Brioches à la cannelle.

Przymus sprzyja rezygnacji. Gdy jej zabraknie, ona staje się sztuką. Sztuką, której chciałabym nauczyć masze dzieci. Nie dlatego, że całe nasze dzieciństwo było dziwaczną kombinacją ciągłych kompromisów, łapania okazji i konieczności rezygnacji. Kto chciałby do tego wracać? Raczej dlatego, że mniej – znaczy więcej, przynajmniej w większości znanych mi przypadków. Dlatego, że wbrew pozorom, więcej w tym radości niż w nadmiarze. W konsekwencji – także satysfakcji.
Styczeń trochę sprzyja takim rozmyślaniom, z różnego rodzaju postanowieniami -wyrzeczeniami na rzecz. Pisząc to, uświadamiam sobie, jak takie słowa jak rezygnacja czy wyrzeczenie są dziś rzadko używane. Promocja wespół z wyprzedażą cieszą się większym powodzeniem. W samej idei nie ma nic złego, tak długo jak istnieje umiar, tak długo, jak nie zapominamy, co jest dla nas ważne.
Umiar. Spróbuję go poszukać. Szeroko otwierając oczy.
Takie te moje rozmyślania dziś poważne. A smaki – niezmiennie proste. Jak brioszki. Z nutą odmiany i aromatem cynamonu, który na mnie osobiście działa zniewalająco. Nie potrafiłabym z niego zrezygnować. Ot, sami widzicie…
Życzę Wam dpoczynku, radości i słońca na najbliższe dni.
Brioszki cynamonowe
Składniki : na około 15 brioszek
Na ciasto:
450 g mąki
80 g masła
40 g cukru
250 ml mleka
½ łyżeczki drobnej soli
7 g drożdży instant
Ponadto:
1 ½ łyżeczki cynamonu
60 g cukru
70 g miękkiego masła
szczypta soli
Przygotowanie:
1.      Przygotwujemy ciasto. Rozpuszczamy masło. Odstawiamy do przestudzenia.  
2.      Podgrzewamy mleko, powinno być letnie. Odlewamy kilka łyżek, w których rozpuszczamy drożdże. Odstawiamy na 5-10 minut.
3.      Do miski przesiewamy mąkę. Dodajemy cukier i sól. Mieszamy łyżką. Robimy dołek, w który wlewamy kolejno: pozostałe mleko, rozpuszczone drożdże i na końcu masło. Łączymy, przekładamy na stolnicę i wyrabiamy do uzyskania gładkiego, jednolitego ciasta. Ciasto się nie klei i bardzo dobrze współpracuje. Po wyrobieniu przekładamy je do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 1 – 1 ½ godziny w niezbyt zimne miejsce.
4.      Przygotowujemy nadzienie  pod koniec wyrastania ciasta. W tym celu: mieszamy masło z cukrem, solą i cynamonem. Masło powinno być bardzo miękkie, wówczas czynność ta, podobnie jak rozsmarowanie nadzienia jest proste, masła nie rozpuszczamy, bo wchłonie się, zamiast rozsmarować.
5.      Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy na placek wielkości 45×30 cm*. Rozsmarowujemy na nim dokładnie całe nadzienie. Zwijamy w rulon, zaczynając od dłuższego boku. Rulon kroimy na kawałki o szerokości do 3 cm. Tak przygotowane brioszki najlepiej jest układać w papierowych foremkach do mufinek i potem na blasze.  Przykrywamy je ściereczką i odstawiamy ponownie na 1 godzinę.
6.      Nagrzewamy piekarnik do temperatury 220 stopni. Przed wstawieniem do piekarnika smarujemy jajkiem. Pieczemy 10-12 minut, zależnie od wielkości.
* Tak mówi przepis oryginalny. Jeśli chcecie uzyskać brioszki małe, o ładnym kształcie, na góra 2-3 kęsy polecam tak rozwałkowany placek podzielić na 2 paski o wymiarach 45×15 cm każdy. Przed podzieleniem cały placek smarujemy nadzieniem.
 
 
Przepis pochodzi z ostatniego numeru „Saveurs”.
Smacznego!
16 comments Add yours
  1. Wydaje mi się, że kiedyś z wielu rzeczy trzeba było rezygnować, bo nie było innego wyjścia… Teraz można rezygnować świadomie. Wydaje mi się, że wyrzeczenie to stan umysłu. świadoma decyzja. Tak, styczeń sprzyja takim przemyśleniom i u mnie… Sama wiesz…
    Ale czy wiesz, żę u mnie w piekarniku siedzą właśnie bułeczki maślane z żurawiną:) Też tak zawijane, jak Twoje brioszki, ale większe.
    Uściski na całą dobrą sobotę!

  2. Dziś miałam na śniadanie klasyczne brioches, ale chętnie wypróbowałabym takie bardziej zakręcone :] Co natomiast tyczy się sztuki rezygnacji, to jak dla mnie nie jest to nic przyjemnego, jeśli wszyscy dookoła mają to, czego Ty pragniesz najbardziej na świecie, wtedy to kara najgorsza ze wszystkich możliwych. Rezygnacja to też bardzo pejoratywne określenie, nieprzyjemne i budzące negatywne emocje. Może lepiej powiedzieć, sztuka wybierania tego, co dla nas lepsze? Bo w końcu życie jest krótkie i nie powinniśmy go spędzić na wyżeganiu się wszystkiego co przyjemne, bo wtedy straci dla nas wartość :] Oczywiście jak zwykle przesada w drugą stronę też nie jest dobra i życie pełne przepychu i dogadzania sobie, też nie przedstawia dla sobą większej wartości, przede wszystkim dlatego, że jeśli coś dostaniemy, to nie potrafimy tego odpowiednio docenić, w końcu nie włożyliśmy w zdobycie tego zbyt wiele wysiłku, a co łatwe to mało wartościowe…
    Złoty środek, tak trudny do znalezienia i tak zbawienny dla bycia po prostu szczęśliwym :]

  3. Dziewczyny Drogie,
    dziekuje za wszystkie mile slowa i pozdrawiam serdecznie
    Ewelino Droga,
    wlasnie o te swiadoma rezygnacje mi chodzilo, tak by stan posiadania nie dominowal 🙂 A ja czekalam na te buleczki a tam babeczki, ale cudne, cudne sa wiec i na buleczki poczekam z jeszcze wieksza ciekawoscia, Serdecznosci, Kochana
    Toczka,
    moze to kwestia wieku, ale coraz ,niej, jesli nie wcale, inetersuje mnie co maja inni. A ze zlotym srodkiem masz swieta racje, pozdrawiam Cie serdecznie
    Anna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *