Hachis parmentier.

 
 
Wychodzi na to, że znowu będzie wytrawnie. Że nadrabiam zaległości i publikuję posty, które winny być opublikowane kilka dni temu. Czasami musimy przystać na to, że nie będzie ciepłego posiłku, a ledwie szybka kawa zagryzana kawałkiem bagietki. Czasami misimy odpuścić, bo inaczej się nie da.
 
Wychodzi na to, że po raz nie wiem już który w ciągu ostatnich trzech tygodni pakuję i rozpakowuję walizki. Ledwie wróciliśmy, cud-mąż już w drodze. I znowu cztery nakrycia do stołu. I znowu kogoś brak. A ja śpię w łóżku z dwoma nieletnimi facetami plus kot, który może zaszczycić nas swoją obecnością także i niespodziewanie.
 
Na ręce mam zegarek ze wciąż niezmienionym czasem. Lubię tę świadomość, że godzina wciąż jeszcze w zapasie. Najczęściej kończy się to jakąś fatalną pomyłką i wówczas czas na drastyczne posunięcia.
 
Zapraszam Was dziś na pyszne gospodarskie danie, które z pewnością wielu z Was jest doskonale znane. Hachis parmentier zawdzięcza swoją nazwę Antoine’owi
Augustinowi Parmentier, francuskiemu, a jakże – farmaceucie i agronomowi za czasów Ludwika XVI. W
okresie wojny siedmioletniej pełnił funkcję naczelnego aptekarza armii
francuskiej. Trafił wtedy do niewoli pruskiej, gdzie podstawą jego jadłospisu
stanowiły ziemniaki. Co ciekawe, ziemniaki wykorzystywano wówczas głównie do
żywienia zwierząt. Parmentier był jednak przekonany, że ich wartości odżywcze
sięgają daleko dalej. Pomagały, jego zdaniem, walczyć z dezynterią i głodem. Innego
zdania byli niemal wszyscy, łącznie z francuskim parlamentem, który w 1748 roku
zabronił uprawiania ziemniaków. Światły farmaceuta nie ustawał w wysiłkach, na
swoich przyjęciach podejmował ziemniakami, a jakże – zacnych gości, by wymienić
za Wikipedią – Benjamina Franklina czy Lavoisiera.
Ostatecznym sposobem na rozpowszechnienie upraw ziemniaków i ich nobilitację
okazał się sprytny fortel Parmentiera. Pola, na których uprawiano ziemniaki
strzeżono tylko w ciągu dnia, nocą już nie. Fakt, że były chronione
zdecydowanie podnosiło wartość ziemniaków w oczach Paryżan. Kradzieże bulw, uznanych
w ten sposób za cenne, przyczyniły się do rozpowszechnienia upraw. W 1772 roku
wydział medyczny ówczesnego Uniwersytetu Paryskiego poświęcił zagadnieniu kilka
dobrych tygodni, by w końcu ogłosić światu – patrz tu – Paryżanom i Francuzom,
że oto, ni mniej ni więcej – spożywanie ziemniaków nie jest niebezpieczne. Jak wielkiego
dzieła Parmentier dokonał okazało się już wkrótce potem, podczas  wielkiej klęski nieurodzaju, która dotknęła
Francję w 1785.
 

Do naszego hachis parmentier możemy użyć mięsa już upieczonego, mięsnych
resztek z obiadu, jak nakazuje tradycja tego dania, wówczas zapiekamy je nieco krócej. Jabłko i pomidor
sprawiają, że mięso nie jest suche i zyskuje na lekkości. Nuta cynamonu i świeżych
ziół dodają całości charakteru. Polecam gorąco.

   
 
 
Hachis parmentier 
Składniki:
400 g mielonej wołowiny
2 czubate łyżki posiekanej zielonej pietruszki
1 łyżka posiekanego świeżego tymianku
4-5 posiekanych ząbków czosnku
1-2 szalotki
1 średni pomidor
1 średnie winne jabłko
duża szczypta cynamonu
sól, pieprz
685 g ziemniaków (waga przed obraniem)
3-4 łyżki śmietany
2 łyżki masła
gałka muszkatołowa, sól, pieprz 
Przygotowanie:
1.      
Ziemniaki obieramy, kroimy w dużą kostkę. Przekładamy do
garnka z osoloną gotującą się wodą. Gotujemy ok. 15 minut, do miękkości.
2.     
W tym czasie na odrobinie oliwy podsmażamy szalotkę i
czosnek. Dodajemy wołowinę. Dusimy ok.12 minut.
3.     
W blenderze miksujemy pomidora i jabłko.
4.     
Nagrzewamy piekarnik do temperatury 190 stopni.
5.     
Zmiksowanego pomidora z jabłkiem dodajemy do mięsa.
Mieszamy. Łączymy z ziołami, doprawiamy (nie pomijajmy cynamonu). Odstawiamy.
6.     
Ugotowane ziemniaki przecedzamy. Gorące przecieramy przez
sitko. Dodajemy śmietanę i 1 łyżkę masła. Doprawiamy.
7.     
Dno foremki, w której będziemy zapiekać nasze hachis
parmentier, smarujemy odrobiną masy ziemniaczanej. Wykładamy mięso i
przykrywamy je warstwą pozostałych ziemniaków, wyrównujemy powierzchnię. Na
wierzchu układamy małe porcje pozostałego masła.
8.     
Pieczemy ok. 25-30 minut, aż wierzch ładnie się zrumieni.
9.     
Podajemy ze świeżą sałatą. 
 
 
 
Smacznego!
 
14 comments Add yours
  1. Nie znam tego dania, ale zapowiada się naprawdę smacznie.
    Ciekawi mnie dodatek jabłka i cynamonu do mięska.
    Sądzę,że jest pysznie.
    Pozdrawiam:)

  2. Uwielbiam!
    Kiedy przyjeżdżam do Brata,wiem,że będzie ta zapiekanka.
    Specjalnie dla mnie ją przygotowują.
    Ale z resztkami pieczonego mięsa jest najlepsza.
    Pozdrawiam!

  3. Ty wiesz ile ja mam nieopublikowanych postów… Czas działa przeciwko mnie…
    Z dwoma nieletnimi facetami…. Uśmiałam się, Słońce moje!
    To danie musi być przepyszne, wygląda tak, że tylko chwytać za widelec! – bardzo chciałabym je zrobić:)

    p.s.Anna, Ty byłaś…? Tu…?????????????????

  4. Skoro nie tylko mi czas się wymyka to gdzieś musi być go cała masa 🙂
    Mój zegarek stanął już z miesiąc temu. Nie drgnął do dziś bo nie mam czasu go naprawić… oprócz tego nic się nie zatrzymało. Ale przyjdzie taki dzień, kiedy wszystko będzie spokojniejsze. Stawiam na początek wiosny 😉
    Pozdrawiam Cię serdecznie, życzę pogody w sercu i szczerze zazdroszczę obiadu.
    Uściski.
    PS. Mam, jest śliczne. Dziękuję.

  5. Matylda,
    masz racje, mozna sie uzaleznic, pozdrawiam serdecznie

    Majana,
    czas nadrobic zaleglosci, bo naprawde warto. POlecam goraco i pozdrawiam serdecznie

    Whiness,
    pomysl nie moj, a stary jak swiat niemal. Za to z pewnoscia wielokrotnie sprawdzony, pozdrawiam serdecznie

    Karmelitka,
    mnie sie tez ta historia zawsze bardzo podoba i ja takze opowiadam ja gosciom, jesli jeszcze jej nie znaja. Cud-maz byl wniebowziety, polecam i pozdrawiam Cie serdecznie

    Antenka,
    😉 dziekuje

    Amber,
    tez bym chciala, zeby ktos przygotowywal dla mnie takie pysznosci. Masz racje, ze z resztka pieczeni jest swietna, u nas tylko problem polega na tym, ze resztek nie ma 🙂 Pozdrawiam Cie serdecznie

    Ewelino Droga,
    musialam wprowadzic dyzury. Jedno nieletnie dziecko spi z mama a reszta u siebie. Potem zmiana. W ten sposob mamy szanse sie wyspac.
    Oj, cos mi sie zdaje, ze nie dziala przciwko a na korzysc, przynajmniej w Twoim wydaniu. Buziaki,
    Anna

    Katarzynko,
    tez tak lubie sobie wyobrazac 🙂 i ze kiedys uda mi sie dopasc te zapasy 🙂
    Zegarek na rece wciaz nieprzestawiony… Z tym poczattkiem wiosny, to wiesz, mozesz miaec racje i tego sie bede trzymac. Ciesze sie, ze dotarlo bo juz sie zaczynalam martwic.Moc serdecznosci

    Evitaa,
    masz racje. Mnie jednak blizej do francuskiej kuchni i dlatego hachis wlasnie tak bardzo sobie upodobalismy. Dziekuje i pozdrawiam Cie serdecznie

    Anna

  6. Na korzyść, mówisz… Musze się zastanowić… Tylko jaka dziedzinę wziąć na widelec…?v Buziak na cały dobry dzień! Jak ja się cieszę, że Ty jesteś…!

  7. Musze tu napisac, musze:))
    Bardzo czesto te hachis robimy.
    Mieszka sie we Francji to zobowiazuje;)
    I wedle tutejszego przepisu, utluczone ziemniaki mieszamy z wrzacym mlekiem, ba nawet nie mieszamy a ubijamy raczej, zeby powstala puszysta ziemniaczana masa.Wczesniej do goracych kartofelkow dodajemy maslo.
    I wtedy jest pico bello.Poezja:))
    Pozdrawiam goraco Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *