środa, 26 lutego 2014

Z nosem w książce i jabłecznik doskonały.


IMG_4070



Wszystko zaczyna się i kończy w dniu św. Marka. Zupełnie tak, jakby nie było ani początku ani końca. A każde z nich było i jednym i drugim. Kilka kartek wcześniej studiujemy drzewa genealogiczne dwóch rodzin, o brzmiących obco, niezwyczajnie, ni to nazwiskach, ni przydomkach. Już wtedy możemy przeczuwać rytm opowieści gęstej od postaci pierwszego i dalszych planów, ich krzyżujących się losów, skomplikowanych relacji, woli przetrwania, błędów i złudzeń. I jeszcze cytat z Marqueza i Księgi Psalmów, oba znamienne, jakże by inaczej, i oto stoimy zziębnięci, głodni, u kresu sił i nadziei, u wybrzeży Nowej Fundlandii, obserwując wieloryba, który utknął na płyciźnie, czekając wraz z mieszkańcami jak "niedostrzegalnymi dla zmysłów porcjami" ujdzie z niego życie.



"Obrzydliwa praca trwała przez cały dzień. Na plaży zapłonęły czarne ogniska, na których wytapiano olej z wielorybiego sadła. Odór spowił całą przystań, czuli się tak, jakby pracowali w nisko zadaszonym magazynie. Na odcinku, na którym cielsko przechyliło się na bok, białe podbrzusze wieloryba było odkryte, a błona żołądka unosiła się swobodnie w płytkiej wodzie. Gdy trojaczki Toucherów dla zabicia czasu zaczęły dźgać ogromny flak nożami i osękami, z otwartej przez nich rany wypłynęła brudna woda, struga krwi oraz ławica nieprzetrawionych kapelanów i śledzi. Kiedy ukazała się głowa, chłopcy wrzasnęli i się rozpierzchli. Porośnięta siwymi włosami głowa człowieka. Blade ramię wysunęło się z poszarpanej rany i opadło bezwładnie do wody. "



Nazwali go Juda, bo sposób, w jaki pojawił się w ich życiu skojarzył im się z pomieszanymi ze sobą losami Jonasza i Judasza, jedyną wiedzę czerpali bowiem z Biblii Jabeza Trimma, wydobytej pewnego dnia z przełyku dorsza wielkości kozy. Zniekształcone jej fragmenty ledwie dawały się odczytać, by w końcu zatrzymać się w chwili, gdy ręka Abrahama, dzierżąca nóż, zawisa nad Izaakiem.



Bohaterowie. Nieszczęśliwi, miotający się w walce o przetrwanie, wśród klęsk i żywiołów, które zdają się nie mieć końca, skazani na życie w tym miejscu i nim naznaczeni. Nieistotne przypadki, nawet nie tyle zapomniani przez Boga i ludzi, bo to oznaczałoby, że ktokolwiek mógł mieć wcześniej pojęcie o ich istnieniu. Tak mali, nic niewarci w obliczu tego, czemu muszą stawiać czoła każdego dnia i równie jak ono nieustępliwi. Każdego dnia stający do walki o przetrwanie, nieugięci, a przez to potężni, gnani tajemniczą siłą. Pochłonięci tą walką aż do zatracenia wiary, że cokolwiek w ich życiu może się jeszcze zmienić. A już z całą pewnością nie na lepsze. Los każdego nowego bohatera zdaje się odkrywać smutną prawdę o tym, że w miejscu takim jak to, w okolicznościach takich jak te, nie ma miejsca na miłość, a już najmniej – na miłość szczęśliwą, cokolwiek miałoby to oznaczać. Jest tylko jakaś smutna, chwilami tragiczna, konieczność, paląca trzewia potrzeba, która, raz zaspokojona, wypala się, jeśli nie natychmiast to kilka chwil dalej. Przed absolutną beznadzieją ratują losy doktora Newmana i Calluma. Równowaga niemal zachowana. Niemal, bo –"(…) tą niewidzialną siłą, która wprawia świat w ruch, nie są miłości szczęśliwe, ale nieszczęśliwe właśnie."



"Kiedy skończyli, leżeli prawie nadzy na łóżku, uciszeni ciężarem tego, co zaszło miedzy nimi. Abel podparł się na łokciu i popatrzył na nią z góry. – Esther, zaczął, jednak ona położyła mu palec na ustach. Powiedziała, Abel, niegdyś nie mów kobiecie, ze ja kochasz. Wpatrywał się w nią, a oczy zaszły mu łzami.

- To zawsze zabrzmi jak kłamstwo, powiedziała. – Lepiej pozwól, żeby doszła do tego sama."



"Dostatek" to opowieść fascynująca, wypełniona w większości latami, w których nędza i niedostatek przekraczają wszelką miarę, ludźmi z krwi i kośćmi, widmami i złudami charakterystycznymi dla realizmu magicznego. Wciągająca, porywająca, czasami zasępiająca i z każdą stroną przyciągająca coraz bardziej i bardziej. Forma i treść w idealnej harmonii, zmieniany nieoczekiwanie i jednocześnie bardzo trafnie rejestr języka, jego prostota i bogactwo zarazem, prowadzą czytelnika za rękę, łagodnie acz konsekwentnie, wciągając go w meandry opowieści. Z każdą stroną narastał we mnie żal, że przyjdzie nam się w końcu rozstać. Żal narastał istotnie, ale tylko do momentu, gdy lektura zakończenia stała się faktem. Zakończenia, które Was oczaruje i zaczaruje. Sprawi, że natychmiast wraca się do pierwszych stron książki. Zupełnie jakby trzeba było przeczytać ją jeszcze raz. A tak silny imperatyw nie dal się zgasić żadnym racjonalnym uzasadnieniem.  Taki odruch. Takie poruszenie. 


Michael Crummey „Dostatek”, Wydawnictwo Wiatr od morza, 2013

Dziś zapraszam Was na jabłecznik, określony przez cud-męża mianem - doskonały. Polecam gorąco.

IMG_4065

Szarlotka na kruchym cieście


Na ciasto: 
4 szklanki mąki 
1 łyżeczka proszku do pieczenia 
1 szklanka cukru pudru 
1 1/2 kostki masła 
6 dużych żółtek 
2 łyżki gęstej kwaśnej śmietany 

Na nadzienie: 
8-10 kwaskowatych jabłek, obranych pokrojanych na półplasterki 
1/4 szklanki wody 
1 szklanka cukru 
2 łyżeczki cynamonu 
2 łyżki mąki ziemniaczanej 
3 łyżki soku z cytryny 

Na piankę:
6 białek
1/2 szklanki cukru
1 budyń (proszek)

Dodatkowo:
3 łyżki tartej bułki 
cukier puder do posypania 

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy ciasto. Mąkę, cukier puder i proszek do pieczenia przesiać do dużej miski. Masło pokroić na małe kawałki, dodać do mąki i wymieszać aż masa będzie grudkowata. Dodać żółtka i kwaśną śmietanę i wyrobić ciasto (można zrobić to w malakserze). Ciasto podzielić na dwie części 1/3 i 2/3. Zawinąć w folię i schłodzić w lodówce (co najmniej kilka godzin) lub w zamrażarce (około godziny). 
2.      Przygotowujemy nadzienie. Pokrojone jabłka umieścić w rondelku, dodać wodę i dusić przykryte około 15 minut, nie mieszać. Dodać cynamon i cukier, lekko wymieszać. Mąkę ziemniaczaną zmieszać z sokiem cytrynowym, dodać do masy jabłkowej i dusić jeszcze przez 2 minuty. Masa powinna być bardzo gęsta, ale nie rozgotowana. 
3.      Rozgrzać piekarnik do 180 st.C. Formę (33cm x 23cm licząc od spodu, 36x26 cm od góry) posmarować masłem [wyłożyłam papierem do pieczenia] i zetrzeć do niej na tarce jedną część ciasta (2/3). Lekko wgnieść ciasto, tak aby powierzchnia była raczej jednolita i podpiec w piekarniku przez około 8 minut. Wyjąć z piekarnika, lekko przestudzić. 
4.      Przygotowujemy piankę. Ubić białka na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, na końcu wmieszać budyń używając najniższych obrotów miksera.
5.      Podpieczone ciasto posypać tartą bułką, wyłożyć na to nadzienie jabłkowe, piankę budyniową i zetrzeć na nią pozostałą część ciasta (1/3). 
6.      Piec około godziny, aż powierzchnia ładnie się zrumieni. Lekko przestudzić, posypać cukrem pudrem.


IMG_4040


Przepis Bajaderki pochodzi z forum Cincin, a znaleziony u Kasi tutaj.

Smacznego!

środa, 19 lutego 2014

Ostatki na ostatnią chwilę i tarta ze skorzonerą.


IMG_4235

- Mamo? Możesz mi zrobić jajka na miękko? Mam taką straszną ochotę, że zaraz nie wytrzymam...

Co robi matka w takiej sytuacji? Rzuca wszystko i gotuje te jajka 6 minut z zegarkiem z ręku. Bo jak nastolatka woła jeść to musi to być coś poważnego i niecierpiącego zwłoki...

A potem siada przy stole i rzeczonym jajkom robi zdjęcie telefonem. (Córka, nie matka)
- Co robisz? - pyta ta sama matka, tyle że zdezorientowana w równym stopniu co nie na czasie...
- Snapchatuje przecież... 
- ???
- No robię zdjęcia i wysyłam, no i widać co akurat teraz robię.
- Mhhmm... - mruknęła matka (błyskotliwej riposty brak w obliczu osłupiającego zdmienia)
Matka wraca do swoich kuchennych zajęć a dziecię spożywa jajka narzekając, że jedno pękło a ono pękniętych nie lubi, jednocześnie nadużywając soli w sposób skandaliczny. 
- To co ty robiłaś? Powiedz mi, bo muszę zapamiętać - wraca do tematu matka (wszelkie próby perswazji i tak spełzłyby na niczym a język dawno wystrzępiony - pozostaje próba oswojenia tematu).
- Ojej, mamo! Snap-cza-to-wa-łam... - tylko nie mów o tym, kiedy Maciek przyjedzie, bo żal, wiesz...

No nie wiem.

OooKeeej...?

Ad rem!



Tematów do poruszenia co najmniej dwa. Po pierwsze - popełniona tarta - wyśmienita i w dodatku bezglutenowa i bezmięsna. Po drugie ostatki na ostatnią chwilę. Zdarzyło mi się smażyć pączki może ze dwa razy od kiedy tu mieszkamy. Wydaje mi się to czynnością niewartą zachodu, nawet jeśli za sztukę przychodzi zapłacić euro dwadzieścia centów. Za dużo roboty, czasu i tego zapachu, którego później wygonić nie sposób. A jeśli efekt ma być ledwie zbliżony do ideału, odpuszczam sobie. Co nie oznacza jednak, że tak zupełnie idę na łatwiznę. W niedzielę zajadałam się pączkami bananowymi. A w czwartek na stół, przy którym zasiądą także i goście z Polski (nie możemy się już doczekać...) wjadą z całą pewnością chouquettes. Naprawdę szybkie, niekłopotliwe i pyszne. Jeśli zajrzycie do zakładki Pączki i spółka znajdziecie kilka jeszcze innych ciekawych propozycji. Na nasze ulubione merveilles, croustillons - belgijskie pączki na piwie, przepyszne greckie xerotigano, czy choćby holrnderskie pączki z jabłkiem czyli oliebollen.

Polecam gorąco!



I jeszcze tylko słów kilka o skorzonerze.

