Jak przygotować krewetki doskonałe? Prosty patent.

Każdy, kto ich choć raz spróbował – zawsze prosił o przepis. A właściwie – sposób ich przygotowania. Bo lista składników jest zadziwiająco króciutka – a cały sekret polega raczej na tym, jakich składników nie dodajemy. Najbardziej cieszy mnie świadomość, że doszłam do tego sama. Ok – zapewne jest wiele osób, dla których to nie jest żadna wiedza tajemna, ani żaden sukces. Ale te krewetki – mówię Wam, są obłędnie dobre.

I pomyśleć, że ponad 10 lat temu nie znałam różnicy pomiędzy różowymi a szarymi z wyglądu krewetkami.         Zawsze kupowałam te różowe (czyli już ugotowane). Owszem, marzyło mi się, że kiedyś przygotuję je sama od początku, czyli surowe i będą takie jędrne i soczyste, bałam się jednak, że zwyczajnie – nie umiem.

Aż w końcu – zdecydowaliśmy się na kupno grilla i trzeba było stawi czoła temu wyzwaniu. Pomyślałam o smaku, który chciałam osiągnąć i – tak po prostu, zwyczajnie, udało się. To wtedy pojawiły się prośby o zdradzenie przepisu na nie.

Sezon grillowy zamknęliśmy, ale sprawdziłam to wielokrotnie, tak samo doskonałe w smaku krewetki możemy przygotować na zwykłej patelni / patelni grillowej / woku / piekarniku. Tak przygotowane krewetki podaję w  sałatkach i w tortilli, lub na tostach.

Nie przedłużam. I cieszę się już na myśl, że może komuś przepis się przyda. Polecam gorąco!

 

 

Krewetki doskonałe

Składniki:

450 g surowych krewetek (kupuję mrożone)

skórka otarta z 1 dużej cytryny

2-3 ząbki czosnku

1 czubata łyżeczka posiekanego świeżego imbiru

3 łyżki oliwy

opcjonalnie – jeśli lubimy krewetki na ostro – posiekana drobniutko papryczka chili

 

Przygotowanie:

  1. Krewetki najlepiej jest rozmrozić (wieczorem przełożyć je z zamrażarki do lodówki i zostawić tak na całą noc), następnego dnia, już rozmrożone potraktować marynatą. (Można też zamarynować je od razu po wyjęciu z zamrażalnika i tak pozostawić aż do rozmrożenia).
  2. Łączymy oliwę, imbir, czosnek i skórkę z cytryny / papryczkę w papkę.
  3. Krewetki najlepiej jest przełożyć do strunowego woreczka, dodać do środka marynatę, dokładnie obtoczyć, zamknąć i wstawić do lodówki, może to być tylko na 1 godzinę, ale im dłużej – tym lepiej.
  4. Potem wystarczy już tylko przerzucić krewetki na rozgrzaną patelnię, woka / na blachę w rozgrzanym piekarniku (ten ostatni sposób zajmie najwięcej czasu). Już po kilku minutach będą gotowe do podania. Warto zachować czujność, jak tylko zaczną zmieniać kolor na różowy. Chwileczkę później będą idealnie jędrne i soczyste. Podajemy.

 

Uwagi:

Sekret kryje się w tych dwóch zasadach i jednym składniku:

  1. Do marynaty nie dodajemy soku z cytryny (ponieważ on „ugotowałby” nam krewetki w kilka minut) tylko skórkę cytrynową, która wykona robotę dodając krewetkom aromatu, świeżości i złagodzi rybi posmak. Sokiem z cytryny można skropić już przygotowane krewetki bezpośrednio na talerzu.
  2. Do marynaty absolutnie nie dodajemy soli (ponieważ ona zmiękczyłaby krewetki – a wówczas nie uda nam się uzyskać efektu jędrności krewetek). Wierzcie mi, naprawdę tej soli w sensie smakowym nie brakuje w krewetkach już usmażonych.
  3. Świeży imbir jest tym tajemnych składnikiem, który podkręca smak. Można go nie lubić i ja to rozumiem, ale nie można go pominąć w tym przepisie. Dajcie mu szansę, zobaczycie, że warto!

 

 

 

Smacznego!

12 comments Add yours
  1. Mój syn zawsze narzeka, że nie potrafię osiągnąć „restauracyjnego” efektu w temacie krewetek… Może tym razem. :))
    Przepis zapisuję i pozdrawiam

    1. Justyna,
      jestem przekonana, że się uda – przepis poszedł w świat z takimi jak na blogu instrukcjami i wszystkim udało się osiągnąć pożądany efekt – dlatego polecam spróbować i daj mi proszę znać, jak posmakowały synowi 😉 wygląda mi na prawdziwego smakosza 😉
      Pozdrawiam serdecznie
      Ania

        1. Droga Justyno,
          bardzo Ci dziękuję. You made my day 🙂 uśmiecham się na samo wspomnienie Twojego komentarza.
          Przetestowałam ja i kilku moich znajomych ten sposób i w sumie powinnam być pewna takiego wyniku, ale – potwierdzenie ze strony czytelnika, to naprawdę Coś 🙂
          Polecam się na przyszłość
          Pozdrowienia serdeczne dla synka smakosza także 😉
          Ania

  2. a ja nie wiem jaka ma być ich konsystencja-nigdy nie jadłam ich w restauracji…nie wiem,czy mają być al dente,bardziej twarde ….czy jak tylko zmienią kolor to są gotowe??

    1. Justa,
      zacznijmy może od tego – jakie być nie powinny – a nie mogą być gumowe/gumiaste – takie są wówczas, gdy są przegotowane.
      Będziesz wiedziała, jakie Ci smakują, jak je przyrządzisz i sprawdzisz – według mnie – kiedy zmieniają kolor – jestem w pobliżu, odczekuję około pół minuty (naprawdę trudno to dokładnie policzyć – zważywszy, że krewetki mają różną wielkość), wyjmuję jedną i próbuję, czy jest taka jak lubię – jędrna i soczysta – wówczas od razu zdejmuję z ognia wszystkie. Przeciągnięte tracą ten efekt. Smakuj, próbuj, wtedy sama znajdziesz swoj sposób, polecam
      Pozdrawiam serdecznie
      Ania

  3. Cześć Aniu, ależ mnie zaintrygowałaś tym imbirem! Ja uwielbiam najbardziej klasycznie jak się da – oliwa, czosnek, krótkie przesmażenie, na koniec dużo pietruszki, sól, pieprz i cytryna. Do tego kawałek bagietki, kieliszek sauvignon blanc i .. mogłabym tak codziennie. Spróbuję jutro – to pewne! Nigdy się nie zawiodłam na Twoich przepisach 🙂 Pozdrawiam! Aga

    1. Cześć Aga,
      dziękuję Ci bardzo za ten kredyt zaufania – naprawdę warto spróbować tego sposobu. I bardzo się cieszę, że ja z kolei zawsze mogę liczyć na feedback z Twojej strony – taka czytelniczka to skarb 🙂 a ja czuję się bogata, bo wiem, że mogę liczyć na moich czytelników.

      Pozdrawiam Cie serdecznie i niecierpliwie czekam na info 😉
      Ania

  4. Z opóźnieniem – acz przyjemnością – donoszę, że dodatek do krewetek skórki cytrynowej oraz imbiru wpłynął pozytywnie i podkręcająco na ich smak! Wyszło bosko 🙂 Ale może niekoniecznie jestem obiektywna, ponieważ krewetki ostatnimi czasy to moje ulubione danie. Pozdrawiam! Aga
    P.s. ugotować chciałam również z Twojego przepisu zupę dyniową, jednak poza tym, że podstawą zupy była dynia (ale już niestety nie olbrzymia) i mleko kokosowe, reszta była nie do odtworzenia. Okazało się bowiem, że nie mam kardamonu! Musiałam się ratować imbirem, anyżem i koprem włoskim. Też było dobrze 🙂 W weekend podejmę kolejną próbę 🙂

    1. Czesc Aga,
      spokojnie, ja wiedzialam, ze sie odezwiesz 😉 na Twoich komentarzach mozna zawsze polegac 😉
      Bardzo sie ciesze, ze krewetki posmakowaly.
      Co do zupy dyniowej- w tym konkretnym przypadku dodatek kardamonu jest wybitnie kluczowy, to on czyni z tej prostej listy skladnikow efekt WOW z ust kazdego, kto jej sprobowal.
      Ja zas mam zamiar sprobowac wkrotce wersji z jablkiem i zobaczymy, czy bedzie nadawalo sie do publikacji 🙂
      Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie
      Buziaki
      Ania

      1. Słuchaj, z jabłkiem jest okej, mi najbardziej odpowiadała szara reneta. Z gruszką też było nieźle, ale przy dość solidnym akompaniamencie pora. Ja mam ochotę na dynię w towarzystwie pomarańczy i mascarpone, ale to już wyjdzie chyba deser? ;))) Aga p.s. Nalewka truskawkowa! Zapomniałam o niej na śmierć! Dzisiaj degustuję 🙂

        1. 🙂
          Aga,
          z tą pomarańczą i mascarpone to wcale nie musi być deser. Pomarańcza (sok i skórka) dadzą fajny owocowy background, mascarpone teksturę, dorzuciłbym imbir i chili dla balansu. I powinna wyjsc pyszna kremowa zupa.
          Nalewka truskawkowa? Jesteś niesamowita!
          Pachnie latem – dziś idealna.
          Buziaki
          Ania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *