czwartek, 30 stycznia 2014

Jabłecznik serowy.


IMG_3871

Mogłabym napisać, że pamiętam tamtą chwilę bardzo dokładnie, jak zresztą każdą z nim związaną. I - że nie wiem, jak to się stało, że tyle czasu juz upłynęło. I pewnie byłaby to prawda. Bo to był wyjątkowo piękny, zimowy i bardzo słoneczny dzień. Słońce sięgało ramion cud-męża, który siadział przy stole nad komputerem. Rozlewało się na klawiaturę i przeglądało w ekranie niczym w lustrze. 

- To co? Publikujemy? 
- No tak... - powiedziałam z wahaniem, jakbym przeczuwała bieg zdarzeń. 

Bo takich chwil wypełnionych zwątpieniem miewam bardzo wiele, więcej ich niż pewności, tej z rodzaju 100 procentowych. Może dlatego blog żyje trochę swoim własnym życiem, oddzielnym. Nie mogę poświęcić więcej czasu na regularne odwiedzanie innych blogów, to kwestia trudnego wyboru, którego dokonać musiałam. Tym bardziej dziękuję wszystkim tym, którzy tu zaglądają i pozostawiają komentarze. Oddzielnym, bo bez aktywnej strony na FB, Twitterze czy Instagramie, dla których to brakuje mi w równym stopniu i czasu i przekonania. Bez sponsorów, lokowania produktu, konkursów z cennymi nagrodami. I nie wiem, czy to jest słuszna droga. Wielu uzna to za frajerstwo. Tylko - co z tego? Ale pamiętam jeszcze, mimo że to już 4 lata, że nie to było jego celem*. Zawsze chciałam pisać, tworzyć, spodobało mi się robienie zdjęć, szukanie nowych wyzwań, inspiracji. Z czasem na blogu zaczęło przybywać przepisów autorkich, dziś stanowią one większość, co jest moim prywatnym powodem do dumy. Robienie zdjęć zaczęło sprawiać mi coraz więcej przyjemności. A kiedy w wieczór wigilijny, tuż przed snem, zaczęłam układać w głowie przepisy na wielkanocne mazurki pomyślałam, że oto moja kulinarna fiksacja osiągnęła zenitu. I - że prawdopodobnie jestem kulinarną wariatką.

Mogę napisać, że nie wiem, co wydarzy się dalej. Że nie wiem jak długo jeszcze, choć apetyt rośnie w miarę jedzenia. I choć to ciężka praca, trudno mi wyobrazić sobie moje życie bez prowadzenia blogu. Nie boję się kryzysów, takich jak choćby ten aktualny, kiedy nie wiem co napisać, kiedy siadam nad klawiaturą. Każdy kto prowadzi blog wie, że kryzysy przychodzą i odchodzą i są nieuniknione. Moje życzenie, gdy zdmuchuję cztery świeczki na torcie Addiopomidory? Żeby nie zabrakło mi czasu. 

Zapraszam Was na przepyszny jabłecznik. Zajadali się nim sąsiedzi i cud-mąż. Bo jest wyjątkowy, naprawdę. A poza tym łatwy w przygotowaniu. Idealne ciasto na weekend. Taki jak ten, co przed nami. Kiedy chciało by się jedynie zaszyć pod kocem z książką, gorącą herbatą i czymś słodkim. Polecam gorąco.
 
*wyznaczanie sobie nowych celów jest niezbędne, gdy chcemy się rozwijać. W kwestii nawiązania współpracy ze mną -  zachęcam do kontaktu drogą emailową.Chętnie podejmę się ciekawych wyzwań.

W sobotę, jeśli wszystko dobrze się ułoży, zapraszam na naleśnikowe inspiracje, wszak przed nami Chandeleur!


IMG_3820
 Jabłecznik serowy

Składniki:
3 szklanki mąki pszennej
200 g miękkiego masła
3/4 szklanki cukru pudru
200 g serka homogenizowanego, waniliowe danio
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cukru waniliowego
szczypta soli
6 jabłek (kortland)

Przygotowanie:
1. Zagniatamy ciasto. Mąkę przesiewamy do miski i mieszamy z cukrem pudrem, cukrem waniliowym, proszkiem do pieczenia i solą. Następnie dodajemy serek, mieszamy całość widelcem, a na koniec dokładamy pokrojone w kostkę, miękkie masło. Całość dobrze wyrabiamy - ciasto bardzo łatwo się zagniata, nie lepi się ani do rąk, ani do miski.
2. Nagrzewamy piekarnik i przygotowujemy jabłka. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni (160 przy termoobiegu). Jabłka obieramy, przekrajamy na pół i wydrążamy środek (np. łyżeczką).
3. Formujemy jabłecznik. Ciasto dzielimy na dwie części. I teraz mój sposób na wykładanie ciasta: papier do pieczenia wciskamy w blaszkę o wymiarach 25x36 cm, by odznaczyły się krawędzie. Następnie papier przekładamy na stolnicę, wykładamy na niego jedną część ciasta i rozwałkowujemy je w granicach zarysowanych krawędzi blaszki. Razem z ciastem, wykładamy dno formy papierem. Układamy jabłka do góry zaokrągloną częścią, a na nie wykładamy drugą część ciasta - postępując dokładnie tak samo jak z pierwszym kawałkiem: rozwałkowujemy na papierze, rozkładamy na jabłkach papierem do góry i odrywamy papier.
4. Pieczemy 45-50 minut. Może okazać się, że po ok. 35 minutach ciasto będzie już ładnie zarumienione z wierzchu, wówczas przykrywamy je papierem do pieczenia, na którym wałkowaliśmy ciasto.
5. Po lekkim przestudzeniu posypujemy cukrem pudrem. 


Przepis opublikowany tutaj a podpatrzony na blogu Bake&Taste.

IMG_3908


IMG_3890


Smacznego!

wtorek, 28 stycznia 2014

Zupa-Lekarstwo? Na przeziębienie!


IMG_3922

Jest piątek wieczór. Rozlewam na patelni kolejnego naleśnika. Odmierzam garść czekoladowych draży, parząc sobie palce, otulam je gorącym naleśnikiem. (A mama zawsze powtarzała Nie oblizuj rąk! Sama tak robię. Ale dzieci akurat nie patrzą, każde na swój sposób przejęte piątkowymi perspektywami). Na 27 miejscu Ed Sheeran "I see Fire" a potem jeszcze oczko wyżej Blackfield i "Jupiter" (dlaczego tak nisko ???) - rozpływam się jak klarowane masło na patelni. 7,8,9,10, 11...  liczę zwinięte na talerzu ruloniki, jeszcze kilka i powinno wystarczyć dla 6 głodnych młodych wilczków (mniejsza o metryki, liczy się apetyt...) Czuję jak opada napięcie całego tygodnia i choć to tylko dwa dni, które z całą pewnością rozpłyną się w morzu czasu i znikną jak Antarktyda, cieszę się jak dziecko, które właśnie rozpakowało lizaka. Mogę przewidzieć z niemal 100 procentową pewnością, że w niedzielę wieczorem będę miała dość, zmęczona, niewyspana i rozgoryczona z powodu tego, czego nie udało mi się zrobić. Margines błędu pokazuje, że inaczej jest mniej więcej co 4 niedzielę. Ale dziś wciąż jest piątek. Zaparzam sobie zieloną herbatę i maszeruję na górę z książkami pod pachą do przejrzenia i notatnikiem do spisania listy zakupów. Planuję, co upiekę, rozpisuję kolejne dni publikacji (obiecując sobie solennnie, że w ten poniedziałek to już  na pewno się uda... Nie udało się, oczywiście) i mam nadzieję, że jarmuż jak co tydzień będzie czekał na mnie na targu. (Kto by pomyślał, że kilogram tego przedziwnego zielonego cudactwa może człowieka tak uszczęśliwić, nie wspominając o skorzonerze w drugiej torbie...)

I nagle, pochylona nad taflą naleśnika, gdzieś około 16 miejsca na liście, uświadamiasz sobie, że nie jest ważne, jaki właściwie to dzień tygodnia, bo ważny jest dzień sam w sobie, chwila, garść chwil dana Ci, żeby je przeżyć. (To akurat uświadamiasz sobie, po tym jak obejrzysz "About time", który to film gorąco Wam polecam, może pomóc zmienić spojrzenie na codzienność, jakiekolwiek jest jej imię i niech to nawet będzie poniedziałek... ) 

Bo zdarzają się dni, kiedy zasiadasz w spokoju przed ekranem komputera i oglądasz film polecony Ci przez przyjaciela, albo udaje Ci się zdobyć bilety na koncert Michaela Bublé albo po prostu kręgosłup Cię boli bo źle stanęłaś ale za to jabłecznik wyszedł znakomicie, a synek w końcu łapie o co chodzi w tabliczce mnożenia...

Dale Pinnock, a ja mogę to już sama potwierdzić, poleca tę zupę jako złoty środek w sytuacji, gdy czujemy zbliżające się przeziębienie czy grypę. I to naprawdę działa! Ja mrożę sobie kilka porcji tej zupy na wszelki wypadek. Przyznać trzeba uczciwie, że jest naprawdę prosta i szybka w przygotowaniu. W sytuacji podbramkowej sprawdzają się właśnie takie przepisy - na smaczne, energetycznem krzepiące, poprawiające humor i pełne dobra zupy. Spróbujcie koniecznie ! Polecam gorąco!

Dokładne informacje o wszystkich składnikach i przepis w wersji angielskiej znajdziecie tutaj.

IMG_3950



The Famous Flu Fighting Soup

Składniki:
1 czerwona cebula
1 zielona papryczka chilli
4 ząbki czosnku
5 cm kawałek imbiru
*
odrobina oliwy, oleju kokosowego lub innego tłuszczu roślinnego
2 średniej wielkości słodkie ziemniaki
200 g grzybów
shiitake**
2 -3 łyżki jagód goji
***
1-2 l bulionu warzywanego****

Przygotowanie:
1.       Siekamy cebulę, czosnek, chili i imbir.
2.      Podduszamy na oliwie ze szczyptą soli. Pozostawiamy na ogniu aż cebula zmięknie.
3.      Obieramy i kroimy w kostkę słodkie ziemniaki. Grzyby kroimy w plasterki. Dodajemy je do cebuli razem z jagodami. Mieszamy. Zalewamy bulionem w takiej ilości, by przykrył wszystkie składniki.
4.      Gotujemy do momentu aż ziemniaki zmiękną. Miksujemy. Doprawiamy solą i pieprzem wedle uznania. Ewentualnie rozrzedzamy bulionem.



Uwagi:
*wydaje się to dość sporo – ale tylko pozornie, zupa zyskuje na wyrazistości i ostrości
**możemy użyć suszonych – około 75-100 g. Namaczamy je w ciepłej wodzie na 2 godziny lub do momentu aż zmiękną.
***mam w zwyczaju zawsze namaczać je z gorącej wodzie przez chwilę – są wówczas lżejstrawne
****warto dodawać bulion stopniowo, w miarę potrzeby i tego, jaką konsystencję zupy lubimy


IMG_3918

piątek, 24 stycznia 2014

Kruche ciastka czekoladowo-gryczane.


IMG_3673

Każdy ma swoje powody. Wielu z pewnością podąża za modą, inni poszukując sposobu na piękniejszą sylwetkę, część w trosce o zdrowie, jeszcze inni - profilaktycznie. Gdzieś nagle w tle Ci, którzy od lat realnie borykają się z problemem. Dla nich to codzienność. Rozmyślam sobie nad tą "bezglutenową euforią" trafiając na ciekawy artykuł opublikowany w New York Times, który polecam Waszej uwadze.

