Ciasteczka migdałowe. I jak to z tymi początkami jest?


Wsiadłam do złego pociągu. Przyspieszonym krokiem schodziłam na peron, była 17.09 czyli godizna, o ktorej pociąg miał odjechać z peronu i ponieść mnie do domu po PIERWSZYM DNIU. Otwarte drzwi przedziału czekały juz jakby tylko na mnie, tuż przy schodach, wbiegłam do środka, ciesząc się, że się udało… I wtedy, niemal natychmiast, jak sygnał do odjazdu, zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Zaraz, zaraz… Punktualny pociąg, tutaj, w Brukseli? To coś jakby skrzyżowanie potwora z Loch Ness i Yeti… Nieeeee… niemożliwe… coś tutaj nie gra. Zapytałam więc, młodego człowieka stojącego tuż obok, pochłoniętego przez kanapkę, zapychającą mu otwór gębowy. Pokiwał przecząco głową, pokazując na tor po drugiej stronie schodów. Wiedziałam… Zdążyłam wyskoczyć. Nagle przypomniały mi się pociągowe opowieści cud-męża. I moja czujność zaczyna graniczyć z lokomocyjną paranoją. Mój właściwy pociąg odjechał. Szczęśliwie za minut kilka nadjechać miał następny. Dam radę, pomyślałam na zimno. Powinno się udać. I udało się. Dobre złego początki? Złe dobrego początki? Z wrażenia nie mogłam czytać mojego Wałkuskiego, chyba będę musiała przerzucić się na prasę w pociągu, przynajmniej na jakiś czas, na razie za dużo bodźców rozpraszających…

Pytacie – no i jak? Jak było? Pierwszy dzień to tylko szkolenie. Na dużym poziomie ogólności, wśród sporej grupy newcomerc’ów a więc jeszcze spokojnie i bez nerwów. W poniedziałek zacznie się naprawdę…
Już wiem, czego będzie mi brakowało i za czym tęsknić będę najbardziej. Co sprawiać mi będzie najwięcej przykrości. Chłopców, po porannej marszrucie zobaczyłam dopiero o 19tej… czyli po 12 godzinach, kiedy już wrócili ze swoich treningów…
Weekend przebiegł w jeszcze większym pośpiechu. Nie wiem, bił kolejny, życiowy rekord? Na mecie z napisem: Niedziela późny wieczór, był bezdyskusyjnie najszybszy. Czas, który biegł…
O marcepan do tych ciasteczek musiałam niemal walczyć z resztą rodziny… WIadomo, człowiek zrobi zakupy z myślą o konkretnym zastosowaniu a tu rodzinka ma kompletnie niekompatybilną z moimi zamiarami, w dodatku – natychmiastową potrzebę tych zakupów pochłonięcia. Dopiero po dokładnym wytłumaczeniu, że to o ciasteczka tu chodzi, udało mi się marcepan przed ich zakusami uratować. Dla dobra sprawy, którą poniżej na zdjęciu widzicie… Ciasteczka, proste, szybkie, słodkie i migdałowe. Polecam.
Ciasteczka migdałowe

Składniki: na 20 ciasteczek
100 g marcepana
70 g miękkiego masła
70 g płatków migdałowych
25 g mleka skondensowanego słodkiego
60 g mąki ryzowej lub kukurydzianej
szczypta soli

Przygotowanie:
1. Marcepan łączymy z miękkim masłem. Dodajemy mleko. Wyrabiamy do połączenia.
2. Łączymy z mąką i solą. Wyrabiamy do uzyskania jednolitej masy.
3. Delikatnie łączymy z płatkami migdałowymi.
4. Kulę ciasta zawiniętą w folię wstawiamy do zamrażarki na czas nagrzania się piekarnika do 160 stopni.
5. Formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego. Spłaszczamy, układamy na blasze wyłożonej pergaminem.
6. Możemy także posypać dodatkowo płatkami migdałowymi każde ciasteczko i ewentualnie pokropić mlekiem skondensowanym, które podczas pieczenia ładnie się skarmelizuje i ciasteczka będą się lepiej prezentowały.
7. Pieczemy z nawiewem około 10 minut. Studzimy na kratce.

