Chlebki pita.

Przypominają mi się wczesne lata blogowania, kiedy upierałam się, żeby publikować regularnie i zasypiałam w trakcie pisania posta gdzieś w okolicach północy. Budziłam się nad klawiaturą, kończyłam publikację i szłam spać z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku. To były czasy! Dziś mam znacznie większą potrzebę wysypiania się i nie siedzę do późna, bo wiem doskonale, jaką cenę przychodzi zapłacić za taką zarwaną nockę. Tyle, że wieczorne godziny mimo przedługaśnego wciąż dnia uciekają, a ja w końcu mam już tylko tyle sił, by usnąć w 3 minuty od momentu pojawienia się w progu łóżka. I tak ucieka dzień za dniem, bez publikacji.

Zawzięłam się jednak dzisiaj, w końcu jutro – hulaj duszo – sobota, i działam – bo wiem, że jeśli nie zrobię tego teraz, to nie wiem kiedy. Tak się tu gęsto tłumaczę – a tak naprawdę to zastanawiam się od jakiegoś czasu nad przyczynami schyłku blogowania. I sama sobie zadaję pytanie – jak długo wytrwam w uprawianiu tej, zaczynającej już trącać myszką idei?

Zaraz potem przychodzi refleksja – że przecież zawsze robiłam to przede wszystkim dla siebie, bez oglądania się na statystki i liczbę obserwatorów. Więc – cokolwiek nadejdzie, i tak dalej będę robiłą swoje. Taki mam zamysł. Oby tylko pomysłów wystarczyło.

Chlebki pita cieszą się u nas w domu dużym powodzeniem. W okresie wiosenno-letnim to jedno z ulubionych dań dzieciaków. Lubię je przyrządzać zwłąszcza w tych chwilach, kiedy jesteśmy znowu razem, w 5. Kiedy nie mam czasu kupuję gotowe, ale kiedy mam chwilę – piekę własne. A wtedy to już siadamy sobie wszyscy przy stole i każdy komponuje swój, nie szczędząc sosu czosnkowego i warzyw. Tak to i ja lubię. Mam wrażenie, że przez tę krótką chwilę wszyscy jesteśmy na nowo dziećmi. Bo zjeść taki chlebek to trochę jak pociągnąć przez słomkę czerwony sok z woreczka foliowego albo zachłysnąć się wodą z sokie z z saturatora, tak że bąbelki bulgoczą w nosie.

Niewiele, a cieszy. Polecam gorąco!

(Udało się! 0:48 – zmykam do spania!)

Pięknego weekendu, Kochani!

Chlebki pita

Składniki: na 4 sztuki

140 ml letniej wody

12 g świeżych drożdży (lub 5-6 drożdży instant)

pół łyżeczki cukru

250 g mąki pszennej

2 łyżki oliwy

1 łyżeczka soli

Przygotowanie:

  1. Drożdże rozpuszczamy w wodzie z cukrem.
  2. Dodajemy resztę składników, wyrabiamy.
  3. Odstawiamy do podwojenia, w cieple, w misce, pod przykryciem na ok. 1 h.
  4. Wyrośnięte przekładamy na blat, wyrabiamy jeszcze chwilkę, dzilimy na 4 równe części.
  5. Formujemy placki, ktore lekko rozwałkowujemy.
  6. Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawiamy na 10 minut.
  7. Piekarnik nagrzewamy do 240 stopni.
  8. Chlebki pieczemy 6-8 minut lub do momentu aż „spuchną” i lekko się przyrumienią.
  9. Nacinamy ostrą końcówką noża tak, aby powstała kieszonka. Odsyawia,y do wystygnięcia.

Przepis pochodzi z IG konta @obiaddlataty

Smacznego!

10 comments Add yours
  1. Dziekuję za wszystkie posty, naprawdę są rewelacyjne, z odrobina refleksji, zadumy, uwiebiam je czytać. Zawsze wybieram jakąs pozycje z ksiażek miesiaca, nie przestawaj 🙂

    Pozdrawiam serdecznie

    1. Droga Celino!
      Wzruszyłam się, dziękuję.
      Postaram się jak najmocniej.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie,
      Ania

  2. Myślę, że fanek i fanów, którzy podobnie jak ja regularnie odwiedzają tego bloga i darzą wielką sympatią jego autorkę, ale nigdy nie zamieścili żadnego komentarza, jest całkiem sporo.

    Nie wyobrażam sobie, że to miałyby być ostatnie posty…

    1. Ojej, ale się rozczuliłam…
      Dziękuję! Bardzo serdecznie!
      Pozdrawiam z wdzięcznością i wielkim uśmiechem na twarzy
      Ania

  3. Aniu, dołączam się do powyższych opinii. Świat blogów kulinarnych, gdybyś go opuściła, nie byłby już taki sam. A Twój blog jest WYJĄTKOWY! To jest taki mikroświat – nie tylko przecież chodzi w nim o przepis, tych jest wszędzie mnóstwo, ale także o historię, język, nastrój, zdjęcia. Każdy Twój wpis to jak zaproszenie do Twojej przestrzeni – trochę myśli, trochę rodzinnego domu. Jest w tych Twoich wpisach coś takiego, że za każdym razem, kiedy korzystam z przepisu, to jakbym gotowała z Tobą. I tak, co tydzień pieczemy chleb wieloziarnisty, w sezonie letnim regularnie robimy gazpacho, a zimą zupę marokańską, itd. Nie przestawaj więc proszę! Bo zawsze przyjemniej gotować jest z kimś niż w pojedynkę 😉 Pozdrawiam Cię serdecznie! Aga

    1. Aga,
      musze przyznac, ze dostalam gesiej skorki czytajac Twoj komentarz. Bardzo Ci za niego dziekuje. Wow, musze ochlonac.
      Nie bylam swiadoma takiego odbioru. Ja sama jestem tak do Addio przywiazana, ze teraz, na wakacjach, brakuje mi go i w glowie wciaz ukladam przyszle posty. Wracam niedlugo, i ciesze sie na mysl, ze jest ktos, kto z tego powrotu bedzie sie cieszyl w rownym stopniu.
      Posylam Ci moc usmiechow i jeszcze raz – bardzo dziekuje,
      Pozdrawiam Cie serdecznie,
      Ania

Skomentuj emi Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *