piątek, 29 kwietnia 2016

Placuszki owsiane z chia.



Wydawało się, że 796 stron wystarczy. Że to dużo, by wyczerpała się opowieść. A jednak ostatnie z nich dawkowałam sobie jak czekoladę, powolutku, delektując się każdym kawałkiem, tak, by ich smak trwał jak najdłużej. 

"Bo tak właśnie postępujemy. Robimy krok, a po nim następny. Podnosimy oczy na grymas i uśmiech świata. Myślimy. Działąmy. Czujemy. Dodajemy nasze małe znaczenie do fal dobra i zła, która zalewają świat i cofają się. Ciągniemy nasze krzyże w nadziei, ze dotrwamy do następnej nocy. Niesiemy nasze odważne serca w obietnicę nowego dnia. Z miłością: namiętnym poszukiwaniemprawdy innej niż nasza. Z pragnieniem: czystą, niewysłowioną tęsknotą za zbawieniem. Bo dopóki los czeka, żyjemy dalej. Niech nam Bóg pomoże. Niech nam Bóg wybaczy. Żyjemy dalej".

Trudno było się rozstać z "Shantaram". Jej wspomnienie pulsuje wciąż w mojej głowie, kłębi się, zaplątane w pytania, bogate we łzy, smutek i zaczerwienione z wrażenie policzki. Wow! Mogę już napisać tylko tyle i czekać na kolejny tom.

Nie jestem wielką fanką chia. Może dlatego nie znajdziecie na Addio tak popularnych wszędzie puddingów chia. Owsianka rules! Postanowiłam spróbować przygotować z nich placki. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu smakowały naszym dzieciom i gościom naszych dzieci. Pytały, co jest w środku, przecuwając, że jak zwykle usiłuję przemycić w nich coś zdrowego. Ale zjady wszystko. Placuszki są delikatne, miękkie i ciekawe w smaku. Naprawdę warto spróbować! Idealnie nadadzą się na leniwe długie śniadania z miseczką truskawek czy moreli.




Placuszki owsiane z chia

Składniki:
8 łyżek gęstego jogurtu naturalnego
4 łyżki płatków owsianych górskich (można użyć bezglutenowych)
4 łyżki zmielonych płatków owsianych
4 łyżki chia
1 łyżka płynnego miodu
1 jajko
8 łyżek soku pomarańczowego
szczypta soli
masło klarowane do smażenia

Przygotowanie:
1. Wieczorem, dnia poprzedzającego przygotowanie placków, mieszamy jogurt, jajko, płatki, chia, sól i miód z 4 łyżkami soku pomarańczowego. Przykrywamy. Odstawiamy na noc do lodówki.
2. Nastepnego dnia dodajemy jeszcze 4 łyżki soku, mieszamy.
3. Rozgrzewamy patelnię z 1 łyżeczką masła klarowanego, Nakładamy masę małą łyżeczką, formując placki o średnicy ok. 5 cm, lekko rozpłaszczamy. (Mniejsze placuszki będzie nam łatwiej przewracać na patelni, są dość delikatne). Przekładamy delikatnie szpatułką na drugą stronę. Osuszamy na ręczniku papierowym, podajemy z owocami i jogurtem naturalnym.





Smacznego!

środa, 27 kwietnia 2016

Zuppa parmigiana.




Dziś będzie krótko, zwięźle i na temat, jak mawia zarzyjaźniony jezuita. Jest tak zimno, że postanawiamy napalić w kominku. Wystawienie mebli ogrodowych na tarasie jest równoznaczne z zamknięciem sezonu kominkowego, a tu proszę. Szaliki i rękawiczki znowu w cenie. Tak samo jak rozgrzewające zupy, ciepły koc i grubaśne skarpety. Wiosno, gdzie Ty?

Moje uwielbienie dla parmigiany jest wielkie. Tak samo jak dla zup, Tak powstał przepis na zuppę. Polecam gorąco!






Zuppa parmigiana


Składniki:
400 g bakłażana pokrojonego w kostkę
500 g pomidorowej passaty (przecieru pomidorowego)
1 średnia cebula
2 duże ząbki czosnku
2,5-3 szkl. bulionu warzywnego
1 łyżka suszonego oregano
sól, pieprz
szczypta cynamonu
oliwa z oliwek do smażenia
30 g tartego parmezanu


Do podania:
kuliki mozzarelli
pieczywo czosnkowe
tarty parmezan
świeża bazylia


Przygotowanie:
1.       Bakłażana myjemy, kroimy w kostkę, osypujemy 1 łyżka soli. Odstawiamy na sitku. Na kwadrans minimum.
2.      Cebulę i czosnek siekamy drobno. Na patelnię z oliwą przekładamy cebulę, kiedy się zeszkli, czosnek.
3.      Bakłażany na sitku przelewamy wodą, następnie osuszamy dokładnie ręcznikiem papierowym. Przekładamy do cebuli na patelni. Dusimy ok. 10 minut.
4.      W osobnym garnku podgrzewamy passatę. Przekładamy do niej bakłażany, mieszamy, dodajemy część bulionu i parmezan. Doprawiamy. Gotujemy kwadrans. W razie potrzeby dodajemy jeszcze bulion, regulując stopień gęstości.
5.      Podajemy posypane czosnkowymi grzankami, tartym parmezanem, ze świeżą bazylią i kulkami mozzarelli.

Smacznego!


poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Książki najważniejsze.



"O, piaskownica to już świat. Parę metrów na parę, a świat, ludzkość, przyszłe wojny. Buzie miłe, rumiane, wydawałoby się niewinne, a już mógłby pan wskazać, które by które w piasku zagrzebało, a które by się przed którym w tym piasku schowało. Któremu tej piaskownicy będzie kiedyś za mało, a które się w niej kiedyś zgubi. Czyżby winna była piaskownica? Niektórzy tak myślą. Ale gdy się nad tym zastanawiam, czasem mi się wydaje, jakbyśmy wszyscy byli wygnańcami z piaskownicy, niezależnie od wieku".

Zaczynam cytatem z najukochańszej mojej książki - "Traktatu o łuskaniu fasoli" Wiesława Myśliwskiego. Trudno jest wskazać tę jedną jedyną, ale kiedy zadaję sobie to pytanie, moje myśli zawsze biegną w kierunku tej właśnie książki. Ona więc rozpoczyna zestawienie, które przeczytacie poniżej.

Zestawienie, którego przygotowanie  zajęło mi sporo czasu. Już wiem, że jest ono niekompletne, wciąż przypominają mi się kolejne tytuły, dopisywałam je w ciągu dnia, notowałam w kuchennych notatkach, telefonie, gdzikolwiek, żeby nie zapomnieć. Ale jest, i takie wciąż otwarte mogę Wam zaprezentować. Nie było łatwo wskazać te najważniejsze, najpiękniejsze dla mnie tytuły, bo to tak, jakby zapytać matkę, które ze swoich dzieci kocha najbardziej. Zestawienie pierwszych 33 pozycji zostało przemyślane bardzo dokładnie i kolejność nie jest tu przypadkowa.

Zawsze kiedy otwieram książkę, przyjmuję zaproszenie od częso zupełnie nieznanej mi osoby. Zachęcona przez nią, siadam w jej ulubionym fotelu i słucham opowieści, po którą przyszłam. Opowieści, która może mnie porwać lub też takiej, z której chętnie się zrezygnuje, jak z kolejnej filiżanki herbaty. Najczęśćiej jednak, ponieważ z wiekiem książki wybieram coraz staranniej, nie myląc się co do nich niemal nigdy, moszczę się w fotelu, nie chcąc opuscić go dopóki nie przebrzmią ostatnie słowa. Wchodzę w ten świat i żyję według jego rytmu, daję się pochłonąć i nie odwracam za siebie, z niepokojem przerzucam kolejną stronę, wiedząc, że każda z nich przybliża mnie do końca. Może to właśnie lubię w czytaniu książek najbardziej? Bo może nie jest tak ważne skąd, ale dokąd się ucieka?

Zakończę cytatem z książki, którą czytam w właśnie w tej chwili. Zapadłam się fotelu, pochłonięta po czubek głowy, zagryzająca paznokcie, z rumieńcami na twarzy i fryzurą w nieładzie.  Posłuchajcie.

"Czasami kochamy samą nadzieją. Czasami płaczemy wszystkim, z wyjątkiem łez. Koniec końców wszystko sprowadza się do jednego: miłości i jej powinności, smutku i jego prawdy. Koniec końców mamy tylko to. Pomaga nam się trzymać, dopóki nie wzejdzie słońce".
"Shantaram" Gregory David Roberts
 
Karl O
"Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesław Myśliwski
"Wyznaję" Jaume Cabré
"Księga Diny" Herbjorg Wassmo
"Dostatek" Michael Crummey
Karl Ove Knaus
"Moja walka" Karl Ove Knausgard
"British Museum w posadach drży" David Lodge
"Portret Doriana Graya" Oskar Wilde
"Stulecie" Herbjorg Wassmo
"Godziny" Michael Cunningham
"Kobieta do zjedzenia" Margaret Atwood
"Shantaram" Gregory David Roberts
"Prawiek i inne czasy" Olga Tokarczuk
"O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" Haruki Murakami
"Sto lat samotności" Gabriel Garcia Marquez
"Sztukmistrz z Lublina" Isaac Bashevis Singer
"Ciotka Julia i skryba" Mario Vargas Llosa
"Listy niezapomniane" Shaun Usher
"Nieznośna lekkość bytu" Milan Kundera
"Bikini" Janusz L. Wiśniewski
"Paragraf 22" Joseph Heller
"Ludzie na walizkach" Szymon Holownia
"Święci codziennego użytku" Szymon Hołownia
"Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery
"Kraina Chichów" Jonathan Carrol
"Wielkanocna parada" Richard Yates
"Opowieść podręcznej" Margaret Atwood
"Dziewczynka z zapałkami" Anna Janko
"Powtórnie narodzony" Margaret Mazzantini
"Bigos w papilotach" Maria Bilas-Najmrodzka i Elzbieta Narbutt
"List do świata" Emily Dickinson
"Drugie sto wierszy" Emily Dickinson
"Świat według Garpa" John Irving
"O myszach i ludziach" John Steinbeck
"Trudności ze wstawaniem" Hanna Krall
"Zupa z granatów" Marsha Mehran
"Widnokrąg" Wiesław Myśliwski
"Grecy umierają w domu" Hubert Klimko-Dobrzaniecki
"Podróż ludzi księgi" Olga Tokarczuk
"Księgi Jakubowe" Olga Tokarczuk
"Pani Dalloway" Virginia Woolf
"Biały kruk" Andrzej Stasiuk
"W krainie czarów" Sylwia Chutnik
"Kafka nad morzem" Haruki Murakami
"Grochów" Andrzej Stasiuk
"Wolność" Jonathan Franzen
"Momo" Michael Ende
"Gnój" Wojciech Kuczok
"Zakłócony spokój" Richard Yates
"Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafon
"Szczygieł" Donna Tartt
"Polka" Manuela Gretkowska
"Dawno dawno temu i prawie naprawdę" Brigid Pasulka
"Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" Mario Vargas Llosa
"Układ" Elia Kazan
"Lewiatan" Boris Akunin
"Pensjonat pamięci" Tony Judt
"Apokryf Agłai" Jerzy Sosnowski
"Miłość w czasach zarazy" Gabriel Garcia Marquez
"Trzy czerwce" Julia Glass
"Druga płeć" Simone De Beauvoir
"Kwietniowa czarownica" Majgull Axelsson
"Dom dzienny, dom nocny" Olga Tokarczuk

piątek, 22 kwietnia 2016

Szarlotka czy tarta? Oto jest pytanie!


 


Jutro Światowy Dzień Książki. Postanowiłam sobie w tym roku świętować ten czas jak należy i choćby napisać coś o moich ulubionych książkach, o książkach dla mnie ważnych z różnych powodów. Książki, wyjęte z ram półek, już piętrzą się stosami w pokoju gościnnym (zagościły tam na dobre z braku biblioteki z prawdziwego zdarzenia), gotowe do zdjęć. Wpis powstanie zapewne dziś w nocy. Nie mogę się doczekać, choć już wiem, że to wielce ryzykowne wyzwanie. Może się bowiem okazać, że zaczytam się w którejś kolejnej lub z inną rozstać się nie będę już mogła i utknę jak Kubuś.
 
Trzymajcie kciuki, proszę!
 
Dziś dzielę się z Wami przepisem na... i tu właśnie mam problem... już szarlotka to czy jeszcze tarta z jabłkami i budyniem? Pozostawię Was z tym pytaniem. Ciacho, jak by go nie nazwać genialne. Polecam gorąco!
 
Do przeczytania już wkrótce :-)
 
Tarta z jabłkami, budyniem i kruszonką

Składniki:

Na kruche ciasto:
250 g mąki pszennej (najlepiej typ 550)
125 g masła dobrze schłodzonego
1 żółtko
25 ml wody
25 g cukru
szczypta soli

Na masę budyniową:
90 g proszku budyniowego, waniliowego*
500 ml mleka
65 g masła

Na kruszonkę:
90 g mąki pszennej
60 g masła dobrze schłodzonego
35 g cukru brązowego

Ponadto:
1 kg jabłek na szarlotkę (użyłam odmiany Cox)
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżka mąki ziemniaczanej

*to jest 1,5 opakowania budyniu z cukrem, jeżeli użyjemy budyniu bez cukru, dosładzamy nasza masę wedle uznania

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy kruszonkę. Składniki łączymy do uzyskania konsystencji piaskowych grudek. Wstawiamy do lodówki minimum poł godziny.
2. Przygotowujemy kruche ciasto. Do dużej miski wsypujemy mąkę, wkładamy masło pokrojone na drobne kawałki. Podszczypując czubkami palców łączymy mąkę i masło, aż otrzymamy mieszankę o konsystencji piasku. Robimy dołek w cieście i do środka wkładamy żółtko, wlewamy wodę, wsypujemy cukier i sól. Szybko zagniatamy ciasto, tak by miało jednolitą konsystencję.
3. Wałkujemy ciasto i wykładamy nim formę do tart o średnicy 24 cm. Wystające ponad krawędzie formy ciasto ścinamy nożem. Nakłuwamy cale ciasto delikatnie widelcem.
4. Wkładamy na 15 minut do lodówki, żeby się schłodziło. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.
5. Podpiekamy ciasto ok. 20 minut, aż brzegi ciasta się lekko zrumienia.
6. Przygotowujemy warstwę budyniow
ą. Zagotowujemy 400 ml mleka z masłem, w pozostałej ilości mleka rozpuszczamy proszek budyniowy. Kiedy mleko się zagotuje rozprowadzamy proszek mieszamy. Ugotowany budyń odstawiamy do przestudzenia.
7. W tym czasie obieramy i kroimy jabłka w dużą kostkę. Skrapiamy sokiem z cytryny i osypujemy mąką. Mieszamy dokładnie.
8. Na podpieczony spod wykładamy równą warstwą masę budyniową, następnie jabłka, na koniec kruszonkę. Pieczemy 45 minut w temperaturze 180 stopni.

Smacznego!


środa, 20 kwietnia 2016

Muesli dr Birchera i sukces, którym warto się pochwalić.




Nie napiszę o tym, jak weekend, który minął był dobry i wartościowy. To prawie wieki temu. Pisanie o tym, który przyjdzie zdaje się być bardziej na czasie. Nadzieje jak zawsze wielkie, choć nieśmiałe...
 
Ani o wielkiej tęsknocie za małym chłopcem, który wyjechał z zakazem zabrania ze sobą telefonu… a Ty rwij kobieto włosy z głowy i śpij z jego poduszką w swoim łóżku bo dokładnie tyle Ci pozostało. Oprócz czekania.

 Ani też o trosce o tegoż samego chłopca, o jego przyszłość w świecie bez skrupułów i zahamowań.

Tym bardziej o córce pierwszej, która już niedługo poleci do Chin i będą to najdłuższe 3 tygodnie oczekiwania, jakie jestem w stanie sobie wyobrazić.

Ni tym bardziej o tęsknocie za cud-mężem, który wyjechał był zostawiając swoje wszystko na mojej głowie (w takiej sytuacji uświadamiamy sobiem ile to jest tak naprawdę to wszystko…)

Taki to czas przedziwnego zawieszenia  pomiędzy rutynową codziennością a niezwyczajnością rozłąki. Byle do piątku!

- Mama! Jutro będziesz robić śniadanie tylko dla jednej osoby - mówi mi synek pierwszy. Rozmawiamy, przekazując sobie z ręki do ręki talerzyk z ostatnim kawałkiem niedzielnej szarlotki. Jutro zostaną już tylko dwa dni…

Ale żeby nie było już tak nostalgicznie i smutnawo, pochwalę się Wam wygraną w VI edycji Foodelia International Food Photography Awards. Dwa zrobione przeze mnie zdjęcia zyskały aprobatę jury. Możecie obejrzeć je na stronie foodelia.us choć z pewnością stałym czytelnikom Addio są one dobrze znane. To fajny sukces, który bardzo mnie ucieszył.

Muesli dr Birchera chyba nikomu polecać nie trzeba. Przygotowuje się niemal samo, wystarczy zalać płatki owsiane sokiem owocowym i odstawić na noc do lodówki. Potem już tylko dodajemy owoce (w wersji oryginalnej - tarte jabłko), gęsty naturalny jogurt, miód i orzechy. Możliwości jest wiele. Moja wersja - z sokiem z krwistych pomarańczy, z truskawkami, miodem i pistacjami. Polecam gorąco! A już wkrótce zapraszam na pyszną szarlotkę.





Muesli dr Birchera

Składniki: na 2 porcje
75 g płatków owsianych gorskich
75 ml soku owocowego (u mnie wyciskany sok z czerwonych pomarańczy)
miód do smaku
250 ml gęstego jogurtu naturalnego
orzechy/pistacje/migdały do podania
plasterki truskawek, pomarańczy lub tarte jabłko
opcjonalnie do podania - 2 marakuje

Przygotowanie:
1.       Sok wyciskamy. Zalewamy nim płatki owsiane, mieszamy dokładnie, przykrywamy i wstawiamy na noc do lodówki. Jeżeli nie mamy tyle czasu wystarczy 30 mniut, by płatki wchłonęły sok i można było podawać muesli.
2.      Na dno szklanek wykładamy jogurt, na to płatki, polewamy miodem, posypujemy orzechami, obkładamy owocami, podajemy i w dobrym humorze rozpoczynamy nowy dzień.


piątek, 15 kwietnia 2016

Łosoś w warzywach i weekendowe akrobacje.





Nieskładnie podchodzę do nadchodzącego weekendu. Może to przez zmęczenie? Nie wiem też, czy wiosenne przesilenie wzięłoby go trochę na barki, w końcu na kogoś zgonić trzeba…

Jest w tej automatycznej weekendowej radości i trochę smutku. Że będzie znowu tak jak zwykle, czyli dużo pracy a mało (niech choćby tyle!) z przyjemności, które człowiekowi, już na samą myśl o weekendzie, instalują się z tylu głowy. (Ucieszyłoby mnie kilka chwil na lekturę "Shantarana", półgodzinka na gorącą kąpiel i jeszcze druga taka na posiedzenie sobie w słońcu na tarasie. Gdyby połączyć czynność pierwszą z trzecią i egoistycznie pozostawić dla siebie ten wygenerowany cudem czas, posiedziałabym sobie w kuchennym fotelu bezczynnie, NIE cerując dziurawych skarpetek (czy ktoś to jeszcze robi??? I dlaczego mam poczucie, że powinnam???), które nie dość, że z tendencją do separacji, to jeszcze wiecznie wietrzą pięty mojej progenitury… 

Właśnie wyszło słońce, co może zmienić bieg poniższych akapitów (lub tylko jednego, zależnie od ruchu cumulonimbus na niebie)…

Może dlatego tak bardzo lubię piątkowe wieczory? Kiedy, choć na progu już drepczą weekendowe wyzwania, wydaje się, że można sobie pozwolić na zmarnotrawienie odrobiny czasu? Porobić nic lub prawie nic, słuchając Listy i przygotowując serowe grzanki z masłem czosnkowo-pietruszkowym?

Niech wiec się zacznie weekend cudny i trudny. Zabawmy się w akrobatów walczących o równowagę na cieniuśkiej linii "normalności".  

Słońca Kochani, i czasu, morza czasu…





Łosoś w warzywach 

Składniki:
400-450 fileta z łososia ze skórą
1 cukinia
2 dojrzale pomidory
1 fenkuł (bulwa kopru włoskiego)
1 szalotka
sól, pieprz, sok z limonki lub cytryny
pęczek kolendry
olej sezamowy do smażenia 

Przygotowanie:
1. Pomidory nacinamy, zalewamy wrzątkiem, odstawiamy na chwilę. Następnie obieramy, pozbawiamy gniazd nasiennych i kroimy w drobną kostkę.
2. Koper włoski i cukinię myjemy i również kroimy w drobną kostkę. Siekamy drobno szalotkę.
3. Na patelni szklimy szalotkę na oleju sezamowym. Dodajemy koper i cukinię, smażymy 3-4 minuty – warzywa mają być chrupkie. Odstawiamy do przestudzenia. Następnie solimy, oprószamy pieprzem i łączymy z pomidorami. Dodajemy posiekaną kolendrę.
4. Rybę solimy z obu stron. Dobrze rozgrzewamy patelnię, łososia smażymy na oleju zaczynając od części ze skórą.
5. Skrapiamy sokiem z limonki lub cytryny, podajemy z warzywami i uprażonym sezamem.






Smacznego!

wtorek, 12 kwietnia 2016

Blues song o poranku...



 Wstaję rano i jak puszystym szlafrokiem otulam się szczęściem. Nagle uświadamiam sobie, jak dobrze jest. Nie muszę wstawać w nocy do płaczącego dziecka, żadne z dzieci nie miało w nocy gorączki ani podobnych nieprzewidzianych uroków. Jesteśmy zdrowi. Mam pracę. Dla kogo zrobić śniadanie. Z kim pogadać przy wodzie z cytryną (nie łudząc się, że usłyszę cokolwiek więcej ponad przeciągłe, seksowne miauuu) 

Wieczorem ten poranny stan anielskości mnie zastanawia. Podobne myśli i nastroje? W poniedziałek? Bez buntu, że trzeba wstać, uruchomić machinę codzienności jak ekspres do kawy, wsiąść do pociągu … spóźnionego…  

Zdecydowanie łatwiej jest marudzić, narzekać, poużalać się nad sobą. O ileż trudniej znaleźć powody do radości, jeśli je mamy i ich nie dostrzegamy – to dopiero powód do zmartwień…  

Do pracy w biegu zabieram pudełko z owsianką przygotowaną w niedzielę specjalnie do sesji zdjęciowej. Zabawny zbieg okoliczności… kiedy pochylam się nad aparatem w Trojce słyszę ‘Blues song o owsiance”… Ta chwila pozostanie w mojej pamięci na długo…

Ludzie dzielą się zapewne na tych, którzy nie wyobrażają sobie bez niej śniadania i cala resztę… Mój przypadek to zdecydowanie ta pierwsza grupa. I taka właśnie prezentowana poniżej owsianka na wodzie z ananasem to mój chleb powszedni. Kiedy nie mam pod ręką ananasa zastępuję go tartym jabłkiem. Ma także jeszcze jedna ogromna zaletę. Przygotowuje się nią błyskawicznie. Mnie wystarcza 10 minut. Płatki ugotowane w ten sposób zachowują sypkość i sprężystość. Spróbujcie koniecznie!

I jeszcze słów kilka o ananasie:
Ananas zawiera niewiele kalorii i jednocześnie wspomaga procesy przemiany materii. W skład ananasów wchodzi bromelina, który zmniejsza obrzęki, usuwa toksyny, działa przeciwzapalnie, wspomaga leczenie stłuczeń i krwiaków oraz gojenie się ran. Najwięcej bromeliny znajduje się w twardym środku, który zwykle odkrajamy i wyrzucamy. Ale kiedy przygotowujemy koktajle z ananasem możemy je miksować – nie tracąc tych cennych właściwości. Poza tym ananasy są doskonałym źródłem biotyny, witamin A, C, B1, B2, B6 oraz PP, a także kwasu foliowego, fosforu, cynku, miedzi, żelaza i manganu. Wspomniana biotyna wspomaga proces redukcji węglowodanów, a co za tym idzie może wykazywać działanie zapobiegające tyciu.





Owsianka blues

Składniki: na 2-3 porcje
300 ml wody
150 g płatków owsianych górskich
szczypta soli
175 g ananasa
½ - 1 łyżeczki mielonego cynamonu
duża szczypta mielonego kardamonu
miód do smaku
uprażone pistacje (niesolone)
do podania w sezonie – truskawki

Przygotowanie:
1.       Wodę wlewamy do garnka. Czekamy aż zacznie wrzeć. Solimy.
2.      Wsypujemy płatki owsiane, mieszamy, zmniejszamy ogień. Gotujemy aż wchłoną cala wodę.
3.      W tym czasie obieramy i kroimy owoce.
4.      Owsiankę zdejmujemy z ognia, dodajemy przyprawy i ananasa. Jeszcze raz stawiamy na kuchence, mieszając gotujemy około minuty.
5.      Przekładamy do miseczek, podajemy z truskawkami i pistacjami, dosładzamy wedle uznania miodem.



Smacznego!

piątek, 8 kwietnia 2016

"Pysznie dla rodziny i przyjaciół" - recenzja.



