środa, 30 listopada 2016

Dekorowanie pierniczkow - PORADNIK.





Dekorowanie pierniczków – Poradnik dla początkujących

Nie musimy posiadać bardzo wyszukanych kształtem foremek do wycinania pierniczków. Naprawdę wystarczy kilka podstawowych kształtów, to dekoracje czynią z naszych pierniczków dzieła sztuki. Przy kupnie foremek warto zwrócić uwagę, by ich kształty nie były zbyt skomplikowane, gdyż takie pierniczki trudno się wypieka – łamią się jeszcze na etapie wypiekania lub gdy są przenoszone/przechowywane. Tak często dzieje się z wszelkimi gwiazdkami, których ramiona, gdy są cienkie, lubią się łamać, zwierzakami o cienkich nóżkach i szyjach, niejeden może stracić głowę.

Dekorujemy pierniczki wcześniej wystudzone. Przepis na pierniczki znajdziecie tutaj.



1. Czym dekorujemy? 

Podstawą naszych dekoracji jest lukier, który możemy także dowolnie barwić i wzbogacać cukrowymi posypkami.

Lukier królewski

Składniki:
1 białko
1 szklanka (250 ml) cukru pudru – zależnie od wielkości białka może to być trochę więcej

Przygotowanie:
1. Białko ubijamy dodając stopniowo cukier do uzyskania dość gęstej i gładkiej konsystencji. 2. Możemy sprawdzić gęstość lukru przed przełożeniem go do woreczka, maczając w nim lekko opuszek palca, jeżeli lukier pozostanie na palcu i nie będzie kapał – jest gotowy
3. Jeżeli lukier wyjdzie za rzadki nasze wzorki będą się na pierniczkach rozlewać i nie będą precyzyjne.
4. Jeżeli lukier wyjdzie nam zbyt gęsty, dodajemy wodę – najlepiej kroplami tak, aby go zbytnio nie rozrzedzić.

Przygotowany w ten sposób lukier przekładamy do woreczków, które przechowujemy w lodówce.

Jeżeli chcemy przygotować lukier w różnych kolorach najlepiej jest użyć do tego celu barwnika w proszku. Jeżeli posługujemy się barwnikami w płynie lukier musi być bardzo gęsty, gdyż barwnik go rozrzedzi.






2. Czego potrzebujemy do dekoracji lukrem?

 Najlepszym według mnie rozwiązaniem dla rozpoczynających przygodę z dekoracją pierniczków będą woreczki strunowe. Przygotowujemy z nich tutki (tak jak na zdjęciu). Woreczek dla wygody umieszczamy w kubku, jednym z rogów skierowanym bardziej ku dołowi i wypełniamy lukrem. Od góry związujemy gumką recepturką. Dopiero wtedy robimy w tutce dziurkę. Ma być naprawdę niewielka – ok. 1 mm. Lepiej jest zrobić mniejszą i potem, w razie potrzeby, powiększyć.

Z 1 białka i 1 szklanki cukru uzyskujemy 4 tutki, które wystarczą mniej więcej na dekorację ok. 100 pierniczków.

Jeżeli barwimy lukier, to przed przełożeniem do woreczków rozrabiamy go dokładnie w miseczce i przekładamy do woreczków.

Niezużyte woreczki z lukrem możemy przechowywać w lodówce. Końcówka z dziurką zastygnie, ale wystarczy przetrzeć ją zwilżonymi palcami i możemy dekorować dalej.
Warto mieć na podorędziu talerzyk, na który w czasie dekoracji będziemy mogli nasze tutki odłożyć.

Stół warto przykryć czymś dającym się łatwo zmyć. Przydatna okaże się kratka do studzenia ciasta, na której odkładać będziemy już udekorowane pierniczki do zastygnięcia. Jeżeli nie przykrywamy całego stołu to warto podłożyć coś choćby pod kratkę. Za kratkę może nam posłużyć półka siatkowa z piekarnika.

3. Jak dekorować? 

Kropki
Absolutnym debiutantom polecam dekorację kropkami, nie wymaga ona takiej wprawności ręki, a daje świetne efekty. Pozwala też "oswoić się" z tutką. Wzbogacamy taką dekorację formując kropki rożnej wielkości. Możemy także taki niezastygnięty lukier posypać cukrowymi dekoracjami. W miarę nabierania wprawy możemy malować na pierniczkach wzory bardziej skomplikowane.




Wzory
Na zdjęciach przedstawiam różne wzory, które można dowolnie modyfikować, mam nadzieję, że posłużą Wam za inspirację.



Koronki
To sposób bardzo efektowny, ale też wymagający sprawnej ręki i więcej czasu. Najlepiej zacząć od narysowania kratki, można pozostawić ją do przeschnięcia i następnie dekorować kropkami na wszystkich przecięciach. Lub też – to wersja dla najbardziej już wprawionych, dekorować kropkami tak, by przylegały do przecięć, tak jak na zdjęciu. Można w ten sposób dekorować cały pierniczek lub tylko jego część.
Polukrowanymi pierniczkami możemy dekorować świąteczne ciasta.







Piernikowe lizaki to świetny pomysł, kiedy przegotowujemy pierniki na sprzedaż np. podczas świątecznego kiermaszu lub chcemy obdarować kogoś niezwykłym prezentem od serca.

Do tego celu używam przede wszystkim foremek w postaci serca (jakoś nieswojo mi nabijać gwiazdki na patyki). Gwiazdki też są bardziej niż serca narażone na połamanie.

Pierniczki przeznaczone na lizaki powinny mieć grubość minimum 5 mm, ale też nie ma potrzeby, by były grubsze.

Kiedy pierniki się wypiekają przygotowujemy sobie długie i dość grube wykałaczki (najlepiej sprawdzają się te 20 cm).



Jeżeli chcemy lukrować całą powierzchnię pierniczków obrysowujemy najpierw ich kształt i dopiero potem go wypełniamy. Następnie pozostawiamy do wystygnięcia i dekorujemy polukrowaną wcześniej powierzchnię (tak jak prezentują to kolejno zdjęcia).

Otwory w piernikach do zawieszenia na choince robimy tuż po ich upieczeniu, posługując się słomką lub wykałaczką. Słomka może deformować się pod wpływem ciepła, dlatego potrzebujemy ich więcej.






Mam nadzieję, że uda mi się pokazać Wam jeszcze w tym roku inne pomysły na piernikowe dekoracje, oraz że Poradnik, który dla Was przygotowałam, okaże się pomocny.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Krem marchewkowy.



Nadchodzi czas pomachać jesieni na pożegnanie. Napalić w kominku i zabrać się za pisanie listów do Mikołaja i kartek świątecznych. Już dziś przypuszczam, że na zrealizowanie wszystkich planów czasu będzie brakowało. W grudniu naszą domową kuchnię ratują zupy. Dzieci podgrzewają je sobie po powrocie do szkoły i mogą biec dalej na treningi. Ja zabieram swoją porcję na lunch.


Taki marchewkowy kubek da się przygotować w 25 minut. Poziom gęstości regulujemy według uznania. Smacznego! Kolejne wpisy juz w zupełnie innym klimacie. Zapraszam wkrótce!

Krem marchewkowy

Składniki:
1 cebula (ok. 75 g)
500 g marchwi
150 g korzenia pietruszki lub pasternaku
200-250 ml wody lub bulionu
½ łyżeczki wyłuskanego i roztartego w moździerzu kardamonu
1 łyżka masła klarowanego lun oleju kokosowego
1 puszka mleka kokosowego
sól, pieprz
2 łyżki posiekanej kolendry lub pietruszki
sok z cytryny do smaku

Przygotowanie:
1. W garnku rozgrzewamy olej kokosowy, dodajemy kardamon, rozprowadzamy, dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę.
2. Kiedy cebula się zeszkli dodajemy pokrojoną w kostkę , marchewkę i pasternak, mieszamy, pozostawiamy tak na chwilę.
3. Zalewamy wodą. Dusimy 20 minut.
4. Zawartość garnka miksujemy na gładką masę z kolendra. Dodajemy mleko kokosowe, miksujemy do połączenia. Doprawiamy. Podajemy.

Smacznego!

środa, 23 listopada 2016

Superporridge albo owsianka zmieniająca życie.


Zachodziłam w głowę, jak tę owsiankę nazwać. Pomyśleć by można - to dopiero wyimaginowany problem. Wyimaginowany to dobre słowo w tym przypadku. Pamiętam moją Makową Panienkę. Stworzyłam naprawdę dobry przepis, ciasto było pyszne, chciałam ten efekt zamknąć dobrą, chwytliwą klamrą w postaci ciekawej, nietuzinkowej nazwy.

Myślę, że sukces Makowej Panienki w sieci, można powiązać nie tylko z recepturą, ale i nazwą po troszę. Podobnie rzecz ma się z owsianką, na którą przepisem się z Wami dzisiaj dzielę. Jest wyborna (to mówi akurat wielbiciel wszelkich owsianek, miejcie to na względzie), chciałabym, żeby jak najwięcej osób się o tym przekonało i przekazało przepis dalej. I z niego korzystało. Wpisując przepis uświadomiłam sobie, że ma w sobie taką wielość cudownych składników, że jej nazwa musi jakoś do tych dobroczynnych właściwości nawiązywać. I wtedy przypomniałam sobie o chlebie zmieniającym życie. I powstała taka właśnie nazwa. Wierzę, że jej regularne jedzenie może mieć podobny efekt. W czasie pisania tekstu, który właśnie czytacie, zrodził się jeszcze inny pomysł. Superowsianka jak superfood... Jakkolwiek by jej nie nazwać, uwierzcie, jest wyjątkowa!

Dlaczego piszę o owsiance właśnie teraz? Jedną z podstawowych jej zalet jest fakt, że działa rozgrzewająco. Nie wiem, jak Wy, ale ja bardzo tego teraz potrzebuję. Przepis podesłała mi z Wiednia Ola. Olu, bardzo Ci dziękuję, całuję mocno!




Owsianka imbirowa albo owsianka zmieniająca życie

Składniki:
1 łyżka oleju kokosowego lub masła klarowanego
po szczypcie kardamonu, cynamonu, kurkumy i mielonych goździków *
1 szkl. płatków owsianych górskich**
po 2 łyżki suszonych owoców (wedle dostępności i upodobania) u mnie sułtanki, miechunka i morwa
1 łyżka siemienia lnianego****
orzechy (wedle upodobania)
1 szkl. wody (lub domowego soku jabłkowego niedosładzanego)
1 duże jabłko***
kawałek imbiru

Przygotowanie:
1. Na patelni rozgrzewamy tłuszcz, dodajemy przyprawy i pozwalamy, aby się równomiernie rozprowadziły i uwolniły się aromaty.
2. Dodajemy płatki owsiane, dokładnie mieszamy. Pozostawiamy, aby się podprażyły.
3. Wlewamy gorącą wodę (nie więcej niż 85 stopni), suszone owoce i orzechy, mieszamy.
4. Ucieramy jabłko na tarce jarzynowej. Dodajemy do płatków, mieszamy dokładnie, dusimy jeszcze chwilę – możemy wedle uznania dodać jeszcze wody/soku – zależnie od konsystencji, jaką lubimy. Ja lubię, kiedy płatki pozostają sypkie, nie rozgotowują się do końca, kontrolowana ilość płynu pozwala nam taki właśnie efekt (widoczny na zdjęciu) osiągnąć.
5. Dodajemy starty imbir i świeżo zmielone siemię lniane. Mieszamy dokładnie, przekładamy do miseczek. Podajemy.

Uwagi:
*ilość przypraw dostosowujemy do naszych upodobań
**szklanka o pojemności 250 ml, mogą to być również owsiane płatki bezglutenowe
***mogą to być także 2 jabłka, wedle uznania (kiedyś podałam owsiankę z 1 jabłkiem, tak jak w przepisie, który widzicie poniżej, i z sosem z czerwonych owoców - taką wersję stosuję od tamtej pory). Jedno z jabłek można zastąpić świeżym ananasem i też będzie pysznie.


Składniki zmieniające życie

Owies to zboże najbogatsze w białko i najlepszy zestaw aminokwasów. Zawarte w nim witaminy z grupy B i kwas pantotenowy, poprawiają pamięć i koncentrację, działają antydepresyjnie i likwidują zły nastrój, przyczyniają się do szybszego przyswajania wiedzy. Przeciwdziałają narastającemu zmęczeniu oraz rozdrażnieniu podczas wysiłku fizycznego i umysłowego. Więcej informacji o dobroczynnym – by nie powiedzieć cudownym, działaniu owsa znajdziecie tutaj.  

Kardamon cenimy przede wszystkim za jego właściwości lecznicze. Jest świetnym sposobem na przeziębienie, odchudzanie, dolegliwości żołądkowe (niszczy szkodliwe dla organizmu bakterie H. pylori, będące przyczyną powstawania wrzodów), na potencję i odświeżenie oddechu. Będzie naszym sprzymierzeńcem w walce z otyłością, cukrzycą i hiperlipidemią.

Kurkuma sprzyja kobietom (stosuje się ja w celu łagodzenia skurczów menstruacyjnych), ale także w chorobach układu oddechowego, pasożytniczych, niedrożności wątroby, wrzodów oraz w stanach zapalnych. Kurkuma wspomaga pracę mózgu, może zapobiegać alzheimerowi i jest sprzymierzeńcem w profilaktyce i rekonwalescencji nowotworowej.

Imbir leczy przeziębienia i infekcje, jest bogaty w substancje przeciwzapalne; leczy migreny - regularnie stosowany zmniejsza częstość i ilość ataków, łagodzi też towarzyszące im mdłości; działa przeciwobrzękowo, odkaża i odświeża, pozostawiając  miły zapach w ustach; zwiększa koncentrację i wydajność umysłową, bo poprawia ukrwienie mózgu; polepsza krążenie krwi. Imbir to kolejny sprzymierzeniec kobiet. Ułatwia trawienie i łagodzi bóle miesiączkowe i PMS.

Cynamon docenić należy przede wszystkim za jego właściwości lecznicze, (choć roli szarlotki z cynamonem w naszym życiu nie można tutaj pominąć). Wspolczesna medycyna docenia go przede wszystkim za jego właściwości antynowotworowe i dobroczynny wpływ na układ nerwowy (w chorobach Parkinsona i Alzheimera). Cynamon wspiera wysiłek umysłowy, powinny włączyć go do swojej diety dzieci, studenci i pracownicy umysłowi).

Goździki hamują rozwój infekcji drożdżowej (odstraszają candidę) a nawet tempo rozwoju choroby nowotworowej.

Jabłka odkwaszają organizm, wzmacniają układ krążenia i nerwowy, poprawiają pracę wątroby. Poza tym w tym angielskim powiedzeniu zawiera się cala o nich prawda – "One apple a day keeps the doctor away".

Czerwone owoce obniżają poziom cholesterolu i neutralizują substancje toksyczne w organizmie. Działają bakteriobójczo.

Siemię lniane działa osłaniająco na przewód pokarmowy, jego nasiona mają właściwości lekko przeczyszczające, dlatego pomagają w wypróżnianiu. Sprzyjają kobietom, szczególnie w okresie menopauzalnym, ponieważ zawierają fitoestrogeny. Aby moc w pełni korzystać z jego właściwości nie możemy jego nasion poddawać zbyt intensywnej obróbce termicznej. Najlepiej zmielić je tuż przed spożyciem i nie podgrzewać powyżej 40 stopni.

Płatki owsiane – surowe czy gotowane? Dlaczego akurat owsianka?

Surowe płatki owsiane zawierają kwas fitynowy, który wpływa negatywnie na wchłanianie żelaza, cynku, magnezu, wapnia sodu i potasu. Kwas fitynowy jest neutralizowany w procesie mielenia, moczenia, gotowani i rozdrabniani. Surowe platki owsiane zawierają również skrobię w formie, która nie poddaje się trawieniu w układzie pokarmowym, dlatego trzeba je pogotować.



Smacznego!

poniedziałek, 21 listopada 2016

Śniadanie trzech mocarzy i "Zupowy detoks".



Zupowy smakosz nie może przejść obok tego tytułu obojętnie. Dbający o dobrą kondycję i jeszcze lepsze samopoczucie także. Że nie wspomnę tych wszystkich, których o dobroczynnej mocy detoksu przekonywać nie trzeba. Kto spróbował, ten wie. I "Zupowym detoksem" powinien się zainteresować, jeżeli lubi nieskomplikowane, szybkie w przygotowaniu potrawy.

Nie sposób zaprzeczyć, że nastała moda na zupy. W naszej kulturze kulinarnej powiemy raczej, że moda powraca. Możemy się w tej kwestii pochwalić imponującą tradycją, którą na początku książki wspominają autorki. Następnie dowiadujemy dlaczego jedzenie zup ma tak zbawienne działanie. By wreszcie zadać sobie pytanie - Czy potrzebuję detoksu? CO to właściwie jest detoks i - Jak zmierzyć stopień zanieczyszczenia naszego ciała?

Mam za sobą kilka detoksów. Wiem, jak doskonale można się po takiej kuracji poczuć. Dlatego nowością dla mnie było podejście autorek do rozumienia detoksu nie - jako krótkotrwałej lub też - ściśle ograniczonej w czasie - terapii, lecz jako stałego elementu naszego stylu życia. Oczywiście - autorki proponują gotową siedmiodniową kurację i zachęcają do przeprowadzenia 21 dniowego programu oczyszczania (trochę szkoda, że i on nie został w książce dokładnie rozpisany)… ale jednocześnie wskazują, jak stosowanie diety oczyszczającej jest ważne każdego dnia.

Jeżeli zatem postanowiliśmy spróbować z czym ten osławiony detoks się je - możemy zacząć od prostego testu zaproponowanego przez autorki - czy i jak bardzo jest nam on potrzebny.

Kiedy czyta się Zupowy detoks ma się wrażenie, że po kolei przekracza się kolejne kręgi wtajemniczenia. Kolejno omawiane są kwestie zasadniczo związane z tematem zdrowego trybu odżywiania. Dowiadujemy się, co jest źródłem zanieczyszczeń w naszym życiu i otoczeniu, poznajemy 2 podstawowe kroki do detoksykacji, jakie produkty są zalecane, a jakie najlepiej byłoby wykluczyć i jak ważne jest uzyskanie równowagi między ciałem i stanem ducha. Dlatego dość obszernie została w książce omówiona żywność o działaniu odstresowującym.

Nie znałam wcześniej opisywanego przez autorki sposobu na sprawdzenie poziomu zakwaszenia żołądka a wydaje się on bardzo przydatny. Bliska jest mi przeświecająca autorkom filozofia świadomego życia i holistycznego podejścia do sposobu, w jaki się odżywiamy i jaki to ma na nas wpływ. Filozofia dość już rozpowszechniona, lecz ciągle warta przypominania - że naszym drugim mózgiem są szare komórki układu trawiennego.   

Czas na zmianę nawyków żywieniowych, które nie tylko poprawią nasze zdrowie ale i samopoczucie jest zawsze, ale trudne jest się do tej zmiany najpierw przekonać, a potem zabrać. "Potraktuj gotowanie tego, co lubisz lub nowych potraw, dla siebie i swoich najbliższych, jak trening uważności". To zdanie ostatecznie mnie do zupowego detoksu przekonało.

Książka nie posiada zdjęć, jest lekka i niedużego formatu - według mnie zaliczyć to należy na konto zalet książki. Możemy zabrać ją ze sobą do pracy i czytać w drodze powrotnej. Przepisy w niej zaproponowane opierają się na składnikach ogólnodostępnych i niedrogich. Są proste i szybkie w realizacji. Dużym plusem jest typografia i sposób graficznego wyróżnienia tych fragmentów książki, które zawierają przepisy. Układ książki, podporządkowany podziałowi na 4 pory roku zawiera prócz przepisów opis problemów zdrowotnych, z jakimi w danym czasie możemy się borykać i konkretne na nie rozwiązania.

Rozumiem, że użycie w tytule 2 chwytliwych i modnych słów miał zapewnić książce dobrą sprzedaż. Przyznać jednak należy, że jest on nieco mylący lub też - niekompletny.

Nie tylko o zupach w książce Urszuli Mijakoskiej i Moniki Stachury mowa. Jest przepis na kulki fit, kotlety z kaszy gryczanej i tofu, gulasz z ciecierzycy czy wreszcie - śniadanie trzech mocarzy, który wypróbowałam jako pierwszy. I było pysznie!


Dlatego zachęcam do sięgnięcia po Zupowy detoks, a przepis na śniadanie trzech mocarzy zamieszczam poniżej.


"Zupowy detoks" Urszula Mijakoska, Monika Stachura, wyd. Muza 2016


Śniadanie trzech mocarzy

Składniki: na 4 porcje
350 g malin lub jagód (mogą być mrożone)
200 g jeżyn lub jagód
2 szklanki orzechów nerkowca namoczonych przez 3 godzin lub przez noc
2/3 szkl. wody
2 łyżki nasion chia (można zastąpić ziarnami lnu)
skórka z 1 cytryny
5 daktyli
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
szczypta soli himalajskiej

Przygotowanie:
1.       Owoce przekładamy do garnka i odparowujemy mieszając, aż masa zgęstnieje. Studzimy i wstawiamy do lodówki.
2.      Nerkowce odsączamy, dodajemy daktyle, ekstrakt i sól himalajską.
3.      Miksujemy w blenderze na gładką masę, aż mieszanka będzie przypominać gęstością grecki jogurt (jeżeli trzeba można dodać trochę wody). Otrzymany krem wstawiamy do lodówki na co najmniej 1 godzinę.
4.      Do masy owocowej dodajemy nasiona chia i skórkę cytrynową, mieszamy. Przekładamy do 4 pucharków/miseczek. Na górze każdej z nich układamy po 1 łyżce kremu z nerkowców, dekorujemy surowymi owocami lub szczyptą kakao (polecam cynamon).
5. Podajemy od razu lub schładzamy w lodówce na później.




Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza. Dziękuję!

Smacznego!

piątek, 18 listopada 2016

Pilafi albo pilaf po grecku.



Wpisuję do kalendarza kolejne spotkania wigilijne, kiermasze, dekorowanie pierniczków i kolędowanie i już wiem, że czasu na to wszystko będzie za mało… Zbliża się bowiem wielkimi krokami ten niezwykły czas poprzedzony najpierw całym korowodem czynności towarzyszących.

Co roku obiecuję sobie lepsze przygotowanie. Pisząc to wcale nie myślę o lepszej organizacji wypieków, którymi dzieciaki w tym czasie chcą obdarować wszystkich znajomych i przyjaciół królika (istnienia wielu z nich nie jestem świadoma aż do 19 grudnia…) Ale to właśnie dobra organizacja i koordynacja działań sprawi, że więcej czasu będzie na skupienie i refleksje. I na obdarowywanie innych tym, co mamy w sobie najcenniejsze. Na uważność i spokój ducha w obliczu gorączki, korków i wyboru drzewka. Może w tym roku się uda lub choć będzie lepiej w porównaniu do roku ubiegłego?

W listopadzie najlepiej sprawdzają się dania jednogarnkowe, syte i wartościowe. Dlatego często na naszym codziennym stole lądują potrawy z ryżem. To jedna z ulubionych wersji – grecka. Polecam gorąco!





Pilafi albo pilaf po grecku

Składniki: na 5 osób
1 szkl. ryżu basmati
2 szkl. bulionu
skórka otarta z 1 cytryny
500 g filetów z piersi kurczaka*
sok z cytryny do smaku
2 łyżki oliwy
1 łyżka masła klarowanego
1 cebula
2 duże ząbki czosnku
sól, pieprz do smaku
świeża pietruszka/mięta lub kolendra
1 opakowanie sera feta

*wersja z filetami to opcja ekspresowa, codzienna. Jeśli macie więcej czasu, idealnie sprawdzają się tu udka lub podudzia z kurczaka, które przed dodaniem do ryżu trzeba najpierw dokładnie obsmażyć i zezłocić na patelni.

Przygotowanie:
1. Siekamy cebulę. Szklimy ją na oliwie z masłem.
2. Dodajemy posiekany drobno czosnek, uważamy, aby się nie przypalił.
3. Filety kroimy w kostkę, oprószamy solą i pieprzem.
4. Dodajemy ryż, mieszamy, pozostawiamy do momentu aż się zeszkli, zalewamy bulionem, dodajemy skórkę. Doprowadzamy do wrzenia, dodajemy pokrojonego kurczaka. Zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy przez 12minut pod przykryciem.
5. W tym czasie możemy przygotować sałatkę z pomidorów i oliwek.**
6. Tak przygotowane pilafi doprawiamy, jeśli trzeba, skrapiamy sokiem z cytryny i posypujemy ziołami. Przekładamy na talerz i na koniec posypujemy rozkruszonym serem feta.
**o tej porze roku zasadniczo nie jemy już świeżych pomidorów, choć w wyjątkowych sytuacjach w listopadzie sięgamy po pomidory bio. Idealnie z pilafi smakuje sałatka z pomidorów i oliwek, z odrobiną szalotki, oliwy, czosnku i pietruszki/kolendry.

Smacznego!

środa, 16 listopada 2016

Cinnamon buns. Bez jajek.



Listopadowa codzienność daje w kość. Najbardziej depresyjna jest chyba ta ciemność, dominująca, wszecobecna, wilgotna i lepka. Osiąganie dobrostanu staje się coraz większym wyzwaniem. Jak sobie radzicie? 

Ciepły szal, dobra książka i światło ulubionej nocnej lampki. Nogi w grubych skarpetach, podkulone na siedzeniu miękkiego fotela i cinnamon buns. To moje sposoby. Ale też organizowanie czasu, który nadchodzi, planowanie przepisów, wpisów, sesji zdjęciowych, porządków, spotkań i wypiekania i dekoracji pierników (którą to muszę rozpocząć już w najbliższy weekend, by zdążyć na czas). I nagle okazuje się, że ta sama codzienność, powtarzalność i rutyna, kiedy nabierają tempa i wypełniają się nową treścią mogą nadawać sens i sprawiać radość. 

Dziś chciałąbym skusić Was moją wariacją cynamonowych bułeczek drożdżowych, które wzbogaciłam musem jabłkowym z marcepanem. Samo ciasto drożdżowe nie wawiera jajek, dzięki czemu dłużej pozostaje miękkie. Polecam gorąco! 




Bułeczki drożdżowe z jabłkami i marcepanem. Bez jajek (Cinnamon buns) 

Składniki: 

Na ciasto:
200 g mleka (może być mleko roślinne)
85 g wody
500 g mąki
20 g drożdży świeżych + 1 łyżka cukru + 1 łyżka mąki
90 g masła
½ łyżeczki soli
6 łyżek miodu (lub syropu z agawy)
2 łyżki mleka w proszku

Na nadzienie:
200 g musu jabłkowego
150 g marcepanu
1 łyżeczka cynamonu

Ponadto:
1 jajko do posmarowania bułeczek (zastępujemy mlekiem, jeśli nie używamy jajek)
cukier cynamonowy (1 łyżeczka cynamonu na 3 łyżki cukru kryształ)

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy rozczyn. 100 ml mleka podgrzewamy. W tym czasie rozcieramy pokruszone drożdże z mąką i cukrem w wysokim pojemniku. Zalewamy ciepłym mlekiem. Odstawiamy przykryte w cieple do wyrośnięcia na około 15-20 minut.
2. Przygotowujemy ciasto. Przesiewamy mąkę do miski. Mieszamy ją z solą i mlekiem w proszku. W środku robimy zagłębienie, do którego wlewamy pozostałe mleko, wodę i miód. Mieszamy zagarniając do środka mąkę. Na koniec dodajemy wyrośnięty rozczyn. Rozpoczynamy wyrabianie. Kiedy składniki się połączą dodajemy miękkie masło. Wyrabiamy do uzyskania gładkiego ciasta. Przekładamy je do miski wysmarowanej tłuszczem. Przykrywamy, odstawiamy w ciepłym miejscu na godzinę, do podwojenia objętości.
3. Przygotowujemy nadzienie. Miksujemy razem marcepan z musem jabłkowym na jednolitą masę, odstawiamy.
4. Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy na omączonym blacie na prostokąt o wymiarach 35x45 cm.
5. Ciasto smarujemy przygotowanym nadzieniem i posypujemy cynamonem.
6. Zwijamy w rulon rozpoczynając od dłuższego boku.
7. Powstały rulon kroimy na 9 kawałków, które następnie układamy w odstępach w foremce częścią przekrojoną do góry i wyłożonej papierem do pieczenia.*
8. Odstawiamy w ciepłym miejscu na 30 minut. Jeżeli zachowamy małe odstępy w tym czasie bułki się ze sobą połączą.
9. Smarujemy roztrzepanym jajkiem lub mlekiem i posypujemy cukrem cynamonowym.
9. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
7. Pieczemy około 20 minut bez nawiewu, ewentualnie pieczemy jeszcze dodatkowe 5 minut z nawiewem, w celu ładnego przyrumienienia.
8. Studzimy na kratce. Przed podaniem można bułeczki posypać cukrem cynamonowym lub pudrem.

* wydaje mi się, że bułeczki lepiej smakują, kiedy podczas pieczenia nie zetkną się ze sobą, jeśli zdecydujecie się upiec je w formie indywidualnych ślimaków podzielcie ciasto nie na 9 a na 12 porcji - tyle też bułeczek uzyskacie

Smacznego!

poniedziałek, 14 listopada 2016

Jabłka w cieście francuskim.



Wielbicieli wypieków z jabłkami w roli głównej jest w naszej rodzinie wielu. Wszelkiego rodzaju placki, placuszki, ukochane racuchy z jabłkami, jabłkowe kisiele i ciastka z jabłkami w cieście twarogowym, że o szarlotkach i jabłecznikach nie wspomnę - to nasze ulubione domowe wypieki.

Zastanawiałam się ostatnio, jak wiele ich już przygotowałam. Pamiętam te pieczone w oknie na Zielonym Wzgórzu czy pierwsze domowe kisiele przygotowywane w moim rodzinnym domu. Także racuchy z jabłkami, które to były bohaterami pierwszych wpisów na Addio.  Tak wiele czasu minęło. Tyle wspomnień przybyło. Dzieciaki już prawie nas przerosły (na szczęście - nie wszystkie) a hasło - kto ma ochotę na jabłko, nie pozostaje bez odpowiedzi. Chętnych jest zawsze wielu. Jest jakaś magia w obieraniu ich i dzieleniu na mniejsze kawałki, po które natychmiast sięgają niecierpliwe łapki. To właśnie teraz taki czas, kiedy siadamy przy stole i obieramy sobie jabłka. Uwielbiam go.


Ten pomysł powstał w pociągu, w drodze powrotnej z pracy. Nie wiem jak i skąd, po prostu wyobraziłam sobie czynność przewlekania pasków ciasta przez jabłkowe obwarzanki. Były jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłam zaraz po powrocie do domu. Wersje testowe zniknęły natychmiast. Potem były kolejne podejścia, których nie udawało mi się sfotografować, aż wreszcie się udało. Są przepyszne. Polecam gorąco!


Jabłka w cieście francuskim (Apple rings in french pastry)

Składniki:
opakowanie ciasta francuskiego
3-4 jabłka (świetnie nadają się do tego Jonagold, ale każde nierozpadające się, winne lub kwaskowe będą dobre)
roztrzepane jajko do posmarowania ciasta przed pieczeniem
cukier cynamonowy (1 łyżeczka cynamonu na 3 łyżki cukru kryształ)

Przygotowanie:
1.       Jabłka myjemy, obieramy. Kroimy w plastry o grubości ok. 1 cm. Z każdego plastra wykrawamy gniazdo nasienne.
2.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni.
3.      Blachę wykładamy papierem do pieczenia.
4.      Z ciasta francuskiego wykrajamy paski o szerokości ok. 5 mm.
5.      Paskami ciasta owijamy plasterek jabłka przewlekając je przez otwór po gnieździe nasiennym. Układamy na blasze, smarujemy roztrzepanym jajkiem i posypujemy cukrem cynamonowym.
6.      Pieczemy ok. 10 minut z nawiewem, następnie przewracamy je na drugą stronę i pieczemy do zezłocenia.
7.      Po upieczeniu studzimy na kratce. Możemy jeszcze raz posypać je cukrem cynamonowym i podawać z lodami waniliowymi.


Ciastka świetnie smakują na drugi dzień ponownie opieczone w piekarniku przed podaniem. 





Smacznego!

piątek, 11 listopada 2016

Lasagne z białą kiełbasą i sosem chrzanowym.


Być może o to właśnie chodzi? O godność taką, że wzbudza zachwyt i zapiera dech, budzi szacunek i napawa otuchą? Kiedy patrzę na smukle i coraz bardziej nagie ramiona drzew, płaczące coraz ciszej, myślę sobie, jak bardzo natura może inspirować. Można się starzeć brzydko, dać zjeść od środka przeróżnym zgryzotom, małościom, żalom i rozgoryczeniu. Można, tylko po co?

Podobieństwo życia człowieka do cyklu pór roku kiedyś wydawalo mi się truizmem. Ale z wiekiem, przychodzi już tylko pochylić głowę nad potęgą tego mechanizmu, uznać się za małego robaczka w tym kosmosie nie do ogarnięcia. Mam wrażenie, że to właśnie z wiekiem coraz bardziej przychylnie patrzymy na jesień. Inaczej też postrzegamy wiosnę. Czy Wy też tak macie?


Dziś proponuję Wam lasagne w prawdziwie polskim wydaniu. Podałam ja podczas jednego z obiadów w czasie wizyty naszych rodziców. Mój tata jest wielkim smakoszem białej kiełbasy. Szukałam więc jakiegoś przepisu z nią w roli głównej. I znalazłam. Polecam gorąco!


Lazania z białą kiełbasą, musem z kwaśnych jabłek i śmietanowym sosem chrzanowym


Składniki:na 3-4 porcje
niepełne opakowanie makaronu lasagne
2 łyżki oliwy
ser pleśniowy
lubczyk

Na farsz:
2 łyżki masła
4 surowe białe kiełbasy
kwaśne jabłko
por
2 szczypty soli
cytryna

Na sos:
3 łyżki masła
0,5 szkl. startego chrzanu
cytryna
1 szkl. startej pietruszki
1 szkl. startego pasternaku
1/2 szkl. startej marchewki
1/2 szkl. białego wytrawnego wina
2 szczypty soli
1 szkl. słodkiej śmietany
garść posiekanego lubczyku (zastąpiłam koperkiem)

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy farsz. Siekamy pora. Kiełbasę pozbawiamy błonek. Kroimy jabłko w kostkę. Na maśle dusimy pora i jabłko. Dodajemy kiełbasę, rozdrabniamy widelcem. Oprószamy całość solą i pieprzem. Skrapiamy cytryną.
2. Przygotowujemy sos. Na patelni rozgrzewamy maslo, dodajemy starty chrzan, skrapiamy go cytryną, mieszamy. Odparowujemy. Dodajemy startą pietruszkę, pasternak i marchewkę. Jeszcze dodajemy masło. Oprószamy solą i pieprzem. Dusimy. Podlewamy winem. Odparowujemy. Dodajemy śmietanę. Pod koniec dodajemy posiekaną natkę pietruszki.
3. Nagrzewamy piekarnik.
4. Platy lasagne obgotowujemy w osolonej wodzie, nie więcej niż przez 3 minuty.
5. Dno foremki do lasagne smarujemy oliwą.
6. Platy lasagne układamy na dnie foremki jedną warstwą, na to wykładamy 1/3 farszu, na nim zaś 1/3 sosu. Przekładamy drugą warstwą płatów lasagne, farszu i sosu. Powtarzamy czynność. Wierzch posypujemy rozdrobnionym serem pleśniowym* i lubczykiem.
7. Pieczemy 50 minut w 170 stopniach.

*zastąpiłam odrobiną mozzarelli

Przepis pochodzi z programu "Jakubiak rodzinnie 2" możecie obejrzeć go tutaj.


Smacznego!