarellą 
 
Składniki:
pieczywo pokrojone w kromki
2 dojrzałe pomidory
kulka mozzarelli
pesto alla genovese
oliwa z oliwek 
 
Przygotowanie:
1. Kromki pieczywa lekko podpiekamy w piekarniku.
2. Smarujemy pesto, obkładamy pokrojonymi w kostkę pomidorami, na każdej kromce układamy plasterek mozzarelli, zapiekamy aż ser zacznie się rozpływać.
 
Wariant II - grzanki z pesto i pieczarkami
 
Skladniki:
pieczywo pokrojone na kromki
pieczarki
pesto (najlepiej koperkowo – bazyliowe)
sok z cytryny
sól, pieprz 
 
Przygotowanie:
1. Pieczarki kroimy w plasterki lub kostkę, wedle uznania i wielkości. Skrapiamy sokiem z cytryny. Dusimy na oliwie z masłem. Doprawiamy.
2. Piekarnik nagrzewamy, opiekamy pieczywo do zrumienienia. Odstawiamy do lekkiego przestudzenia.
3. Kromki pieczywa smarujemy obficie pesto. Układamy pieczarki. Możemy podawać je w taki sposób lub dodatkowo posypać tartym serem i zapiekać do momentu, aż się rozpuści. 
 
Pasta kanapkowa z bobem 
 
Składniki:
1 łyżka koperkowego pesto (przepis powyżej)
1 łyżka masła
180 g ugotowanego i obranego bobu
sól, pieprz
kilka kropli soku z limonki
opcjonalnie – 1 łyżeczka chrzanu tartego  
 
Przygotowanie:
1. Łączymy pesto, masło i chrzan. Dodajemy bob, całość miksujemy do momentu uzyskania pożądanej konsystencji.
2. Doprawiamy solą, pieprzem i sokiem z limonki. Podajemy na kanapkach, grzankach lub z pieczonymi ziemniakami.
 
Koperkowe pesto zmiksowane z bobem używam do kanapek podanych na ciepło w ramach kolacji. Zapieczone pieczywo smarujemy pastą. Na to układamy jajko sadzone lub w koszulce, całość posypujemy kawałkami usmażonej chorizo i płatkami parmezanu.
 
 
 
Smacznego!
 

czwartek, 11 lipca 2013

Imbirowe crumble z czereśniami.



Nagle i my poczuliśmy się jak dzieci. Mamy wakacje! Wprawdzie do pracy chodzić trzeba, ale za to nagle okazuje się, że po powrocie do domu czasu tak wiele… i tyle zrobić i nie robić można… 

Jeszcze nie odczuwamy pustki ani braku. Choć każda myśl wędruje w ich kierunku. Cieszy każda drobna czynność, która się wykonuje, nawet sprzątanie nabiera sensu, bo pozostawia pewność, że ten porządek będzie trwał znacznie dłużej i przynajmniej będzie jasne, kto za ewentualny bałagan będzie odpowiedzialny.

Można zapomnieć o wyjęciu chleba z zamrażarki, zjeść chipsy w łóżku (o zgrozo!) Co by na to powiedziały dzieci? Taki rażący brak konsekwencji i spójności!  
 
I właściwie - brakuje schematu, porządku dnia rozpisanego na powinności. Może się chcieć ale nie musi. Można pozwolić sobie na rozrzutność i luksus. Choćby spania po powrocie z pracy. Obejrzeć wszystkie filny z tworzonej długo listy filmów. Codziennie wieczorem jeden. Poświęcić  więcej czasu na robienie zdjęć. 
 
Nawet jeśli to tylko kilka dni, bo do pracy w domu zabrać się w końcu trzeba, tak wiele spraw i miejsc czekało miesiącami...
 
Tymczasen jednak - imbirowe crunble. Chrupiące, wyraziste i jednocześnie delikatne w smaku. Możliwości jest wiele, bo czereśnia lubi się przecież i z bazylią... A więc może to być także bazyliowe crumble z czereśniami albo wytrawno-słodkie: czereśnie z czerwoną pappryką i orzechowyn crumble...  
 



Imbirowe crumble z czereśniami (Ginger crumble with sweet cherries) 

Składniki:
32o g czereśni bez pestek
55 g masła
55 g płatków migdałowych
25 g płatków owsianych
1 żółtko
1 łyżeczka imbiru w proszku (można użyć świeżego)
25 g cukru 

Przygotowanie:
1.       Czereśnie drylujemy krojąc na połówki i wyjmując pestki, układamy je na dnie kokilek. Odstawiamy.
2.      Mielimy płatki z zimnym masłem, cukrem, żółtkiem i imbirem. Wstawiamy do zamrażarki na czas rozgrzania piekarnika.
3.      Piekarnik nagrzewamy do temperatury 190 stopni.
4.      Crumble rozkładamy na czereśniach.
5.      Pieczemy ok. 20-25 minut.





Smacznego!

poniedziałek, 8 lipca 2013

Konfitura z rabarbaru z bazylią i ...


 
Ktoś dzwoni do drzwi. Sąsiad przynosi naręcze właśnie ściętego rabarbaru. Widziałam, jak pracował w ogródku przez moje kuchenne okno. I tak myślałam, że to dla nas, to rabarbarowe zamieszanie w okolicy kompostownika. Co roku przynisi go więcej i więcej. Uwielbia ciasto z tego przepisu. Musiałam przetłumaczyć przepis także dla sąsiadki . Ale z takiej ilości powstać mogą tylko konfitury...
 
I nie wiem, jak to się stało z tą pierwszą kombinacją. Może po prostu byłam głodna? W jednej chwili pomyślałam, a może by tak rabarbar i bazylia? Nie byłam pewna jak to się uda, ale już miałam ochotę na kanapki z chrupiącego ciemnego chleba z kozim serem i tą konfiturą. Niewiele jej zostało na zimę, po tym jak spróbowałam.
 
Rabarbar połączony z Amaretto ma niesamowity smak. Czuję się, że to konfitura przede wszystkim z rabarbaru, ale gdzieś w tle pozoostaje ten migdałowy niepokój. Podobnie jest z połączeniem rabarbaru z ananasem, złamanym miętą. Pyszności. Polecam.
 
 
 

Konfitura Rabarbar, Bazylia 
 
Składniki:
500 g oczyszczonego i pokrojonego rabarbaru
100 g cukru
10 g listków bazylii
 
Przygotowanie:
1.       Rabarbar przekładamy do garnka, zasypujemy cukrem i gotujemy na małym ogniu, mieszając od czasu do czasu. Rabarbar zacznie się rozpadać. Czas gotowania zależy od nas, od tego jaką konsystencję konfitur lubimy. Pod koniec dodajemy w całości lub porwane polcami listki bazylii, zależnie od wielkości.
2.      Zazwyczaj robię tak, że gotowe już konfitury odstawiam do przestygnięcia, przykrywam wstawiam w chłodne miejsce na noc. Następnego dnia zagotowuję je ponownie i przekładam gorącą do przygotowanych słoiczków. 
 
 
 
Konfitura Rabarbar, Amaretto

Składniki:
1 kg rabarbaru
200 g brązowego cukru
150 g Amaretto

Przygotowanie:
1. Rabarbar przekładamy do garnka, zasypujemy cukrem i gotujemy na małym ogniu, mieszając od czasu do czasu. Rabarbar zacznie sięrozpadać. Czas gotowania zależy od nas, od tego jaką konsystencję konfitur lubimy. Mniej więcej po pół godzinie wlewamy likier i dalej gotujemy do uzyskania pożądanej konsystencji.
2. Zazwyczaj robię tak, że gotowe już konfitury odstawiam do przestygnięcia, przykrywam wstawiam w chłodne miejsce na noc. Następnego dnia zagotowuję je ponownie i przekładam gorącą do przygotowanych słoiczków.

Konfitura Rabarbar, Ananas, Mięta

Składniki:
450 g ananasa obranego i pokrojonego w kostkę
750 g rabarbaru
100 g cukru
kilkanaście listków mięty

Przygotowanie:
1. Pokrojony rabarbar i ananasa przekładamy do garnka, zasypujemy, gotujemy, mieszając od czasu do czasu. Czas gotowania zależy od nas, od tego jaką konsystencję konfitur lubimy. Czy kawałki owoców mają być wyczuwalne czy nie.
2. Pod koniec gotowania dodajemy miętę. Mieszamy dokładnie. Gotujemy jeszcze trochę. Odstawiamy do wystudzenia. Przykrywamy, przechowujemy przez noc w chłodnym miejscu, następnego dnia zagotowujemy i gorącą przekładamy do przygotowanych słoiczków.
 
 
 
 
Smacznego!
 

piątek, 5 lipca 2013

Conchiglie z sosem camembert i cukinią.




- Mamo, czy mogę nie zabierać jutro do szkoły tornistra? – zapytał synek drugi z nadzieją w głosie.

Dzień rozdania świadectw (u nas nazywanych raportami) jest jedynym, kiedy istotnie tornistrów przynieść nie trzeba, o czym synek zapomniał, w końcu, w jego przypadku to dopiero drugie w życie takie wydarzenie...


Dziś kończy się nasz rok szkolny. Jutro zawozimy dzieci na kolonie. Nasz urlop wydaje się daleko, daleko, gdzieś na ledwie widocznej linii horyzontu. Ale najbliższy kilka dni to będzie wyzwanie, na którym musimy się skupić.



Mam nadzieję móc usiąść w przyszłym tygodniu i wrócić do dawnego pisania... Marzenia...




Muszle z cukinią i sosem camembert 


Składniki:
500 g pokrojonej w kostkę cukinii
1 cebula (100 g)
2 ząbki czosnku
sól, pieprz
3 pomidory (300 g)
170 g muszli
250 -350 ml śmietanki do sosów
200 g sera camembert
skórka otarta z limonki/cytryny
koperek/zielona pietruszka 


Przygotowanie:
1.       Zagotowujemy wodę na makaron.
2.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
3.      Muszle gotujemy 8 minut w osolonej wodzie. Odstawiamy na sicie.
4.      Podduszamy pokrojoną drobno cebulę z czosnkiem, dodajemy cukinię, dusimy jeszcze około 3 minuty.
5.      Na osobnej patelni rozpuszczany camemert ze śmietanką. (Śmietanę dodajemy stopniowo, zależnie od ilości sosu, którą chcemy uzyskać, u mnie to było 350). Powstałym sosem zalewamy cukinie, dodajemy pokrojone w kostkę pomidory i koperek/pietruszkę. Całość doprawiamy solą, pieprzem i sokiem z cytryny, dodajemy skórkę.
6.      Faszerujemy nimi muszle. Pozostałym sosem zalewamy jeszcze muszle w foremce do zapiekania.
7.      Foremkę przykrywamy szczelnie. Zapiekamy około 30 minut.
8.      Posypujemy ziołami, podajemy.



Smacznego!