poniedziałek, 30 listopada 2015

Pigwa w trzech odsłonach.


IMG_6948



No i pozamiatane. Po jesieni. Znikł gdzieś cały ten światłocień, żółcienie i purpury. Zabłąkane końcówki serii z jesiennego sezonu przegania po ulicach wiatr. Nagie drzewa odstraszają jak nagie manekiny. Wyprzedaży jednak nie będzie…

I już pierwsza niedziela Adwentu za nami. W domu, jak co roku targi o to, kto zapali pierwszą świecę na adwentowym wieńcu. Wygrywa, jak zwykle, najmłodszy. Siedział przy stole z przygotowaną w dłoni zapałką jeszcze zanim zaczęłam podawać obiad.

Ten właśnie pierwszy tydzień lubię szczególnie. Tyle w nim jeszcze spokoju i już radosnego oczekiwania. Potem wszystko ulega przyspieszeniu. A przecież ma to być oczekiwanie. Zgoda, niekoniecznie bierne, a choćby z rękami ubielonymi mąką i pachnącymi piernikiem, (no dobrze, cebulą i śledziami też...) ale jednak bliżej mu (powinno być) do refleksji, spokoju i wyciszenia… Pomyliła się nam kontemplacja z konsumpcją… Pogubiliśmy się. Dlatego jednym z cichych postanowień na najbliższy czas – działać wolniej, ciszej, spokojniej. Nie narzekać, robić swoje, lepiej się zorganizować. Przecież w końcu może być inaczej. Make it possible :-)*

Początek Adwentu to też ostatni moment na listy do Świętego. Najbardziej lubiłam te pisane odręcznie, z rysunkami, wyklejankami z gazet i błędami ortograficznymi. Wiele z nich udało mi się zachować – na bezpieczne, dla ujawnienia właściwych adresatów tych listów, potem. Choć, jeśli przyjąć, że to do naszych skrzynek emaliowych spływają dziś wiadomości z linkami do marzeń, można założyć, że po wierze w Świętego pozostały już tylko gruzy.
I chociaż lawirowanie i kombinacje alpejskie służące jej podtrzymaniu jak najdłużej, były - przyznaję, męczące - to dziś mi ich brakuje. Odzywa się we mnie samej także, nostalgia do czasów, gdy dylemat dotyczący istnienia Świętego Mikołaja był kwestią najtrudniejszą do rozwiązania.

Dziś, na pożegnanie jesieni, i chwilę przed bożonarodzeniowymi inspiracjami - przetwory z pigwy: pyszny syrop, pigwa kandyzowana i galaretka z pigwy.

*wpis nie zawiera lokowania produktu



IMG_7054




Pigwa kandyzowana

Składniki:
2 kg owoców pigwy (lub owoców pigwy z nalewki)
2 kg cukru
grubszy kryształ do obtoczenia owoców

Przygotowanie:
1. Owoce pigwy czy pigwowca myjemy (owoce pigwy dokładnie pozbawić włosków).
2. Usuwamy gniazda nasienne, kroimy w plasterki o grubości 5mm, wrzucamy do rondla i zasypujemy cukrem.
3. Owoce z cukrem odstawiamy na kilka godzin, co pół godziny delikatnie mieszamy. Owoce puszczą sok, cukier w dużej mierze powinien się rozpuścić.
4. Następnie owoce wraz z sokiem bardzo powoli zagotowujemy i gotujemy na bardzo małym ogniu 5 minut. Mieszamy, całkowicie studzimy.
5. Owoce wraz z syropem zagotowujemy jeszcze 4-5 razy i gotujemy za każdym razem po kilka minut, każdorazowo studzimy.
6. Gdy w większości plasterki pigwy będą szkliste, koloru karminowego, a syrop będzie gęsty odlewamy go, a owoce obtaczamy w grubym cukrze krysztale i rozkładamy na papierze do pieczenia by obeschły.
7. Po kilku godzinach zamykamy szczelnie, przechowujemy, podjadamy i rozdajemy.

Przepis na pigwę kandyzowaną pochodzi od Basi. Basienko, dziękuję za tę i wiele innych inspiracji :-)

Syrop z pigwy

Powstaje jako produkt uboczny kandyzowania. Z myślą o tym, do składników wymienionych powyżej, dodałam laski wanilii. Uzyskałam w ten sposób syrop z pigwy z wanilią, idealny do zimowej herbaty.

Galaretka z pigwy

Składniki:
2 kg owoców pigwy (lub owoców pigwy z nalewki)
ok ½ kg cukru

Przygotowanie:
1. Pigwy starannie myjemy.
2. Kroimy na 4, następnie na jeszcze mniejsze cząstki. Nie obieramy, nie pozbawiamy gniazd nasiennych.
3. Przekładamy do garnka. Gotujemy kilkadziesiąt minut, aż do momentu, gdy owoce w większości się rozpadną.
4. Owoce przekładamy na sitko wyłożone gazą. Odzyskujemy możliwie jak najwięcej soku.
5. Sok ważymy. Dodajemy do niego cukier – tyle samo, ile ważył pozyskany sok. Gotujemy do uzyskania gęstej konsystencji o pięknym karminowym kolorze. Przelewamy do czystych, suchych słoiczków. Po wystygnięciu wstawiamy do lodówki, do ostatecznego zgęstnienia. 