Należy do tej samej rodziny co cykoria, topinambur czy karczoch. Nazywany jest zimowym szparagiem. (Jest delikatniejsza, subtelniejsza w smaku od szparagów.) Jej ojczyzną jest prawdopodobnie Hiszpania, gdzie początkowo traktowana była jako roślina lecznicza – stąd inna jej nazwa - wężymord, służyła bowiem jako antidotum na ukąszenia żmii.
Jest bardzo sycący i – co ważne -nie posiada włókien. Zawiera sód, potas, magnez, wapń, żelazo, fosfor, chlor, karoten, witaminy: E, B1, B2, C. Można ją spożywać na surowo – w sałatkach, ugotowaną, usmażoną w cieście. Obecnie uprawia się ją głównie w Belgii, Holandii i Francji.

Wybierajmy najlepiej, proste, grube, pozbawione rozgałęzień korzenie. W Brukseli kupimy je w Delhaize i na targu.

Więcej o skorzonerze przeczytacie tutaj. 

Gryczana tarta ze skorzonerą

Składniki:
Na kruchy spód:*
170 g ziaren kaszy gryczanej
43 g tartego parmezanu
110 g masła
2 łyżki zimnej wody

Ponadto:
400 g skorzonery (waga po obraniu i oczyszczeniu)
125 g śmietanki do sosów 20%
2 jajka
sól, pieprz
ok. 20 listków świeżej szałwii

Dodatkowo:
tarty parmezan do posypania

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy spód. Kaszę mielimy na mąkę (możemy od razu użyć mąki gryczanej). Mieszamy ją z parmezanem, do zagłębienia wlewamy wodę i dodajemy masło o temperaturze pokojowej. Całość mieszamy drewnianą łyżką do chwili połączenia. Przekładamy na blat i szybko zagniatamy. Na tym etapie możemy albo wyłożyć ciastem foremkę i całość wstawić do zamrażarki do schłodzenia lub też uformować kulę, owinąć ją folią i wstawić do zamrażalnika na 30 minut i dopiero po tym czasie wyłożyć ciasto do foremki. Foremkę smarujemy wcześniej tłuszczem.
2. W tym czasie obieramy skorzonerę.** Kroimy ją na mniejsze kawałki o długości równej szerokości foremki, którą użyjemy. Ja użyłam foremki na tartę o wymiarach 35 x 13 cm (najwygodniejsze są te z wyjmowanym dnem).
3. Skorzonerę gotujemy 10 minut w osolonej wodzie z dodatkiem soku z cytryny. Po tym czasie przelewamy przez sitko, studzimy.
4. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
5. W miseczce roztrzepujemy widelcem jajka ze śmietanką. Dodajemy posiekaną drobno szałwię. Mieszamy. Doprawiamy.
6. Na schłodzonym spodzie wykładamy skorzonerę. Całość zalewamy śmietanką z jajkami i posypujemy tartym parmezanem.
7. Quiche wstawiamy do piekarnika. Pieczemy około 25 minut.
8. Studzimy przed wyjęciem z foremki.

Uwagi:
*spód do tej tarty można przygotować także w klasycznej wersji z mąką pszenną. Przepis dostępny jest tutaj.
**skorzonera szybko ciemnieje. By tego uniknąć opłukujemy ją pod wodą, obieramy najlepiej obieraczką do warzyw, opłukujemy ponownie, by sprawdzić, czy jest dokładnie obrana i tak oczyszczoną przekładamy natychmiast do wody z dodatkiem soku z cytryny. Jeżeli była dokładnie oczyszczona i umyta gotujemy ją w tej samej wodzie z sokiem, dosypując jedynie odrobinę soli. Podczas obierania wydziela sok mlekowy, lepki i brudzący, – dlatego warto użyć rękawiczek, jeśli przetwarzamy większą jej ilość. Do zjedzenia solo gotujemy ją 20 minut i posypujemy na przykład bułką tartą podsmażoną na maśle.

Smacznego!