piątek, 28 października 2016

Zupa-krem z salsefii z curry.



Robi się na Addio trochę monotonnie. Wiem... Szarlotka na zmianę z zupą… Obiecuję poprawę. Od rana radość, bo to właśnie dziś jest ten dzień, gdy przyjeżdżają dziadkowie. Odliczanie dni do ich przyjazdu przypominało działąnia na adwentowych kalendarzach.

Bo rzeczywiście, kiedy przyjeżdżają dziadkowie, to tak jakby wreszcie doczekać się gwiazdki. Dzieci tak bardzo chcą pokazać im, jak wygląda ich życie tutaj, jak sobie radzą… Rozbudować treści rozmów telefonicznych o kontekst naszej tu codzienności.

 
A zupę polecam!




Zupa-krem z salsefii z curry

Składniki:
850 g salsefii
sok z 1 cytryny
1 średnia cebula
sól, pieprz, curry
klarowane masło lub olej kokosowy - zależnie od dostępności
posiekana kolendra
woda lub bulion

Przygotowanie:
1.       Salsefię obieramy, myjemy i natychmiast po obraniu wkładamy do miski wypełnionej wodą z sokiem z cytryny.
2.      Na maśle lub oleju kokosowym szklimy cebulę. Dodajemy pokrojoną na 1 cm kawałki salsefię. Dusimy tak razem przez chwilę, następnie podlewamy całość 1 szklanką wody z cytryną, w której moczyła się salsefia. Dusimy do miękkości, w razie potrzeby podlewamy jeszcze wodą z cytryną.
3.      Miksujemy warzywa na gładką masę, dodajemy do niej wodę lub bulion, wedle uznania, do uzyskania pożądanej konsystencji. Doprawiamy.
4.      Podajemy z kolendrą i orzeszkami pinii.


Smacznego!

środa, 26 października 2016

Szarlotka babci Marysi.


 

- Dziś dzień przełomowy – mówi do mnie zaspane chłopię w granatowym. szlafroku Bayernu Monachium. Z tym blond potargańcem na głowie i zaspaniem wymalowanym na twarzy, wygląda zapewne i tak mniej upiornie niż ja.Widząc moje pytanie zawieszone na linii wzroku miedzy nami, odpowiada niespiesznie: 

- No, środa. Od tego dnia czas przyspiesza.
-Hmmm… Okey…

Trudno nie przyznać mu racji. Jednocześnie, w drodze do pracy zastanawiam się, czy ja, będąc w jego wieku też miałam poczucie, że czas pędzi tak, że Struś Pędziwiatr wysiada na pierwszym zakręcie? Wydaje mi się, że nie. I chyba nie idealizuję tego czasu, choć wspomnienia wytarte już jak dobre dekaty. *

Młody ma swoją pasję. Trzy razy w tygodniu treningi, w sobotę mecz ligowy, roboty co nie miara, jeśli doliczyć jeszcze odrabianie lekcji, które zajmuje sporo czasu. Rano wychodzimy z domu razem, wracamy tak samo. Dwa krótsze dni w tygodniu (powrót miedzy 13 a 14) pozwalają jakoś złapać im oddech, ale i tak my mieliśmy chyba lepiej…

Z drugim synem, dzień wcześniej wieczorem, rozmawiamy o trądziku (Synu, są sytuacje na tym świecie nie do uniknięcia…) i sposobie spędzania wolnego czasu. Do dziś zachodzę w głowę, jak to się stało, ze żadne z naszych dzieci nie lubi czytać książek. Jak? Setki przeczytanych wspólnie książek, poczytajki na dobranoc, książki, o które w naszym domu swobodnie można się potknąć, bo nie ma już półek na ich składowanie? I wszystko to na nic? Jak to możliwe??? Może macie jakieś pomysły?

Z córką pierwszą rozmowy o "Cudzoziemce" i Spinozie w przerwie miedzy poszukiwaniami uczelni i zajęciami Krav Magi. Również pospieszne, bo musze się uczyć, mamo!

Dobrze, że przed nami kilka dni wolnego. Czas na wytchnienie i wspólne aktywności. No i przyjeżdżają dziadkowie! Hip hip! Zastanawiam się, kiedy im wystarczy czasu, na wszystkie zajęcia, do których chcą je zaciągnąć dzieci…

* czyli dekatyzowane jeansy

Dzisiejszy wypiek to chyba najczęściej obfotografowywana szarlotka w Belgii… O ile udawało mi się zrobić jej zdjęcie w całości (zdążyła wystygnąć na tyle, by wyjąć ją z foremki, nim skończy się światło zastane), o tyle uchwycić jej wersję pokrojoną długo nie byłam w stanie. I tak upiekłam ich chyba 6 zanim powstały zdjęcia, które mogły ujrzeć światło Waszych ekranów. Jest przepyszna. Najlepiej smakuje tego samego dnia, zresztą, w takim tez czasie znika. Rozpływające się jabłka, delikatne ciasto z chrupiącą skorupką na wierzchu, z lodami z solonym karmelem – wybitna. Poleca się Wam gorąca, na dni nostalgii i zadumy, które przed nami.



Szarlotka babci Marysi 

Składniki:

Na kruche ciasto:
300 g mąki
200 g chłodnego masła, pokrojonego w kostkę
100 g cukru pudru
2 żółtka 

Na nadzienie:
1 kg kwaśnych, twardych  jabłek, najlepsza szara reneta
100 g cukru
2 łyżki cynamonu w proszku
4 łyżeczki soku z cytryny

Ponadto:
cukier do posypania wierzchu ciasta

Przygotowanie:
1. W robocie kuchennym zagniatamy kruche ciasto, mieszając wszystkie składniki (albo ugniatamy je chłodnymi dłońmi do połączenia składników).
2. Ciasto zawijamy w kulę i odkładamy do schłodzenia na co najmniej. 1/2 godziny.
3. W tym czasie obieramy jabłka i kroimy je na mniejsze kawałki (ale nie nazbyt drobne, by nie powstała jabłkowa breja. Najlepiej najpierw pokroić jabłka w ósemki, a potem każdą ósemkę przekroić na 3-4 części).
4. Jabłka mieszamy z cukrem (jeśli są słodsze, dajemy mniej cukru), cynamonem i sokiem z cytryny. Zalewamy 2-3 łyżkami wody i dusimy kilka minut w rondelku, aż nieco zmiękną (ale nie mogą się rozpadać).
5. Schłodzone ciasto rozwałkowujemy i wycinamy kawałek pasujący do tortownicy o średnicy 22-24 cm.
6. Wykładamy formę ciastem (formując z ciasta również niewielkie ścianki) i nakłuwamy widelcem.
7. Przygotowujemy od razu drugi płat ciasta, którym przykryjemy warstwę jabłek.
8. Podpiekamy spód w 190 st. C. przez 10 minut.
9. Następnie na podpieczone ciasto wykładamy jabłka i przykrywamy je drugim płatem ciasta.
10. Posypujemy ciasto cukrem i pieczemy w 180 st. C. przez około  30-40 minut, do zezłocenia góry. Cukier powinien się roztopić, tworząc chrupiącą skorupkę (właśnie dlatego, nie należy pomijać tej czynności).

Przepis pochodzi stąd. A poleciła mi go Aleksandra, stała i wierna czytelniczka Addio. Olu, wielkie dzięki!









Smacznego!

piątek, 21 października 2016

Zupa-krem z kalafiora.




- Mamo, daj! Ja poprowadzę! – mówi syn pierwszy

To niby nic. Ale przystaję i obejmuję go ramieniem, chwilowo unieruchomiona refleksją z rodzaju tych: jeszcze tak niedawno…


Jeszcze tak niedawno denerwowałam się mocując się, by usadowić dziecię w sklepowym wózku. Pamiętam, że umieszczenie dwóch ruchliwych nóżek, obutych w - nie daj Boże - zimowe buciki, w tych dwóch małych otworkach, to była mordęga…  

Dziś wyrostek z lekkim trądzikiem, o wzroście pozwalającym na prowadzenie partnerskich rozmów, proponuje mi pomoc na zakupach.

Gdzie się podziały te wszystkie: Ja chcę! Ja chcę! Mamo! Moja kolej! Przewieziesz mnie? Mogę to? Dlaczego nie???  

(Nie, żeby mi tego aż tak brakowało (tylko tak trochę…) Najgorsza w tym wszystkim jest świadomość bezpowrotności. To se ne vrati…  

Pogodzenie się z tym wydaje się coraz trudniejsze. I nie, nie pomaga świadomość, że teraz mogę więcej, dzieci nie płaczą, przesypiam całe noce, a ceny pampersów mogę mieć w głębokim poważaniu. Może to klasyczny kryzys. Może nie. Może to przejściowe. Oby.  

Wcielenie się w rolę matki nastoletnich, doroślejących dzieci wymaga czasu. Niby mija szybko, jednak mało łaskawie i bez taryfy ulgowej. 

Okey. Będę się cieszyć tym co dzisiaj, jutro wszyscy będziemy starsi o kolejny nowy dzień.   

*chyba właśnie nadszedł czas by przestać nazywać go synkiem pierwszym… lub zarezerwować sobie to nazewnictwo do myśli niewyartykułowanych… 

Coraz więcej na Addio przepisów na zupy. Taki sezon. Takie potrzeby. Przeziębionym polecam zupę-lekarstwo na tę okazję, poszukującym przepis na krupnik z bakłażanem a zmarzniętym – barszcz z imbirem. Więcej przepisów znajdziecie w zakładce Zupy. 

Pięknego weekendu, Kochani!




Zupa-krem z kalafiora z mlekiem kokosowym

Składniki: na 4 porcje
1 średni kalafior
1 średnia cebula (jeśli mamy – lepsze nawet będą 2 duże szalotki)
1 puszka mleka kokosowego*
min. ½ łyżeczki garam masala**
sól, pieprz
1 średnia marchewka
olej kokosowy do smażenia (jeśli nie mamy, zastępujemy klarowanym masłem)
3-4 łyżki posiekanej świeżej kolendry

Opcjonalnie:
1 łyżka masła klarowanego
1 żółtko

Do podania:
uprażone i posiekane pistacje
posiekana kolendra (lub pietruszka)

Przygotowanie:
1. Kalafior obieramy, dzielimy na różyczki mniej więcej równej wielkości, myjemy. Gotujemy w osolonej wodzie przez 15 minut.
2. W tym czasie szklimy w dużej, głębokiej patelni, na 1 łyżce oleju kokosowego, posiekaną cebulę. Dodajemy do niej pokrojoną w kostkę marchewkę i garam masalę, podduszamy razem, podlewając, jeśli zachodzi taka potrzeba, wodą z gotującego się kalafiora.
3. Odcedzamy kalafior, odlewając ok. 1,5 szkl. wody do późniejszego użycia.
4. Kalafior przekładamy na patelnię do cebuli z marchewką, mieszamy dokładnie, pozostawiamy tak na 5 minut.
5. Zalewamy mlekiem kokosowym, miksujemy, dodajemy wodę z gotowania kalafiora do uzyskania pożądanej konsystencji, jeśli potrzeba - doprawiamy ponownie.
6. Zdejmujemy z ognia. Dodajemy masło i żółtko. Mieszamy dokładnie.
7. Dodajemy posiekaną kolendrę, mieszamy, przelewamy do miseczek. Podajemy posypany pistacjami i kolendrą.



Uwagi:

*zwróćcie uwagę na składniki mleka, idealnie byłoby kupić takie, które nie zawiera konserwantów i zagęszczaczy
**jeżeli nie mamy gotowej mieszanki zastępujemy ja zmielonymi ziarnami kolendry, kuminem, chili w proszku, świeżo startą gałką muszkatołową, pieprzem, białym kardamonem w proszku








Smacznego!

poniedziałek, 17 października 2016

9 filmów na jesień.




Jesienią ogarnia mnie chwilami taka nostalgia, że tęsknię za staromodnym gwizdem czajnika, w którym gotuje się wrzątek na herbatę. Marzy mi się roztrwonić czas na spacerze, szurając nogami po chodniku w gąszczu opadłych z drzew liści. (I może już jutro, tak właśnie zrobię?)

A kiedy tak się dzieje, mam ochotę wieczorem przy kominku obejrzeć film. Dlatego, starym i dobrym, mam nadzieję zwyczajem, mam dla Was nowe zestawienie. Na końcu znajdziecie link odsyłający do listy wszystkich polecanych do tej pory na Addio filmów. Dajcie znać, jak Wam się podobały, proszę.


I niech nam jesień złotą będzie :-)



"Jestem miłością" ("Io sono l'amore")
reż. Luca Guadagnino
Włochy 2009     




"Genua. Włoskie lato." ("Genova")
reż. Michael Winterbottom
Wlk. Brytania, Włochy;  2008






"Podróż czerwonego balonika" ("Flight of the Red Balloon")
reż. Hsiao-Hsien Hou
Francja, Tajwan; 2007 





"Wojna domowa' ("Easy virtue")
reż. Stephan Elliott
Kanada, Wielka Brytania; 2008 




"Zapiski z Toskanii" ("Certified Copy ")
reż. Abbas Kiarostami 
Belgia, Francja, Włochy; 2010




"Kiedy po raz ostatni widziałeś ojca?" ("And when did you last see your father?")
reż. Anand Tucker
Irlandia, Wielka Brytania, 2007




"Wild" ("Dzika droga")
reż. Jean-Marc Vallée
USA, 2014

 

"Café de flore"
reż. Jean-Marc Vallée
Francja, Kanada; 2011



"Bagdad Café"
reż; Percy Adlon
USA, RFN; 1987


cdn.

piątek, 14 października 2016

Faszerowane bakłażany.



W tym tygodniu z trudem udaje mi się trzymać założonych wcześniej planów. Za rogiem, jakby się zmówiły, niespodzianki, zaskoczenia. Potrzeba coraz większej elastyczności i dystansu. Zrozumienia, że nawet jeśli coś nie wyszło, to po coś... I choć czuję, że głowa przegrywa z grawitacją, upieram się przy publikacji. Obiecałam sobie 2 w tygodniu. Przynajmniej 2 w tygodniu i muszę się tego trzymać. 

A przepis na te bakłażany polecam Wam bardzo gorąco, Są fantastyczne. Mogłabym je jeść na okrągło. Posmakują wielbicielom faszerowanych warzyw. Spróbujcie koniecznie!

Jak dobrze, że już weekend (wreszcie coś miłego czai się za rogiem).  Przynajmniej teoretyczna wizja odpoczynku i wytchnienia, a może co nieco da się go wdrożyć? Czego Wam i sobie źyczę.





Faszerowane bakłażany

Składniki:
2 bakłażany (o wadze ok.500 g)
4 łyżki posiekanej świeżej kolendry
3 ząbki czosnku
3 pomidory (o wadze ok.(500 g)
4 łyżki ugotowanej komosy ryżowej (można zastąpić kaszą jęczmienną lub ewentualnie ryżem)
175 g mozzarelli
pieprz
1 łyżka musztardy ziarnistej (francuskiej)
oliwa z oliwek do posmarowania bakłażanów
masło klarowane do smażenia pomidorów
bułka tarta do posypania

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do 175 stopni.
2. Bakłażany myjemy, osuszamy, przecinamy wzdłuż na pół. Połówki układamy na blasze/w foremce, smarujemy przekrojone powierzchnie oliwą, posypujemy solą i pieprzem. Wstawiamy do piekarnika na 25 minut, pieczemy z nawiewem.
3. W tym czasie pomidory obieramy ze skórki (w tym celu nacinamy je i sparzamy), kroimy na mniejsze cząstki.
4. Na patelni rozgrzewamy masło klarowane, dodajemy posiekany drobno czosnek, szklimy, dodajemy pomidory, redukujemy do uzyskania konsystencji w miarę gęstego sosu – pomidory nie muszą się całkowicie rozpaść. Dodajemy sól i pieprz.
5. Podpieczone bakłażany wydrążamy uważając, by nie naruszyć skórki.
6. Wydrążony miąższ kroimy i przekładamy do pomidorów, łączymy, smażymy mniej więcej 2 minuty.
7. W misce łączymy pomidory z kolendrą, komosą i pokrojoną na mniejsze kawałeczki mozzarellą. Dodajemy musztardę, doprawiamy. Przekładamy do łupinek bakłażana. Posypujemy bułką tartą.
8. Pieczemy ok 30 minut. Podajemy.

środa, 12 października 2016

Granola "Figa z makiem".



Może to rzeczywiście absurd prowokuje kreatywność. Sentymentalizm chyba także nie jest tu bez winy. Powiedzenie "figa z makiem z pasternakiem" to kluczowe wyrażenie naszego dzieciństwa. Bawiło formą, rymem, który chodził za tobą jak chłopak z VI piętra. Z tego sentymentu i nostalgii, zrodzonych w oparach jesiennej aury wziął się pomysł na to śniadanie. Ale zanim o nim, jeszcze wyjaśnienie.

"W osiemnastm wieku funkcjonowało powiedzenie o kobiecie, że fig się objadła - miało to znaczyć ironicznie i złośliwie, że zaszła w ciążę. Ale figi były też postrzegane jako owoce drobne, zatem osoba mało znacząca mogła być nazwana figą. Dotyczyło to także małych rzeczy, znaczących niewiele albo zgoła nic, co usprawiedliwiało powiedzenie o dostawaniu (i oczywiście o dawaniu) figi - do tego stopnia, że zamiast całego zwrotu o zawodności oczekiwania używało się samego biernika figę. Czasami rozwijało się taką nieistniejącą figę o mak i wtedy mówiło się o fidze z makiemm a taką łagodzącą absurdalność posuwano do wyrażenia figa z makiem z pasternakiem, dla rymu dodając tu zapomniany już niemal pasternak." (Jerzy Bralczyk "Jeść")

Przygotowanie tej granoli może rzeczywiście zając niewiele czasu, tyle, co zjedzenie 2-3 fig (kiedy nie kupuję ich w kraju pochodzenia i u pewnego źródła, wolę je obierać i tak 10 minut może upłynąć). Jest pyszna, chrupiąca i pełna smaku, prażony mak, tak jak sezam, zdecydowanie zyskuje. Polecam gorąco spróbować. O ekspresowej granoli z patelni pisałam także tutaj, na wypadek, gdyby kogoś nie napawał entuzjazmem mak w zębach...




Granola "Figa z makiem" 

Składniki:
100 g płatków owsianych górskich
2 łyżki miodu/syropu z agawy/syropu z daktyli/syropu ryżowego
2 łyżki oleju kokosowego
2 łyżki maku

Przygotowanie:
1. Ze zważonych płatków odejmujemy 2 łyżki i w to miejsce dosypujemy 2 łyżki maku.
2. Na patelni o dużej powierzchni (min. 28 cm) wysypujemy płatki z makiem. Rozprowadzamy równomiernie. Pozostawiamy tak na ok. 10 minut, od czasu do czasu potrząsając patelnią.
3. W garnuszku rozpuszczamy olej kokosowy i syrop.
4. Płatki będą gotowe, kiedy zauważymy, że ładnie brązowieją i zaczynają pachnieć orzechami.
5. Wówczas wylewamy na patelnię olej z syropem. Mieszamy dokładnie, pozostawiamy na minutę na patelni, wyłączamy gaz. Odstawiamy na bok na patelni – granola zestali się i po chwili rozkruszamy ja na kawałki o pożądanej wielkości. Przechowujemy w szczelnie zamykanym pojemniku.
6. Figi myjemy, osuszamy, kroimy, podajemy z granolą i jogurtem. Fajnie smakuje w tym zestawieniu jogurt kokosowy.


Smacznego!

piątek, 7 października 2016

Zupa-krem z kalafiora z tahini cd.




To może już jednak kwestia wieku… te huśtawki nastrojów? Od wspominanej ostatnio nostalgii po dzisiejsza euforię? Tak z dnia na dzień? Okey… taki dystans jest jeszcze chyba znośny (muszę zapytać otoczenie) gorzej, gdy częstotliwość się zwiększa…

Pytacie, co u nas słychać.
Sezon szarlotkowy otwarty. Pomidorowy jeszcze chwileczkę, jeszcze momencik. Z powyższym związane są 2 kwestie.

Po pierwsze – już wkrótce pojawi się tu przepis na wyśmienitą szarlotkę, które znika od razu po wystygnięciu, (choć są i tacy niecierpliwcy, którzy poparzyli się poważnie w trakcie przedwczesnej konsumpcji)

Po drugie – ostatni to moment na przeciery pomidorowo-czosnkowe, które posłużą za bazę do sosów makaronowych. 

Co jeszcze?

Nasz najmłodszy niejadek zaczął w końcu jeść! Rzeczonego makaronu z sosem pomidorowym zjadł wczoraj 3 porcje! Uff, to całkiem spora ulga. Dal się w końcu namówić na jajka (tylko pod postacią jajecznicy) i smoothie do śniadania. Nareszcie jego dieta przestaje być tak monotonna i uboga, a to dla matki karmicielki radość nie do przecenienia (być może tutaj należy szukać źródeł wspomnianej już euforii).

Wielką sztuką prawdopodobnie jest uniezależnienie swojego dobrostanu od wpływów otoczenia. Postanawiam sobie – popracować nad tym intensywniej. Tymczasem – jest dobrze. 

Dziś Światowy Dzień Uśmiechu! 

Uśmiech poproszę.

Dziękuję.

Tę zupę polecam Wam gorąco. Jest prosta w przygotowaniu i rozgrzewa. Czy to nie jest to właśnie, czego Tygryski jesienią potrzebują najbardziej?



Zupa-krem z kalafiora z tahini (masłem sezamowym )

Składniki: na 2 porcje
1 średni kalafior
1 średnia cebula
masło klarowane do usmażenia cebuli
ok 300 ml bulionu (warzywnego lub drobiowego)
sól, pieprz do smaku
duża szczypta kuminu
kozieradka i cynamon wedle uznania
ok. 3 łyżek tahini (masła sezamowego)

Do podania:
uprażone na suchej patelni ziarna sezamu
ocet balsamiczny w kremie
2 jajka sadzone
posiekana kolendra lub zielona pietruszka

Przygotowanie:
1. Kalafior myjemy, rozdrabniamy na różyczki mniej więcej równej wielkości. Zanurzamy je na chwilę w wodzie z octem ( 3 łyżki wystarczą – pozbędziemy się w ten sposób ewentualnych gości)
2. Gotujemy do miękkości na parze lub w osolonej wodzie – wedle uznania i możliwości. Można też kalafior upiec na blasze wcześniej skropiony oliwą i osypany solą.
3. W tym czasie na maśle dusimy do miękkości pokrojoną w kostkę cebulę.
4. Miksujemy kalafior z cebulą, dodając stopniowo bulion, do uzyskania ulubionej konsystencji.
5. Doprawiamy. Najpierw solą i pieprzem. Następnie kuminem, kozieradką (jeśli nie macie – można pominąć) i cynamonem. Na koniec dodajemy tahini, po 1 łyżce, do smaku.
6. Zupę podajemy z jajkiem sadzonym, posypaną ziarnami sezamu i pietruszką tudzież kolendrą i skropioną octem balsamicznym. Można także dołożyć do tego zestawu jeszcze grillowane boczniaki – wówczas to już będzie danie kompletne.



Smacznego!

Zupa-krem z kalafiora z tahini.



Jeszcze dziś zapraszam po przepis na prosty krem z kalafiora z tahini.

cdn.

środa, 5 października 2016

Wytrawne tuile albo chipsy z białek.


Spieszysz się rano na pociąg podmiejski. Jest ciemno jeszcze. Drżysz w niepewności, czy uda Ci się zdążyć. Oboje punktualnie i jednocześnie wpadacie na peron. (Błogosławisz w duchu niebiosa za uśmiech w Twoją stronę tego zaspanego poranka). To może być dobry dzień – myślisz, siadając obok wyrostka o wyglądzie koszykarza (nie złoży swoich patykowatych nóg do ostatniej stacji). Niewygodnie.


W głowie również niewygoda.

Marzenia. Te niespełnione zaczynają bardzo uwierać, brak nowych nastraja nieswojo. A może to wcale nie są marzenia, tylko plany, cele, do których się dąży z różnym skutkiem?
Kilka godzin później ktoś bardzo Ci bliski zapyta:

- O czym marzysz?

I to, co wcześniej było niewygodą, zamienia się w smutek. Jak można się tak pogubić? Zapomnieć? Przestać stawać na palcach i wyciągać w górę szyję, sięgać wyżej i dalej?

Może to ta jesień?

A przecież, im bliżej końca roku i nowego rozdania pojawi się ich więcej. I trzeba będzie stawić im czoła.

Jak można myśleć, że wciąż ma się czas na realizację marzeń, skoro nigdy nie ma się czasu na nic???

Chciałabym zakończyć ten wpis bardziej optymistycznie. Ci, którzy zaglądają tu regularnie wiedzą, że tak właśnie najczęściej się dzieje. Dziś zostawię Was jednak z pytaniem, na które sama muszę znaleźć odpowiedź.

A może Wy dorzucicie jakiś swój optymistyczny akcent? Z góry dziękuję.

Wytrawne tuile to było odkrycie! Przepis na nie jest tak prosty do zapamiętania. Ledwie 3 składniki główne, każdy tej samej wagi. Zużywamy więc dokładnie tyle białek, ile nam zostało.
Tymczasem na meczu nie chrupiemy kalorycznych chipsów, oszczędzamy paznokcie i hybrydy a chrupiemy pyszne tuile. Roboty i czasu poświęcicie naprawdę niewiele – a efekt? Przekonajcie się sami. Przechowują się świetnie w szczelnym pojemniku, im cieńsze tym smaczniejsze. Będą nie tylko świetną przegryzką ale i dekoracją do zup-kremów. Polecam gorąco!



Wytrawne tuile lub chipsy z białek

Składniki:
100 g białek (3 białka)
100 g solonego masła
100 g mąki pszennej
pieprz

Ponadto:
ziarna sezamu, maku, lnu
zioła prowansalskie
curry
garam masala
Colombo
Za’atar
Ras el Hanout 

Przygotowanie:
1.       Rozpuszczamy masło.
2.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
3.      Do białek dodajemy mąkę, masę mieszamy widelcem do uzyskania gęstej papki.
4.      Dodajemy do niej masło, doprawiamy lekko pieprzem i solą, jeśli nie użyliśmy masła solonego.
5.      Blachę wykładamy papierem do pieczenia.
6.      Nabieramy małe porcje ciasta (nie większe niż pół łyżeczki) i rozsmarowujemy je w formie kolek cieniuteńką warstwą na papierze. Posypujemy wybranymi ziarnami/mieszankami ziół.
7.      Wstawiamy do piekarnika i pieczemy do zrumienienia ok. 8 minut.
8.      Przekładamy na kratkę, studzimy, przechowujemy w szczelnie zamykanych pojemnikach.





Smacznego!