wtorek, 28 lipca 2015

Filmowe lato.



Pomysł, by latem, kiedy nic nie jest takie jak na co dzień, (no, może z wyjątkiem obowiązku chodzenia do pracy) robić tylko to, na co a. ma się ochotę, b. i nigdy nie ma czasu wydaje się genialny w swej prostocie. Lubimy prostotę. Więc dzisiaj będzie o filmach, które oglądamy wieczorami. Polecam.

"Wierny ogrodnik" (The Constant Gardener)
reż. Fernando Meirelles
Chiny, Niemcy, USA, Wlk. Brytania 2005

Po pierwsze - bardzo lubię Ralpha Fiennesa. Zaintrygował mnie także tytuł. Tyle wystarczyło na początek. Nie zawiodłam się. Kto powiedział, że latem ogląda się tylko lekkie filmy?



"Zacznijmy od nowa" (Begin again)
reż. John Carney
USA 2013

Koniecznie zobacz – bardzo fajny film – powiedziała koleżanka. Często polegam na zdaniu tej koleżanki. I dobrze. Bo warto było. Naprawdę. Nawet jeśli nie przepada się za grą Keiry Knightley.
 


"Spódnice w górę" (Sous les jupes des filles)
reż. Audrey Dana
Francja 2014

OK, tytuł jest fatalny. Wiele recenzji także. Choć ogólnie są skrajne – od zachwytów po miażdżącą krytykę. A ja się dobrze bawiłam. Może to truizm, ale dystans jest w życiu bardzo potrzebny. I momenty były ;-) komiczne, oczywiście…



"Zakochany Paryz" (Paris, je t'aime)
reż. Gérard Depardieu, Emmanuel Benbihy, Joel Coen, Wes Craven, Gus Van Sant, Alexander Payne, Bruno Podalydès, Gurinder Chadha, Frédéric Auburtin, Christopher Doyle, Alfonso Cuarón, Richard LaGravenese, Isabel Coixet, Ethan Coen, Sylvain Chomet, Olivier Assayas, Vincenzo Natali, Walter Salles, Oliver Schmitz, Nobuhiro Suwa, Daniela Thomas, Tom Tykwer, Nadine Eïd
Francja, Niemcy, Szwajcaria, Liechtenstein 2006

Nawet Francuz powiedziałby, że niektóre z opowieści są décalé. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Nam spodobał się sam pomysł. I oczywiście, nie wszystkie nowele przypadły nam do gustu.  Ale znaleźliśmy wśród nich kilka naprawdę pięknych perełek.



"Wypisz, wymaluj... miłość" (Words and pictures)
reż. Fred Schepisi
USA 2013

Stanęłabym po stronie words, nie images. Kto obejrzał/obejrzy ten zrozumie. Świetne dialogi i kilka scen zatrzymujących oddech (i łyżkę z lodami w połowie drogi do ust). Czy można chcieć czegoś więcej w zachmurzone letnie popołudnie?



"Witaj, muszę lecieć" (Hello I Must be Going)
reż. Todd Louiso
USA 2012

Ta pogubiona, rozżalona dziewczyna spodobała mi się od pierwszej sceny. Przyjemnie było obejrzeć ten film. Niespieszny, zabawny chwilami, skłaniający do refleksji. W prostocie siła. Z całą pewnością Ci, którzy mają za sobą doświadczenie rozwodu, spojrzą na niego z innej perspektywy, ale nie wątpię, że przychylnym okiem.
 


"Między wierszami" (The words)
reż. Brian Klugman, Lee Sternthal
USA 2012

Lubię opowieści o pisarzach, twórcach, niemocy twórczej i próbach radzenia sobie z nią. Poza wszystkim to ciekawa historia, nawet jeśli z lekka przewidywalna.
 

"W kręgu miłości" (The Broken Circle Breakdown)
 rez. Felix Van Groeningen
Belgia, Holandia 2012

Film dla ludzi mieszkających w Belgii ma dodatkową wartość. Być może jedyną. Nie mam ochoty obejrzeć go kiedyś znowu. Ale nie żałuję, że go widziałam. Potraktowałam jako przestrogę (ciekawe czy ktoś z Was także?) choć zapewne nie taki był zamysł twórców.


piątek, 24 lipca 2015

Owsiane trele morele.


IMG_4124


40 minut krótszy…

Dzień.

A przecież nie jak co dzień. Bo wakacyjny. Letni. Chciałoby się robić głupstwa. Szaleć. Śpiewać. Tańczyć na wietrze...

I wieczorami ciężko zasnąć, bo tego dnia właśnie szkoda.

A rano wstać ciężko, jak co dzień.

Za to na weekend czeka się z jeszcze większym wytęsknieniem.

Mało mnie tu. Ale Was pewnie też. Wszyscy są gdzie indziej niż zwykle. I dobrze. I pięknie.

Bo kiedy już ten weekend przyjdzie, wciąż cała masa planów do realizacji. Jak choćby wyprawa motorowa nad morze (obrabiam zdjęcia od kilku dni a tekst to się chyba będzie musiał sam napisać), o której już wkrótce. Na najbliższy zaś zaplanowaliśmy dżem session – nasza śliwa obrodziła tak obficie po raz pierwszy od 8 lat (tyle się znamy). Słoiki – w ruch. Drabina z szopy i działamy.

Po drodze są jeszcze owsiane trele morele. Nasze ulubione chrupiące ciastka owsiane (przepis tutaj) piekę w foremkach na tarteletki i babeczki i przekładam morelowym dżemem z wanilią. Pyszności.

Jeżeli szukacie więcej przepisów na morele polecam cake aux abricot fondants, pyszny deser apricot fool, morelową tartę Tatin, cynamonowe ciasto z morelami albo tez morelowe coulis do jagnięciny z rozmarynem.


IMG_4112


Dżem morelowy z wanilią 

Składniki:
500 g moreli
4 łyżki likieru morelowego (można użyć w zastępstwie brzoskwiniowego, cydru lub żubrówki)
3-4 łyżki cukru trzcinowego jasnego
laska wanilii (pasuje tu świetnie – ale można pominąć)
 
Można również użyc likieru Amaretto, wówczas wanilię zastępujemy ziarnem Tonki.

Przygotowanie:
1. Morele pozbawiamy pestek, kroimy na ósemki.
2. Na wysokiej patelni wylewamy likier, dodajemy cukier, mieszamy do rozpuszczenia. Zwiększamy gaz, odparowujemy krótko – nie dłużej niż 5 minut. Dodajemy ziarenka wanilli i laskę.
3. Dodajemy morele. Mieszamy. Gotujemy około kwadransa, zależnie od konsystencji, jaką chcemy uzyskać. Gorący przekładamy do słoików. (Laskę wanilii możemy pozostawić w słoiku). Słoiki zagotowujemy.  
 

IMG_4106
 
Smacznego!

wtorek, 14 lipca 2015

Must eat in Brussels. Ergon.

IMG_3928



Do kuchni greckiej ma szczególną słabość. To pewnie przez te wszystkie wspomnienia i sentymenty. Ergon to stosunkowo nowa restauracja w Brukseli. Mam nadzieję, że uda się utrzymać poziom, który udało im się osiągnąć. Jeśli jeszcze tam nie byliście, zajrzyjcie koniecznie. Za jakość i smak gotowa jestem ręczyć głową. Do tego własną…
 
Wybaczcie, że zdjęć naparstek, ale z racji prawa i dobrego obyczaju, szanujemy prywatność osób zgromadzonych w lokalu.
 
Ergon
Działa ledwie od października 2014 roku, a już ma wielu naprawdę zagorzałych fanów – do których mam okazje się zaliczać. Restauracje z kuchnią grecką, nie wiedzieć czemu, zawsze prezentowały się z lekka kiczowato. Te same zgrane kolory i rekwizyty, a i z kuchnią bywało różnie. Powodów dla popularności Ergona nie trzeba specjalnie szukać. Karta prezentuje się tak, że chciałoby się zamówić wszystkie proponowane dania. Kiedy już wylądują na Twoim stole – zaskakują prezentacją i smakiem. To zdecydowanie pyszna, nowoczesna kuchnia grecka. Kreatywna, lekka, inspirująca. Bazująca na świetnej jakości składnikach. Jedynym minusem może być fakt, że lokal nie jest klimatyzowany, co przy upale, który na szczęście nie zdarza się w Brukseli często, może być trudne do przełknięcia. Na zewnątrz 4-5 stolików dla 2 osób. Niewiele, choć to nie zarzut. Jeśli wybieracie się tam na lunch – warto wcześniej zarezerwować stolik lub być punktualnie w południe, godzinie otwarcia restauracji. Zamawiana woda, lemoniada czy kawa – wszystko prosto z Grecji, co cenne, bo można odnieść wrażenie, że przekraczając próg restauracji ruszamy w stronę Hellady. Fajnie, że kupimy tu greckie cuda zaklęte w słoiki – pikle, syropy, miody (tymiankowy, piniowy, pomarańczowy), herbaty, zioła, kawy, oliwki.  
Ergon to także historia rodzinnej firmy z Thessalonik, zajmującej się kulinariami od 3 pokoleń, która postanawia zająć się promowaniem unikalnych greckich produktów. Wszystko z poszanowaniem tradycji i we współpracy z lokalnymi producentami. Zaczęło się w 2008 roku wprowadzeniem na rynek miodu sygnowanego marką Ergon. W 2011 otwarto pierwsze delikatesy Ergon, kilka miesięcy później restaurację. Mam nadzieję, że panujący kryzys nie zaszkodzi marce.


ERGON
Rue du Parnasse 1, 1050, Ixelles (okolice Place du Luxemburg)
Otwarte pn-pt 12:00-16:00 & 18:00-22:30, sob 13:00-16:00 & 18:00-22h30

 
IMG_3935
 
Smacznego!

poniedziałek, 13 lipca 2015

Must eat in Brussels. Little Tokyo.


IMG_3944



Nagle okazuje się, że prawie wcale nie trzeba robić zakupów. Ani gotować obiadków. Chce się za to wychodzić, bywać, zasiedzieć się tam, gdzie do tej pory zawsze spieszyło się do domu. Wakacje to stan umysłu.  
 
Oto początek cyklu opisującego nasze ulubione miejsca w Brukseli.  
 
Little Tokyo
Nie Japonia cała a ledwie Tokio. Nie kuchnia japońska a fusion, z japońskim twistem i świeżością. Taki to koncept króluje w menu Little Tokyo. (Wydaje się, że to ma sens. Szczególnie, jeśli Tokio przyznać pałeczkę pierwszeństwa w sporze o to, gdzie znajduje siękolebka światowej już sławy pierożków gyoza). W karcie nie znajdziecie sushi, ale też nie ma potrzeby ich tam szukać. Każda z propozycji zapowiada sięinteresująco. Jest prosto, klasycznie acz kreatywnie. Wszystko podane pięknie, zgodnie z charakterem miejsca. Do spróbowania koniecznie: grillowany bakłażan, podawany ze skórką pomarańczową, kolendrą i płatkami z mięsa tuńczyka bonito (aubergine ponzu, zestes d'orange, coriandre, bonito flakes) czy – zwłaszcza w gorące dni - Udon (chłodnik) z warzywami, shitake, szczypiorkiem i marynowanymłososiem oraz oczywiście własnej produkcji pierożki gyoza. Latem warto przysiąść przy stolikach na zewnątrz lokalu, w słonecznym centrum placu Św. Bonifacego. Zadrzeć głowę w stronę fasad w stylu art-nouveau, popijając przygotowywaną na miejscu (dziś to już standard tyle, że tutaj - niesłodzony, co cenne) herbatą na zimno czy modnym włoskim (sic!) spritzem. Delektowanie sięprzychodzi tu łatwo. Obsługa przemiła, aktywna, szybka. Wnętrze lokalu urządzone z prostotą i lekkością, nowocześnie i jednocześnie przytulnie. Ceny przyjazne. Zajrzyjcie koniecznie. Naprawdę warto.

Little Tokyo
15 rue Saint Boniface, 1050 Ixelles
02 513 48 41 -
http://www.littletokyo.be/
Otwarte wt-czw. 12:00-23:00, pt-sob. 12:00-23:30


IMG_3947


IMG_3953

IMG_3955

IMG_3959
 
Smacznego!

piątek, 10 lipca 2015

Tarta kokosowa z nektarynką. Bezglutenowa.


IMG_3987

Wyjechali na wakacje...

Pozostawiając po sobie bałagan zamieniony następnie na porządek, który dla odmiany trwa dłużej niż pięć minut.

Zapach chłopięcych radości ukryty pod poduszkami. Porzucone góry od pidżamy i skarpetki, które zapewne aż do końca wakacji szukać będą swoich drugich połówek.

Zabierając ze sobą kilka ruszających się zębów.

I podziurawiony basen ogrodowy. (Cud-mężowi udało się dzisiaj namierzyć ostatnią dziurę! I tak - byle do następnego sezonu).

Pustki w szafach.

Niedobory z lodówce, których nikomu nie chce się już uzupełniać.

Nerfy porzucone na placu boju w samym centrum salonu. (Waterloo niech się schowa).

Wciąż zbyt ciężkie tornistry i puste na szczęście śniadaniówki.

Trampki, z któych wyrośli.

Niemodne bluzki, które koniecznie trzeba zastąpić tymi dernier cri.

Ciszę tak niecodzienną, że momentami zbyt hałaśliwą.

Pustkę, do złudzenia podobną do ładu.

Zostaliśmy sami. Niegrzeczni. Chodzący późno spać. Wstający na ostatnią chwilę. Wychodzący z domu bez śniadania i nakrycia głowy.

Cieszący się chwilą bez dzieci. Za długo jesteśmy rodzicami, by mogło być inaczej. Niedługo znowu staniemy się odpowiedzialni i poważni. Zestresowani, spieszący się, odwożący, przywożący, zawożący, kupujący prezenty na przyjęcia urodzinowe i odrabiający lekcje.

Tymczasem jednak... 

IMG_3994


Tarta kokosowo-nektarynkowa 

Na spód:
2,5 szklanki wiórków kokosowych,
1/3 szklanki cukru,
4 białka
Ponadto:
200 ml śmietanki do ubijania
250 g mascarpone
2 łyżki cukru
skórka otarta z 1 cytryny (opcjonalnie, jeśli nie macie jej pod ręką )
3-4 dojrzałe nektarynki obrane ze skórki
borówka amerykańska, jagody lub porzeczki (garść)
cukier puder do posypania całości przed podaniem

Przygotowanie:
1. Białka ubijamy lekko z cukrem. Dodajemy wiórki kokosowe i dobrze mieszamyć. Odstawiamy na chwilę, aby wiórki nasiąkły.

2. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Formę na tartę - dno i boki dokładnie pokrywamy masą kokosową.
3. Pieczemy 25 minut. W połowie pieczenia wierzch przykrywamy folią aluminiową, by nie zbrązowiał.
4. Wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy w formie do całkowitego ostygnięcia.
5. W tym czasie przygotowujemy krem. Lekko ubijamy śmietankę z cukrem, kiedy zacznie tężeć dodajemy porcjami mascarpone. Miksujemy do dokładnego połączenia się składników.
6. Nektarynki kroimy na ósemki.
7. Kokosowy spód delikatnie wyjmujemy z formy podważając dno (kiedy jest dobrze wystudzony, boki powinny odkleić się bez problemu. Jeżeli nie - lekko podważyć je wykałaczką).
8. Na spodzie wykładamy krem, na nim nektarynki i jagody/porzeczki. Posypujemy cukrem pudrem. Podajemy. Tarta przechowana w chłodzie, następnego dnia smakuje jeszcze lepiej.

Prwepis nq spd kokosozy pochodwi w blogu Every cake you bake
 

 
Smacznego!