sobota, 31 października 2015

Filmy na jesienne wieczory.






Tak wiele jest filmów, które raz obejrzane, umykają. Nawet, jeśli staram się wybierać je z rozwagą. Jeżeli zdarzają się takie, które wracają do nas po latach, przypominamy sobie wybrane sceny, zdarzenia, fabułę czy aktorów – to znaczy, że warto było.


Zachęcam Was dzisiaj do obejrzenia kilku z nich. W zakładce Filmy znajdziecie jeszcze wiele innych propozycji. Polecam. 


"Rozumiemy się bez słów" ("La Famille Bélier")
reż. Eric Lartigau
Francja, 2014



"Kocha, lubi, szanuje" ("Crazy, Stupid, Love")
reż. Glenn Ficarra, John Requa
USA, 2011



"Smak curry" ("The Lunchbox") 
reż. Ritesh Batra
Niemcy, Indie, Francja, USA, 2013 




"Wino truskawkowe" 
reż. Dariusz Jabłoński
Polska, Słowacja, 2008



"Siostra twojej siostry"
reż. Lynn Shelton
USA, 2011
 





"Obsługiwałem angielskiego króla"
reż. Jiri Menzel
Czechy, Słowacja 2006


piątek, 30 października 2015

Bolzano Apple Cake.


IMG_6625


Bolzano Apple Cake zostało stworzone przez Scotta Carsberga, szefa restauracji Bisato (dawniej Lampreia) w Seattle. Zawiera dużą ilość pokrojonych w cienkie plasterki jabłek i niewiele mąki. Całość zyskuje konsystencję pomiędzy flanem a clafoutis. 

To bardzo ciekawa alternatywa dla wielbicieli wszelkich szarlotek a szczególnie tych spośród nich, którzy lubią, aby w cieście było jak najwięcej owoców.  

Jutro zaś zapraszam na nowe (mam nadzieję, przynajmniej dla części z Was, inspiracje filmowe na jesienne wieczory).



IMG_6631



Bolzano Apple Cake

Składniki:
6 jabłek na jabłecznik (ok. 1 kg) świetnie sprawdza się tu odmiana Boscoop
sok z ½ cytryny
160 g masła
3 jajka
250 g cukru (dodałam 200 g)
laska wanilii
180 ml mleka
120 g mąki
2 ¼ łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

Przygotowanie
1. Obieramy jabłka. Kroimy je na połówki, wydrążamy gniazda nasienne. Następnie kroimy na cienkie plasterki. Pokrojone skrapiamy sokiem z cytryny.
2. Rozpuszczamy masło i odstawiamy do wystudzenia.
3. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
4. Ubijamy jajka z cukrem i ziarenkami z laski wanilii do uzyskania puszystej, kremowej masy.
5. Do masy jajecznej dodajemy ostudzone masło, łączymy.
6. Dodajemy połowę mleka.
7. Mąkę przesiewamy, łączymy z proszkiem do pieczenia i szczypta soli.
8. Do masy jajecznej dodajemy mąkę, łączymy a następnie wlewamy resztę mleka. Łączymy.
9. Dodajemy pokrojone jabłka i delikatnie mieszamy. Przekładamy do foremki o wymiarach 20x20 cm wyłożonej papierem do pieczenia.
10. Pieczemy 60 minut. Studzimy przed pokrojeniem. Podajemy z lodami waniliowymi.

Uwagi:
1.  Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową. Co nie jest proste, jeśli źle ocenimy stopień wystudzenia masła po rozpuszczeniu. Kiedy po raz pierwszy piekłam to ciasto postępowałam zgodnie z literą przepisu i niestety, ale masa się zwarzyła. Ciasto mimo wszystko wyszło pyszne. Na tyle, że zniknęło szybko i już następnego dnia piekłam kolejne.
2. Aby uniknąć zwarzenia się masy rozpuściłam masło i połączyłam je z mlekiem wyjętym z lodówki. Połowę takiej mieszanki dodałam do ubitych z cukrem jajek  przed dorzuceniem mąki a drugą połowę po. Masa wyszła idealna, kremowa i puszysta. Jajka wyjęte z lodówki przelałam wcześniej gorącą wodą i w niej na chwilę pozostawiłam. W ten sposób wszystkie składniki miały podobną temperaturę.
3. Tradycyjnie już cukier przed ubiciem z jajkami zmieliłam, aby przyspieszyć i ułatwić sobie pracę.


Przepis pochodzi z książki "Pommes" Isabelle Lambert.

IMG_6630


Smacznego!

środa, 28 października 2015

Czas na pożegnania. Tarta Addio pomidory.


IMG_6604

Słońce przeciera oczy w lustrze wielkoformatowych budynków. To rumieni się, to żółcieje, błyska bielą zębów przechodniom odwykłym już od jego blasku. Jeszcze dziś, może jutro, jadąc rano do pracy, nie zmarzniemy na motorze. Ale wkrótce i on pójdzie w zimową odstawkę.  

Ostatnie dni października. Zagarniam chciwym spojrzeniem każdą żółcień drzewa, rubiny liści chciałabym pochować po skarbcach kieszeni. Maszerując po chodniku hamuję odruch zbierania liści, niczym zabawek porzuconych przez dzieci w bezładzie. Niezbyt to mądre. (Ani w stosunku do liści ani do dzieci, wiem). 

Opóźniam bieg każdej chwili, westchnieniem, myślą krótką, każdą emocją – już za chwilę, gdy zimno dokuczy, nie będzie czasu na zachwyt nad światem i tylko okulary trzeba będzie przecierać ze zdumienia nad zimą.  

"Znów ta jesień rozpostarła melancholii mglisty woal… 

Nie żałuję letnich dzionków, róż, poziomek i skowronków, lecz jednego, jedynego jest mi żal…  

Addio pomidory… 

Addio ulubione..."

Suszę zęby w szerokim uśmiechu do ekranu komputera, na którym tak cudnie oczami przewraca Wiesław Michnikowski. Jak ja lubię tę piosenkę… 

I lubię ten czas. Ma w sobie sporo spokoju. Nawet, jeśli to czas pożegnań lub myśli o pożegnaniach.  

Tą tartą żegnamy się w tym roku ze świeżymi pomidorami. Ale są przecież dynie, jarmuż, wężymord, jabłka, no i gruszki. Z tych ostatnich piekę ciasto, które zostanie następnie pochłonięte w pół godziny. Przepis wkrótce.  

Jako się rzekło, poniżej znajdziecie przepis na przepyszna tartę. Polecam gorąco!

Polecam Waszej uwadze również:
tartę ze skorzonerą,



IMG_6619


Tarta Addio pomidory

Składniki: 

Na kruchy spód:
153 g mąki pszennej (może być także chlebowa – 650
43 g tartego parmezanu lub grana padano
93 g masła
23 g bardzo zimnej wody lub białego wina
Na nadzienie:
2-3 łyżki musztardy
400 g cukinii
duża szalotka
1 ząbek czosnku
2 jajka
1 kulka mozzarelli
2 łyżki tartego parmezenu lub grana padano
200 ml śmietany 22%
2 pomidory
suszony tymianek lub oregano
sól, pieprz

Powyższa propozycja nie zawiera mięsa, ale można "wzbogacić" ją dla tych, którzy tego potrzebują… Na cukinię możemy wyłożyć równą warstwą pokrojoną w słupki szynkę. (ok. 100 do 150 g)

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy spód. Do miski przesiewamy mąkę. Mieszamy ją z parmezanem, do zagłębienia wlewamy wino/wodę i dodajemy masło pokrojone w dużą kostkę. Całość siekamy nożem do chwili połączenia. Po uzyskaniu konsystencji kruszonki szybko zagniatamy. Formę o średnicy 25 cm smarujemy masłem. Ciasto rozwałkowujemy, wykładamy nim dno i boki. Wstawiamy do lodówki na 1 godzinę.
2. Szalotkę i czosnek siekamy. Podduszamy na odrobinie masła klarowanego. Dodajemy pokrojona w kostkę cukinie. Pozwalamy jej lekko zmięknąć – gotujemy nie dłużej niż 10 minut. Doprawiamy. Odstawiamy do przestudzenia.
3. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
4. Schłodzony spód nakłuwamy gęsto widelcem. Wstawiamy do piekarnika i podpiekamy przez 20 minut lub do lekkiego zrumienienia.
5. Mozzarellę kroimy w kostkę.
6. Roztrzepujemy jajka, łączymy ze śmietanką, mozzarellą i parmezanem. Doprawiamy, dodajemy zioła.
7. Podpieczony spod smarujemy obficie musztardą. Układamy równą warstwą cukinię. Na nią wylewamy śmietankę z jajkiem i serami. Na wierzchu układamy pokrojone w plastry pomidory, które oprószamy ziołami.
8. Wstawiamy do piekarnika; pieczemy w temperaturze 175 stopni przez 15 minut z nawiewem. Następnie zwiększamy temperaturę do 180 stopni, wyłączamy nawiew i pieczemy jeszcze 30 minut.

IMG_6611


IMG_6601



IMG_6608

Smacznego!

wtorek, 27 października 2015

Pastel de choclo.


IMG_6350


Umiejętność dobierania wina do potraw zawsze wydawała mi się wiedzą absolutnie tajemną i zarezerwowaną dla nielicznych szczęściarzy i koneserów. Jeżeli poszukujecie takiej wiedzy polecam strony Marka Kondrata.

Wraz ze spadkiem temperatur wzrasta potrzeba sięgnięcia nie tylko po kieliszek dobrego czerwonego wina ale również zjedzenia czegoś rozgrzewającego, pożywnego, konkretnego i aromatycznego.