Znacie to uczucie? Że chcielibyście, ale na samą myśl o przygotowaniach i stresach, które generują, wolicie dać sobie spokój? Zorganizować przyjęcie/spotkanie z przyjaciółmi? Ha! To dopiero wyzwanie! Ok, ale co ugotować, jak się do tego zabrać, ile jedzenia kupić, jak się zorganizować, żeby zdążyć i w końcu – skąd pewność, że całe ułożone menu będzie harmonijne i spójne??? Na horyzoncie powiewa biała flaga… czasami łatwiej gdzieś wyjść, albo po prostu zamówić pizzę… A przecież – to wcale nie musi tak wyglądać! I wreszcie – gdzie się podziały tamte hmm… przyjęcia, niegdyś tak liczne imieniny, urodziny, rocznice, rodzinne zjazdy, wspólne świętowanie ważnych wydarzeń?
W świecie, w którym brak czasu, wcale nie musi braknąć spotkań z bliskimi nam osobami, przeciągających się dyskusji, długich nocnych rozmów nie tylko przy lampce wina. W końcu – wszystko jest dla ludzi!

Tak jak ta książka - "Pysznie dla rodziny i przyjaciół" autorstwa Joanny Drzazgi, z fotografiami Gosi Wieruszewskiej. Świetna okładka przyciąga wzrok, wnętrze obiecuje – i nie są to puste obietnice – że uda Wam się zorganizować przyjęcie bez stresu, pospiechu, niespodzianek, z dobrze przemyślanym i ciekawym menu. Tym samym, Wy sami – będziecie mogli w pełni w nim uczestniczyć, siedzieć, pachnieć, prowadzić zajmujące konwersacje – słowem – dobrze się bawić.

Mamy przed sobą 28 propozycji – czyli zestawów składających się z przystawki, dania głównego i deseru. Innymi słowy – 28 gotowych pomysłów na przyjęcie. Łącznie ponad 100 przepisów w wersji dla 6 osób. Wśród 28 zestawów znajduje się także 6 menu wegetariańskich (autorka podpowiada jednocześnie, jak można zamienić je w wegańskie, jeśli zachodzi taka potrzeba).
Wśród prezentowanych przepisów klasyczne dania kuchni francuskiej: kaczka w pomarańczach, kurczak w winie, sałatka nicejska, wołowina po burgundzku, deser gruszka Piękna Helena i naleśniki Suzette. Ale tez curry z jagnięciny i mango, dorsz po baskijsku czy rosti z łososiem. Przepisy, które przygotujemy szybko i te, które wymagają więcej czasu, bardzo łatwe i nieco trudniejsze – ale nigdy zbyt skomplikowane czy przekombinowane. Dzięki czytelnym informacjom rozplanujemy sobie etap ich przygotowań i realizacji. Przyjazne infografiki, dobre zdjęcia (najlepsze w książce są te reporterskie, moim zdaniem) czytelny układ stron to niezaprzeczalne atuty tej książki.

Przepisy wzbogacone o podstawowe informacje dotyczące przygotowania mięsa, ryb, owoców morza i warzyw czynią z "Pysznie dla rodziny i przyjaciół" intersujące i bardzo przydatne narzędzie pracy. Dla tych co lubią, ale nie mają czasu lub nie wiedzą jak i dla tych, którzy nie lubią a czasami muszą – choćby zrewanżować się spotkaniem.
Każde przyjęcie będzie można spokojnie zaplanować, ze wszystkim zdążyć bez stresu i mieć czas dla gości.
"Pysznie dla rodziny i przyjaciół" to pierwsza taka pozycja na polskim rynku. Jakże udana! To jedna z tych książek, która ma szanse być pochlapana, potłuszczona, osypana mąką  - bo przepisy w niej prezentowane można także realizować na co dzień, by przygotować obiad dla swojej tylko rodziny. Na pewno nie będzie stała na półce zbierając kurz, wierzcie mi. W klasycznej prostocie bowiem siła! Książka ma niezaprzeczalny urok, a dzięki zdjęciom z przyjęć przygotowywanych jak sądzę przez autorki, rodzi nostalgię do spotkań z przyjaciółmi. Aż chce się od razu dzwonić i zapraszać... 

Minusem wydaje się sposób wydania książki. Zdecydowanie powinna być szyta, by ułatwić korzystanie z niej. Może kolejne wydanie? Trochę szkoda także, że nie znajdziemy tu propozycji win, które można komponować z wybranym menu.


Jeszcze kilka przykładowych menu:
Sałatka z bobu na ciepło, kotleciki jagnięce z kuskusem, kruszonka z rabarbarem.
Sałatka nicejska, pieczeń cielęca z zielonym pieprzem, sałatka z rukoli i buraków, sernik Melisy.
Grillowane bakłażany z pomidorami, wołowina po burgundzku, babeczki czekoladowe.


Wypróbowałam dla Was kilka przepisów, w tym 2 menu (jedno wegetariańskie). Mogę jedynie potwierdzić, że przepisy są proste i szybkie w przygotowaniu, składniki niewyszukane a całość - efektowna. Przepyszna tarta cytrynowa, sałatka z burakami i mango - wyborna. Polecam gorąco!



"Pysznie dla rodziny i przyjaciół" Joanna Drzazga, Gosia Wieruszewska, Wydawnictwo MUZA, Warszawa 2016.












 
 


ZESTAW 20
Zupa z porów
Łosoś meunière z pieczonymi warzywami
Tarta cytrynowa

Zupa z porów

Składniki:
6 dużych porów
oliwa do duszenia porów
1 łyżeczka kurkumy
½ łyżeczki gałki muszkatołowej
2 l bulionu warzywnego bio z kostki lub własnej roboty
6 łyżek śmietany kremówki
2 łyżki masła
sól
oliwa do skropienia zupy

Przygotowanie:
W dowolnej chwili w dniu przyjęcia
1. Pory myjemy i kroimy na grube plastry.
2. W dużym garnku delikatnie dusimy pory na oliwie (ok. 5 minut, nie mogą w żadnym razie się podsmażyć!)
3. Dodajemy kurkumę i gałkę muszkatołową.
4. Wlewamy bulion, gotujemy 10 minut. Dodajemy śmietankę i masło, gotujemy jeszcze 5 minut.
5. Zdejmujemy z ognia i dokładnie miksujemy.
6. Zupę podajemy skropioną oliwą z białym pieczywem.


Łosoś meunière z pieczonymi warzywami

Składniki:
6 ładnych płatów łososia
masło klarowane do smażenia
sól
3 łyżki natki pietruszki drobno pokrojonej
6 łyżek masła
6 łyżeczek soku z cytryny

Na sos chrzanowy: składniki połączone w proporcji 3:1
gęsta, kwaśna śmietana
chrzan tarty naturalny bez dodatków

Na pieczone warzywa:
18 młodych małych ziemniaków
18 rzodkiewek z nacią
9 młodych cebul ze szczypiorem
sól gruboziarnista
oliwa do polania warzyw

Przygotowanie:
Na 1 godzinę przed podaniem:
1. Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni.
2. Myjemy ziemniaki, rzodkiewki i cebule. Dokładnie osuszamy.
3. Ziemniaki zostawiamy w całości. Rzodkiewki czyścimy, pozostawiając około 2 cm zielonej naci, cebule kroimy wzdłuż na pol, pozostawiając ok. 10 cm szczypioru.
4. Warzywa solimy gruboziarnista sola morska i polewamy obficie oliwa. Przekładamy do naczynia żaroodpornego, pieczemy 40 minut.
5. Po 20 minutach zmniejszamy temperaturę do 200 stopni. Jeśli zaistnieje taka potrzeba, warzywa możemy przetrzymać do 20 minut w ciepłym piekarniku.

Na pół godziny przed podaniem:
Myjemy i dokładnie osuszamy łososia. Solimy.

Tuż przed podaniem:
6. Smażymy łososia na średnim ogniu na dużej patelni, ok. 7 minut z każdej strony.
7. Gdy łosoś się smaży, na każdym talerzu układamy pieczone warzywa i sos chrzanowy.
8. Na każdy talerz dodajemy po kawałku łososia i posypujemy natką pietruszki.
9. Na malej patelni roztapiamy masło. Gdy masło zacznie się gotować (nie może się przysmażyć!) wlewamy sok z cytryny i mieszamy całość przez kilka sekund.
10. Natychmiast polewamy sosem cytrynowym łososia i podajemy na stol, kiedy masło ma jeszcze silny aromat.



Tarta cytrynowa

Na kruche ciasto:
250 g mąki pszennej (najlepiej typ 550)
125 g masła dobrze schłodzonego
1 żółtko
25 ml wody
25 g cukru
szczypta soli

Ponadto:
120 ml świeżo wyciśniętego soku z cytryny
skórka otarta z 3 cytryn bio
80 g cukru
150 ml słodkiej śmietanki
3 jajka
3 żółtka

Przygotowanie:
W dowolnym momencie w dniu przyjęcia lub dzień wcześniej:
1. Przygotowujemy kruche ciasto. Do dużej miski wsypujemy mąkę, wkładamy masło pokrojone na drobne kawałki. Podszczypując czubkami palców łączymy mąkę i masło, aż otrzymamy mieszankę o konsystencji piasku. Robimy dołek w cieście i do środka wkładamy żółtko, wlewamy wodę,, wsypujemy cukier i sól. Szybko zagniatamy ciasto, tak by miało jednolita konsystencje. Formujemy kule i wstawiamy do lodówki co najmniej na pol godziny lub nawet na cały dzień.
2. Wałkujemy ciasto i wykładamy nim formę do tart. Wystające ponad krawędzie formy ciasto ścinamy nożem. Nakłuwamy cale ciasto delikatnie widelcem.
3. Wkładamy na 15 minut do lodówki, żeby się schłodziło. Spod i boki ciasta przykrywamy dużym kołem wyciętym z papieru do pieczenia, tak by papier wystawał 3 cm ponad brzeg formy. Na papier wysypujemy fasole, ryz lub szklane kulki, żeby ciasto nie wyrosło i nie zniekształciło się.
4. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Pieczemy 10-15 minut, aż brzegi ciasta się zestala.
5. Zdejmujemy papier z fasolkami i pieczemy jeszcze 5 minut, aż ciasto będzie odchodzić od formy.
6. W czasie, gdy ciasto się podpieka w dużej misce mieszamy sok i skórkę z cytryny z cukrem, powoli dodajemy śmietankę, jajka i żółtka. Wylewamy ostrożnie przygotowana masę na podpieczony spod tary i pieczemy przez 25 minut w temperaturze 190 stopni.
7. Podajemy w temperaturze pokojowej.

ZESTAW 26
Sałatka z buraków, mango i gorgonzoli
Curry z tofu
Panna cotta kokosowa z mango





Sałatka z buraków, mango i gorgonzoli

Składniki:
700 g małych buraków ćwikłowych
oliwa
grubo mielony czarny pieprz
2 mango
80 g rukoli
200 g sera gorgonzola

Na dressing:
6 łyżek oliwy
1 łyżka oleju z pestek dyni
2 łyżeczki brązowego cukru
2 łyżeczki musztardy Dijon
3 łyżki soku z pomarańczy
3 łyżki soku z cytryny (do smaku)
1 łyżeczka garam masala
sól

Przygotowanie:
W dowolnej chwili w dniu przyjęcia
1. Przygotowujemy dressing. W blenderze miksujemy wszystkie składniki. Odstawiamy.
2. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
3. Buraki obieramy, kroimy w cienkie plasterki, polewamy obficie oliwa i posypujemy czarnym pieprzem. Układamy na blaszce i pieczemy około pół godziny. Wyjmujemy z piekarnika. Przykrywamy.

Tuż przed podaniem.
4. Na dno i ścianki dużej miski wlewamy dressing (z wyczuciem, żeby nie było go za dużo w stosunku do ilości produktów). W misce z dressingiem mieszamy buraki i pokrojone mango, na koniec dodajemy rukolę.
5. Przekładamy na talerze i posypujemy kawałkami gorgonzoli. Podajemy natychmiast.


Curry z tofu
 
Składniki:

Na pastę curry:
2 cebule
5 ząbków czosnku
4 cm korzenia imbiru
pęczek świeżej kolendry
2 łyżki czerwonej papryki
1 łyżka kminu
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżka mielonej kolendry
1 łyżeczka kardamonu
1 łyżeczka chili

Ponadto:
sól
olej słonecznikowy lub arachidowy do smażenia
600 ml mleka kokosowego 60 %
300 ml wody
4 łyżki soku z limonki
3 łyżki sosu sojowego
1 trawka cytrynowa
5 liści limonki kafir
750 g dyni piżmowej obranej i pokrojonej w gruba kostkę o boku 2 cm
900 g tofu dobrej jakości, odsączonego i pokrojonego w kostkę o boku 2 cm
100 g szpinaku baby

Przygotowanie:
W dowolnym momencie  w dniu przyjęcia, co najmniej 2 godziny przed podaniem
1. W blenderze miksujemy cebule, czosnek, imbir i łodyżki kolendry (listki zostawiamy do przybrania). Tak powstałą pastę podsmażamy około 5 minut na dnie naczynia, w którym będziemy gotować curry. Dodajemy wszystkie przyprawy i smażymy do czasu, aż uwolnią aromat. Solimy.
2. Dodajemy mleko kokosowe, wodę, sok z limonki, sos sojowy, trawę cytrynowa i liście limonki.
3. Gotujemy pod przykryciem na małym ogniu około 30 minut.
4. W tum czasie na patelni, na oleju, podsmażamy dynię na zloty kolor. Przekładamy do curry i dusimy około 15 minut lub do czasu, aż będzie miękka. Odstawiamy.
5. Na patelni na oleju partiami smażymy tofu na złoty kolor. Przekładamy na ręczniki papierowe i dokładnie odsączamy z tłuszczu. Przekładamy do curry i delikatnie mieszamy. Zdejmujemy z ognia.

Tuż przed podaniem:
Podgrzewamy curry, gdy zaczyna się gotować, dodajemy liście szpinaku i zdejmujemy z ognia. Podajemy z tajskim ryżem, z dodatkiem listków kolendry, limonki i ostrej papryczki chili.
 
Panna cotta kokosowa z mango

Składniki:
400 ml śmietanki kremówki
800 ml mleka kokosowego 60%
1 laska wanilii
żelatyna na 1200 ml płynu
100 g cukru
wiórki kokosowe do przybrania (dowolnie)

Na chutney:
1 łyżeczka drobniutko pokrojonego imbiru
200 g ananasa świeżego lub z puszki pokrojonego w małą kostkę
1 duże mango pokrojone w małą kostkę
liście świeżej mięty
1 łyżeczka syropu z agawy lub brązowego cukru
1 łyżka soku z cytryny

Przygotowanie:
W dniu przyjęcia lub dzień wcześniej, co najmniej 3 godziny przed podaniem
1. Śmietanę i mleko kokosowe doprowadzamy do wrzenia, ciągle mieszając (Uwaga: nie zagotowujemy!) Odlewamy 200 ml płynu i rozpuszczamy w nim żelatynę. Do pozostałej części dodajemy ziarenka wanilii, mieszamy i dodajemy rozpuszczona żelatynę i cukier. Przelewamy do 6 szklaneczek lub salaterek. Studzimy. Wstawiamy do lodówki.
2. Przygotowujemy chutney. Na patelni podgrzewamy ananasa i mango, dodajemy syrop z agawy lub cukier, sok z cytryny, imbir i drobno pokrojone liście mięty. Dusimy około 10 minut i odstawiamy.
Tuż przed podaniem.
Wyjmujemy panna cottę z salaterek (naczynia zanurzamy na 30 sekund we wrzątku). Podajemy z chutneyem. Możemy dodać tez prażone wiórki kokosowe.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza.

Smacznego!