czwartek, 30 kwietnia 2015

Burgery gryczane z batatami i fetą.

 
IMG_3090


Taka wiosna bez słońca i ciepła to jak zima bez Bożego Narodzenia…
Narzekać nie będę, bo jeszcze tak niedawno słońce świeciło niestrudzenie i cierpliwie przez niemal 2 tygodnie dzień po dniu… jak na belgijskie standardy pas mal…. Tylko, że rozochocił się człowiek, rozanielił, rozebrał wreszcie - a i szalik w szale wiosny porzucił, rękawiczki głęboko na dno szafy schował… A to co?
Tak to już chyba jest, że zarzucamy czytanie poezji z chwilą opuszczenia szkolnej lawy. I żal mi trochę czasami, tego szczególnego rodzaju uwrażliwienia, które za sobą niesie. Dlatego, ilekroć któreś z dzieciaków przynosi wiersze ze szkoły, siadamy, czytamy na głos, rozmawiamy, a ja wspominam te szkolne, mozolne analizy, próby rozwikłania metafor, wyśledzenia onomatopei i zasadzki na rymy…
Kilka lat temu powiesiłam sobie na ścianie w pracy "But w butonierce". Pewnie przerabialiśmy go w szkole. Ale dopiero kiedy przeczytałam go po latach, doceniłam i zachwyciłam się nim. Lubię sobie go przeczytać, by odpocząć, uśmiechnąć się, zatrzymać, ma w sobie tyle dezynwoltury i nonszalancji, za którymi czasami tak bardzo się tęskni… może i Wy spróbujecie? Może zachęci Was pierwszy wers? Polecam gorąco!
"Zmarnowałem podeszwy w całodziennych spieszeniach,
Teraz jestem słoneczny, siebiepewny i rad.
Idę młody, genialny, trzymam ręce w kieszeniach,
Stawiam kroki milowe, zamaszyste, jak świat.
(…)"

Jeżeli lubicie kaszę gryczaną, unikacie mięsa, lubicie wszelkie burgery – niekoniecznie te tradycyjne – polecam Waszej uwadze ten przepis. Są naprawdę pyszne.

Jutro zapraszam na pyszne kruche ciasteczka. Zaskoczą Was smakiem, obiecuję! Jeśli nie wyjeżdżacie, macie czas i ochotę polecam! Pieczenie ciastek to jedna z tych rzeczy, która bardzo mnie relaksuje.
Dobrego weekendu Wam życzę!


IMG_3092


Burgery gryczane z batatami i fetą 

Składniki:
85 g suchych ziaren kaszy gryczanej prażonej
1 średnia czerwona cebula
285 g batatów (waga po ugotowaniu i obraniu)
100 g pokruszonej fety
5 łyżek posiekanej zielonej pietruszki lub kolendry
2 łyżki gęstego jogurtu (greckiego)
szczypta kuminu, cynamonu, pieprzu kajeńskiego, soli i zmielonego liścia laurowego
1 łyżeczka ziaren kolendry

Przygotowanie:
1. Bataty gotujemy na parze. Lekko studzimy. Rozgniatamy widelcem, odstawiamy.
2. W czasie, gdy gotują się bataty gotujemy kaszę na sypko. Odstawiamy do przestudzenia.
3. Siekamy pietruszkę, cebulę. Ziarna kolendry rozgniatamy w moździerzu.
4. Cebulę dusimy na małym ogniu.
5. Łączymy wszystkie składniki i przyprawy w misce. Krótko wyrabiamy. Obtaczamy w bulce tartej. Smażymy. (Uwaga! O ile formowanie burgerów jest bardzo łatwe – masa jest plastyczna, spoista, nie klei się do rąk, o tyle podczas pieczenia burgery robią się miękkie – dlatego przewracamy je delikatnie szpatułką).
6. Podajemy z rukolą skropioną winegretem, z jogurtem i miętą.


IMG_3078
 
 
Smacznego!

wtorek, 28 kwietnia 2015

Drożdżowe. Malinowo-kokosowe. Najlepsze i na piknik.

 
IMG_3114



W czasach kiedy ciasto piekło się na niedzielę babcia zawsze piekła drożdżowe, które zjadała w ciągu następnych dni co do okruszka, z mlekiem lub kawą. Kiedy ją odwiedzałam, zbierała mi z mleka śmietankę do niej. (Mleko przynosiła we wtorki z ryneczku. Przygotowywała też z niego twaróg i masło).  Kruszyłyśmy sobie to ciasto nad maszyną do szycia, przykrytą zawsze świeżym obrusem. Pamiętam jeszcze miarowe ruchy babcinych i dziadkowych nóg wprawiających ją w ruch. I uporczywy stukot igły. I nici kołyszące się w tańcu na szczycie maszyny. Tamto ciasto miało wyjątkowy smak. W domu piekło się wtedy murzynki, karpatki, sypany biszkopt z makiem, trójkolorowe ciasto na zimno. Babcia to była tradycja. Torty pieczone na nasze urodziny z tuzina jajek ubijanych na parze. Faworki, które piekła do ostatnich dni swojego życia w ilościach nie do ogarnięcia, makowce na święta i pączki. Nie chodziła na skróty. Nigdy. W żadnej dziedzinie życia. Począwszy od kuchni. Do Kościoła nigdy nie założyła spodni. Choćby w największy mróz i to w nieogrzewanej nigdy Katedrze. Nigdy nie pracowała w niedziele. Budziła się około 4 nad ranem. Nie lubiła spać poza domem. Żeby zasnąć potrzebowała swojej pierzynki. Wyjątki robiła tylko w sytuacjach szczególnych, tak jak wtedy, gdy przyjechała do nas pomagać przy małym synku pierwszym, żebym ja mogła napisać pracę podyplomową. Wkładała mu w nóżki wózka termofor. A tę pierzynkę wiozłyśmy razem naszym starym oplem do Szczecina. Dla niej to musiała być wyprawa. Często wspominała ją w naszych rozmowach. Szczególnie, że wyładował się akumulator, kiedy zatrzymałam się na poboczu nakarmić wyjącego w niebogłosy synka. To były czasy. Ze wspomnień najwcześniejszych pamiętam mój strach, żeby nie pokłóć się szpilką przypiętą do klapy fartucha babci, kiedy przytulała mnie na powitanie. Nigdy się nie ukłułam.
Odchodzą ludzie, a z nimi całe epoki zdarzeń, zwyczajów, tradycji i smaków. I nic już nie będzie takie jak wtedy. Za to wspomnienia... one osłodzą tęsknotę.

Już kiedyś pisałam Wam o tym, że pieczenie drożdżowego ciasta było dla mnie przez długi czas sztuką najtrudniejszą i niedoścignioną. Ale w końcu udało mi się, a to które Wam dziś polecam jest jednym z najsmaczniejszych przepisów, jakie udało mi się stworzyć. Polecam gorąco!




IMG_3103



Drożdżowe. Malinowo-kokosowe.

Składniki :

Na ciasto:
200 g mleka
85 g wody
500 g mąki
20 g drożdży świeżych + 1 łyżka cukru + 1 łyżka mąki
90 g masła
½ łyżeczki soli
6 łyżek miodu
2 łyżki mleka w proszku

Na nadzienie:
100 g suszonej żurawiny
200  g mrożonych malin
20 g wiórków kokosowych
2 łyżki miodu

Na kruszonkę:
75 g masła
75 g wiórków kokosowych
75 g cukru trzcinowego
2 łyżki mąki
25 g płatków migdałowych
1 łyżka miodu

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy rozczyn. 100 ml mleka podgrzewamy. W tym czasie rowcieramy pokruszone drożdże z mąką i cukrem w wysokim pojemniku. Zalewamy ciepłym mlekiem. Odstawiamy przykryte w cieple do wyrośnięcia na około 15-20 minut.
2.      Przesiewamy mąkę do miski. Mieszamy ją z solą i mlekiem w proszku. W środku robimy zagłębienie, do którego wlewamy pozostałe mleko, wodę i miód. Mieszamy zagarniając do środka mąkę. Na koniec dodajemy wyrośnięty rozczyn. Rozpoczynamy wyrabianie. Kiedy składniki się połączą dodajemy miękkie masło. Wyrabiamy do uzyskania gładkiego ciasta. Przekładamy je do miski wysmarowanej tłuszczem. Przykrywamy, odstawiamy w ciepłym miejscu na godzinę, do podwojenia objętości.
3.      W tym czasie przygotowujemy nadzienie. Do garnuszka przkładamy maliny i pozostawiamy tak na wolnym ogniu. Żurawiny przelewamy wrzątkiem na sicie. Odsączone dodajemy do malin, kiedy tylko puszczą soki. Dodajemy miód, mieszamy. Gotujemy aż część płynu odparuje – owocowa masa powinna być dość zwarta. Na koniec dodajemy wiórki kokosowe. Odstawiamy do wystygnięcia.
4.      Przygotowujemy kruszonkę. Łączymy wszystkie składniki oprócz płatków migdałowych.  Kiedy już uzyskamy jednolita masę, dodajemy płatki, wyrabiamy przez chwilę krusząc całość w dłoniach do uzyskania konsystencji kruszonki. Przekładamy do miseczki i wstawiamy do lodówki.
5.      Zależnie od efektu, który chcemy uzyskać możemy wyrośnięte ciasto na tym etapie uderzyć pięścią (by je odgazować) i chwilę wyrobić, następnie wyłożyć w całości do foremki (25-35 cm) wyłożonej pergaminem, posmarować masą owocową i posypać kruszonką. Możemy także, po uprzednim odgazowaniu ciasta rozwałkować je na prostokąt o wymiarach 30x40 cm, posmarować go masą owocową i zwinąc w rulon, następnie pokroić w plastry i ułożyć w tortownicy o średnicy 30 cm, następnie całość posypać kruszonką. Przygotowane na jeden z dwóch sposobów ciasto pozostawiamy do wyrośnięcia na około 20 minut.
6.      W tym czasie nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
7.      Ciasto pieczemy około 20 minut bez nawiewu, ewentualnie pieczemy jeszcze dodatkowe 5 minut z nawiewem, w celu ładnego przyrumienienia.
8.      Studzimy przed pokrojeniem.


IMG_3111

IMG_3122

 Smacznego!

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Dorsz zapiekany w koprze włoskim.


IMG_2858


Bilans weekendu 

Baaaaaardzo udane burgery gryczane z batatami i fetą (do opublikowania wkrótce) 
Udany wypiek jednych z najlepszych drożdżówek (malinowo-kokosowych) jakie ostatnio jadłam. 
Jakieś (wolę nie wnikać) 2 kg więcej na wadze (drożdżowe wypieki są moją wielką słabością…) 
oKoło 150 km przejechanych (szczęśliwie nie na rowerze) domową taksówką, w celu dowiezienia dzieciaków w miejsca znane i nieznane (zawsze są jakieś urodziny do świętowania i drużyny w głębokiej Flandrii, z którymi trzeba się zmierzyć) 
0, słownie zero, obejrzanych filmów ( "Va, vis et deviens" czeka, ale skąd tu wytrzasnąć 3 godziny???) 
Nieprzeczytana ani jedna gazeta, ani choć fragment książki, których stos piętrzy się przy łóżku.
Domowe hot-dogi zamiast porządnego niedzielnego obiadu.
Szybka powtórka historii średniowiecza.
Nauki ułamków nigdy za wiele!
Przebieżka po brokancie (niczego nie udało się upolować…)
- Dobry Ci wyszedł rosół, mamo…
Projekt posadzenia nowych kwiatów w ogrodzie ciągle w fazie realizacji…

Sporządzono w niedzielę wieczorem 19 kwietnia.

Gdyby się nad tym bliżej zastanowić wynika z tego, że głównie gotowałam, jadłam, odrabiałam lekcje i jeździłam samochodem (w sumie pewnie większość rodziców tak ma)…

Tego samego wieczoru, wracając samochodem do domu, kątem oka rejestruję bezdomnego, starszego mężczyznę siedzącego na ulicy. Cały ten żal (do kogo, skąd i po co?) i poczucie, że oto mija kolejny weekend a ja jestem tylko jeszcze bardziej zmęczona, mija. Mam do kogo wracać. Rodzinę i dom, który czeka, wygodne łóżko i łazienkę. Fotel, w którym mogę podkulić nogi i pić ciepłą herbatę w ulubionym kubku, i pomrukiwanie kota na dobranoc. Nocą nie zmarznę, będę miała do kogo się przytulić. A cała ta moja krzątanina zawsze przecież czemuś i/lub komuś służy… coś buduje…    

Polecam dziś Waszej uwadze bardzo prosty, szybki i zdrowy sposób na rybę. Wystarczy jakieś 20 minut i pyszna, aromatyczna ryba przygotowana. Poczęstowała mnie nią moja przyjaciółka z Warszawy. Ona to jest czarodziejka! Beatko, dziękuję!


IMG_2852


Dorsz zapiekany w koprze włoskim 

Składniki: na 1 porcję
ok. 200 g filetu z dorsza
1 bulwa kopru włoskiego (ok. 350 g)
1 cebula – ok. 50 g przed obraniem
sól morska, świeżo zmielony pieprz
1 łyżeczka masła klarowanego
do podania – posiekana zielona pietruszka lub lepiej – kolendra
opcjonalnie – ziarenka granatu 

Przygotowanie:
1. Cebulę kroimy w piórka.
2. Rozgrzewamy masło na patelni.
3. Cebulę delikatnie podsmażamy. W tym czasie umytego fenkuła również kroimy w piórka.
4. Pokrojony koper dodajemy do cebuli, mieszamy, podsmażamy przez chwilę.
5. Posypujemy solą i pieprzem. Mieszamy. Podlewamy odrobiną wody (kilkoma łyżkami). Zwiększamy ogień. 
6. Na gotującym się koprze układamy dorsza. Skrapiamy sosem z cytryny, posypujemy solą i pieprzem. Przykrywamy. Nasza ryba upiecze się niejako na parze. Pozostawiamy tak na ok. 10 minut, uważając, aby koper się nam nie przypalił – w razie potrzeby podlewamy go jeszcze odrobiną wody.
7. W tym czasie obieramy granat i siekamy naszą zieleninę.
8. Podajemy posypane ziarenkami granatu i zieleniną.

Uwagi:
1. Ziarenka granatu, jeżeli nie są dostępne, można pominąć.
2. Zamiast wody można użyć bulionu.
3. Obok soli i pieprzu możemy także użyć kozieradki i kolendry w ziarnach. Choć to danie w całej swojej prostocie jest najlepsze.
4. Dorsza możemy zastąpić innym rodzajem ryby.
5. Jeżeli lubicie kolendrę i macie ją pod ręką jest ona tutaj, moim zdaniem, ciekawszym dodatkiem niż pietruszka.
 
Smacznego!

wtorek, 14 kwietnia 2015

Lekki krem szpinakowy z miętą i awokado.


IMG_3035

Dzikie wiśnie sypią kwiatki. Wiatr tańczy z nimi Mendelsona. Różowe kwiecie zamiast różowych okularów. A wierzby płaczą coraz bardziej, obficiej, zieleniej. Śpiew ptaków zamiast budzika i cierpliwy snooze skowronka...

czyli znowu wiosna...

Rytuał zachwytów nad odradzającym się życiem rozpoczęty. Niedźwiedź w radiu opowiada o kwitnących na Myśliwieckiej mirabelkach. Moje kwitną tutaj, w naszym ogrodzie. Staję z głową w śliwkowym kwieciu, zwabiona zapachem i niezwyczajnym, monotonnym hałasem.
Bzzzzzz, bzzzzzzzzzzzzzzz, bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz. Jeszcze próbuję pochwycić je wszystkie wzrokiem, próbując najpierw realnie ocenić stan zagrożenia. Nie dostrzegą mnie, zapracowane, a tyle ich, że nie zliczę. Wieczorową porą, kiedy namawiam cud-męża, by głowę pod śliwę wetknął, sprawy mają się poważniej. To już nie pszczoły a trzmiele, grubaśne, groźne, okazałe i tak samo jak wcześniej pszczoły i my sami – zarobione.

To nagłe poruszenie, zryw w przyrodzie, dające poczucie i pewność ciągłego ruchu jest w sumie krzepiące. Oprócz nas, są jeszcze i one, no i mrówki (które co wieczór czynią ze mnie cud-gospodynię, tak dokładnie muszę wysprzątać kuchnię, by nie zwabił ich z ogrodu żaden okruszek...) A i ze snu zimowego budzić się w końcu przyszło drapieżnym futrzakom. A zatem do roboty! Jakoś łatwiej to znieść, gdy jest się częścią mainstreamu.

Czytam, zacytowane przez Małgorzatę Domagalik we wstępie do kwietniowego numeru „Pani”, słowa Ernsta Jüngera: „(...)Stawki, o które gramy żetonami, sąprzerażająco wysokie. Podobni jesteśmy do dzieci, które graja o ziarnka fasoli i nie wiedzą, że w każdym z tych ziarenek zawarte są możliwości majowych i kwietniowych cudów”. I przypominam sobie, bo tak łatwo zapomnieć o tym chłodną zimą, jak bardzo lubię maj i jak naj na niego czekam. I znowu obiecuję przeźyć go bardziej uważnie, w większym jeszcze zachwycie i skupieniu. Czy się uda? Już teraz wszystko wydaje się rozkwitać za szybko. Zupełnie jak dzieći. Kiedy stają się wyższe od ciebie, i to na boso, a twoje szpilki noszą już nie dla frajdy? Moje cuda. Lutowy, kwietniowy i lipcowy. 

Wystarczy kwadrans. Niewiele, prawda? I w dodatku - naprawdę warto. Niewiele także trzeba pracy, właściwie prawie wcale. Pyszny, kojący kolor i cudowna, kremowa konsystencja. Spróbujcie koniecznie.


IMG_3055



Lekki krem szpinakowy z miętą i awokado

Składniki: na 1 porcję
200 g świeżego szpinaku
1 ząbek czosnku
1 łyżka klarowanego masła
1 limonka
1 łyżka mascarpone
sól, pieprz
kilka gałązek świeżej mięty
½ awokado
kilka łyżek bulionu

Do podania:
kawałek dojrzałego mango

Przygotowanie:
1.       W głębokiej patelni lekko dusimy czosnek na klarowanym maśle. Dodajemy umyte i osuszone liście szpinaku. Pozostawiamy na patelni przez kilka minut, aż zmiękną. Podlewamy kilkoma łyżkami bulionu.
2.      Miksujemy. Dodajemy awokado, sok z połowy limonki, miętę  i mascarpone. Miksujemy ponownie. Doprawiamy do smaku limonką, solą i pieprzem.
3.      Podajemy z pokrojonym na kawałki mango. Dobry na gorąco, lekko ciepły lub zupełnie schłodzony.
 


IMG_3041

IMG_3049

Smacznego!