Unikanie pszenicy a potem glutenu w naszej diecie (no dobrze - bardziej mojej, niż reszty rodziny) nie przyszło nagle, a następowało powoli, etapami, w pełni świadomie. Wreszcie okazało się, że daje świetne rezultaty, pobudza kreatywność i być może pozwoli rozwiązać problemy z nieprzyswajalnością żelaza. Nie wiem, zobaczymy. Postanowiłam spróbować i jednocześnie nie zwariować, nie przesadzić, zachować zdrowy rozsądek. Jeszcze sama nie wiem, co to dokładnie oznacza, ale czytam, szukam, staram się zebrać jak najwięcej informacji. Zobaczymy.

A propos kreatywności. Właśnie z takich poszukiwań alternatywnych dla pszenicy zbóż w słodkich wypiekach wziął się pomysł na te ciasteczka. I wiecie co? Nieważne, czy jesteście czy nie na diecie bezglutenowej i z jakich powodów - te ciacha trzeba sprobować. Intensywne w smaku, dość wytrawne, nie mają zbyt wiele cukru. Bardzo kruche... naprawdę wciągają i są wyjątkowe. Absolutny must dla wielbicieli kaszy gryczanej i czekolady. Polecam gorąco.

A Wy, co sądzicie o bezglutenowej euforii? Fobia to, moda, spisek czy może odpowiedź na rzeczywisty problem?

Życzę Wam dobrego weekendu. Pełnego ciepła i dobroci wokół. I góry wolnego czasu...


IMG_3683



Ciastka czekoladowo-gryczane

Składniki:
100 g kaszy gryczanej jasnej*
20 g mąki ryżowej**
50 g kakao
40 g czekolady mlecznej
115 g masła (można użyć roślinnego)
1 łyżeczka cynamonu
2 łyżki miodu
2 łyżki dobrze schłodzonego rumu***  
kandyzowana skórka  pomarańczowa - opcjonalnie****

Przygotowanie:
1.       Dokładnie miksujemy kaszę do konsystencji mąki. Dodajemy mąkę ryżową, kakao i cynamon. Łączymy. Dodajemy pokrojoną na mniejsze kawałki czekoladę i ponownie miksujemy.
2.      Dodajemy pokrojone na mniejsze kawałki masło, miód i rum. Miksujemy na mniejszych obrotach do uzyskania gładkiego ciasta.
3.      Formujemy wałek o średnicy ok. 4-5 cm. Zawijamy go w folię. Wstawiamy do lodówki na minimum 1 godzinę.
4.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
5.      Po tym czasie kroimy schłodzone ciasto na plasterki grubości minimum 5 mm.
6.      Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
7.      Pieczemy ok. 12 minut. Po tym czasie wyjmujemy ciastka z piekarnika. Delikatnie przekładamy na kratkę i studzimy. Przechowujemy w szczelnie zamykanym pojemniku.

Uwagi:
* można użyć kaszy prażonej, wówczas gryczany smak będzie bardzie wyczuwalny. Można także użyć po prostu mąki gryczanej
**można również zmielić po prostu ryż
***możemy zastąpić go bardzo zimną wodą lub po prostu wódką, alkohol wyparowuje podczas pieczenia nie ma więc obaw o podanie ciasteczek dzieciom
****skórką można posypać pokrojone już ciasteczka lub wręcz dodać ją do samego ciasta



IMG_3675


IMG_3670

Smacznego!

czwartek, 23 stycznia 2014

Tarta z białym grejfrutem i cynamonem.


IMG_3740

Przepis na tę tartę pojawił się już kiedyś tutaj. Z Waszych listów wiem, że bardzo przypadł Wam do smaku. I pewnie nie wracałabym już do niego na łamach bloga, gdyby nie deser, który zaserwowała nam ostatnio koleżanka z pracy. Beneditta, z pochodzenia Hiszpanka, podała nam białe grejfruty w cynamonie. Trudno wyobrazić sobie coś prostszego. I nie wiem, czy to ten cynamon, który uwielbiam, czy to po prostu ta chwila
zwyczajnego kulinarnego uniesienia, którego źródeł próżno szukać, dość na tym, że postanowiłam odtworzyć ten smak w tarcie, do której wcześniej użyłam grejfruta czerwonego. Jednocześnie pomyślałam, że egzamin smaku zdałoby również inne połączenie- białego grejfruta i wanilii... zdecydujcie sami. Po przygotowaniu jej usłyszałam jeden z najfajniejszych komentarzy ever...

-Proszę, już nigdy nie piecz niczego innego... zawsze już tylko to ciasto i żadne inne...!
- Fiu fiu! - pomyślałam. - To dopiero...

Spróbujcie koniecznie... Polecam gorąco.

I zapraszam już wkrótce na ciastka czekoladowo-gryczane... myślę, że  w moim przypadku można już mówić o uzależnieniu od nich... chętnie podzielę się z Wami przepisem. Dobrego końca tygodnia, Kochani.


IMG_3749


Krucha marcepanowa tarta z  białym grejfrutem i cynamonem

Składniki:

Na kruchy spód:
235 g mąki
50 g semoliny (można zastąpić krupczatką)
85 g cukru pudru
125 g masła w temperaturze pokojowej
4 łyżki soku grejfrutowego lub pomarańczowego
1 żółtko

Na warstwę marcepanową:
300 g marcepana
1 jajko
2 białka
1 czubata łyżeczka cynamonu

Ponadto:
2 dość duże białe grejfruty*
*może się okazać, że nie wykorzystamy w całości obu owoców, ale potrzebujemy ich odrobinę więcej, aby móc spośród już obranych wybrać najrówniejsze i największe
kawałki

Przygotowanie:
1. Na minimum 24 godziny przed pieczeniem ciasta obieramy grejfruta pozbawiając go wszystkich błonek. Staramy się obierać go tak, aby uzyskać możliwie jak największe i równe kawałki. Obrane kawałki układamy na sicie, które umieszczamy na salaterce przykrywamy całość i odstawiamy w chłodne miejsce lub do lodówki na minimum 24 godziny. Możemy już na tym etapie oprószyć owoce cynamonem.
2. Na ok. 45 minut przed pieczeniem ciasta przygotowujemy kruchy spód. Na blat wysypujemy mąki i cukier puder. Do zagłębienia wbijamy żółtko, wlewamy sok i dodajemy kawałki masła. Szybko wyrabiamy. Wykładamy nim foremkę do tarty o wymiarach 35 x 12 cm, wstawiamy ją do zamrażalnika na 35-45 minut.
3. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
4. Wyjmujemy ciasto z zamrażalnika, wstawiamy je do piekarnika na 15 minut bez nawiewu i na koniec jeszcze 2 minuty z nawiewem. Wyjmujemy, odstawiamy na chwilę by przestygło.
5. Marcepan kroimy na mniejsze kawałki. Miksujemy je z jajkiem. Powinniśmy uzyskać w miarę gładką i gęstą masę. Możemy na tym etapie przetrzeć ją przez sito, aby była gładka, ale nie jest to konieczne. W osobnej misce ubijamy białka ze szczyptą soli i cynamonem, na sztywno. Dodajemy je do masy marcepanowej i delikatnie łączymy.
6. Na wystudzonym, podpieczonym spodzie układamy kawałki grejfruta, jedną warstwąwypełniając całe dno foremki.
7. Zalewamy owoce masą marcepanową. Wyrównujemy, wstawiamy do piekarnika.
8. Pieczemy około 15 - 20 minut, do momentu zezłocenia się wierzchu.Podajemy lekko przestudzoną.

IMG_3738
Smacznego!