Smacznego!
23 comments Add yours
    1. Ryzyko rzeczywiscie istnieje, tu w Belgii szczegolnie duze… kiedy pociagi wiecznie (to nie przesada) sie spozniaja, trzeba byc bardzo uwaznym, zeby dojechac tam gdzie sie chcialo 🙂

      Pozdrowienia serdeczne

      Anna

  1. jak je Cię rozumiem! ta walka o produkty, czasem jak coś kupię to po prostu od razu chowam, przemycam do szuflady w sypialni :))

    P.S.
    trzymam kciuki!

    1. Aniu,
      u mnie tez permanentna wlasciwie konspiracja… Kazda skrytka jest dobra tak dlugo, jak dlugo nie zostaanie odkryta, wtedy szukam nowej… W tym kontekscie wyglada to troche jak przed swietami Bozego Narodzenia, kiedy chowa sie przed dziecmi prezenty, ciagle swieta 🙂

      Serdeczne pozdrowienia

      Anna

  2. Bardzo lubię podróże pociągiem – jak mam doskonałą książkę to moge nie wysiadać. Ostatnio tak miałam rok temu – wracałam z Warszawy do Zielonej, czytałam Andrusa z Czubaszkową. Pociąg był czyściutki, raczej nowszy, sunął cicho po torach i mimo zmęczenia, mimo bardzo późnej pory nie chciało mi się wysiadać!
    Pamiętam jak będąc dzieckiem jechaliśmy do Kielc, przesiadka w Warszawie. Zamiast do Kielc dojechaliśmy do Krakowa ;))

    Aniu, cóż, trzymam kciuki za to by było dobrze w nowym miejscu 🙂

    1. Jakos nie potrafie czytac ksiazek na takich krotkich trasach… i za duzo zametu wokol, nawet Andrusa, chyba bym nie mogla zabrac ze soba w te podroz, za gruby jest (mowie o ksiazce:-)

      Za zyczenia dziekuje, buziaki serdeczne Ci posylam…

      Anna

  3. Widzę, że i u Ciebie weekendowe ciastkowanie:-), wyglądają przepysznie i te migdały na wierzchu ach uwielbiam takie ciacha:-). Dobrze, że zdążyłaś wyskoczyć z tego pociągu, ale to takie trochę ryzykowne i odważne było:-), ja bym się chyba bała:-)

  4. Nie takie złe dobrego początki! Oswajaj rzeczywistość tak pięknie jak to robisz, a zobaczysz, że za chwilę sama będzie się łasić 🙂
    Mam już piekarnik! Może ciasteczka migdałowe na początek? Kusząca myśl.
    Buziaki.

    1. Super! Gratuluje!
      Dziekuje za dobre mysli i slowa… Postaram sie najmocniej, z wszystkich sil, jak mawiaja nasze dzieci…

      Usciski serdeczne
      Anna

  5. Na pewno by mi smakowaly, rodzinie niekoniecznie ale to taka akurat mala porcja, na pewno wyprobuje. A pociagi z Szumana polecam 17.14 i 17.24, prawie nigdy nie maja spoznienia (co nie zawsze mi pasuje ;-))

    1. ALeksandra,
      ja wlasnie tym 14 po jezdze z Schumana… ale na przyklad wczoraj byla awaria i takze i jego wycofali a na Centralnym to juz byla katastrofa komunikacyjna…
      Ten sam pociag rano, z domu na Schumana, spoznia sie kazdego dnia. Co tez jest mi na reke, mowiac miedzy nami 🙂

      Pozdrawiam Cie serdecznie i do zobaczenia!

      Anna

  6. Przepis wyprobowalismy w zeszla sobote. Zrobilismy ciasteczka z dwoch porcji (20 ciasteczek to zdecydowanie za malo). Niestety, zniknely do wieczora. W kolejna sobote zrobimy z trzech porcji. Corcia zamowila sobie na wyjazd, wiec czesc trzeba bedzie schowac przed lasuchami domowymi -).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *