Co na kolację?

 Zdarza się Wam polecać komuś książkę, Waszym zdaniem świetną, genialną, taką z rodzaju zmieniających wiele i zapadających głęboko w pamięć, z przekonaniem, ze na pewno się spodoba i zauroczy, tak jak Was? Bo znacie siebie, swoje gusta,
zainteresowania i poglądy, a tu nic! Nie ma chemii, nie ten zapach farby drukarskiej i książka, nieprzeczytana, niedoceniona, wraca na Waszą półkę… Zdarzyło mi się to ostatnio z „Wyznaję” i do dziś nie potrafię pojąć, jak to możliwe…

Chyba już o tym pisałam, ale to właśnie język książki przemawia do mnie najbardziej. Może nawet dlatego nie czytam kryminałów? (Ok, nie lubię się tez bać, ani denerwować a już z całą pewnością nie przesypiać potem nocy z powodu wracających do mnie obrazów zbrodni… To zdecydowanie nie na moją wyobraźnię).

Może właśnie za to lubię książki Szymona Hołowni? Za język błyskotliwy, plastyczny, kreatywny, który jest w stanie dotrzeć, poruszyć? Żywy i giętki przez swą kreatywność. Ze „Świętymi
codziennego użytku” nie rozstaję się od początku roku. Lubię po nią sięgnąć, przeczytać mały rozdział, uśmiechnąć się do jej autora i Tego, który go natchnął i prowadzi. Ale nie trzeba być wierzącym, by tę książkę pochłonąć, poświęcić jej czas i przeżywać ją po swojemu. Fragmenty „Świętych” czytam wszystkim, którzy chcą
posłuchać dobrego tekstu i niezmiennie spotykam się z entuzjazmem. Polecam wiec ją i Wam,  bo naprawdę warto po nią sięgnąć.

O błogosławionym Edmundzie Bojanowskim pisze Hołownia tak:

„Edmund może być patronem tych, co pędzą do wielkich celów, zapominając, że dobre przeżywanie tak zwanej szarej codzienności przynosi często efekty dużo bardziej spektakularne niż najbardziej spektakularne męczeństwo. Zakolegowanie się z nim może pomóc w nauczeniu się podstawowej w dzisiejszym świecie survivalowej umiejętności: dzielenia rzeczywistości na mniejsze porcje. Wystarczy, że człowiek otworzy dowolne medium, a już pcha mu się na barki cały świat i tysiącletnie perspektywy. Rób tak jak Edmund. Dziś to jest dziś, a nie jutrzejsze wczoraj. Zanurz się w drobiazgach, ale znajdź czas na mszę, na kawę, na lekturę prasy, przestrzeń na to, by do głowy wpadł Ci nowy pomysł. Żyj do wieczora, wieczorem – żyj do rana. Naucz się cieszyć jak dziecko budujące domek z kart z każdego dodanego elementu, a nie całe życie frustruj się, że nie zostaną po tobie piramidy.”

I jeszcze na pożegnanie jeden fragment: (o świętej Teresie z Avilla)

„Teresa wymyśliła rzecz najprostszą: wziąć regule, zbiór zasad, którymi powinna się kierować karmelitanka, i potraktować ją serio. To bardzo ważne: nie biec dokądś tam, nie szukać wrażeń ekstra, tylko pójść w głąb tego, co już jest własnym doświadczeniem. Bóg nie „powiedział” i nie ”powie”, On mówi właśnie w tej chwili. Gdyby Teresa była tramwajarką, starałaby się pewnie być najlepszą Henryką Krzywonos na świecie”.

Szymon Hołownia „Święci codziennego użytku”, ZNAK Kraków 2015
 
Znacie to dręczące pytanie? Co na kolacje? No właśnie, co? Kiedy u schyłku dnia gotować się nie chce nic a nic a tu dziatki gorącej strawy czekają? Najłatwiej wówczas sięgnąć po polaczenie smaków najbardziej sprawdzone, może i przaśne ale jakie smaczne i pożywne? Jednym z nich jest dla mnie strawa, która nazywam po cichu zapiekanka ruska, tylko że to po prostu regionalne pyry z gzikiem, no dobrze – okraszone jak trzeba, ale zawsze. Po prostu pyszne! Nie spotkałam jeszcze nikogo, komu by nie smakowały. Może spróbujecie?

 

Okraszane pyry z gzikiem

Składniki:
600 g ziemniaków
200 g chudego wędzonego
boczku
300 g twarogu półtłustego
200 ml kwaśnej śmietany
2 średnie
cebule
szczypiorek
sól, pieprz

Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni.
2. Ziemniaki* obieramy, pokrojone w dużą kostkę gotujemy w osolonej wodzie przez 12 minut.
3. Foremkę żaroodporną smarujemy cieniutką warstwą oliwy.
4. Ziemniaki pieczemy przez kwadrans.
5. W tym czasie na suchą patelnie wykładamy boczek. Pozwalamy, żeby tłuszcz się wytopił. Boczek przekładamy na talerz.
6. Na tej samej patelni podduszamy pokrojoną w drobną kostkę cebulę. Solimy – wówczas cebula szybciej zmięknie.
7. Polowe cebuli łączymy ze śmietaną, resztę z twarogiem. Doprawiamy solą i pieprzem.
8. Upieczone i jeszcze gorące ziemniaki posypujemy boczkiem i twarogiem. Podajemy posypane szczypiorkiem, ze śmietaną z cebulą.

*można wykorzystać ziemniaki z poprzedniego dnia, świetnie w tej kompozycji smakują podsmażane

Smacznego!
3 comments Add yours
  1. A ja spotkałam kogoś, komu nie smakują pyry z gzikiem. To mąż mój najukochańszy, choć z Poznania, pyrów z gzikiem nie lubi, okraszenie też nie dla niego, bo wegetarianin.
    Ja, prawowita poznanianka (obecnie mieszkająca na wielkopolskiej wsi) uwielbiam pyry z gzikiem, ze względu na męża ograniczam się jednak. Ale gdy poczuję przymus – przyrządzam sobie porcję, a on w tym czasie robi dla siebie makaron z czosnkiem i oliwą. A to podobno we mnie płynie odrobina włoskiej krwi:-)))

  2. Aniu, Wasza wersja gziku jest cudowna! Kiedyś taką zrobię :))
    Dziwne, bo Hołowni przeczytałam tylko jedną książkę. "Ludzie na walizkach". Bardzo mi się podobała choć smutna. Muszę sięgnąć po tę książkę o świętych, bo fragmenty urzekające.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *