poniedziałek, 30 czerwca 2014

Chocolate Coma Brownie Cookies!!!


IMG_7157


Podobne sytuacje zdarzały mi się już wcześniej. Ale nigdy do tego stopnia. 
- Długo jeszcze?
- Muuuuuuszę spróbować, nie mogę dłużej czekać!
- Mamoooo, masz jakieś jedno brzydsze ciastko? Chociaż jedno! Proszęęęęę..... ja już dłużej nie wytrzymam!
- Co się tutaj dzieje? Oooooo, ciasteczka czekoladowe! Mogę? Jak to za chwilę??? Ja nie mogę dłużej czekać! 
- Nie, no ja już dłużej nie wytrzymam! Znajdź mi jeszcze jedno brzydsze!
- A ja??? Ja to co??? Ja nie mogę???
- JUŻ!
Minęły na oko 2 minuty...
- Zostaw choć trochę dla swojego brata....
- Wezmę trzy jeszcze...
(wzięła 5)
- Jestem słaba z matmy...

Nie jestem wielkim wielbicielem czekolady. Ale te ciacha, to jest coś, za co oddałabym porcję jabłecznika, każdą ilość mojego ukochanego jabłecznika...

Córka, która przy sesji pomagać nie chciała, za to znęcała się nade mną nadmierną presją, potwierdziła, że to najlepsze ciastka czekoladowe ever, ever, ever....

Znalazłam przepis, którego prawdopodobnie długo nic nie zastąpi, przynajmniej w kwestii czekoladowych ciastek....

Polecam gorąco.


IMG_7159



Chocolate Coma Brownie Cookies

Składniki:
35 g mąki
20 g niesłodzonego kakao w proszku
¼ łyżeczki soli
¼ łyżeczki proszku do pieczenia
150 g czekolady 55-65%
30 g masła
145 g cukru
cukier wanilinowy
½ łyżeczki kawy rozpuszczalnej
2 jajka
100 g czekoladowych lub karmelowych groszków (użyłam posiekanej czekolady 65% zawartości kakao)

Przygotowanie:
1.       Łączymy mąkę, kakao, proszek do pieczenia i sól. Odstawiamy.
2.       W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę z masłem.
3.    Ubijamy jajka z cukrem, wanilią i rozpuszczalną kawą na puszystą jasną i kremową masę.
4.      Rozpuszczoną czekoladę dodajemy do masy jajecznej, łączymy. Następnie wsypujemy połączone wcześniej sypkie składniki, łączymy starając się nie mieszać więcej niż to konieczne.
5.      Dodajemy czekoladowe groszki, mieszamy.
6.      Nagrzewamy piekarnik do 190 stopni.
7.  Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wykładamy ciasto (porcje nabieramy łyżeczką) zachowując duże odległości. Formujemy w ten sposób kulki, których nie spłaszczamy.
8.  Pieczemy 8 minut, wówczas uzyskujemy efekt brownie. Oczywiście wiele zależy od naszego piekarnika. Po 8 minutach ciastka mają popękaną skorupkę, ale w środku są zupełnie miękkie. Tak właśnie ma być. Wyjmujemy je z piekarnika papier z ciastkami przekładamy na kratkę do wystudzenia. Ciastka zyskają w tym czasie należytą konsystencję. 



IMG_7154

IMG_7125

IMG_7152


Przepis pochodzi z bloga Sandry, Le Pétrin.

Smacznego!

czwartek, 26 czerwca 2014

Tarta morelowa.


IMG_6919

Synek pierwszy podśpiewuje. 
- Już za parę dni, za dni parę... wezmę plecak swój i gitaaaaręęęęę...

Uśmiecham się. Cieszy mnie ten jego niegasnący nigdy entuzjazm. I że ma Panią w szkole, która uczy ich śpiewać takie fajne piosenki. Że pojadą do dziadków, którzy już od dawna odliczają dni do ich przyjazdu. I nawet, że po raz chyba nasty obejrzą Krzyżaków i Szatana z siódmej klasy. Zagrają z miejscowymi kumplami od piłki, na chwilę zadomowią się w Polsce. I tylko troska o ich bezpieczeństwo na koloniach pewnie będzie nam tutaj na miejscu spędzać sen z powiek.

Na straganach morele, które uwielbiam, zadziwiająco tanie w tym roku czereśnie-olbrzymy i mirabelki dojrzewające w ogrodzie. Oj, to dopiero będą zbiory w tym roku... Czas piękny, urodzajny w spokój i pogodę ducha (wyliczając chwile emocji związanych z kibicowaniem). Będę go wspominać z nostalgią już za kilka miesięcy.

Wymyśliłam sobie tę tartę pełną połówek rozpływających się, aksamitnych w smaku moreli. Kwaśnie i słodkie zarazem są moją wielką słabością. Do tego krem mascarpone i kruchy spód. Pyyyycha! Będzie wiedział ten, kto się skusi. Polecam gorąco!

Gdybyście mieli ochotę na inne jeszcze morelowe wariacje polecam Waszej uwadze:
- cynamonowe ciasto z morelami
- minibrownie z morelami i tymiankiem
- cake aux abricot fondants
- Apricot fool
- morelowa Tarta Tatin
- morelowy kisiel i morelowe crumble
- jagnięcinę z morelowym coulis




Tarta morelowa

Składniki:
Na kruchy spod:
200 g mąki tortowej
100 g masła
100 g drobnego cukru do wypieków lub cukru pudru
1 żółtko
2 łyżki dobrze schłodzonej wódki
szczypta soli

Na warstwę owocową:
250 g mascarpone
25 g cukru pudru
2 żółtka
100 g kremowego twarożku
6-8 moreli, zależnie od wielkości, przekrojonych na połówki
6 czubatych łyżek dżemu morelowego

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy kruchy spód. Mieszamy wszystkie sypkie składniki. Do środka wbijamy żółtko, dodajemy wódkę (możemy zastąpić ją lodowatą wodą) i pokrojone na mniejsze kawałki masło. Wyrabiamy, formujemy kulę, którą lekko spłaszczamy, owijamy szczelnie folią, odstawiamy do najchłodniejszego miejsca w lodówce na minimum 1 godzinę.
Ciasto rozwałkowujemy do wielkości foremki na tartę. Foremkę, o średnicy dna 25 cm, natłuszczamy, wysypujemy mąką. Wykładamy ciastem. Wstawiamy jeszcze na chwilę do lodówki.
2. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 18o stopni.
3. Ciasto nakłuwamy widelcem. Pieczemy 20-25 minut do lekkiego zazłocenia się. Odstawiamy do przestudzenia.
4. Żółtka ucieramy z cukrem. Dodajemy mascarpone, mieszamy delikatnie. Dodajemy twarożek, mieszamy krótko do uzyskania kremowej konsystencji.
5. Spód tarty smarujemy połową dżemu morelowego. Wykładamy krem mascarpone, wyrównujemy. Układamy połówki moreli. Pozostały dżem morelowy podgrzewamy w garnuszku, aby ułatwić sobie rozsmarowanie go na owocach. Podgrzanym dżemem smarujemy połówki moreli.
6. Tartę wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy jeszcze około 20-30 minut.


IMG_6929

wtorek, 24 czerwca 2014

Limonada de coco.


IMG_6751


Na progu lata leży słomkowy kapelusz i za małe płetwy. Zdziesiątkowane muszle, uwięzione w kieszeni letniej sukienki dwie garści piasku, pareo i torba plażowa oraz gazeta, której nikt już nie przeczyta. I wielkie nadzieje, jak wielki błękit. Na błogi spokój, ciekawych i życzliwych ludzi wokół, standardy jak z katalogów biur podróży, przygody z happy endem, niski roaming i kurs euro. No i dobre jedzenie. 

Jak zwykle wiele planów i sobie danych obietnic, takich zresztą najłatwiej się nie dotrzymuje, niestety. Postanowień, które złudnie możliwe są do podjęcia jedynie latem. Dlaczego? Nie wiem sama. 

A chciałoby się po prostu z luzem i spontanicznie podejść do tematu wakacji. Tak też spróbuję.


Ta lemoniada jest istotnie jedną z najbardziej orzeźwiających, jaką kiedykolwiek przyszło mi spróbować. Ma przy tym wiele dobroczynnych właściwości, które zawdzięcza wykorzystaniu w przepisie mleka kokosowego. Polecam gorąco!



IMG_6735

Limonada de coco (Frozen coconut limeade)
Składniki:
2 ½ szkl. kostek lodu
1 szkl. mleka kokosowego
1/3 szkl. soku z limonki (z ok. 3 limonek)
3 łyżki cukru pudru
plasterki limonki do dekoracji

Przygotowanie:
1. Miksujemy wszystkie składniki. Zależnie od efektu, który chcemy osiągnąć. Lemoniada miksowana długo uzyskuje gładka, kremowa konsystencje podobna do smoothie.
2. Do lemoniady możemy dodać także rum – w wersji dla dorosłych.

Przepis pochodzi z tej strony.




IMG_6763

piątek, 20 czerwca 2014

Pieczeń rzymska.


IMG_6439IMG_6429


Niebo w rumieńcach chmur. Mija kolejny dzień. Jeszcze pamiętam tamte dni początku roku… Kiedy na biurku rozkłada się nowy kalendarz a każdy dzień to tabula rasa. Tyleż samo obaw, co nadziei. Z czasem coraz więcej w nim zakładek z dobrych dni, zagiętych rogów tych ważnych, dat zapisanych a jednak zapomnianych, spóźnień, roztargnień i wydarzeń, których nie można było przewidzieć w najczarniejszych snach…
Kiedy zapisuję sobie coś choćby z małym, kilkutygodniowym wyprzedzeniem, wydaje mi się zawsze, że do tych wydarzeń jeszcze tak wiele czasu musi jeszcze upłynąć…  Amazonka cała… Tymczasem, niesiona strumieniem czasu ledwie zahaczam o bieg zdarzeń, mając za wiosła niepotrzebny pośpiech.
W maju myślałam, że przecież do końca roku szkolnego zostało jeszcze tyle czasu…  I gdzie on się dzisiaj podział??? Za chwilę dni będą już tylko krótsze, podopieczni wyjadą na wakacje. A jutro pewnie będę piec pierniki.
Coraz częściej mam wrażenie, ze czerwiec to miesiąc, który ucieka najszybciej. Sympatii akurat dla niego mam chyba najwięcej. Za te dni ciągnące się jak mordoklejki, zapach truskawek, rabarbar, jasne poranki i obietnicę wakacji, bez, akacje, piwonie i lawendę. I nawet za to ułudne poczucie, że wciąż jeszcze tyle dni do końca roku. Przekonanie, że jest się dopiero w środku czegoś, co trwa i trwać będzie jeszcze długo.
Przed nami noc świętojańska. Gdzieś pod skora i w gardle uwieziona chęć szalonej zabawy, bosych tańców po łąkach i polach, plecenia wianków i sukien lekkich jak wiatr. Ach, marzy mi się…
Polecam dziś Waszej uwadze pieczeń, która często gości na naszym stole. Trudno o coś pyszniejszego w opinii naszych dzieci, cud-męża przy okazji, także. Polecam gorąco.
Pięknych ostatnich dni czerwca, Kochani. I nocy także J



Pieczeń rzymska 
Składniki:
800 g mięsa mielonego (pół na pół wołowo-drobiowego)
100 g ugotowanej marchewki
75 g ugotowanego selera
50 g ugotowanego korzenia pietruszki
1 średnia cukinia
1 cebula
2 ząbki czosnku
1-2 łyżki sosu Worcester
sól, pieprz
50 g tartego parmezanu
1 łyżeczka kuminu
½ - 1 łyżeczki kozieradki
szczypta cynamonu
świeża szałwia – kilka dużych listków
2 jajka
duża garść bułki tartej
Na sos:
1 szkl. passaty pomidorowej (przecieru)
1 łyżka śmietanki do sosów
sól, pieprz 
Na purée:
400 g ziemniaków
1 łyżka chrzanu ze słoiczka
1 duża łyżka śmietany
1 łyżka masła
świeży estragon

Przygotowanie:
1. Posiekaną cebulę solimy, podduszamy na oliwie. Dodajemy posiekany czosnek, po chwili kumin, kozieradkę i cynamon.
2. Dodajemy pokrojoną w dużą kostkę cukinię. Dusimy przez kilka minut. Miksujemy z ugotowaną marchewką, pietruszką i selerem. Dodajemy do mielonego mięsa.
3. Łączymy z jajkami, posiekaną szałwią i parmezanem. Doprawiamy sosem Worcester, solą i pieprzem. Na końcu dodajemy bułkę tartą do uzyskania konsystencji nieco luźniejszej niż na kotlety mielone.
4. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni.
5. Przekładamy do wysmarowanej oliwą i wysypanej bułką tartą foremki. Przykrywamy folią aluminiową.
6. Pieczemy 80 minut.
7. Gotujemy obrane ziemniaki w osolonej wodzie. (Ziemniaki można także upiec w skorupkach a po upieczeniu obrać). Ugotowane i odcedzone odstawiamy w cieple.
8. Sos; który powstaje podczas pieczenia przelewamy do garnka. (Pieczeń zostawiamy pod przykryciem, aby "odpoczęła". Kroimy ją tuz przed podaniem). Przygotowujemy sos. Do sosu z pieczenia dodajemy 250 ml passaty pomidorowej. Zagotowujemy. Dodajemy 1 łyżkę śmietanki do sosów. Mieszamy. Doprawiamy solą, pieprzem i ew. cukrem. Posypujemy suszonym oregano.
9. Przygotowujemy purée. Ziemniaki ucieramy na gładko z chrzanem, śmietaną i masłem. Posypujemy posiekanym estragonem.
10. Pieczeń kroimy w grube plastry, polewamy sosem. Podajemy z sałatą i purée chrzanowym.



IMG_6449
Smacznego!

wtorek, 17 czerwca 2014

Najlepiej sprzedający się deser na świecie.


IMG_6383



- To nic wielkiego! Nic w porównaniu z telefonem. To tylko deser – zwykł mawiać pewien skromny Włoch, Carminantonio Iannaccone.

Mówi tak, jakby chodziło o kogel-mogel a nie o tiramisu. A chodzi przecież o ikonę włoskiej kuchni i jednocześnie – najlepiej sprzedający się deser na świecie!

Ten sukces ma wyjątkowo wielu ojców. O pierwszeństwo w kwestii autorstwa spierają się co najmniej trzy restauracje i 4 miasta, w tym: Treviso, Wenecja Florencja i Siena. 

Trudno jest więc dziś uwierzyć, że deser nie ma tradycji sięgającej co najmniej XV wieku i że nie pojawił się w żadnej książce kucharskiej przed 1980 rokiem. Gdyby się jednak nad tym bliżej zastanowić… czy deser na bazie surowych jaj i mascarpone mógł powstać kilkaset lat temu, w gorącej Toskanii, w czasach, w których wprawdzie wynaleziono druk ale nie lodówkę…?

Wróćmy jednak do historii Iannaccone.

Urodzony w 1946 roku, naukę cukiernictwa rozpoczął jako dziewięciolatek, w małym miasteczku Avellino, niedaleko Neapolu, na południu Włoch. Następnie, jako 12 latek, przenosi się do Milanu, gdzie oszukując na temat swojego wieku, zatrudnia się w miejscowej lodziarni. W wieku 18 lat ma na swoim koncie otwarcie kilku restauracji. Tiramisu jego autorstwa miało powstać 24 grudnia 1969 roku, w restauracji Via Sottotreviso. Tam właśnie Iannaccone stworzył deser na bazie typowych dla regionu produktów: mocnej kawy; kremowego mascarpone, jajek, Marsali i biszkoptów ladyfinger. Doprowadzenie przepisu do perfekcji zajęło mu 2 lata. (Iannaccone przyczynił się także do rozpowszechnienia innego popularnego włoskiego deseru – Semi Freddo. Stworzył i wypracował bowiem zasady jego masowej produkcji i dystrybucji).


Jeślibyśmy mieli przyznać pierwszeństwo któremuś z miast powołujących się na kolebkę tiramisu musielibyśmy wskazać Treviso, gdzie swoją restaurację, o nazwie „Alle Beccherie” prowadziła także Alba Campeol. Zdaniem Alby to ona jako pierwsza podała tiramisu swoim wnukom. Aby sprawić im przyjemność, do jajek utartych z cukrem dodała jeszcze mascarpone i nasączone czarną kawą biszkopty savoiardi. Deser miał postawić jej wnuki na nogi czyli właśnie "tirare su". Wersję Alby podważa fakt braku użycia w przygotowaniu tiramisu – Marsali, od samego początku jego kluczowego składnika.

Iannaccone nie dbał o sławę i rozgłos, nie reagował, kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze wzmianki o tiramisu w książkach i wydawnictwach kulinarnych, wskazujące 2 restauracje w Treviso: Alle Beccherie i El Toula. Sam Arturo Filippini, z El Toula, przyznał po latach, że jego restauracja miała jedynie swój wkład w popularyzację deseru. Jednocześnie, zdaniem Filippini, tiramisu miało powstać w latach 50tych, w domu schadzek, w celu postawienia na nogi jednej z pracownic.

Geneza tiramisu, mimo, że paradoksalnie, nie sięga stuleci wstecz, z całą pewnością nie zostanie ostatecznie potwierdzona. A prawda leży zapewne gdzieś pośrodku. Może mniej więcej tam, gdzie wskazuje na to fragment książki Giuseppe Maffioli zatytułowanej “Il ghiottone Veneto” a opublikowanej po raz pierwszy w 1968 roku. Pojawia się tam termin Zabaglione custard. Zabaglione custard był przygotowywany ze słodkim cypryjskim winem i baicoli, małymi ciasteczkami. Już same „energetyczne” właściwości zabaglione nasuwają skojarzenia ze współczesnym tiramisu. 

Zapraszam więc dziś na dużą porcję tiramisu. Jest gęste, kremowe i aksamitne. Spróbowałam je kiedyś na przyjęciu urodzinowym naszej koleżanki. Renia podzieliła się ze mną przepisem, sprawdzonym od tamtej pory niejednokrotnie. Polecam gorąco!
 
Gdybyście mieli ochotę na inne, mniej klasyczne tiramisu, polecam: tiramisu cytrynowe, tiramisu czekoladowo-mietowe z truskawkami, marcepanowe tiramisu bez jajek oraz wytrawne tiramisu z lososia.

IMG_6413


Tiramisu 

Składniki: na 10 porcji
750 gr sera mascarpone
8 jajek ale tylko 6 białek
200 gr cukru miałkiego - do wypieków
70 ml likieru amaretto
ok 1-1,5 szkl. mocnej kawy
ciastka biszkoptowe do tiramisu (duża paczka) 
ciasteczka amaretti do dekoracji

Przygotowanie:
1. Zaparzamy kawę. Studzimy.
2. Ubijamy 6 białek na sztywną pianę, można z dodatkiem szczypty soli.
3. Osobno ubijamy żółtka z cukrem, likierem, potem dodajemy partiami ser, na końcu łączymy delikatnie z ubitą pianą, kręcimy zawsze w jedna stronę.
4. Przygotowujemy foremki.
4. Nasączamy biszkopty w mocnej kawie, kładąc na dnie foremki zawsze cukrem do góry, przekładamy kremem, dekorujemy ciesteczkami amaretto. Posypujemy kakao tuż przed podaniem.


IMG_6421



IMG_6416
Smacznego!