poniedziałek, 29 września 2014

Energetyczne ciastka owsiane.


IMG_9811



Za każdym razem wydaje się, że to już ostatni raz. Ostatni ukłon, ostatni bis, słoneczny uśmiech rzucony jak bukiet w stronę publiczności. A jednak wciąż wraca, wzbudzając zachwyt i entuzjazm. Lato. Prawdziwe lato tej jesieni.

Uzależniłam się od tych ciastek. Choć sięgnęłam po przepis z myślą o dziecięcych śniadaniówkach, sama przepadłam. Co 2-3 dni przygotowuję je z potrójnej ilości składników.
Jeśli użyjemy płatków owsianych bez glutenu, bedą bezglutenowe, gdy miód zastąpimy agawą lub stewią będą wegańskie, w dodatku bez jajek, mleka i z minimalną ilością oliwy. Naprawdę nie przepadam za bananami w wypiekach, ale w tym przypadku to zupełnie inna kwestia. Polecam gorąco.

Ich przygotowanie zajmie dosłownie kilka minut. Osobiście piekę je też dłużej niż w przepisie oryginalnym. Popijam je mlekiem albo zabieram do pracy z jogurtem. Bo smakują jak granola i mogą zastąpić drugie śniadanie. Nasze dzieci je uwielbiają. 



IMG_9794


Ciastka owsiane z bananem, orzechami i żurawiną

Składniki:
3/4 szklanki płatków owsianych
1/2 szklanki wiórków kokosowych
1/4 łyżeczki soli
1/3 szklanki posiekanych orzechów laskowych
po pół łyżki suszonej żurawiny, rodzynek, miechunki i jagód goi
1 banan, rozgnieciony
2 łyżki oliwy
1 łyżeczka syropu z agawy, może być również miód czy syrop klonowy
1 łyżka sezamu
1 łyżka mielonego siemienia lnianego

Przygotowanie:
1.       Wszystkie składniki wkładamy do miski i mieszamy.
2.      Blachę wykładamy papierem do pieczenia.
Jeśli używamy okrągłej foremki do ciastek, łyżką napełniamy ją i ugniatamy mieszankę. Możemy również ciastka uformować dłońmi.
3.      Układamy ciastka na blaszce i pieczemy w 175 st.C przez minimum 20 minut.


Przepis podpatrzyłam u starej, dobrej znajomej Wiewiórki.
 

Smacznego!

czwartek, 25 września 2014

Kawowe crumble kokosowe z jeżynami.


IMG_9604



Jeżyny kojarzyły mi się zawsze z (nomen omen)ciemną stroną owoców. Zawsze gdzieś schowane, gdzieś z boku jakby przypadkiem, lub w głębi ogrodu, albo też przy ścieżce, w przeciągu. Często też w lesie, na dziko, wyrastające na Twojej ścieżce, kaleczące łydki, niedostępne i chroniące dostępu. Daleko im do popularności truskawek czy choćby porzeczek. 

Bo może trudno trafić w ten moment, kiedy naprawdę smakują. Wyjątkową i jedyną głębią o idealnej strukturze. Miękkie, dojrzałe, słodkie, soczyste i wytrawne. Moment tak krótkotrwały, że niemal niepozostawiający śladów.

Litrowy słój jeżyn przywieźliśmy z Polski od dziadka Teosia.  W jednej chwili powstał deser, w którym chiałam połączyć dwa intensywne smaki, pożenić dwie różne osobowości – kawę i jeżyny. Polecam gorąco. 



IMG_9609



Kawowe crumble kokosowe z jeżynami

Składniki:
3-4 garście dojrzałych jeżyn
55 g wiórków kokosowych
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej w granulkach (rozcieramy je w moździerzu)
szczypta soli
½ łyżeczki kakao
30 g cukru trzcinowego
50 g masła

Przygotowanie:
1.       Łączymy wszystkie składniki wyrabiając je opuszkami palców do uzyskania konsystencji crumble.
2.      Wstawiamy je do lodówki na ½ godziny.
3.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 185 stopni.
4.      Kokilki wypełniamy jeżynami. Posypujemy kruszonką.
5.      Zapiekamy ok. 15-20 minut. Możemy podać z lodami.
 



Smacznego!

wtorek, 23 września 2014

Wiejska tarta ze śliwkami z czekoladową nutą.


IMG_9619


"Dwie godziny temu przyszła jesień". Pierwsze słowa usłyszane o poranku. To dopiero wyczucie włączyć radio w takim momencie. Zbyt zaspana, by zareagować w jakikolwiek sposób. Zbyt nieobecna, by poczuć stratę. 
 
Za chwilę jednak wędruje myślami do spaceru w stronę morza, wąską ścieżką z dół, z kolanami mizianymi wysoką trawą. Do połonin malowanych światłocieniem. A jednak. 
 
Zdarza Wam się myśleć o miejscach, które odwiedziliście? Chodzić tamtymi ścieżkami, usiąść na drewnianej ławeczce lizbońskiego tramwaju, zastanawiać się, co tam się teraz dzieje, i czy na targu ta starsza pani wciąż sprzedaje oliwę, którą sama tłoczy? Mnie bardzo często. Szczególnie teraz. Moje podróże w czasoprzestrzeni wspomnień. Szybuję myślami (nigdy nie potrafię dojść, jak to się dzieje, że tak nagle jestem zupełnie gdzieś indziej), zrzucona w inną rzeczywistość, z otwartym w ostatniej chwili spadochronem codzienności.
 
- Co na śniadanie? Oooo, dzisiaj tosty! Super! A z czym jest smoothie?
 
Trudne lądowanie. Jedno z tych, których nie lubię najbardziej. Jak to, kiedy ktoś przerywa mi lekturę. 
 
A propos lektury.
 
"Głosy Pamano" leżą na szczycie książek z nocnej szafki. Bez zakładki. Przeczytane do ostatniej kartki, ale niezamknięte. Książka, z którą masz okazję zżyć się przez te wszystkie 600 stron pozostawia ślad na bardzo długo, jeśli nie na zawsze, wszak o Jaume'a Cabré chodzi.
 
Znana już z "Wyznaję" narracja. Panujący w niej, choć tylko pozornie, metodyczny chaos, charakterystyczny dla wojny. Wydaje się, że nie ma, bo nie może być, lepszej formuły dla pokazania wydarzeń wojny domowej w Hiszpanii, ale także, a może nawet jeszcze bardziej, tych współczesnych. Prawdziwi do bólu bohaterowie targani namiętnościami. Zagadka, tajemnica. Bohaterstwo, które nie zmyje tchórzostwa. I to pytanie przyczajone za szelestem każdej kolejnej kartki – Co jest silniejsze - Miłość czy nienawiść?
 
Pamiętam niedzielny wczesny poranek. Ostatni rozdział książki pozostawiony specjalnie na tę okazję. Przeczytać go w ciszy poranka. I ta bolesna świadomość, towarzysząca mi aż do teraz. Że jednak nienawiść. Szczególnie ta pomylona z miłością.
 
Wszędzie zło. Niezawinione cierpienia, ludzkie pomyłki, małość, błędy i wypaczenia. Pełne rozpaczy rozczarowanie i gorycz straty. Trzy silne kobiety.
 
Tak jak "Wyznaję", "Głosy" to powieść kompletna. Znalazłam w niej wszystko, czego szukam sięgając po książkę. Pozostawiająca znowu w niemym zdziwieniu, bez odpowiedzi, zmuszająca do jej szukania. Nie zawiodłam się. Nawet, jeśli historyczne tło "Wyznaję" było mi bliższe, oswojone na lekcjach historii. Ale właśnie także dlatego warto sięgnąć po "Głosy". Poznać okropieństwa tamtego systemu, tamtych czasów, tamtego narodu. 
 
Lubię wiejskie tarty. Oprócz oszczędności czasu i pracy mają w sobie tę swojskość, domowość, są mniej oficjalne bez postawionych na baczność brzegów. Czas pożegnać śliwki w tym sezonie. Ale przecież następne babie lato przyjdzie szybciej niż się tego spodziewamy.


IMG_9656
 
Wiejska tarta ze śliwkami z czekoladową nutą
 
Składniki: 
 
Na spód:
175 g mąki
2 łyżki cukru
szczypta soli
110 g zimnego masła, pokrojonego na kawałeczki
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżki gęstego jogurtu naturalnego
2 łyżki kakao
½ łyżeczki kawy rozpuszczalnej (granulki)
1 żółtko 
 
Na nadzienie:
750 g wypestkowanych i pokrojonych na połówki
50 g cukru
1 czubata łyżka mąki
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
jajko do posmarowania ciasta, gruby cukier do posypania 
 
Przygotowanie:
1. Przygotowujemy kruche ciasto: siekamy mąkę z masłem, cukrem, żółtkiem; kakao, roztartą w moździerzu kawą i solą tak, by uzyskać grudki. Mieszamy sok z cytryny z jogurtem, dodajemy do ciasta, szybko zagniatamy.
2. Ciasto rozpłaszczamy, zawijamy szczelnie i wstawiamy do lodówki na 1 godzinę.
3. Przygotowujemy śliwki. Mieszamy je z pozostałymi składnikami.
4. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni C.
5. Na stolnicy rozkładamy ciasto. Rozwałkowujemy je między dwiema warstwami folii na krążek o średnicy około 32 cm. Jeśli będzie potrzeba - podsypujemy lekko mąką podczas wałkowania. Przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia.
6. Nakładamy nadzienie, zostawiając pięciocentymetrowy margines wolnego brzegu. Dokładnie zawijamy ciasto nad nadzieniem. Smarujemy jajkiem, posypujemy cukrem.
7. Tartę pieczemy około 40-45 minut.
8. Po upieczeniu delikatnie przesuwamy ciasto z papierem do pieczenia z blachy na kratkę. Na kratce pozostawiamy do przestygnięcia i odparowania - ważne dla zachowania kruchości ciasta.
 
Smacznego!