piątek, 27 lutego 2015

Pieczona dynia z jarmużem i krwistą pomarańczą.


IMG_2682

 Także i w kuchni zaczyna się przedwiośnie. Coraz więcej na naszych talerzach mrożonych warzyw (opróżniamy zamrażarki), dyni, które cierpliwie czekały na swoją kolej pochowane w spiżarkach, bulw i powoli, niewinnie - kiełków.

To dobry czas, kiedy niewiele trzeba by coś nas ucieszyło. Promień słońca, śpiew kosa o poranku, powiew ciepłego powietrza na twarzy, każda minuta wydłużającego się mozolnie dnia, informacje w radiu o pierwszych bocianach, które dotarły do Polski. We wszystkich kiełkuje lub rośnie w siłę optymizm. Magia i zew natury - one to dopiero mają moc!

Nad ranem wstaję, by otworzyć okno i wpuścić do środka śpiew ptaków. Popołudniami nie mogę napatrzyć się na światło, które jeszcze gości w kuchni, gdy zabieram się do przygotowywania obiadu. Daję się ponieść złudzeniu, że pracuję krócej i szybciej wracam do domu. Akurat. 

Pragnienie, by posiłki w tym czasie stawały się bardziej energetyczne także wizualnie, rośnie również. 
Oto dowód. Polecam gorąco!


IMG_2687

 Pieczona dynia z jarmużem i krwistą pomarańczą

Składniki:
750 g dyni (waga przed obraniem)
2 łyżki oliwy  
1 duża szalotka
2 ząbki czosnku
garść pokrojonych liści jarmużu
1 słoiczek cieciorki
kilka łyżek bulionu warzywnego
3 łyżki jasnego sezamu
1 łyżka czarnuszki
1 krwista pomarańcza
sok z cytryny lub pomarańczy
sól, pieprz
opcjonalnie = świeża kolendra

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni.
2. Dynię obieramy, kroimy w dużą kostkę, skrapiamy 1 łyżką oliwy. Mieszamy, przekładamy do naczynia żaroodpornego, pieczemy 20 minut.
3. Na pozostałej oliwie podduszamy posiekaną drobno szalotkę i czosnek. Dodajemy jarmuż, mieszamy, podlewamy odrobiną bulionu. Dusimy kilka minut. 
4. Dodajemy odcedzoną cieciorkę, mieszamy. 
5. Sezam prażymy na suchej patelni.
6. Obieramy i kroimy na cząstki pomarańczę.
7. Upieczoną dynię, razem z powstałym sokiem, przekładamy na patelnię z jarmużem. Łączymy, gotujemy przez chwilę, w miarę potrzeby podlewamy bulionem. Doprawiamy solą i pieprzem.
8.  Przekładamy do miseczek. Dekorujemy cząstkami pomarańczy, skrapiamy sokiem z cytryny, posypujemy czarnuszką, sezamem i kolendrą.

IMG_2689

 Smacznego!

środa, 25 lutego 2015

Przewrotne powroty i ryba w papilotach.


IMG_2007

Powroty potrafią zaskakiwać. Wyobrażamy sobie je najczęściej sielankowo, w końcu nic tak nie działa jak wizja snu we własnym łóżku*, kota spragnionego pieszczot, królika fukającego na twój widok, uśmiechniętego sąsiada machającego z daleka, wizji dnia dłuższego i cieplejszego oraz herbaty w ulubionym kubku.**
Jechałam tak sobie rozmarzona  w stronę domu. Pozostawiając za sobą ośnieżone szczyty Dolomitów, olśniewający czystością błękit nieba, dobrodziejstwo słońca i Madonnę*** osypaną śniegiem jak w pamiątkowej szklanej kuli. Niebo uśmiechało się półgębkiem księżyca. Gwiazdy przecierały oczy.
Już witałam się z gąską, aż tu, tak gdzieś pod Liège zaczęło sypać. I gdyby nie ciężar przejechanych kilometrów, odczuwalny od stóp po powieki, pomyślałabym, że nie wyjechaliśmy z Italii, którą także jakieś 11 godzin wcześniej, w głębokim śniegu pożegnaliśmy.

I gdzie to ciepło? Te ptaki, o których śpiewie zamarzyłam sobie? No nic, wciąż kusiła wizja własnego łóżka, z materacem znającym doskonale wszystkie twoje niedoskonałości i pościelą pachnącą codziennością... łóżka ciepłego, przytulnego, w którym poczujesz się jak poczwarka (sic!)

Tuż za progiem przywitał nas chłód. Wielki chłód. Ogrzewanie nie działało. A miało działać, zaprogramowane z najdrobniejszych szczegółach! Założyłam synkowi drugiemu czapkę na głowę i wysłałam do łóżka, otuliłam dodatkowymi kocami całą trójkę i zdobyłam na bohaterski wyczyn przebrania się w piżamę. Zimno zimnem, w ubraniu spać nie będę!

Rano obudziłam się z gigantycznym katarem, który zablokował mi lewą część twarzy, co ja mówię - głowy. Kichałam, smarkałam, prałam, suszyłam, wieszałam, coś tam ugotowałam, przetrwałam niedzielę, by w poniedziałek trafić do lekarza, po zwolnienie.

Bywa i tak.

Ale jaka jestem pociągająca! Jeszcze przynajmniej przez jakieś 4 dni!**** (To tyle tytułem pocieszenia).
No nieeeee, nie będę narzekać. Kiedy zamykam oczy, mam na takie okazje, schowany tuż pod powiekami, widok błękitnego nieba. Pod skórą zaś przechowuję ciepło słońca, które głaskało mnie czule po twarzy. Jakoś przeczekam do wiosny.

Jak dobrze, że w zanadrzu jeszcze kilka wpisów. Bo robić zdjęć nie dałabym rady.  Oto pierwszy z nich. Ryba w ziołach, pieczona w papilotach, sałatka z kopru włoskiego z grejfrutem i tłuczone bataty z kolendrą. Polecam gorąco!

* czynnik zyskujący na znaczeniu w miarę upływu lat
** wprawdzie mam takie swoje "wyjazdowe kubki", które zabieram zawsze ze sobą, ku rosnącym protestom cud-męża (Kto zabiera ze sobą własne kubki! I po co?) ale to nie to samo...
*** Madonna di Campiglio
**** zgodnie z zasadą, że katar trwa 7 dni

IMG_2009

IMG_2008

Ryba w papilotach

Składniki: na 2 porcje
300 g filetów, np. z dorsza
sok z połowy cytryny lub limonki
gałązki tymianku/oregano/pietruszki/koperku lub suszony tymianek/oregano/pietruszka/koperek
sól, pieprz

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. 
2. Filety skrapiamy sokiem z cytryny, posypujemy solą i pieprzem, obkładamy ziołami. Zawijamy w papier do pieczenia, zamykamy tak, by było szczelnie, ale nie ciasno.
3. Pieczemy około 15 minut.
4. Pozostawiamy zawinięte w papier, do momentu podania. 

Tłuczone bataty

Składniki:
1 duża szalotka
2 ząbki czosnku
400 g batatów
kolendra świeża - 1/2 pęczka
ostra czerwona papryczka
1 łyżka śmietany
bulion warzywny - ok. 1 szklanki
1 łyżeczka kolendry w ziarnach, utartych w moździerzu
kumin, sól, pieprz, kozieradka
sok z limonki
oliwa

Przygotowanie:
1. Na 1 łyżce oliwy, w głębokiej patelni, podduszamy posiekaną drobno szalotkę, dodajemy posiekany czosnek, smażymy na małym ogniu jeszcze 2 minuty.
2. Dodajemy obrane i pokrojone w dużą kostkę bataty. Mieszamy dokładnie, podsmażamy 2 minuty, podlewamy połową bulionu. Gotujemy tak na małym ogniu, aż płyn wyparuje.
3. Dodajemy posiekaną drobno papryczkę, mieszamy i znowu podlewamy bulionem. Gotujemy do momentu zredukowania płunu. Bataty powinny już być miękkie. Jeżeli nie, podlewamy jeszcze bulionem i gotujemy dalej.
4. Dodajemy przyprawy i śmietanę. Tłuczemy ziemniaki na mniej więcej gładką masę, ale nie na purée.
5, Posypujemy świeżą kolendrą i skrapiamy sokiem z limonki. Mieszamy, podajemy.

Sałatka z kopru włoskiego z czerwonym grejfrutem

Składniki:
2 małe bulwy kopru
1 czerwony grejfrut
sól, pieprz
100 ml jogurtu naturalnego
2-3 łyżki majonezu
1 łyżeczka miodu
posiekana drobno papryczka chili


Przygotowanie:
1. Bulwy myjemy, kroimy w paski, pozostawiamy zielone części do posypania przed podaniem.
2. Obieramy grejfruta, kroimy na mniejsze cząstki.
3. Łączymy jogurt, miód i majonez.
4. W misce łączymy koper z grejfrutem, polewamy jogurtem, doprawiamy sola i pieprzem, posypujemy papryczką i zieloną częścią kopru. 


IMG_2012


Smacznego!

piątek, 20 lutego 2015

Filmy, ktore warto zobaczyć, część 2.

Mam nadzieję, że i tym razem spodoba Wam się zestawienie, które dla Was przygotowałam.
Moim absolutnym faworytem jest Locke, jeden z najlepszych filmów jakie ostatnio widzieliśmy. Część z nich zapewne znacie. Właściwie wszystkie należą do gatunku takich, które z różnych powodów na długo pozostają w naszej pamięci. Tak jest np. z Amores perros, niech Was nie zrazi pierwsza scena, drastyczna i poruszająca - to tylko taki początek. Mam wielką słabość do Meryl Streep i Jacka Nicholsona (nie tylko ze względu na Co się wydarzyło w Madisson County) i to widać w tym zestawieniu. Polecam gorąco.

PS. Drodzy Czytelnicy, po lekturze Waszych komentarzy przyznaję, że w związku z niefortunną składnią do tekstu wkradło się fatalne nieporozumienie. Zdanie powinno brzmieć - Mam wielką słabość do Meryl Streep (nie tylko ze względu na Co się wydarzyło w Madisson County) i Jacka Nicholsona - co widać w tym zestawieniu. Nie skasuję go post factum - niech pozostanie jako nauczka i lekcja uważności, której mi potrzeba.


W sumie jednak całe zamieszanie wokół Meryl i Jacka bardzo mnie ucieszyło. Taka liczba komentarzy - wobec posuchy ostatnich dni (wiem, wiem, urlopy, urlopy) - bezcenna. 

Dziękuję za wszystkie komentarze. Jak tylko uda mi się zobaczyć znowu coś godnego polecenia/przypomnienia, nie omieszkam Wam o tym napisać. 

Anna (już po urlopie, niestety)

Słonecznej niedzieli Wam życzę.


"Locke", Wlk. Brytania 2013, reż.Steven Knight


"Amores perros", Meksyk 2000, reż. Alejandro Gonzalez Inarritu


"Into the Wild", USA 2007, reż. Sean Penn



"The Bucket List", USA 2007, reż. Rob Reiner


"Last night", Francja, USA 2010, reż. Massy Tadjedin



"Wątpliwość", Wlk. Brytania 2008, reż. J. Shanley 


"To skomplikowane", USA, 2009, reż. Nancy Meyers


"Dwoje do poprawki", USA 2012, reż. David Frankel


"Beginners" 2010, reż. Mike Mills

środa, 18 lutego 2015

Potrawka z jarmużem.


IMG_2093


To jeden z tych wyjątków, kiedy lubię jarmuż gotowany. Całość pachnie, smakuje (nawet cud-mężowi) i pozostawia uczucie sytości na długo. Jak dla mnie obiad idealny. Wypróbujcie koniecznie!


IMG_2100

Potrawka z jarmużem

Składniki:
4 fileciki anchois
2 łyżki oliwy
1/2 - 1 szkl. bulionu warzywnego
1 duża szalotka
3 ząbki czosnku
1 słoik cieciorki
duża garść jarmużu, pokrojonego w paski, pozbawionego wcześniej grubych połączeń
sok z limonki
1 cukinia (ok. 300 g) - poza sezonem można użyć mrożonej
5-6 łyżek posiekanych pomidorów suszonych
pieprz, kozieradka, cynamon, pieprz kajeński i kumin do smaku
2 gałązki mięty

Przygotowanie:
1. Na patelni rozgrzewamy oliwę, dodajemy fileciki anchois. Pozostawiamy do momentu, aż zaczną się rozpadać.
2. Dodajemy drobno posiekaną cebulę, mieszamy, dusimy. Dodajemy czosnek. Postępujemy tak samo.
3. Na patelnię przekładamy pokrojoną w dużą kostkę cukinię i pomidory. Mieszamy. Dusimy 3-5 minut.
4. Dodajemy jarmuż, mieszamy. Po 3-5 minutach dodajemy odsączoną cieciorkę. Gotujemy na bardzo małym ognie nie dłużej niż 10 minut.
5. Przyprawiamy, skrapiamy sokiem z cytryny i posiekaną drobno miętą. Podajemy.



IMG_2114

Smacznego!

poniedziałek, 16 lutego 2015

Najprostsze. Ciasto kubeczkowe.


IMG_1876


Znam kogoś, kto przygotowuje to ciasto ukochanej osobie na śniadanie. Oprócz tego, że to dowód najwyższej troski i wyjątkowego uczucia, to także dowód, jak szybkie i proste jest ono w przygotowaniu. Klasyczny francuski przepis na wygodne ciasto kubeczkowe. Polecam gorąco.



IMG_1880

Ciasto jogurtowe 
 
Składniki:
1 kubeczek jogurtu (nie musi być naturalny)
3 kubeczki mąki
2 kubki cukru
1,5 łyżeczki proszku
aromat
3 całe jajka
1 kubeczek oleju roślinnego 
 
Przygotowanie:
1. Zasada jest prosta. Do odmierzania składników używamy umytego i osuszonego kubeczka po jogurcie - jednym ze składników ciasta.
2. Wszystkie składniki łączymy mikserem na bardzo niskich obrotach, możliwie najkrócej.
3. Możemy dodać pokrojone jabłko lub mrożone maliny.
4. Wylewamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia, o średnicy 20 cm.
5. Pieczemy 30 minut w 180 stopniach – do suchego patyczka.
 
Smacznego!
 
 

sobota, 14 lutego 2015

Przystawka, sałatka... na ostatki w sam raz.


IMG_1946


Pisanie postów a już szczególnie tych z wyprzedzeniem ma w sobie coś z pisania listów w butelce... Coś tam sobie wymyślasz, może nawet masz coś więcej do przekazania, piszesz i wysyłasz w świat. Nie bardzo wiesz, do kogo dotrą Twoje słowa, ani co z nimi zrobi, gdzie będzie on a gdzie ty. Czy kontekst nie pozbawi treści tego, co napisane? I  czy jesteś w stanie to przewidzieć?

Jedno jest pewne. Przed nami ostatni weekend tegorocznego karnawału. Pisałam Wam całkiem niedawno, że o tej porze roku dobre samopoczucie ratują nam między innymi cytrusy. Ta sałatka skradła moje serce. Ma w sobie tak wiele smaku i soczystości. Można ją również zmodyfikować do postaci przystawki z krewetkami. Spróbujcie koniecznie jednej z wersji. Polecam gorąco.
 
IMG_1923
 
 
Sałatka z białym grejfrutem, awokado, kolendrą i granatem

Składniki:
biały grejfrut
½ granatu
1 awokado
świeża kolendra (lub pietruszka)
czerwona ostra papryczka bez pestek
sok z limonki do smaku
sól morska i świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie:
1. Grejfruta dokładnie obieramy, pozbawiając wszelkiech białych błonek. Kroimy na mniejsze kawałki.
2. Z granatu wyjmujemy ziarenka. Dodajemy do grejfruta, łączymy.
3. Obieramy i kroimy w dużą kostkę awokado. Skrapiamy je sokiem z cytryny. Odkładamy na bok.
4. Drobno siekamy papryczkę i kolendrę, dodajemy je do grejfruta.
5. Na koniec do dokładnie połączonych składników dodajemy awokado. Mieszamy delikatnie. Doprawiamy. Schładzamy w lodówce przed podaniem.

Jeżeli chcielibyśmy przygotować podobną przystawkęwystarczy, że dodamy do naszej sałatki krewetki i podamy je w małych pojedynczych naczyniach.
 
 

IMG_1932

Smacznego!

piątek, 13 lutego 2015

Salon du Chocolat Bruxelles 2015.

Miał to być wpis obszerny i długi jak szalik, którym trzeba owinąć się co rano ( u mnie - co najmniej trzykrotnie wokół szyi). Ale przed wyjazdem i w nawale wszelakich innych zajęć stanęłam przed wyborem – opublikować skrót, migawki czy nie publikować wcale…
Jak widzicie zdecydowałam się na to pierwsze.  
Wyjeżdżamy w stronę słońca i gór. Na czas nieobecności przygotowałam dla Was kilka postów, w tym jeden filmowy. Zaglądajcie.




 

Praliny i makaroniki od Amacarons. W ulubionym smaku couberdon. Mój faworyt - różano-waniliowe z limitowanej lutowej edycji.


Mi-Cachocs czyli połówki makaroników otulone chrupiącą czekoladą i wypełnione ganachem. 
Praliny i czekolada od l'Esperantine uwiodły nas naprawdę wyjątkowym smakiem. Produkty l'Esperantine powstają z polaczenia czekolady (min. 70 % zawartości kakao) i bio oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia. Mają piękną formę i cudowny aromat. Bez konserwantów czy tłuszczy zwierzęcych.


Jean Philippe Darcis we własnej osobie. Niekwestionowany Mistrz, Belgijski Ambasador Czekolady prowadził jeden z pokazów.
  

Cukierkowy (dosłownie i w przenośni) Boissier.




Kolekcja sucrés-salés od Macarondises (kozi ser-miód, łosoś-koperek czy foie gras-czekolada). 


Baru to najlepsze marshmallows jakie kiedykolwiek jadłam. Fanem nigdy nie byłam, ale nim zostałam już po pierwszym kęsie. Baru to mała belgijska firma produkująca przepyszne słodycze w 100% naturalne, bez sztucznych aromatów. I to się czuje! 


 
Sól aromatyzowana wanilią? Ziarna kakao palone lub nie, wanilia z Madagaskaru?  Wszystko dostępne w jednym miejscu.
I wreszcie – migawki z czekoladowego pokazu mody. Ideą była współpraca projektanta i cukiernika, którzy wspólnie mieli stworzyć czekoladowa kreacje. Wśród projektantów wymienić należy  Lauranne Jaegher (we współpracy z Jean-Philippe Darcis), Patou Saint Germain (Laurent Gerbaud), Manon Durande (współpraca z Giot) czy Deborah Velasquez.










Do następnego przeczytania, Kochani!


wtorek, 10 lutego 2015

Addio pomidory w marcowym wydaniu "Elle".



Kochani,
zapraszam do lektury marcowego wydania Elle. Znajdziecie tam przepis na rouleaux de printemps lub po prostu spring rolls z komosą i warzywami. Lekkie, zdrowe, wiosenne...

Wkrótce także relacja z Salon du Chocolat, który odbył się w miniony weekend z Brukseli.

Poniedziałek już za nami, będzie lepiej, Kochani.

Dobrego dnia pełnego słońca Wam życzę.

piątek, 6 lutego 2015

Im prościej, tym lepiej...


IMG_1955

Zapraszam jeszcze dziś...


Jest taka jedna kołysanka, którą uwielbiam. 

"Przyszła pora kołysanek
Przyszła pora utulanek
Przyszła pora namawiania do spania, do spania...
To jest pora dobrej nocy
To jest pora ciepłych kocy
To jest pora zasypiania, zasypiania...

Kiedy kleją ci się oczy
To już mówić nie ma o czym
To już trzeba tylko spać
Płynąć w kolorowym niebie
I odpocząć ciut od siebie
Żeby rano znowu chętnie wstać
We śnie wszystko jest ciekawsze
We śnie wierzysz, że na zawsze
Tak szczęśliwie i tak dobrze może być, może być

We śnie mogą wszyscy wrócić
We śnie możesz się nie smucić
We śnie możesz jeszcze piękniej żyć"
 

Mogłabym ją śpiewać i śpiewać… nie tylko ze względu na melodię i szczególny sentyment do wykonawców, ile ze względu na słowa.

Czas wczesnego dziecięctwa naszych dzieci to był czas śpiewania. Tylko ta ostatnia latorośl, najmniejsza, synek drugi, jakoś zawsze przedkładała rozmowę nad śpiewanie. Pomyślałam, że jak w każdym przypadku, ma swoje zdanie i nauczyłam się je szanować, mimo że śpiewać mi się jeszcze i jemu chciało. Oj, chciało! O on – głuchy, na tę moją potrzebę…

Aż pewnego razu (całkiem niedawno) wyjechał i wrócił odmieniony. Sam zaczął śpiewać przed snem i pytać mnie o różne piosenki… To dopiero - pomyślałam! Ostatnia okazja, by wokal w kierunku kołysanek przećwiczyć i jeszcze, choć na chwilę, powrócić do tych lat pacholęctwa tak niewinnego i pachnącego zjawiskowo.  

I tak sobie teraz śpiewamy i rozmawiamy, w tej właśnie kolejności.

Kiedy więc tak obiecuję Wam jakiś przepis i potem Wy musicie na niego czekać, znak – że wyczerpana i/lub rozmarzona zasypianiem, nie znajduję sił, by zrobić coś więcej niż opublikować zapowiadające przepis zdjęcie… Wybaczcie, proszę.

Następna taka okazja nadejdzie zapewne dopiero z wnuczętami.

Przepis jest niezwykle prosty i szybki w realizacji, a smakuje obłędnie. Wystarczy upiec nasze paczuszki na chrupiąco, nie żałować tymianku, lub lawendy – jak wolicie, i podawać ku zachwytowi gości. W sam raz na ostatki, nieprawdaż?

Życzę Wam dobrego, słonecznego, pełnego przytulanek weekendu, Kochani.

Ja zaś biegnę na spotkanie z Sylwią Chutnik. Już się nie mogę doczekać!
 
Paczuszki z kozim serem i morelami
 
Składniki:
porcja ciasta francuskiego
kozi ser (ok. 150g)
suszone morele (w sezonie – świeże) (ok. 150 g)
suszony tymianek (1-2 łyżki)
 
Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 190 stopni.
2. Ciasto francuskie dzielimy na kwadraty o boku mniej więcej 7 cm.
3. Na środku każdego z nich układamy kawałek sera (o grubości ok.7-8 mm), na nim zaś morele. Posypujemy obficie tymiankiem.
4. Brzegi ciasta smarujemy woda – ułatwi nam to sklejanie.
5. Sklejamy ze sobą 4 rogi zamykając szczelnie nasza "paczuszkę".
6. Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
7. Pieczemy do zrumienienia, ok 15-20 minut.
8. Podajemy gorące. 
 
Przepis pochodzi z gazety (nie wiem jakiej) a przekazała mi go Ewa. 
Ewcia – dziękuję!
 
Smacznego!

środa, 4 lutego 2015

Właściwie to ideał. Szarlotka kruszonkowa.


IMG_2025

Nie wiem czemu wrócił do mnie ostatnio obraz sprzed lat. Nie mogłam mieć więcej niż 15 lat, pamiętam bowiem, kto był wówczas moją najlepszą przyjaciółką. Na pewno też chodziłam jeszcze do podstawówki. Stałam w kuchennym oknie wypatrując psiapsiółki, z którą razem szłyśmy do szkoły. Rodzice w pracy, sprzątaczki (tak się wóczas mówiło) zamiatały przed blokiem, było zimno i szaro - mogło to więc być przedwiośnie. Pośród tej szarości i chłodu poranka krajobraz poruszony nagle czymś białym, pomyślałam - Marzanna- spadającym z okna wieżowca położonego prostopadle do naszego bloku. Zafascynowana i przerażona patrzyłam na ten lot, zbyt krótki by wychwycić jakiekolwiek szczegóły postaci i wystarczająco długi - by zapamiętać go na zawsze. Bez odwrotu, oporu powietrza, człowieka, ptaka, pomocy, zakończony tępym, głośnym uderzeniem o parter trawnika. W ciszy tak absolutnej, że jakby w ogóle nie miało miejsca. 

V piętro. Policzyłam szybko, wspinając się wzrokiem po piętrach okien aż do tego otwartego tak nienaturalnie szeroko o tej porze roku. W nadziei, że może jest szansa. Biel koszuli nocnej, którą miała na sobie przykryto błyskawicznie czymś równie białym. I znowu ta cisza, w której szeptano o kłopotach w rodzinie i samotności. Bez zbiegowiska, zgiełku, krzyku, lamentów, poruszenia, które powinno nastąpić. Nie nastąpiło. Zupełnie jakby nikt niczego nie zauważył.

Pamiętam, że nie rozmawiałyśmy wtedy o niczym. W ciszy pokonałyśmy drogę do szkoły. Ona też widziała. Kiedy wróciłyśmy do domu można było uwierzyć, że nic się nie stało. Ani śladu, piórka z poduszki zaplątanego we włosy, kwiatka, świeczki, którą zapala się motocyklistom, prowizorycznego krzyża a potem nawet klepsydry, które wtedy się jeszcze wieszało. 

Tylko zamknięte okno, w które spoglądam zawsze, do dzisiaj, ilekroć tam jestem. 

Nie wiem, czy powinnam przywoływać tutaj takie wspomnienia. Ale ten akurat obraz powraca zawsze, kiedy widzę czyjąś pełną smutku, zmęczoną twarz ozdobioną zmarszczkami, wypełnionymi samotnością.

Starość powinna być pogodna, wypełniona dobrymi wspomnieniami i posypana nadzieją jak kruszonką, która dodaje smaku i wieńczy całość. Jakże często nie jest.

Ta szarlotka sięgnęła chyba ideału - wciąż piekę nowe - więc nigdy nie wiadomo. Ale jest w niej ta szczypta geniuszu, która zmienia wszystko. Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto nie wpadłby w zachwyt po pierwszym kęsie, by następnie zjeść kilka jej kawałków do ostatniego okruszka. Polecam gorąco. Wielokrotnie bardziej gorąco niż zazwyczaj.


IMG_2028



Szarlotka kruszonkowa
(proporcje na dużą formę o wym. dna ok. 33x22cm)

Na ciasto kruche:
350g mąki pszennej 

50g mąki ziemniaczanej (ok. 3 łyżki)
50g kaszy manny (ok. 3 łyżki)
170g cukru muscovado (jasne)
szczypta soli
270g masła (zimnego) 

4 łyżki syropu złocistego (tzw. golden syroupu)
oraz 1 łyżeczka masła + 1 łyżka mąki do przygotowania formy

Na nadzienie:
ok. 1,7–2 kg jabłek kwaskowych (u mnie szara reneta)
2 łyżki cukru (biały)
30g kaszy manny (2 łyżki)
ok. 100g orzechów włoskich (z grubsza posiekane)


Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy formę o wymiarach dna ok. 33x22cm – smarujemy cieniutko masłem i równomiernie oprószamy mąką.
2.      Przygotowujemy ciasto. Mieszamy mąkę pszenną z mąką ziemniaczaną, kaszą manną i szczyptą soli. Dorzucamy zimne masło pokrojone na niewielkie kawałki – siekamy (nożem, malakserem lub robotem) do uzyskania mącznych grudek. Dodajemy cukier brązowy, oraz 1 łyżkę syropu złocistego – szybko zagniatamy ciasto (powinno zbijać się w kulę, a pod naciskiem palców łatwo rozpadać na kawałki). Połowę ciasta odkładamy do osobnej miski – chowamy do lodówki na min. 30 min. Do reszty ciasta dodajemy pozostałe 3 łyżki syropu złocistego i ponownie zagniatamy. Wysypujemy ciasto do przygotowanej foremki, równomiernie rozkładamy i ugniatamy palcami. Również schłodzamy w lodówce. 
3.      Przygotowujemy nadzienie. Jabłka obieramy ze skórki, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w niezbyt drobną kostkę. Owoce, wraz z cukrem i cynamonem umieszczamy w garnku – podgrzewamy na średnim ogniu (kilka minut). Gdy owoce puszczą sok, dodajemy kaszę manną – mieszamy i jeszcze chwilkę gotujemy, aż całość nieco zgęstnieje. Zdejmujemy z ognia i studzimy.
4.      Rozgrzewamy piekarnik do temp. 180 st.C.
5.      Na schłodzony spód ciasta wykładamy jabłka, a następnie posypujemy wierzch orzechami włoskimi i przygotowaną kruszonką.
6.      Wstawiamy do nagrzanego piekarnika, pieczemy ok. 45-50 min., aż ciasto nabierze złocistego koloru.


Uwagi:
1.       W przepisie oryginalnym szarlotka zawierała świeży rozmaryn (ok. ½ łyżeczki posiekanych igiełek świeżego rozmarynu), u mnie tradycyjnie – cynamon (1 łyżeczkę), dodaną do jabłek.
2.      Z zasady do szarlotek używam trzech różnych gatunków jabłek jednocześnie. W tym przypadku użyłam niemal 2 kg obranych już jabłek odmian Boscop, Cox oraz podarowanych mi jabłek z sadu, których nazwy nie znam.
3.      Cukier muscovado mozna zastąpić brązowym lub białym, jeśli nie dysponujemy innym.
4.      Golden syrup zastępujemy po prostu sztucznym miodem.
5.      Wykładam formę papierem do pieczenia – tak jest mniej kaloryczna, nawet jeśli tylko trochę, ale przede wszystkim łatwiej się ją wyjmuje z formy i łatwiej kroi.
6.      Do jabłek w szarlotce nigdy nie dodaję cukru – u nas muszą być wyraźnie kwaskowe. W tym przypadku do pokrojonych w dużą kostkę dodałam sok z ½ cytryny, skórkę ctartą z całej cytryny oraz 1 łyżeczkę cynamonu. Nie dodałam kaszy manny – ponieważ nasze jabłka nie puściły soku.
7.      Golden syrup dodaję na raz i łączę z wszystkimi składnikami ciasta. Zrobiłam tak z rozpędu za pierwszym razem – efekt był świetny, więc tak już pozostało.
8.      Pierwszego dnia ciasto ma chrupiącą konsystencję. Drugiego nabiera miękkości i dosłownie rozpływa się w ustach.



IMG_2017

Przepis Małgosi z blogu Pieprz czy wanilia. 

Smacznego!