Dlatego polecam dzisiaj Waszej uwadze przepis na pastel de choclo, który znajdziecie tutaj, na blogu Marka Kondrata, z którym miałam okazję ostatnio współpracować.

Polecam gorąco!

czwartek, 22 października 2015

Jesienna jarzynowa. I co to znaczy "normalna zupa"?


IMG_6530

Zaczęło się od pytania:
- Kiedy wreszcie będzie normalna zupa?
- Normalna, czyli jaka?- spytałam w odpowiedzi.
- No nie wiesz mamo? Pomidorowa albo ogórkowa … - usłyszałam.

Albo właściwie nie, chyba zaczęło się jeszcze wcześniej. Kiedy wezbrała we mnie głęboka niechęć do gotowania tydzień w tydzień na zmianę ogórkowej z pomidorową. Zaczęłam od niewielkich  modyfikacji, na początku wymuszonych brakiem czasu. Zamiast ziemniaków wogórkowej zaczęłam podawać komosę którą o dziwo, w takiej wersji zaakceptowano.

Następnie zaczęłam wkrajać do zupy (zamiast mielić je razem) całą resztę warzyw z rosołu, w tym obrane z kości mięso. I też przeszło, choć dawki zwiększałam stopniowo. Kiedy zupazyskała na gęstości, zawiesistości i wielości smaków postawiłam się synkowi pierwszemu.

Warunek brzmiałraz w tygodniu normalna zupa (w tym wypadku normalna oznacza inna niż rosół). I choć nie szło najlepiej tak - dla pomidorowej, nie - dla ogórkowej – dało radę.

Grzybowy krupnik jednak nie przeszedł. Nie zniechęciłam się. Wyspecjalizowałam się w zupach, o zgrozo! jarzynowych, do których, zależnie od sezonu, zaczęłam dodawać wszystkiedostępne warzywa, kasze, fasole i zioła. Niech żyje koperek! Z czasem nawet czysty rosół dlasynka pierwszego poszedł w odstawkę.

Ufff, pomyślałam sobie pewnej niedzieli. Udało się! Wyrosną na ludzi. Kiedy zasiądą przy stole wśród obcych, z dala od rodzinnego domu, nie dostaną wilczych zębów na widok szczawiowej. (Choć akurat w tym konkretnym przypadku, przed nami jeszcze długa droga).

I wtedy usłyszałam:
- Fuj! Nigdy więcej nie gotuj tej zupy mamo!
A zaraz potem cytowaną już powyżej definicję "normalnej" zupy.

Gotowanie zupy dla pięcioosobowej rodziny nie może być demokratyczne trudno w jednymwielkim garnku jednocześnie pomieścić różne smaki co najmniej 3 osób, i żeby wyszła nam ztego pomidorówka, rosół i krupnik jednocześnie. No, nie da się i już!

Wróciliśmy trochę do punktu wyjścia po przejściach z jesienną jarzynową...  Musiałam skapitulować i na stole w niedzielę wylądowała pomidorowa, a jakże. Za to my, dorośli, zajadając się tą jarzynówką, mieliśmy prawdziwą ucztę. W końcu – zostało więcej dla nas. Zupa jest pyszna, sycąca i aromatyczna. Polecam gorąco.

Ja się tak łatwo nie poddam! O nie! Brudny Harry mógłby się  jeszcze czegoś ode mnie nauczyć...



IMG_6508

Jesienna zupa jarzynowa

Skladniki:
3,5 l rosołu
100 g komosy ryżowej (można zastąpić kaszą jęczmienną, ryżem lub jaglaną)
garść fasoli
1 batat (lub duży ziemniak)
2 cukinie (ok. 450 g)
kawałek dyni (ok. 400 g)
kawałek kurkumy (ok. 2-3 cm) – można zastąpić 1 płaską łyżeczką kurkumy w proszku
kawałek imbiru (jak wyzej)
korzeń pietruszki
sól, pieprz, sok z cytryny do smaku
do zabielenia – śmietanka do zupy lub mleko kokosowe
kolendra lub zielona pietruszka do podania

Przygotowanie:
1.       Fasolę zalewamy wodą, odstawiamy na kilka godzin (w tym czasie najczęściej gotuję rosół).
2.      Kiedy rosół jest gotowy dodajemy do niego fasolę, przepłukaną na sicie komosę, pokrojone w kostkę cukinię, pietruszkę i dynię. Gotujemy na wolnym ogniu przez 30 minut. (Czas gotowania zupy pozostawiam Waszemu uznaniu, jezeli po tym czasie fasola bedzie jeszcze twardawa nalezy go wydluzyc).
3.      Po tym czasie dodajemy pokrojonego w kostkę batata.
4.      Na drobnej tarce ucieramy imbir i kurkumę. Dodajemy do zupy. Gotujemy jeszcze kwadrans.
5.      Zabielamy.
6.      Doprawiamy. Posypujemy świeżą kolendrą, pietruszką lub oregano.


IMG_6516



IMG_6540

Smacznego!