Lala salama na ndoto tamu. I buchty…

No i nie zdążyłam… A tak bardzo chcialam napisać Wam wczoraj o książkach, szczególnie o jednej godnej polecenia, z okazji Światowego Dnia Książki… Uznajmy jednak, że nie trzeba ku temu specjalnej okazji i przejdźmy do rzeczy.
Zgadza się dobrze niektórzy z Was rozpoznali w zacytowanym tutaj akapicie fragment książki Beaty Pawlikowskiej – „Blondynka na tropie tajemnic”. Książki, która zawładnęła mną na kilka dłuższych chwil, oczarowała i zaczarowała. Nie mam zwyczaju czytać książek podróżniczych. Po prostu. Widzę jednak, że będę musiała, co więcej – że chcę to zmienić. Wszystko za sprawą języka i czaru tej książki, powiedziałabym – opowieści podróżniczej z Zanzibaru, Tanzanii, Brazylii i Amazonii. Jest w niej miejsce na informacje, ciekawe i zaskakujące, piękne zdjęcia, rysunki wykonane ręką autorki (choć przyznam, że momentami niektóre z nich nie pasowały mi do nastroju strony czy opowieści…), spostrzeżenia, uwagi, noty historyczne i rozważania, jak choćby to, o szczęściu…
„(…) Jestem szczęśliwa nie dlatego, że siedzę na werandzie domku nad Oceanem Indyjskim ze szklanką zimnego soku z mango w ręce. Jestem szczęśliwa, bo kocham to, co mam. (…) Najważniejsze jest to, że wierzę w dobro i miłość. Zawsze staram się kierować dobrymi emocjami i czynić dobro. To jest coś, co nazywam absolutną prawdą. To jest najważniejsza rzecz w życiu, która istnieje zawsze bez względu na wszystko i zawsze można się do niej odnieść. Prawda absolutna, czyli niepodważalna wartość, która nadaje sens wszystkim innym sprawom w życiu. (…) I zawsze wybieram myślenie pozytywne. Nie myślę o tym, czego mi brakuje, ale znajduję radość w tym, co mam, i dostrzegam, że mam ogromnie dużo. To jest tajemnica szczęścia”.
Pamiętam taki jeden szczególny sobotni poranek, dwa-trzy tygodnie temu. Kiedy dom jeszcze się nie obudził, wszystko i wszyscy wokół spali a ja ułożyłam się wygodnie w łóżku i sięgnęłam po nią znajdując moment idealnie do tego stworzonym. Okazało się, że idealny to on dopiero się stał, po lekturze już kilku pierwszych zdań.
Wszystko co piszę o książkach wydaje mi się w większości przypadków banalne w kontekście ich treści. Więc może lepiej po prostu zacytuję Wam jeszcze jeden fragment – kontynuację opowieści o żółwiu z poprzedniego posta.
„(…) Podeszłam bliżej. Rzadko człowiek stoi twarzą w twarz z żywą historią. Żółwie pojawiły się na Ziemi 250 milionów lat temu, czyli mniej więcej w tym samym czasie co dinozaury. Przez prawie dwieście milionów lat spokojnie mieszkały razem na Ziemi, być może spotykając się podczas spacerów w poszukiwaniu świeżego szpinaku. Potem nagle dinozaury wyginęły, a żółwie bez pośpiechu podążyły dalej w przyszłość.
Wielkie łapy pokryte łuskami, ciężka, wygięta skorupa na plecach i przymrużone oczy na długiej szyi, która wyciągała się w moim kierunku. Jeśli naprawdę masz sto lat, chłopie – pomyślałam – to pamiętasz zupełnie inny świat, zanim zdarzyły się dwie wielkie wojny światowe i zanim w powietrzu zaczęły latać samoloty”.
Książka będzie z pewnością wielką ucztą dla wielbicieli kulinariów i łasuchów w ogóle. Już same tytuły poszczególnych rozdziałów sprawiają, że robię się głodna, nie tylko w sensie dosłownym… choćby – Cynamonowe ptaki, Pachnące gwoździe, Hipopotam i truskawki czy Zwariowany podwieczorek…
Miałam w planie napisać Wam o innych jeszcze książkach… Dziś już nie zdołam. Pozostaje mi tylko życzyć Wam – Lala salama na ndoto tamu czyli dobranoc i słodkich snów.
Polecę jeszcze Waszej uwadze przepis na drożdżowe buchty. Miękkie, delikatne i lekkie w dniu pieczenia, następnego/następne dni – wciąż bardzo dobre. Z kruchą kruszonką. Przepyszne. Ciekawa propozycja do zabrania ze sobą na piknik czy w plener. Polecam gorąco.
Izo, Krzysiu – dziękuję Wam za ten piękny przezent.

Buchty

Składniki:
Na ciasto drożdżowe:
285 g mleka
25 g drożdży świeżych
540 g mąki pszennej tortowej + 1 łyżka
1 jajko
1 żółtko
100 g cukru + 1 łyżka
70 g masła
szczypta soli

Na kruszonkę:
10 płaskich łyżek mąki
4 łyżki cukru
4 łyżki masła w temperaturze pokojowej

Dodatkowo:
powidła śliwkowe

Przygotowanie:
1. W połowie ilości ciepłego mleka rozpuszczamy drożdże z 1 łyżką cukru i 1 łyżką mąki. Odstawiamy przykryte w ciepłym miejscu na 20 minut.
2. Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy cukier, sól, mieszamy. Do zagłębienia wbijamy jajko i żółtko. Mieszamy.
3. Dodajemy resztę mleka i rozczyn drożdżowy. Zaczynamy wyrabiać. Kiedy składniki się połączą w jednolitą formę dodajemy miękkie masło. Wyrabiamy do uzyskania gładkiej konsystencji.
4. Przekładamy do miski, przykrywamy, odstawiamy w ciepłe miejsce na 1 godzinę.
5. W tym czasie przygotowujemy kruszonkę. Mieszamy miękkie masło z cukrem i mąką, ew. pastą z wanilii lub wanilią. Wyrabiamy do momentu uzyskania kruszonki, wstawiamy ją do lodówki.
6. Wyrośnięte ciasto dzielimy na 12 równych części. Każdą z nich spłaszczamy kolejno na dłoni, nakładamy do środka powidła, sklejamy formując bułeczkę, układamy sklejeniem do dołu w foremce wyłożonej pergaminem w 3-4 cm odstępach.
7. Pozostawiamy jeszcze na pół godziny do wyrośnięcia.
8. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 175 stopni.
9. Przed wstawieniem do piekarnika smarujemy roztrzepanym jajkiem i posypujemy kruszonką.
10. Pieczemy 15 minut bez nawiewu i potem jeszcze 5 minut z nawiewem.

Smacznego!
39 comments Add yours
    1. Ja wlasnie nie wiem, czy to tak zawsze tyle kulinarnych ciekawostek w kazdej opowiesci, bo to moja pierwsza… Ale za to jaka, w dodatku wiele pieknych zdjec, chocby to z galka muszkatolowa, polecam i pozdrawiam serdecznie

  1. No to ja już wiem co dziś lub jutro upiekę synkowi …ostatnio kochamy się w drożdżowych buchtach, rzekłąbym, że wszystko przerabiamy na buchty:) …. jeśli o ciasto drożdżowe chodzi:). Wyglądają na cudowni e puchate i mieciutkie:) pozdrawiam

    1. WIem, widzialam. A mnie sie tak bardzo chcialo cos drozdzowego, swojskiego zeby sie udomowic po calych dniach nieobecnosci w domu… i to sie zawsze sprawdza, szczegolnie jesli jest sie taki wielbicielem tego wypieku jak ja i Ty 🙂
      Napisz, prosze, jak Wam posmakowalo, moc serdecznosci, Jolu

      Anna

  2. To my dziękujemy Aniu..to prezent dla nas- taka spontaniczna radość!!! Twoja pasja odkrywania i dostrzegania piękna jest po prostu zaraźliwa…
    Te same fragmenty czytane przez nas na głos …to się nazywa komunia dusz…

    1. Moglabym to raczej ja, Izuniu napisac 🙂 Od Ciebie tego zachwytu nad swiatem sie ucze i entuzjazmu 🙂 Dziekuje 🙂 Moc usciskow dla Was

      ANna

  3. Anno Kochana moja, nie uwierzysz… wczoraj kupiłam tę książkę…! Mam prawie wszystkie blondynki i prawie wszystkie książki Beaty P. Za mną już dwa rozdziały tajemnic Zanzibaru…:).
    A buchty… i to ze śliwką…jak ja bym zjadła, bo wyglądają tak smakowicie na Twoich zdjęciach, ale teraz ful pracy…, więc nie ma pieczenia, nie ma gotowania…, nic nie ma…:(, często nawet mnie nie ma…
    Ale uściski dla Ciebie jak zawsze są!

    1. Rzeczywiscie, to dopiero 🙂 Jak zaczniesz, trudno sie oderwac i jednoczesnie… momentami ksiazka gestnieje od tresci i emocji i trzeba sie zatrzymac, przemyslec, wiec i ja swojej jeszcze nie skonczylam, bo czytam ja w malych dawkach dla przyjemnosci, tylko w weekendy, marzac o wakacjach, na Zanzibarze, a jakze 🙂

      I znowu bede sie martwic, ze za duzo pracujesz… Uwazaj na siebie, Kochana, moc usciskow i cieplych mysli Ci posylam

      Anna

  4. właśnie dlatego lubię dawać ludziom książki – bo może, tak jak Twoi znajomi, dam im coś więcej niż kilka kartek nadrukowanego papieru. gorąco pozdrawiam! 🙂

    1. Masz racje Olu. Ksiazki to szczegolny prezent. Upieralambym sie przy stwierdzeniu, ze obowiazujacy, w tym dobrym slowa znaczeniu. Wiaze i laczy, szczegolnie kiedy jej wybor jest dobrze przemyslany i ukierunkowany 🙂

      No i dobrze jest miec kogos, komu tekie osobiste prezenty mozna podarowac, prawda? Pozdrawiam Cie serdecznie,

      Anna

  5. Buchty niezwykle smakowite 🙂 a książki podróżnicze czytam i lubię, zastanawiałam się kiedyś czy nie kupić właśnie do poczytania Pawlikowskiej, teraz już nie mam żadnych wątpliwości 😀

    1. Jesli zachecilam tym postem choc jedna osobe, bardzo sie ciesze, bo wiem, ze jej pewnie tez uda sie zachecic kolejna, moze niejedna… 🙂 Serdecznosci Ci posylam

      Anna

  6. Ostatnio staram sie praktykowac wlasnie takie pozytywne myslenie. Nie wierzylam, ze to cokolwiek zmienia. A jednak!
    Buchty cudowne, chetnie zjadlabym taka na sniadanie. Co ja pisze, zjadlabym trzy 🙂

    1. Prawda? Oj zmienia zmienia. I owocuje… Takie ksiazki pomagaja w trudniejszych chwilach zwatpienia. Usmiech twarzy zawsze bardziej pasuje niz cokolwiek innego 🙂 Pozdrawiam Cie serdecznie 🙂

      Anna

    1. Trudno wedlug mnie byloby zestawic ze soba te dwie ksiazki… Nastrojowo i emocjonalnie nie pasuja do siebie, przynajmniej wedlug mnie i kazda wciaga zupelnie inaczej i inny zostawia slad… Pozdrowienia

      Anna

  7. No i niby Aniu widze, ze nie czytamy ksiazek podrozniczych, a jednak nam sie zdarzy 🙂 Choc chyba wole od typowo prodrozniczych reportaze… Buchty czeskie budza moj ogromny zachwyt, zastanawiam sie w ktorej kuchni wziely poczatek? :*

    1. Basienko,
      no tak, masz racje i reportaze tez, rzeczywiscie 🙂
      Cos mi sie zdaje, ze jak Ty sie zastanawiasz to juz pewnie masz swoja teorie. Pochylilabym sie najpierw nad etymologia slowa i poszperala, gdybym tylko miala chwile… 🙂

      Moc serdecznosci Ci posylam

      Anna

    2. Wiec jak tylko wroce do domu to siegne do slownika, ale chyba tego slowa nie ma 🙁 bo wyobraz sobei Aniu, ze nei mam chwilowo zadnej teorii :))

  8. jak zobaczyłam zdjęcie to piekłam już dwa razy.za drugim razem do środka włożyłam mrożoną śliwkę ,ale z powidłami są lepsze.

  9. U mnie tez bardzo dobre tyle ze dzieci wydlubaly powidla. Czym mozna je nadziac zamiast powidel?
    No i mleko dodalam pod koniec wyrabiania, jak stwierdzilam ze cos jest nie tak 😉

  10. Aleksandro,
    czekolada! Ona dziala zawsze, jesli chodzi o dzieci. Tak mozesz zastapic powidla. Albo najprosciej – Nutella 🙂 Serdecznie.

    PS. I tak masz fajnie, ze przynajmniej jadly, nasze nawet nie powachaja drozdzowego 🙂

  11. A, dzieki! Wczoraj zrobilam z rodzynkami (ale malo bo nie lubia) i byly zjadane dzis rano posmarowane czekolada wlasnie.
    Co do gustow dzieci to moje w ogole rzadko jedza potrawy typowo "dla dzieci" (a ja takie lubie, i musze sama zjadac!!!).
    Wyjatkowo sukcesem okazaly sie Twoje andruty czekoladowe!

    1. Aleksandra,
      zapomnialam napisac, ze przede wszystkim, tradycyjne buchty to nadzienie z powidel sliwkowych, ale sama wiesz, jak w praktyce bywa. Ja sie nie przejmuje i robie z powidlami i sama zjadam 🙂 bo jakos inaczej ich nadziewac nie potrafie. Pomyslalam, ze pewnie bylyby smaczne takze z budyniem.
      Ciesze sie, ze andruty trafily w gusta Twoich dzieci. Sa naprawde wyjatkowe.

      Serdecznie
      Anna

Skomentuj Anonimowy Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *