A jutro znów będzie poniedziałek…

Wróciliśmy…

Przytłoczona ilością kilometrów do pokonania podziwiałam przeglądające się w lusterku górskie pejzaże i myślałam o tym, co za sobą zostawiamy. Krzywy domek, pominięty w planach drogowców, krajobraz przesycony bielą, szlaki narciarskie, które źle sklasyfikowano, zdradliwe orczyki i niechciane acz namolne wspomnienie pięciu godzin spędzonych w szpitalu na ostrym dyżurze.

Rozczochrane chmurami niebo zapowiadało zmiany. Kilkaset kilometrów dalej czekało nas przedwiośnie i własne wygodne łóżka. Dobrze jest wracać. Nie gubiąc się, znając przeznaczenie, wreszcie dotrzeć do celu zgodnie z busolą serca, do tego co nam najbliższe, do domu. (Ok, nawigacja satelitarna także się przydała…)

Ze spokojem myślę o kolejnym poniedziałku. On tu na nas czeka, żeby się wydarzyć, przywitamy go na własnym terenie. Tak łatwiej zmagać się z codziennością.

Zapraszam jutro na górski przysmak.

5 comments Add yours
  1. Bea,
    jesli Ty masz takie widoki na co dzien to tylko pozazdroscic. Ja nie moglam sie nasycic a tego wschodu slonca z naszej sypialni w dniu wyjazdu nie zapomne chyba nigdy. Jesli chodzi o szpital to nic groznego, ale kosztowalo sporo nerwow. Pozdrawiam, anna

  2. Nie nie, na co dzien nie, ale wystarczy pojsc na spacer nad jezioro by i gory podziwiac 🙂

    Ciesze sie, ze szpital to nic griznego…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *