piątek, 28 marca 2014

Gryczane ciasteczka bezglutenowe.


IMG_4961

Światło budzika kłuje w oczy 4.50. I wiesz, że już nie zaśniesz. Poduszka przestaje nagle pachnąć snem a zaczyna - nowym dniem, raczej złowrogo niż przyjaźnie. Nietrudno przewidzieć, jak będzie wyglądać dzień, kiedy się jest niewyspanym. Nie ma znaczenia, którą nogą wstajesz. Książkę, którą mógłbyś poczytać czekając na sen, zostawiłeś na dole, nie możesz znaleźć w ciemności kapci a szlafrok nocne licho poniosło w sobie tylko znanym kierunku. Schodzisz do kuchni, wiedziona bardziej odruchem niż potrzebą. A już z całą pewnością nie potrzebą pieczenia ciastek o 5 nad ranem w środku tygodnia! Może to właśnie ciekawość zwycięża albo - świadomość konieczności publikacji? Dość na tym, że wyjmujesz z lodówki schłodzone ciasto. Włączasz piekarnik i zabierasz się za formowanie ciastek. 

Piekarnik pomrukuje. Każdy dźwięk zwielokrotniony ciszą jest jak uderzenie tłuczkiem. Ale już po chwili działasz sprawnie, znajdując ukojenie w wylepianiu idealnie okrągłych kulek ciasta, zapachu gryki i kakao. Oczy rozbudzone widokiem równych wzorów spoglądają w klarującą się jasność poranka. Będzie dobrze. Nie może być inaczej. To poczucie prawdopodobnie nie ma nic wspólnego ani z tymi ciasteczkami ani ich smakiem, po prostu pojawia się w pewnej chwili, może nawet dokładnie w momencie, kiedy wkładasz blaszkę do piekarnika i otula cię jego ciepło. A może wśliznęło się do tej kuchni przez okno uchylone tylko po to, by usłyszeć śpiew ptaków od strony starej śliwy? I tak już zostało. Dodając siły na nowy dzień. Przekonania, że będzie dobrze. W pociągu poczęstujesz ciasteczkami swoje koleżanki. I rzeczywiście dzień ze wszystkim swoimi standardowymi perturbacjami upłynie po prostu dobrze. Napełni radością. Codzienność jest krucha jak ciasteczko.

To już drugie ciastka gryczane na Addio. Przepis na pierwsze znajdziecie tutaj. Nie planowałam już dalszych poszukiwań w tym temacie, dopóki nie trafiłam na przepis Lo. Zainteresował mnie jej pomysł na Biscuit à la farine de sarrasin. A poniewać nie były bezglutenowe postanowiłam dostosować ten przepis do swoich potrzeb. Dokonane zmiany poszły nieco dalej niż zamierzałam, ale o inspiracji nie sposób zamilknąć. Dzieciom bardzo smakowały ciastka według przepisu zaproponowanego przez Lo. Mnie także. Spróbujcie koniecznie. 

Pięknego piątku i udanego weekendu. Śpijcie i śnijcie dobrze i długo. 

Anna
 

IMG_4955



Gryczane ciasteczka bezglutenowe (Buckwheat gluten free cookies)

Składniki:
190 g mąki gryczanej
5 g kakao (1 łyżka)
40 g mielonych migdałów
25 g zmielonych na mąkę wiórków kokosowych
100 g cukru trzcinowego (można zastąpić białym)
szczypta soli
½ łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki wódki
95 g masła w temperaturze pokojowej
1 łyżka miodu (użyłam gryczanego)
1 jajko


Przygotowanie:
1.       Mieszamy sypkie składniki. Odstawiamy.
2.      Jajko, wódkę i miód roztrzepujemy widelcem.
3.      Do sypkich składników dodajemy masło i wlewamy roztrzepane jajko.
4.      Wyrabiamy. Całość jest dość klejąca, najlepiej użyć do tego robota lub posłużyć się widelcem – byle tylko dokładnie połączyć składniki.
5.      Odstawiamy w misce, przykryte ściereczką, do lodówki na najchłodniejszą półkę na minimum 2 godziny lub na całą noc.
6.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
7.      Z ciasta formujemy kulki wielkości małego orzecha włoskiego. Układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Następnie spłaszczamy widelcem (tak jak na zdjęciu).
8.      Pieczemy 15 minut bez nawiewu, jeśli do tej pory krawędzie ciasteczek się nie przyrumienią włączamy termoobieg jeszcze na 2 minuty. Studzimy na kratce. Wystudzine całkowicie przekładamy do szczelnie zamykanego pojemnika.

 


Tortilla Beneditty

IMG_4972


Smacznego!

czwartek, 27 marca 2014

Tortilla i jej sekrety.


IMG_4945



Przyszła bez zapowiedzenia. Jak gość, którego nikt nie czeka, ni nie wygląda. Ostatnia osoba na liście rezerwowej, o której zapomina się, gdy wysyłamy zaproszenia. I jednocześnie, jak na Królową przystało, objęła we władanie wszystko co wokół, przeglądając się nad ranem w szybach śpiących samochodów. Bez złudzeń, że to Ona, zmarzły na jej widok magnolie, tracąc wiele – jeśli nie wszystko ze swej wyjątkowej urody, żałosne teraz i przejmująco smutne, skazane już tylko na litość. I tak każdej nocy, powraca. Czuję jak, zaglądając mi przez ramię, otula mi kark chłodem. Nagle zaczęłam marznąć. Owijam szyję szalikiem. Marzę o rozpalonym kominku, kiedy tylko znajdę chwilę, by usiąść. Ma być lepiej. I będzie. Podobno już niedługo.

Choć w głowie już jakby wiosna. Budzę się o 4 nad ranem, wypoczęta i wyspana, wysupłując z ciszy nocy śpiew ptaków, które także jakby zmarznięte jak drzewa, bardziej ciche niż jeszcze tydzień temu. Nie mogę już zasnąć. Schodzę do kuchni upiec ciasteczka. Nagle za dużo mam tej energii. 

Po powrocie z pracy zakasuję rękawy i sięgam po obieraczkę do ziemniaków. Tortilla. Ostatnie na nią chwile, kiedy ziemniaki jeszcze trzymają formę a danie równie treściwe uchodzą na sucho. I jednocześnie – wielka ochota. Uwielbiam jej zapach i smak, duszonej cebuli, rozgrzanej na patelni oliwy i tę niesamowitą konsystencję. Zawsze wydawało mi się, że umiem przyrządzić ją co najmniej dobrze. Ale żaden z przepisów, po które sięgałam nie pochodził ze źródła... 

Tortillę, która mnie naprawdę urzekła, przygotowała dla mnie moja koleżanka z pracy Beneditta. Jest mistrzynią w jej przygotowywaniu i jednocześnie zwolenniczką absolutnej prostoty w kuchni. To dlatego jej tortilla jest taka wyjątkowa. Poprosiłam ją, żeby opowiedziałą mi dokładnie, jak ją przygotować. Nie mam wprawdzie specjalnej patelni, której używa się do tortilli, ale to nie jest problem. Pierwszym i podstawowym sekretem idealnej tortilli są najwyższej jakości składniki. Ziemniaki kupione na bio targu, jaja od szczęśliwych kur, możliwie najświeższe i najlepsza oliwa z oliwek. Dużo oliwy z oliwek. Dobra sól morska. Trzeba jej też poświęcić całą swoją uwagę i czas. Najlepiej nie zajmować się w czasie jej przygotowywania czymkolwiek innym.  



Efekt? 4/5 badanych w naszej rodzinie przywitało ją z entuzjazmem, 2/5 nie zorientowały się, że w składzie znajduje się – niech mi to będzie wybaczone – prawdziwa RYBA! I zjedli, a cud-mąż był zachwycony. Polecam gorąco. Jedna tortilla wystarczy dla całej rodziny. Do tego krucha sałata skropiona sokiem z cytryny. Mmmmhhhmmm...

A jutro zapraszam Was na ciastka pieczone o 5 nad ranem. Warto było wcześnie wstać! Oj warto!



IMG_4932



Tortilla z tuńczykiem

Składniki:
1 kg ziemniaków (waga przed obraniem)
1 mała cebula
puszka tuńczyka w naturalnej zalewie
sól morska
175 ml oliwy z oliwek
8 średniej wielkości jajek

Przygotowanie:
1.       Obieramy ziemniaki. Kroimy je w plasterki o grubości ok. 3 mm. Podobnnie postępujemy z cebulą (Zdjęcie nr 1).
2.      Rozgrzewamy oliwę na patelni. Przekładamy ziemniaki. Solimy. Gotujemy, mieszając delikatnie od czasu do czasu, do miękkości. Potrwa to około 10-15 minut (Zdjęcie nr 2).
3.      Przelewamy zawartość patelni na sitko, by odcedzić nadmiar oliwy. Bez obaw – ziemniaki to nie bakłażany nie wchłoną całej oliwy – powinniśmy odzyskać minimum 125 ml oliwy po ugotowaniu ziemniaków (Zdjęcie nr 3).
4.      Na tej samej patelni podduszamy cebulę.
5.      W misce roztrzepujemy widelcem jajka, solimy je. Na tym eteapie dodajemy do jajek inne wybrane składniki – tuńczyka, warzywa czy chorizo (uprzednio podsmażone na patelni w celu pozbycia się nadmiaru zawartego w niej tłuszczu). Po dodaniu tuńczyka roztrzepujemy jajka, w celu połączenia składników (Zdjęcie nr 4).
6.      Do jajek przekładamy ziemniaki, mieszamy delikatnie, do połączenia składników. (Zdjęcie nr 5)
7.      Nieprzywierającą patelnię smarujemy oliwą. Wylewamy na nią całą masę, wyrównujemy wierzch. Smażymy około 7 minut z jednej strony. Nie kombinujemy, nie podważamy. Jedynie dla pewności odczepiamy nożem od patelni brzegi tortilli.Przykrywamy wierzch talerzem, na który przekładamy tortillę, po czym delikatnie ześlizgujemy ją na patelnię i smażymy nieco krócej – około 5 minut z drugiej strony, podajemy z sałatą.

Uwagi:
1.       Kupując tuńczyka zwracajmy uwagę na znaczek ze zdjęcia nr 8, oznacza on, że jego połowy dokonują się bez szkody dla środowiska ryb.
2.      Warto użyć najwyższej jakości składników, ale jeśli takimi nie dysponujemy, nie rezygnujmy, to naprawdę wyjątkowy, nawet jeśli niezbyt wyszukany posiłek.
3.      Dictum absolutnej prostoty ogranicza użycie przypraw jedynie do soli i choć korciło mnie dodać jeszcze – choćby pieprzu lub wędzonej ostrej papryki, powstrzymałam się i nie żałuję.
4. Do tortilli potrzebujemy ziemniaków nierozpadajacych się podczas gotowania, sposród belgijskich odmian najlepsza będzie Nicola.
5. Ziemniaki możemy pokroić na mniejsze plasterki. Ja użyłam do tego krajalnicy ale w zasadzie powinno się kroić je ręcznie.  


Tortilla Beneditty


Smacznego!

poniedziałek, 24 marca 2014

Kurczak po kaszubsku.


IMG_4847

Byliśmy kiedyś na kaszubskim weselu. I nie pamiętam, powiem więcej, jestem raczej przekonana, że nie podano wówczas kurczaka po kaszubsku - typowego dania tamtejszych stron, z okazji równie podniosłej. Zresztą - to akurat, ani wtedy ani teraz nie miało znaczenia. To było wesele naszego najbliższego przyjaciela. I to wtedy wówczas, uświadomilismy sobie swoją osobność. Z zaciekawieniem i niepokojem obserwowaliśmy naszego przyjaciela w nowej roli. Najpierw narzeczonego zmiatającego z podwórka szkło pobite na szczęście przez sąsiadów (jakoś niechętnie dokładaliśmy tego szczęścia przyjacielowi, nawet jeśli tak polterabend nakazywał), wreszcie - przyszłego zięcia, czyjegoś szwagra. To były czasy, kiedy wszyscy wchodziliśmy w nowe role. Czasy, kiedy wódka smakowała zupełnie inaczej niż dziś. Nawet jeśli byli tacy, co nie pili jej wówczas wcale... Czasy, do których dziś wzdychamy z nostalgią, my matki i ojcowie sześciorga dzieci (w tym jednej tylko dziewczyny, łącznie). Z perspektywy, której wówczas nie mogliśmy sobie nawet wyobrazić. Opisywałam Wam kiedyś naszą historię, pamiętacie?

Jak choćby tego, że o kurczaku po kaszubsku dowiem się od mojej koleżanki Ewy, rodowitej Torunianki, stamtąd do Kaszub wprawdzie jeszcze kawałek co i tak nie zmieni faktu, że dla niej to jedno z ulubieńszych dań, które przynosi ze sobą na lunch. W naszej pracowej kuchni zaglądamy sobie do pudełeczek, których tajemnicza zawartość rozpływa się aromatem po korytarzu. 
- Co masz dzisiaj? - jeśli ma się szczęście spotkać w kuchni Ewę. Ale zaczepiamy też Włoszki, Hiszpanki, które także przynoszą swój lunch ze sobą. Po zapachu, który dociera do mojego biura mogę rozpoznać, kto akurat podgrzewał swój posiłek. Teraz zdarza mi się uśmiechać do myśli, jak wiele różnych emocji może spotkać się na jednym, choćby najmniejszym talerzu...

Polecam Wam to danie. Ma w sobie coś tak absolutnie swojskiego, zwyczajnego i nadzwyczajnego zarazem, że mnie czasami w tej przedziwnej brukselskiej rzeczywistości, potrafi naprawdę rozczulić, że o tym, jak smakuje, nie wspomnę. Rozumiem Ewę i jej nostalgię. Dzięki Ewcia, za wszystkie nasze kulinarne, i nie tylko, rozmowy...


IMG_4862



Kurczak po kaszubsku

Składniki:
kurczak z rosołu obrany z kości
ok. 1 l rosołu
opcjonalnie – marchewka z rosołu*
zielona pietruszka posiekana drobno do podania

Na sos:
150 ml mleka
150 ml rosołu
45 g mąki pszennej
45 g masła
gałka muszkatołowa, sól, pieprz
sok z minimum ½ cytryny
garść rodzynek

Ponadto:
250 g ryżu
450-500 ml rosołu**

Przygotowanie:
1.       Gotujemy esensjonalny rosół (przepis znajdziecie tutaj). Wyjmujemy warzywa i mięso. Studzimy.
2.      Ryż przelewamy wodą na sitku. Zalewamy rosołem. Gotujemy, zależnie od gatunku, jakiego użyjemy, do miękkości. Powinien wchłonąć cały bulion. Odstawiamy.
3.      Kroimy marchewkę. Obieramy mięso z kości.
4.      Przygotowujemy sos. Rozpuszczamy masło, dodajemy mąkę, energicznie mieszamy. Wlewamy mleko zmieszane z bulionem - powinny być zimne, wówczas unikniemy grudek. Mieszamy do zgęstnienia. Dodajemy rodzynki. Doprawiamy, gałką, solą i pieprzem, na końcu sokiem z cytryny, który jest tutaj absolutnie nieodzowny.
5.      Na talerzu rozkładamy ryż, w środku układamy kawałki kurczaka, posypujemy marchewką. Ryż polewamy sosem. Podajemy.


Uwagi:
*marchewkę dodajemy dla ożywienia całości przede wszystkim w kontekście wizualnym
**ryż możemy ugotować na wodzie, ale tak zyskuje na smaku. Można także do gotującego się ryżu odać otartą skórkę z cytryny, pod warunkiem, że dysponujemy tymi niewoskowanymi...

  

IMG_4859


Smacznego!