piątek, 30 września 2016

Muślinowy placek z jabłkami.



Koty przybierają na wadze. Liście drzew resztką sił stawiają czoła grawitacji i naturze. Jeszcze chwila, a zatańczą, jak im karzą. Do rytmu przygrywać im będzie wiatr.


Wciąż jest tak ciepło, że jeże (one wiedzą lepiej) nie robią jeszcze zapasów. Co roku, kiedy ustawiają się kolejkami do kocich misek wystawionych na tarasie wiem, że ziąb nadejdzie już wkrótce. Tymczasem cisza. I słońce! Tyle słonecznych i ciepłych dni, jeden po drugim o tej porze roku nie było tu w Belgii już dawno. Jest pięknie. Jest dobrze. Wczoraj, o 21 z niedowierzaniem obserwowałam wskaźnik temperatury – 17 stopni!

Uspokaja się też sytuacja szkolna, mam nadzieję, że nie brakuje już żadnych książek, ekierek, cienkopisów w kolorze Magenta i ołówków 2B. Powoli z trybu wakacyjnego przechodzimy na szkolny. Oj, ciężko to szło tego roku, jak nie wiem.

Jesień zaczynam szarlotką. Taki to już rytuał. Mam swoje ulubione przepisy, które wracają, ale wciąż szukam nowych, dla Was, dla nas. Dlatego każdy kolejny sezon ma swoją gwiazdę (ba! czasami dwie lub trzy nawet). Jak na razie wszystko wskazuje na to, że w tym roku, jedną z nich będzie muślinowy placek z jabłkami. Dlaczego muślinowy ? - spytacie. Jest właśnie jak muślin - delikatny i lekki, rozpływa się aksamitem smaku. Nie lubię Wam się tutaj zachwycać – o smakach, tak jak o gustach, się nie dyskutuje. Ci jednak, którzy zaufali już moim rekomendacjom, mogą spokojnie dać się namówić i tym razem, bo – powiadam Wam – naprawdę warto!




Muślinowy placek z jabłkami

Składniki:

Na ciasto:
210 g mąki
140 g zimnego masła pokrojonego na mniejsze kawałki
70 g drobnego cukru do wypieków
szczypta soli

Ponadto:
6 dużych jabłek szarlotkowych (Reneta, Cox, Boscop)
50 g cukru
sok z połowy cytryny

Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy ciasto. Ze wszystkich składników zagniatamy szybko ciasto. Dzielimy je na 2 części. Jedną z nich ciut większą niż drugą. Tą większą wykładamy dno i częściowo boki foremki o średnicy 22-24 cm. Drugą zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki.
2.      Na czas nagrzewania piekarnika do temperatury 180 stopni, foremkę wyłożoną ciastem również wstawiamy do lodówki. Następnie nakłuwamy widelcem i podpiekamy ok. 12 minut, do lekkiego zrumienienia.
3.      W tym czasie jabłka myjemy i obieramy. Przekrajamy na połówki. Z każdej połówki odkrajamy plastry zawierające gniazda nasienne.
4.      Z tych plastrów wykrawamy gniazda nasienne, a resztki jabłka kroimy w kostkę i przekładamy do garnka.
5.      Gotujemy mus z cukru i kawałków jabłek odzyskanych z okrojonych z gniazd nasiennych, pod koniec gotowania dodajemy sok z cytryny.
6.      Połówki jabłek pozostałe po wycięciu plastrów z gniazdami nasiennymi nacinamy co 2 mm uważając, żeby jabłka zachowały formę i nie rozpadały się.
7.      Mus jabłkowy rozkładamy równo na podpieczonym spodzie, na nim połówki ponacinanych jabłek płaską częścią do dołu, blisko siebie, wypełniając nimi cały spód formy.
8.      Jabłka przykrywamy drugą częścią ciasta.
9.      Pieczemy w 180 stopniach bez nawiewu przez 30 minut, następnie około 20-30 minut jeszcze z nawiewem. Ciasto z wierzchu popęka i lekko się zrumieni.

Pomysł na nadzienie zaczerpnięty z książki Marka Łebkowskiego "Doskonała kuchnia polska".





Smacznego!

środa, 28 września 2016

Zakręcone brioszki z mleczną konfiturą.



Od czasu do czasu nachodzi mnie tak wielka potrzeba upieczenia czegoś drożdżowego, że nie próbuję się jej opierać. Z tym nie da się walczyć. Odzywa się szczególnie w miesiącach zimniejszych. Pewnie nie tylko ja tak mam. To wtedy wzrasta nasze zapotrzebowanie na utulenie, ukołysanie, ogrzanie się nie tylko szalem ale i smakami, które swe źródła mają we wspomnieniach z dzieciństwa. Moją magdalenką jest właśnie drożdżówka i nic na to nie poradzę.

Kiedy więc przyszła do mnie ostatnio, nie pukając, bez ostrzeżenia, z jesienią pod ręką, przypomniałam sobie o tym, publikowanym już kiedyś na Addio przepisie. Wzbogaciłam go jeszcze o dulce de leche, które także, o zgrozo, chodziło za mną od kilku godzin. I tak, wespół zespół, ja i moje zachcianki (nie, to nie to, o czym myślicie) zabrałyśmy się za pieczenie. W razie wątpliwości dotyczących sposobu zakręcenia brioszek – tutaj znajdziecie zdjęcia instruktażowe. Polecam gorąco!




Zakręcone brioszki

Składniki:
325 g mąki tortowej + 1 łyżka
50 g cukru + 1 łyżka
15 g świeżych drożdży
150 ml mleka
75 g miękkiego masła
1 jajko
szczypta soli
3 łyżki mleka w proszku

Dodatkowo:
125 g dulce de leche (lub masy krówkowej)
1 jajko
cukier puder  

1. Podgrzewamy mleko. Rozkruszamy do niego drożdże. Wsypujemy 1 łyżkę mąki i 1 łyżkę cukru. Mieszamy dokładnie do połączenia się. Odstawiamy rozczyn przykryty ściereczką na 10-15 minut.
2. W misce mieszamy ze sobą przesianą mąkę, mleko w proszku, sól i cukier. Robimy zagłębienie.
3. Do zagłębienia wbijamy roztrzepane widelcem jajko. Zagarniając mąkę z brzegów mieszamy. Dodajemy wyrośnięty rozczyn drożdżowy. Mieszamy zagarniając mąkę z brzegów.
4. Dodajemy miękkie masło. Przekładamy na stolnicę i wyrabiamy. Wyrabiamy ciasto, aż przestanie się kleić i uzyskamy gładką, elastyczną masę, z której formujemy kulę.
5. Kulę wkładamy do miski wysmarowanej oliwą. Przykrywamy. Odstawiamy w ciepłym pomieszczeniu do wyrośnięcia – podwojenia ilości. Potrwa to, zależnie od tego, jak jest ciepło –od 1,5 do 2 godzin.
6. Przekładamy na blat lekko wysypany mąką. Dzielimy na 2 lub 3 lub też 8 równych części.
7. Rozwałkowujemy ciasto i dzielimy je na 2 lub 3 lub 8 prostokątów, każdy o krótszym z boków nie mniejszym niż 10 cm.
8. Platy ciasta smarujemy cienko dulce de leche.
9. W odstępach ok. 1 cm po skosie nacinamy rozwałkowany placek.
10. Zwijamy go w rulonik zaczynając od lewej strony.
11. Zwijamy rulonik w ślimaka zaczynając od góry. Przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia . Przykrywamy ściereczką.
12. Podobnie postępujemy z pozostałymi. Nasze ślimaki układamy w odstępach ok. 7 cm. Przykryte odstawiamy w cieple na 30 minut.
13. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160 stopni.
14. Brioszki smarujemy roztrzepanym jajkiem.
15. Pieczemy 15 minut bez nawiewu, następnie włączamy nawiew na 5 minut do zrumienienia się brioszek.
16. Przekładamy na kratkę do przestygnięcia. Posypujemy cukrem pudrem.




Smacznego!

piątek, 16 września 2016

Krem paprykowy z pietruszką.




Znowu mam to poczucie bezsilności. Biegnę wzdłuż jadącego pociągu, widzę wyciągniętą w moją stronę dłoń. Wystarczy tylko przyspieszyć, sprężyć ciało i umysł, i dać się wciągnąć, i nie mogę. Choć wydaje mi się, że chcę. Pewności jednak nie mam.
 
W chwilach takich jak te uzmysławiam sobie, jaka moc tkwi w rutynie. Można wobec jej dyktatu czuć się jak kukiełka, ale też i docenić w sytuacji, gdy po dłuższym zastoju, mechanizm nie działa, brakuje nagle pewności i sprawności ruchów. No i czemu, na Boga, jest tak ciemno, kiedy budzik podrywa do pionu???

A zatem Kochani! Tak jak widać. Powoli wracamy do standardów narzucanych przez szkolna i zawodowa codzienność. Damy rade. I wszystko będzie jak dawniej, a może nawet lepiej? Kto wie?



Krem paprykowy z pietruszką 

Składniki:
600 g papryki
450 g korzenia pietruszki (część natki zachowujemy do podania i d samej zupy)
1 cebula
1 winne jabłko
oliwa z oliwek do smażenia
250 ml bulionu warzywnego (lub wody)
250 ml mleka kokosowego
sól, pieprz, papryka wędzona ostra i słodka
sok z cytryny do smaku


Przygotowanie:
1. Cebulę kroimy w kostkę, szklimy na oliwie w dużej, głębokiej patelni.
2. Paprykę myjemy, osuszamy, rozkrajamy, pozbawiamy gniazd nasiennych i kroimy w dużą kostkę.
3. Pietruszkę i jabłko obieramy i kroimy w kostkę.
4. Do cebuli dodajemy najpierw pietruszkę, po chwili paprykę, na końcu jabłko. Dusimy do miękkości, podlewając bulionem/wodą. Miksujemy z natką pietruszki na krem.
5. Doprawiamy solą i pieprzem. Dodajemy mleko kokosowe. Mieszamy, doprawiamy papryką i sokiem z cytryny.




Smacznego!



środa, 7 września 2016

Sałatka z tuńczykiem i dressingiem musztardowym.



Kiedy czytacie ten wpis my już zapewne (mam taka nadzieję) jesteśmy z powrotem. Wróciliśmy z wakacji, a posty nadal się publikują. Niech żyje genialna myśl człowiecza i dobra organizacja!

Bardzo lubię to połączenie składników. Tuńczyk i pomidory, do tego czarne oliwki i odrobina czerwonej cebuli. Szczególnie teraz, gdy pomidorów takie dobro wokół. Kiedy zabrałam się za przygotowanie nieco innej wersji tego zestawienia uświadomiłam sobie, że całość może być sucha i wiórowata. By tego uniknąć dodałam awokado i ekspresowy dressing z ziarnistą musztardą. Smakowało wybitnie. To mówię ja, Jarząbek, wielbiciel sałatek wszelakich. Oczywiście, polecam gorąco!

Do następnego wpisu, Kochani!



Sałatka z tuńczykiem, cieciorką, awokado i musztardowym dressingiem

Składniki:
1 duży pomidor
1 łyżka czerwonej cebuli pokrojonej w drobne piórka
1/2 słoika cieciorki (170 g)
100 g tuńczyka w zalewie
10-12 czarnych oliwek
1 awokado
sok z cytryny
świeże oregano lub bazylia

Na dressing:
2 łyżki soku z cytryny
4 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżeczki ziarnistej musztardy

Przygotowanie:
1. Cieciorkę i tuńczyka odsączamy.
2. Pomidora kroimy w dużą kostkę, oliwki na połówki.
3. Obieramy awokado, kroimy w plastry, skrapiamy sokiem z cytryny.
4. Przygotowane tak składniki łączymy w salaterce.
5. Przygotowujemy dressing. W małym słoiku umieszczamy wszystkie składniki. Wstrząsamy, dodajemy 1 łyżeczkę wrzątku, wstrząsamy ponownie.
6. Wymieszane wcześniej składniki polewamy dressingiem, podajemy.

Smacznego!

piątek, 2 września 2016

Rabanadas czyli french toast po portugalsku.



Wszystko, co związane jest z Portugalią, kojarzyć mi się będzie najpiękniej, najlepiej. I mimo, że udało mi się spełnić marzenie, by tam pojechać, mam wrażenie, że teraz tęsknię jeszcze bardziej, intensywniej. O naszej podróży pisałam Wam tutaj, tutaj i jeszcze tutaj.


W planach na najbliższy rok jest kolejny wyjazd, po prostu muszę tam pojechać, dać się oślepić słońcu na Miradoura Da Graça, dotknąć ścian otulonych azulejos i przysiąść na starej przystani u stóp Praça do Comércio. Pamiętam zapach Lizbony, bo głód, który pozostawia, trawi aż do teraz.
Nie mogę napisać Wam teraz (w poszukiwaniu zgrabnego przejścia w kierunku puenty), że OK, tęsknię za Portugalią, ale przecież mogę przygotować sobie rabanadas i to tak, jakbym tam była. Bo to nieprawda.

Rabanadas przygotowuję sobie z sentymentu dla Portugalii (i dlatego, że bagietka doczekała późnej starości), ale nie jako surogat. Bo są pyszne, chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku. Bo sok pomarańczowy, w którym je nasączam, przypomina mi letnie śniadania na tarasie lizbońskiego hotelu. Czy taka rekomendacja jest dla Was wystarczająca? Mam nadzieję, że tak. A kto nie spróbuje, ten nie będzie wiedział J

Rabanadas na progu września, pachnące latem i wakacjami? Trudno mi w tej chwili znaleźć lepszy pomysł na śniadanie w pierwszy wrześniowy weekend.

Dobrego startu, Kochani!




Rabanadas 

Składniki: na 2 porcje
ok. 150 g czerstwego pieczywa – najlepiej bagietki lub pszennych bułek
150 ml soku jabłkowego*
150 ml mleka (może być roślinne)
1-2 jajka**
oliwa do smażenia 

Na cukier cynamonowy:***
1 łyżeczka zmielonego cynamonu
3 łyżki cukru pudru 

Przygotowanie:
1. Bagietkę kroimy na 8-10 kromek.****
2. Mleko podgotowujemy z sokiem jabłkowym.
3. Jajko roztrzepujemy na talerzu.
4. Oliwę rozgrzewamy na patelni. *****
5. Kromki, jedna po drugiej, nasączamy dokładnie z obu stron. Warto jest je dobrze nasączyć, należy jedynie unikać sytuacji, kiedy nasączone pieczywo zacznie się rozpadać.
6. Nasączoną w mleku z sokiem kromkę zanurzamy w roztrzepanym jajku i kładziemy na patelni.
7. Przygotowujemy cukier cynamonowy – łączymy cynamon z cukrem.
8. Bagietki smażymy ze wszystkich stron na złoto. Przekładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym. Osuszone, podajemy. Posypujemy cukrem cynamonowym.

 Uwagi:
*sok jabłkowy najlepiej komponuje się z cynamonem, ale możemy równie dobrze zastąpić go sokiem pomarańczowym i połączyć z ziarenkami wanilii wymieszanymi z mlekiem; można także część soku zastąpić alkoholem – cydrem, rumem, białym winem

**najlepiej na początku użyć 1 jajka i jeśli jest duże, może wystarczyć – chyba, że macie w domu zwierzaka, który ucieszy się z resztek roztrzepanego jajka, wtedy swobodnie rozbijcie od razu 2 J

***w oryginalnych przepisach znajdziecie również cukier, który uprzednio podgotowuje się z mlekiem. Uznałam jednak, że dodatek słodkiego soku i cynamonowa posypka plus syrop klonowy w zupełności wystarcza. Dodatek cukru spowoduje, że tosty będą jeszcze bardziej chrupiące z zewnątrz – decyzja należy do Was

*****rabanadas smaży się w głębokim tłuszczu, według mnie jednak nie jest to konieczne. Kawałki bagietki obsmażam dokładnie ze wszystkich stron po prostu. Pieczywo już nasączone mlekiem i jajkiem nie wchłonie dużo tłuszczu





Smacznego!