IMG_6940

czwartek, 26 listopada 2015

Migdałowa owsianka z granatem.



IMG_6959



Ma wielu swoich fanów ale i licznych, acz wiernych, zagorzałych przeciwników. Ja nie wyobrażam sobie bez niej śniadania. Owsianka. Dziś w wersji bardzo prostej, mojej ulubionej. Polecam gorąco. 



IMG_6983


Owsianka na mleku migdałowym z granatem


Składniki:dla 1 osoby
300 ml mleka migdałowego
3 łyżki płatków owsianych (30 g)
¼ granatu

Przygotowanie:
1. Zagotowujemy mleko. Zsypujemy doń płatki. Przykrywamy. Gotujemy 15 minut.
2. W tym czasie wyłuskujemy pestki granatu.
3. Płatki przelewamy do kubka/miseczki, posypujemy owocami.

Smacznego!

wtorek, 24 listopada 2015

DoubleTree Hotel Chocolate Chip.


IMG_6936


Dziwny to czas i trudny. Intensywnego śledzenia informacji, wyczekiwania konferencji prasowych, oswajania się z widokiem uzbrojonych funkcjonariuszy wszędzie wokół. I najzwyczajniej – strachu. Nerwowej kalkulacji, gdzie może być bezpiecznie a gdzie nie, wyjść czy nie wyjść, pojechać czy zostać? To wybory, z którymi nigdy nie sądziłam, że będziemy musieli się zmierzyć. A jednak.
 Chciałoby się spakować i wyjechać, najlepiej natychmiast. Poczucie bezpieczeństwa dziś – bezcenne.
Jest za to czas na bycie razem, zatrzymanie się, wspólne oglądanie filmów, siedzenie przy kominku, gry i żarty. Do tego ciasteczka. I przeganiający troski zapach cynamonu. Można chcieć więcej, ale tyle akurat musi teraz wystarczyć.


IMG_6933


DoubleTree Hotel Chocolate Chip

Składniki: na ok. 60 ciasteczek
100 g płatków owsianych
270 g mąki
1 1/2 łyżeczki sody
1 łyżeczka soli
1/2 łyżeczki cynamonu
230 g miękkiego masła
175 g cukru
1/2 łyżeczki soku z cytryny
2 jajka
175 g orzechów włoskich
275 g czekolady w groszkach
Przygotowanie:
1.       Płatki owsiane mielimy. Łączymy z mąką, solą, sodą i cynamonem. Odstawiamy.
2.      Masło ucieramy z cukrem.
3.      Dodajemy jajka, łączymy.
4.      Do masy wsypujemy wymieszane wcześniej składniki. Mieszamy do połączenia.
5.      Dodajemy posiekane orzechy włoskie i czekoladowe chipsy. Łączymy.
6.      Powstałe ciasto zawijamy w folię i odstawiamy na noc do lodówki.
7.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
8.      Formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego. Układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Nie jest potrzebne zachowanie dużych odległości między nimi. Lekko spłaszczamy.  
9.      Pieczemy około 15 minut.
10.   Studzimy na kratce. Przechowujemy w szczelnie zamykanym pojemniku 


IMG_6895


IMG_6886




wtorek, 17 listopada 2015

Komosa curry.


IMG_6810


Tak trudno wytłumaczyć dziecku świat, któego samemu się nie rozumie. Uspokoić, odegnać strach, ugłaskać niepokój. Podobne zabiegi nie udają się jednak w przypadku strachu, który towarzyszyć będzie już nam na zawsze. Troski o świat, który przyjdzie po nas, świat naszych dzieci, wnuków, i tylko strach wymieniać dłużej.

I tylko chwile spędzone razem pozwalają łapać równowagę, zapominać o zagrożeniach. Dają wsparcie i poczucie wspólnoty. Tyle możemy.

Dzisiejsza propozycja to pomysł na kolację dla dużej rodziny. Lubią ją nawet nasze dzieci, i co niebywałe - cała trójka na raz! To także dobry pomysł na lunch do pracy. Polecam gorąco!


IMG_6823


Komosa curry
 
Składniki:
200 g komosy ryżowej
sól, liść laurowy
4 czubate łyżki creme fraiche
2 łyżki mleka
1 czubata łyżeczka curry
sól, pieprz
1/2 łyżeczki miodu
1/2 łyżeczki sosu Worcestershire (można pominąć)
sok z cytryny do smaku
250 g filetów z kurczaka
50 g rodzynek
1 cebula
2 ząbki czosnku
masło klarowane do smażenia
świeża kolendra lub zielona pietruszka
1 jabłko lub kawałek świeżego ananasa (wedle uznania)

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy sos. Mieszamy creme fraiche z mlekiem, curry, miodem i sosem Worcestershire. Odstawiamy na chwilę.
2.      Komosę przelewamy kilkakrotnie wodą na sitku. Zalewamy wodą (podwójna ilość w stosunku do suchej komosy), dodajemy sól i liść laurwy. Doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy przez 10 minut. Po tym czasie odkrywamy i pozostawiamy jeszcze na kolejne 10. Komosa wchłonie całą wodę i będzie ugotowana na sypko. Odstawiamy.
3.      Filet z kurczaka kroimy w dużą kostkę. Część sosu curry przelewamy i dokładnie obtaczamy w nim kurczaka. Odstawiamy.
4.      Kroimy drobno cebulę i czosnek.
5.      Podduszamy je na klarowanym maśle. Przekładamy z patelni.
6.      Na tej samej patelni smażymy mięso. Przekładamy do cebuli.
7.      Rodzynki zalewamy wrzątkiem, odstawiamy na chwilę.
8.      Siekamy zioła, kroimy w kostkę jabłko lub ananasa.
9.      Odcedzamy rodzynki.
10.   Łączymy wszystkie składniki. Mieszamy. Doprawiamy sokiem z cytryny.
11.    Podajemy jeszcze ciepłe lub zimne. W obu formach smakuje naprawdę dobrze.


IMG_6807

Smacznego!

środa, 11 listopada 2015

Ribollita. Toskańska zupa z fasolą.


IMG_6806


Ta zupa mnie zauroczyła. Podobnie jak sama Toskania. Chce się jej więcej i więcej. I rzeczywiście ciągle się do niej wraca. Przynajmniej ja tak mialam. Ważne, aby nie rezygnować z żadnego składnika, z tych stanowiących propozycję podania czyli octu balsamicznego, parmezanu i ciabatty. Całość jest idealna, do tego z dodatkiem mojego ulubionego jarmużu. Całkowity czas jej przygotowania nie zajmie nam więcej niż pół godziny. Kiedy przychodzi mi na nią ochota, po prostu siadam i kroję marchewkę. Polecam gorąco!


IMG_6802



Ribollita. Toskańska zupa z fasolą

Składniki:

2 łyżki oliwy extra-virgin
1 mała cebula
3 marchewki
1 łyżka drobno posiekanego rozmarynu (można zastąpić suszonym)
2 ząbki czosnku
3 pomidory Roma*, pokrojone w kostkę
½ łyżeczki płatków czerwonej papryki
2 łyżki białego wina
1 puszka białej fasoli**
4 szkl. wywaru warzywnego
3 liście jarmużu ***
sól morska i pieprz do smaku

Do podania:
ciabatta lub inne czerstwe pieczywo pokrojone w kostkę
ocet balsamiczny
parmezan w płatkach lub tarty

Przygotowanie:
1. Podgrzewamy oliwę w garnku, w którym gotować będziemy zupę. Dodajemy posiekaną drobno cebulę, posypujemy solą i pieprzem. Mieszamy, pozostawiamy tak, aż się zeszkli, ok. 4 minuty.
2. Dodajemy pokrojone marchewki, rozmaryn i czosnek. Gotujemy ok. 4 minuty, zmniejszamy ogień, starając się, aby nie przypalić czosnku.
3. Dodajemy pomidory, płatki papryki, sól i pieprz. Gotujemy około 15 minut. Wlewamy wino, gotujemy jeszcze ok. 1 minutę.
4. Dodajemy fasolę i wywar. Gotujemy do momentu aż marchewki będą miękkie. Mieszamy od czasu do czasu.
5. Siekamy drobno umyte, oszuszone i pozbawione twardych części liście jarmużu. Dodajemy do zupy, gotujemy jeszcze przez chwilę.
6. Rozlewamy do talerzy. Każdy posypujemy posiekaną i zrumienioną na suchej patelni ciabattą. Dodajemy ser i skrapiamy całość octem balsamicznym.


Uwagi:
*świeże pomidory poza sezonem możemy zastąpić pokrojonymi w kostkę pomidorami z puszki – wówczas dodajemy całą puszkę. Kiedy używam świeżych pomidorów zawsze obieram je wcześniej ze skorki.
**staram się nie używać produktów w puszce, polecam zatem użyć fasoli ze słoika. W przepisie oryginalnym była to cannellini, ja lubię borlotti. Możemy użyć zwyczajnej białej fasoli. Aby zupa była bardziej treściwa, dodaję jeszcze cieciorkę ze słoika.
***Jarmuż warto gotować jak najkrócej. Najczęściej zaś, zaraz po jego dodaniu przygotowuję talerze i resztę składników do podania, by za chwilę podać zupę.

Do mojej Ribollity dodaję jeszcze 1 czerwoną paprykę, obraną i pokrojoną w krótkie paski.

Przepis oryginalny nakazuje dodanie czerstwej ciabatty bezpośrednio do garnka. Ja wolę ją lekko zrumienić i wysypać na wierzch do każdego talerza z osobna. Daje to fajny kontrast tekstury jej składników. Podobnie z octem balsamicznym – dodaję go dopiero w momencie przelania do talerzy.

Przepis pochodzi z blogu Love and Lemons.

Smacznego!