czwartek, 30 czerwca 2016

Zupa z młodą kapustką.



Publikacja dzisiejszego przepisu jest właściwie przypadkowa. Naprawdę, nie kalkulowałam, by w dniu meczu podzielić się z Wami przepisem na zupę z kapustką. Zajadam się nią ostatnio – tak krótko jest młoda i smakuje tak wyjątkowo. Stąd dzisiejszy przepis, ot co.  

Dobrze się jednak złożyło, prawda? 

Zdarza się nam oglądać mecze z telefonem w dłoni. Na głośnomówiącym mamy dziadka w Polsce. Komentujemy i kibicujemy wspólnie. Dziś zapewne będzie podobnie. Oglądamy w ten sposób także mecze siatkarzy i szczypiornistów – to nasze ulubione rodzinne dziedziny. Jakoś nie udało się dziadkowi, przynajmniej do tej pory, zarazić wnuki entuzjazmem do lekkoatletyki, który wszczepił mi we wczesnym dzieciństwie. Po wygranym meczu zawsze i obowiązkowo odśpiewujemy do słuchawki "Polska, biało-czerwoni". Chętnie dziś wróciłabym do tego rytuału. Kciuki w gotowości!  

Wiem, że do Polski wracają upały… Z tego powodu proponowanie Wam zupy, zamiast - by nie sięgać daleko – chłodnika, nie jest być może trafione. U nas jednakowoż upałów jeszcze w ogóle nie było, a o skrawku błękitnego nieba, że o słońcu nie wspomnę, zaczynam już śnić po nocach. 

Polecam Wam gorąco wypróbowanie tego przepisu, zupa z młodej kapustki w połączeniu z dipem czosnkowo-serowym jest naprawdę wyjątkowa.







Zupa z młodej kapusty 

Składniki:
½ główki młodej kapusty (ok. 450-500g)
ok. 3 szkl. bulionu warzywnego (może być również drobiowy)
garść pomidorków koktajlowych
½ pęczka koperku
2 łyżki masła klarowanego
1 łyżka oliwy z oliwek
4 łyżki wytrawnego białego wina
sól, pieprz 

Do podania:
50 g fety
75 ml gęstego jogurtu greckiego 10 %
1 mały ząbek czosnku
1 łyżka posiekanego koperku
½ łyżeczki miodu
sól, pieprz (uwaga – feta już jest dość słona)
pieczone ziemniaki  

Przygotowanie:
1. Kapustę myjemy, osuszamy, pozbawiamy głąba i szatkujemy.
2. Rozgrzewamy masło i oliwę na głębokiej patelni. Przekładamy kapustę, mieszamy. Po ok. 10 minutach podlewamy winem i małą ilością bulionu. Bulion będziemy dolewać stopniowo aż do uzyskania odpowiadającej nam konsystencji. Gotujemy ok. 15 minut – pilnując, aby kapusta się nie rozgotowała.
3. Pod koniec gotowania dodajemy umyte i pokrojone na połówki pomidory.
4. W czasie, gdy zupa się gotuje przygotowujemy sos.
5. Siekamy drobno czosnek, dodajemy go do jogurtu, do którego dodajemy koperek, miód i rozkruszoną palcami fetę. Mieszamy, doprawiamy.
6. Podajemy. Na talerzu układamy ziemniaki, wlewamy zupę. Przed jedzeniem rozprowadzamy sos w zupie. 






Smacznego!





piątek, 24 czerwca 2016

Tarta sernikowa z nektarynką.



Wychodzę na taras posłuchać ciszy przed burzą. Obserwuję jaskółki obniżające loty, ciężki lot gołębi szukających schronienia na szczycie starej brzozy (dałabym sobie rękę uciąć, ze słyszałam jej westchnienie). Wreszcie przychodzi i burza z kroplami deszczu jak cieciorka a po niej tęcza nad dachami domów naszych sąsiadów.  To, co musi się wydarzyć, po prostu się dzieje. Przynosi ulgę i nowe nadzieje. Zmiany są dobre. Potrzebne. Sztuką jest umiejętność akceptacji tego, co przynoszą. Przed Europą nowe wyzwanie. Kolejna ważna, jeśli nie – najważniejsza próba. Prosta konsekwencja niezdanych, by nie powiedzieć- zawalonych ostatnio egzaminów. Czy wreszcie wyciągnie z tego wnioski?

Na weekend polecam prostą i szybką w wykonaniu tartę. W sam raz do popołudniowej herbaty.







Tarta sernikowa z nektarynką

Składniki:
Na kruche ciasto:
250 g mąki pszennej (najlepiej typ 550)
125 g masła dobrze schłodzonego
1 żółtko
25 ml wody
40 g cukru
szczypta soli

Na warstwę serową:
440 g twarogu*
3 jajka
100 g cukru

Ponadto:
4-5 nektarynek

*do serników używam zawsze twarogu, który sama mielę. Jeżeli używacie, gotowego, trzykrotnie zmielonego twarogu wystarczy 400 g.

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy kruche ciasto. Do dużej miski wsypujemy mąkę, wkładamy masło pokrojone na drobne kawałki. Podszczypując czubkami palców łączymy mąkę i masło, aż otrzymamy mieszankę o konsystencji piasku. Robimy dołek w cieście i do środka wkładamy żółtko, wlewamy wodę, wsypujemy cukier i sól. Szybko zagniatamy ciasto, tak by miało jednolita konsystencję. Formujemy kulę i wstawiamy do lodówki, co najmniej na pół godziny lub nawet na cały dzień.
2. Po tym czasie wałkujemy ciasto i wykładamy nim formę do tart o średnicy 24-26 cm. Wystające ponad krawędzie formy ciasto ścinamy nożem. Nakłuwamy całe ciasto delikatnie widelcem.
3. Nagrzewamy
piekarnik do 180 stopni. Na ten czas wkładamy foremkę wyłożoną ciastem do lodówki, żeby się schłodziło.
4. Podpiekamy 15-20 minut.
5. Kidy ciasto podpieka się w piekarniku przygotowujemy warstwę serową. Jajka ucieramy na kogel-mogel z cukrem. Ukręcony kogel-mogel dokładnie łączymy z twarogiem.
6. Masę wylewamy na podpieczony spód.
7. Nektarynki podzielone na mniejsze kawałki układamy na wierzchu tarty.
8. Pieczemy jeszcze ok. 20 minut lub tylko do momentu, kiedy zetnie się warstwa serowa.
9. Przestudzamy na kratce. Podajemy.

 Smacznego! 

wtorek, 21 czerwca 2016

Ryż na mleku z sosem truskawkowym.




Dziś miałam opublikować dla Was przepis na tartę sernikową z nektarynkami. Okazało się jednak, że publikacja przepisu z gatunku comfort food jest zdecydowanie bardziej nagląca. Zważywszy okoliczności przyrody (które nawet najbardziej zagorzały meteorolog mógłby, bez szwanku dla swej reputacji, określić mianem anomalii pogodowych) nie pozostaje mi nic innego, jak zejść do kuchni po ostatnia porcję ryżu na mleku i podzielenie się z Wami recepturą. Może się przydać, albowiem, cigle pada... 
Ślimaki i inne oślizgłe wybryki natury zeżarły (wybaczcie - innych słów nie znajduję poniewaz znaleźć nie chcę) mi dwie donice surfinii. Nastroje domowników bliskie depresji czyli poniżej standardowych poziomów i tylko jeszcze Euro ratuje sytuację. Strach pomyśleć, co będzie, kiedy nasi przegrają...




Ryż na mleku z sosem truskawkowym


Składniki:na 3 porcje
125 g ryżu (Basmati lub jaśminowego)
300 g mleka (może być roślinne)
1 łyżka brązowego cukru
szczypta soli
ziarno Tonki lub ziarenka z laski wanilii
200 ml śmietanki 20 %
1 jajko + 2 łyżki cukru brązowego
150 g truskawek


Przygotowanie:
1. Mleko zagotowujemy. Dodajemy cukier, sól, Tonkę i ryż. Mieszamy. Zmniejszamy gaz, gotujemy pod przykryciem do miękkości ryżu (10-15 minut), mieszając co jakiś czas. W tym czasie ryż powinien wchłonąć całe mleko.
2. Zagotowujemy śmietankę. Łączymy ją z ryżem. Odstawiamy pod przykryciem.
3. Jajko ucieramy na puszysty, kremowy kogel-mogel* z cukrem.
4. Truskawki lekko miksujemy lub rozdrabniamy widelcem.
5. Kogel-mogel dodajemy do ryżu. Dokładnie mieszamy. Podajemy z sosem truskawkowym. Przechowujemy w lodówce, zjadamy w dniu przygotowania.

*Jeżeli unikacie spożywania surowych jajek można śmietankę 20 % zastąpić kremówką, którą lekko ubijamy. Dodajemy do przestudzonego ryżu, łączymy i podajemy z sosem, pomijając kogel-mogel. Tak przygotowany ryż przechowuje się też dłużej, ale zawsze w lodówce – szczególnie latem. Jednocześnie, wedle uznania i smaku taki ryż można dosłodzić.

Smacznego!

czwartek, 16 czerwca 2016

Torcik czereśniowy.



Uwielbiam czerwiec. Z dniami ciągnącymi się jak spaghetti, które grzech jest kroić. Zamiast tego smakuje się je do samego koniuszka ochlapując policzki pomidorowym sosem.

Pamiętam jednak, że kiedyś takie długaśne dni to była prawdziwa udręka, dla nas, rodziców małych dzieci. Zasnąć, kiedy za oknem wciąż dnieje, jaśnieje? A w oddali słychać śmiech bawiących się na podwórku starszych dzieci? To ichnie - Mamooo, nie mogę zasnąć - było dla nas kołysanką... Im bardziej oni nie mogli spać, tym bardziej ja walczyłam z ciężkością powiek dążących ku doskonałości poduszki. Dziś mamy to już za sobą i cieszę się, kiedy synek drugi co wieczór woła, żeby utulić go przed snem i zostać przy nim, póki nie zaśnie... To znak, że on jeszcze nie wyrósł a my nie zestarzeliśmy się jeszcze tak zupełnie.

- Widzieliście, jak dużo już jest poziomków?

No widzieliście?




Torcik czereśniowy

Składniki:
Na biszkopt:
2 jajka, oddzielone białka od żółtek
150 g drobnego cukru
180 g mąki pszennej
60 g kakao
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
180 ml oleju
125 ml mleka

Na krem:
250 g mascarpone
200 ml kremówki
skórka otarta z 1 cytryny
2-3 łyżki cukru pudru

Na czereśniową frużelinę:
300 g czereśni
2 łyżki brązowego cukru
sok z 1 cytryny
1,5 łyżki mąki ziemniaczanej

Ponadto do dekoracji:
czereśnie
wiórki czekolady mlecznej

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy biszkopt. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Dno tortownicy o średnicy 22 cm smarujemy maslem i wysypujemy kakao.
2.      Białka ubijamy na sztywną pianę. Ciągle miksując dodajemy po łyżce cukier i żółtka. Następnie wlewamy olej i mleko.
3.      Mąkę pszenną, kakao i proszek do pieczenia przesiewamy. Dodajemy do masy jajecznej.
4.      Delikatnie mieszamy. Przelewamy do formy. Pieczemy około 30-40 minut lub do tzw. suchego patyczka. Studzimy na kratce.
5.      Przygotowujemy frużelinę. Czereśnie myjemy, osuszamy, drylujemy. Przekładamy do garnka, zasypujemy cukrem. Zagotowujemy. Kiedy czereśnie zaczną puszczać sok, rozrabiamy mąkę w soku cytrynowym. Przelewamy do gotujących się czereśni, mieszamy od razu nie doprowadzając do powstania grudek. Gotujemy na małym ogniu przez chwilę, nie dopuszczając jednak, aby owoce zaczęły się rozpadać. Studzimy.
6.      Przygotowujemy krem. Lekko ubijamy kremówkę, dodajemy cukier, ubijamy nadal, kiedy będzie prawie sztywna, dodajemy porcjami mascarpone, łączymy.
7.      Ostudzony biszkopt przekrajamy wzdłuż na dwie równe części. Pierwszą układamy na talerzu/paterze. Smarujemy frużeliną, zostawiając mniej więcej 2 łyżki do posmarowania wierzchu.
8.      Przykrywamy drugą częścią ciasta. Lekko dociskamy. Smarujemy cieniutką warstwą pozostałej frużeliny.
9.   Na środku rozsmarowujemy krem, na brzegu układamy czereśnie. Krem posypujemy wiórkami czekolady. 





Smacznego!


poniedziałek, 13 czerwca 2016

Tarta z kwiatami cukinii.





Pamiętam takie lato spędzone na Kaszubach. Wstawałam rano nacieszyc się ciszą poranka snującą się po spokojnej tafli jeziora. Pisałam, czytałam, chłonęłam, a swiat wokoł piękniał. Wszystko było zachwytem (pod warunkiem, ze wstało się przed kolonistami). Spacerowałam do wsi po swieze mleko i jajka prosto od kury :-) Po drodze mijałam przydomowy ogrod, w ktorym ktos rozsadził mnostwo cukinii. Kwitly rosły niczym nieskrępowane. Ktoregos ranka osmieliłam się poprosic gospodynię o kilka kwiatow, ktore co rano usmiechały się do mnie. To wtedy, pierwszy raz przygotowałam kwiaty cukinii smazone w malinowym ciescie piwnym.

Kolejne lato przebiera na progu nogami (zdejmuje przed wejsciem kalosze, ot - takie uroki belgijskiej aury), zawsze -kiedy na sklepowych połkach widzę kwiaty cukinii usmiecham się do tamtych wspomnien. Ostatnio sięgnęłam po nie z myslą przygotowania tarty: Oto i ona. Polecam gorąco.



Tarta z kwiatami cukinii

Składniki:
6-8 kwiatów cukinii
250 g ricotty
1 jajko
50 ml śmietanki
gałka muszkatołowa
sól, pieprz
skórka otarta z 1 cytryny
sok z cytryny
natka pietruszki
ciasto francuskie

Przygotowanie:
1. Ciasto francuskie wykładamy do małej formy na tartę o średnicy 22-24 cm.
2. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni.
3. Ciasto nakłuwamy widelcem, opiekamy do lekkiego zrumienienia.
4. W tym czasie kwiaty cukinii (jeśli są żeńskie będą miały także mini cukinie) delikatnie myjemy i dokładnie osuszamy.
5. Połowę ricotty łączymy z gałką muszkatołową i skórką otartą z połowy cytryny, doprawiamy do smaku solą, pieprzem i sokiem z cytryny.
6. Płatki kwiatów delikatnie rozchylamy, wyjmujemy pręciki i faszerujemy.
7. Pozostałą ricottę doprawiamy gałką, solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Łączymy z roztrzepanym ze śmietaną jajkiem i posiekaną pietruszką. (Jeżeli obcięliśmy część cukinii - ucieramy je na grubej tarce i dodajemy do ricotty).
8. Na podpieczonym spodzie układamy kwiaty, całość zalewamy ricottą z jajkiem.
9. Pieczemy 20-25 minut lub do momentu ciecia się masy z ricottą. Podajemy.
 







czwartek, 9 czerwca 2016

10 filmów wartych polecenia.





"Tylko Marta" ("Mostly Martha")
reż. Sandra Nettelbeck

Austria, Niemcy Szwajcaria, Włochy 2001

W dzisiejszym zestawie filmowym znajdziecie małą odmianę. Mam nadzieję, że przypadnie Wam ona do gustu. A dotyczy kilku ostatnich rekomendacji, które można spokojnie oglądać w gronie rodzinnym, w towarzystwie dzieci, szczególnie tych zafascynowanych sportem. Naszą rodzinną weekendową tradycją jest wieczór filmowy, na który któreś z dzieci wybiera film. Jeśli chodzi o naszych chłopców możemy być pewni jednego - ich wybór zawsze padnie na film, któego akcja rozgrywa się głównie na boisku. Ale przyznać muszę, że mają one całkiem niezłą wartość dodaną - zawsze są oparte na prawdziwych wydarzeniach - co w przypadku pozytywnych zakończeń odbiera im nieco cukierkowości i mają w sobie mocne, jasne i przemawiające do wyobraźni przesłanie. Tak było na przykład z filmem "McFarland", z którego to motyw wiodący, że można być słabym" punktem zespołu a jednak ważnym i liczącym się, towarzyszy nam na co dzień i stał się częscią naszego rodzinnego slangu. 

Dajcie proszę znać, czy chcielibyście aby pojawiały się w moich zestawieniach także filmy familijne. Jestem ciekawa i otwarta na Wasze propozycje i zapraszam do zakładki Filmy, gdzie znajdziecie sporo inspiracji. 




"Kwiat wiśni i czerwona fasola" ("An")
reż. Naomi Kawase
Francja, Japonia, Niemcy 2015




"I'll see you in my dreams" 
reż. Brett Halley
USA 2015




"Barany. Islandzka opowieść"("Hrutar")
reż. Grimur Hakonarson
Islandia, Norwegia, Dania, Polska 2015



"Ze wszystkich sił" ("De toutes nos forces")
reż. Nils Tavernier
Francja, Belgia 2013




"Chce się żyć"
reż. Maciej Pieprzyca
Polska 2013




"Biegnij, chłopcze, biegnij" ("Lauf, Junge, Lauf")
reż. Pepe Danquart
Polska, Niemcy, Francja 2013


"McFarland"
reż. Niki Caro
USA 2015





"Trener" ("Coach Carter")
reż. Thomas Carter
USA 2005




"Glory road"
reż. James Gartner
USA 2006

cdn.



poniedziałek, 6 czerwca 2016

Młoda bez skalpela.



 

Trzeba przyznać, że rozpoczynanie książki o pielęgnacji urody od pytania "Ile razy dziś oddałaś stolec? może być uznane za kontrowersyjne… Choć jednocześnie, lektura kilku kolejnych stron pozwala przypuszczać, że postawienie tego pytania w kontekście młodego, zadbanego wyglądu jednak jest uzasadnione.
Zresztą, żadna mama, z uwagą i troską śledząca w zawartość pieluch swoich pociech się tu nie oburzy. W tym konkretnym przypadku jest to wręcz czynność naturalna i konieczna. Z wiekiem o niej zapominamy, a tu okazuje się, że zupełnie niesłusznie i to – w dodatku – ze szkodą dla naszego wyglądu.
Nigma Talib, autorka książki "Młoda bez skalpela", jest doktorem naturopatii i medycyny estetycznej. W czasie swojej praktyki odkryła, że za większością kłopotów zdrowotnych jej pacjentów stoją problemy jelitowe, zaburzenia hormonalne i stany zapalne. W miarę ich leczenia obserwowano pozytywne zmiany w wyglądzie skóry – m.in. przywrócenie jej blasku, lepsze napięcie skóry, mniej widoczne zmarszczki, likwidację cieni pod oczami, redukcję przebarwień. Zdaniem dr Talib, cokolwiek dzieje się w naszych jelitach, ma wpływ na skórę i zdrowie całego ciała. Czy to oznacza, że mogłybyśmy swobodnie zrezygnować z kosmetyki pielęgnacyjnej? Nie, raczej że to właśnie działanie od wewnątrz i na zewnątrz jednocześnie da nam najlepsze efekty i przywoła promienny uśmiech na twarzy.
Niby z doświadczenia wiemy, jak odbijają się na naszej twarzy nieprzespane noce, nałogi czy ogólnie tzw. "niezdrowy tryb życia". Książka dr Talib pozwala jednak uświadomić sobie, jak konkretne zaniedbania wpływają na konkretne oznaki przedwczesnego starzenia się widoczne na naszej twarzy. Punkt dla autorki – nie obiecuje cudów, pisząc choćby o zmorze wielu kobiet - czyli o cieniach pod oczami. Autorka uczciwie przyznaje, że wpływ na to może mieć choćby anemia. Na nic zda się przeciwdziałanie im, jeśli nie zrobimy podstawowych badań i jej nie wykluczymy. Namawia również do przeprowadzenia badań w celu wykluczenia innych problemów, zanim zaczniemy stosować się do zaleceń proponowanych w książce. W każdym przypadku lektura książki dr Talib skłania do refleksji i zastanowienia, pochylenia się nad źródłem problemu a nie szukaniem sposobów na doraźne tuszowanie skutków.
Bezsprzecznym plusem tej książki, jest uświadomienie czytelnikowi konieczności przejęcia kontroli nad własnym zdrowiem, co może przełożyć się na młody, świeży wygląd, swoisty efekt "cofania czasu" bez konieczności stosowania drogich kosmetyków czy korzystania z inwazyjnych zabiegów kosmetycznych.
Autorka wskazuje cztery rodzaje pożywienia, które przyspieszają procesy starzenia i jednocześnie prezentuje cztery twarze starzenia, które są z nimi ściśle powiązane. Może zirytować kolejna pozycja nawołująca do rezygnacji z glutenu. Prawdopodobnie tych nieprzekonanych książka dr Talib nie sprowadzi na ścieżkę gluten free. Jednakże Ci, którzy zrezygnowali z glutenu mogą potwierdzić, jak wiele dobrego ta dieta daje w kontekście samopoczucia i wyglądu. Tym bardziej, że dr Talib proponuje model 80:20 (ważne, aby 80% Twoich posiłków nie zawierało glutenu). Znacie pojęcie "przepitej twarzy"? Wystarczy przywołać je sobie na myśl, czytając rady dr Talib dotyczące rezygnacji z alkoholu, by przyznać rację stwierdzeniu, że ograniczenie go w naszej diecie może zdziałać wiele dobrego.
Ciekawe wnioski prezentuje rozdział o stanie zapalnym w organizmie i jego skutkach dla naszego wyglądu. Wpisują się one w coraz powszechniejszą opinię o jego destrukcyjnym wpływie dla funkcjonowania naszego organizmu. Obszernie i szczegółowo omówiony rozdział poświęcony hormonom pomaga lepiej zrozumieć zasady działania naszego organizmu, zawiera również cenne wskazówki, jak sobie radzić w sytuacji rozchwiania gospodarki hormonalnej organizmu.
Autorka proponuje swoim czytelnikom rozwiązania różnych problemów: Odmładzający Plan Odżywiania, Plan Zrównoważenia Hormonów, Plan Dbania o Skórę, – czyli zbiór przepisów wspierających plan odnowy.
Polecane przez autorkę produkty kosmetyczne są dostępne w sprzedaży internetowej, na wypadek gdybyśmy koniecznie chciały po nie sięgnąć.
Fajne jest, że starzenie się nie jest przez autorkę traktowane jako zło absolutne, któremu należy przeciwdziałać za wszelką cenę. Dr Talib traktuje je jako wyzwanie, któremu warto stawić czoła z podniesionym (i gładkim) czołem, w pełni świadomie, w zdrowiu i dobrym samopoczuciu. Podobały mi się holistyczne podejście autorki i proste rady typu: Myśl młodo a będziesz młoda; Częściej mów tak; Bądź ciekawska; Nie mów ciału, że się starzeje; czy: Nie mów jak stary człowiek. Niby to wiemy, ale czy stosujemy?
"Myśl o tym, co możesz robić, nie co powinnaś. Niech twoim celem będzie cieszenie się życiem każdego dnia. Nie stań się stara szybciej, niż musisz. I pamiętaj, jesteś tak stara, jak myślisz, że jesteś – dlatego myśl młodo."
Rozdział 7 - Odmładzający Plan Odżywiania - zawiera propozycję czterotygodniowej diety z przepisami oraz informacje, jak komponować posiłki, jak sobie radzić, kiedy musimy jeść poza domem, po jakie grupy produktów sięgać by uzyskać konkretne efekty. Składniki w nich proponowane nie będą niespodzianką dla tych, którzy w temacie "Zdrowe jedzenie" czują się dobrze.
Jeżeli coś mi w tej książce przeszkadzało, to trochę jej specyficzny język, w połączeniu z miejscami zadziwiającym tłumaczeniem. To typowy styl poradników z iście amerykańskim hurraoptymizmem. W miarę czytania przywykamy do niego. I tak najlepsze czeka nas na samym końcu. Co powiecie na: "Podsmażaną magię dla skóry", "Dressing wspierający skórę", albo "Prebiotyczną potężną miskę"? Zastanawiające nazwy kryją jednak całkiem ciekawe i niezbyt skomplikowane przepisy, które warto wypróbować.
Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że dobrze jest żyć świadomie. Książka "Młoda bez skalpela" może w tym pomóc. Czasami problemy, z którymi borykamy się na co dzień są prostsze do rozwiązania, niż nam się wydaje, właściwa dieta i mądre odżywianie się naprawdę mogą zdziałać cuda. Także te, które możemy potem zobaczyć w lustrzanym odbiciu.
Nigma Talib "Młoda bez skalpela", 2016, Wydawnictwo Muza.
 
Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa. Dziękuję.
 


piątek, 3 czerwca 2016

Sałatka z grillowanych warzyw z fetą.




Nie wiem, czy to półmetek czy inne mniej lub bardziej uświadomione czynniki sprawiają, że od kilku tygodni żyję w zgoła noworocznej atmosferze. Może warto, w połowie dystansu spojrzeć za siebie, przyjrzeć się z bliska, deklarowanym na początku roku postanowieniom?

To chyba zaczęło sie razem z moją prywatną i osobistą akcją "Biegam, bo nie lubie". Bo kto powiedział, że zawsze ma być z górki i z wiatrem? Następna była lektura bloga mimookolicznosci.pl  i bardzo chwytliwe hasło "wyganiania leniwej baby". Zaczęłam realnie zastanawiać się nad tym, jakie zmiany jestem w stanie wprowadzić, jakie stawiam sobie oczekiwania i wymagania oraz, na zmianie których nawyków zależy mi najbardziej. Chwyciłam się hasła leniwej baby trochę jak tonący brzytwy, w poczuciu, że innego wyjścia nie ma, a zmiany muszą być wprowadzone. I choć lekko nie jest, to działam. I przynosi mi to sporo satysfakcji. Taka to fajna odNova, od środka (także w kontekście kalendarza). Polecam! 
I jakby tak, w poszukiwaniu motywacji, wyłowić kilka  pozytywow ze szklanki do połowy pełnej, okazuje się, że dystans na wywiązanie się z takich "noworocznych postanowień" poczynionych w połowie roku, skraca się do półmaratonu :-) No, i tego się trzymajmy!

Nie wiem, jak Wasza, ale moja leniwa baba chodzi w szlafroku cały Boży dzień. Dlatego, jednym z punktów mojego planu naprawczego jest absolutny zakaz noszenia szlafroka przed 22.

Agata, dziękuję Ci za inspirację! Niech i Tobie walka z wewnętrzną leniwą babą lekką będzie, tfu! kto powiedział, lekką? Niech Ci się uda, po prostu.  

Poniżej znajdziecie przepis na sałatkę, którą spokojnie można zabrać ze sobą do pracy (co uczyniłam w radością) - bo plan zmian obejmuje także zwiększenie dyscypliny z kontekście codziennego przygotowywania lunchboxów.

Trzymam kciuki!




Sałatka z batatów z grillowanymi grzybami, fetą i musztardowo-miodowym winegretem 

Składniki:
250 g obranego, pokrojonego w kostkę batata
250 g brązowych pieczarek i boczniaków
200 g fety
świeża kolendra
oliwa do grillowania
sok z cytryny

Na winegret:
4 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka miodu
1 czubata łyżeczka musztardy francuskiej 

Przygotowanie:
1. Na grillową patelnię wylewamy odrobinę oliwy, grillujemy bataty, przekładamy je na talerz.
2. Pokrojone w plasterki grzyby spryskujemy sokiem z cytryny, grillujemy.
3. Przygotowujemy winegret łącząc wszystkie składniki w słoiczku, wstrząsamy, do gotowej emulsji dodajemy jeszcze trochę posiekanej kolendry.
4. Pokrojoną w kostkę fetę, bataty i grzyby układamy na talerzu, polewamy winegretem. Posypujemy kolendrą. Podajemy.


Smacznego!