MAGICZNE ciasto czekoladowe.

Na pewno znacie to uczucie. Zdarza się i Wam, zobaczyć przepis i zapragnąć natychmiast, już, zaraz, TERAZ! spróbować go osobiście…
Mnie spotkało to dzisiaj. Szczęśliwie wszystkie składniki miałam pod ręką. No i koniecznie chciałam sprawdzić, jak to będzie. Czy i mnie się uda. Choć przecież przypadkowi nic w tym przepisie pozostawione nie jest, więc powinno się udać. Przeczytałam dokładnie przepis, następnie wszystkie komentarze, w ilości niemal setki…

Upiekłam.

Nie miałam dobrej foremki i spora, na oko 1/3 część ciasta wypłynęła podczas pieczenia i wydawało się, że nic z tego nie będzie… ale… udało się, co widać, mam nadzieję. Ciasto rozeszło się w ciągu 5 minut. I przyznać muszę, że może stać się w wielu domach ulubioną formą czekoladowego ciasta na lato. Nie jest ciężkie, ma fajną konsystencję musu i flanu a wszystko to osiągnięte jest naprawdę niewielkim wysiłkiem. Nawet jeśli wygląda, jakbyśmy poświęcili mu sporo czasu.

Polecam BARDZO gorąco.

Ciasto doczekało się już wielu rozmaitych wersji. Waniliowej (jasnej, niemal białej, bez użycia kakao), pomarańczowej, cytrynowej, z owocami. Zamierzam spróbować je wszystkie. Zawojowało już wiele francuskich i belgijskich blogów, ja znalazłam je tutaj.

Magiczne ciasto
czekoladowe (Gateau magique au chocolat)
 

Składniki:
4 jajka (w temperaturze pokojowej)
150 g cukru (użyłam trzcinowego)
1 łyżka wody
125 g masła
70 g mąki tortowej
45 g gorzkiego kakao w proszku
szczypta soli
500 ml mleka pełnotłustego
kilka kropli soku z cytryny 

Przygotowanie:
1.      
Przygotowujemy okrągłą foremkę o średnicy 22 cm.
Wykładamy ją pergaminem, jeśli używamy tortownicy w obręczą, by ją uszczelnić
albo smarujemy cieniutką warstwą masła i wysypujemy kakao.
2.     
Nagrzewamy piekarnik do temperatury 150 stopni.
3.     
Rozpuszczamy masło, studzimy (powinno być letnie).
4.     
Podgrzewamy mleko, które także powinno być letnie.
5.     
Przesiewamy mąkę, kakao i sól. Dokładnie mieszamy.
Odstawiamy.
6.     
Oddzielamy żółtka od białek.
7.     
Żółtka ubijamy z cukrem. Dodajemy wodę. Dalej miksujemy.
Powinniśmy uzyskać możliwie najbardziej puszystą masę.
8.     
Dodajemy masło, ubijamy dalej.
9.     
Wsypujemy mąkę z kakao, mieszamy energicznie.
10.  
Dodajemy mleko, nie przestając miksować.
11.   
Myjemy i osuszamy końcówki miksera.
12.  
Ubijamy na sztywno białka z sokiem z cytryny.
13.  
 Ubite białka dodajemy
do masy. Mieszamy delikatnie, szpatułką, do dokładnego połączenia.
14.  
Przelewamy do foremki.
15.  
Wstawiamy do piekarnika. Pieczemy około 50 minut, z
nawiewem.
16.  
Studzimy przed pokrojeniem. Dekorujemy kakao.

Uwagi:

1.      
Użyłam gorącej wody, tak jak w moim ulubionym przepisie
na biszkopt.
2.     
Jajka muszą być w temparaturze pokojowej a masło i mleko
ciepłe.
3.     
Mąka i kakao powinny być przesiane aby maksymalnie je
napowietrzyć.
4.     
Jeżeli użyjemy foremki o większej średnicy efekt dwóch
warstw może być trudniejszy do osiągnięcia. Foremka powinna być wysoka.
5.     
Masa po dodaniu mleka jest bardzo płynna, dlatego trudno
jest połączyć ją z ubitym białkiem.
6.     
Ja piekłam swoje ciasto około 25 minut. Ciasto w momencie
wyjmowania z piekarnika powinno minimalnie jeszcze się chybotać w foremce.
Minimalnie!
7. Absolutnie konieczne jest przestudzenie ciasta przed pokrojeniem.

47 comments Add yours
  1. Wspaniałe! Idealne dla mojego Męża-Czekoladożercy:) Jutro ma urodziny, miałam piec tort cappucino, ale poważnie zastanawiam się nad zmianą planów…

    1. Upiekłam, cudowne… Małżonek zachwycony;) Miałam obawy, ponieważ mój piekarnik nie ma nawiewu, ale wyszło – piekłam godzinę i 40 minut. Pozdrawiam!

  2. na zdjęciu wygląda, jakby dół był z innego ciasta i miał inną konsystencję. Czy to tylko takie wrażenie?

  3. Chciałam upiec córce brownie na imieniny, ale to ciasto krzyczy do mnie, że ono będzie lepsze! Te dwie warstwy, szczególnie ta musowata… Mniam.
    Ponieważ mam formę 24 cm, to powiększę ilość składników o 1/4. Powiedz mi tylko, w jakiej części powinna być wypełniona forma, żeby było dobrze?

    1. Wszystko zalezy od mocy piekarnika… autorka, u kotrej przepis znalazlam pisala o 50 minutach, w komentarzach pozostawionych u niej na blogu czytalam, ze niektorzy potrzebowali 1 godziny i 50 minut…
      To, co jest najwazniejsz, temperatura nie moze byc zbyt niska i nalezy wlaczyc nawiew.
      Dlatego tez napisalam o minimalnych chwianiu sie ciasta w foremce…co takze moze posluzyc jako podpowiedz w kwestii czasu pieczenia…

      Pozdrawiam serdecznie
      Anna

  4. Od razu mi się pięknie robi 🙂 Uwielbiam słodkości od Ciebie. Do dziś mam w głowie takie wspaniałe rogaliki, które kiedyś zrobiłaś. Zjadłabym wszystko. Całusy pełne słońca.

    1. A tu widzisz, Kochana, okazuje sie, ze od kiedy skonczyla sie laba i poszlam do pracy, na blogu wiecej propozycji wytrawnych niz slodkosci… sama stwierdzam to z wielkim zalem… (Pisze tak, jakbym nie miala na to zadnego wplywu…)
      Nie wiem o jakich konkretnie rogalikach piszesz ale sama tez mam swojego faworyta i bardzo, ale to bardzo je lubie…

      Pieknego wekkendu, Droga Moja 🙂

      Anna

    1. A wiesz, Maggie, ze to chyba najkrotszy Twoj komentarz posrod wszystkich, ktore tu kiedykolwiek pozostawilas, a przeciez tak ich wiele…
      Za to jaki tresciwy 🙂

      Serdecznosci moc Ci posylam,

      Anna

  5. Aniu, mam pytanie techniczne – czy ten nawiew jest niezbędny do osiągnięcia pełnej magii? Niestety mój piekarnik staruszek nie posiada takiej opcji. Pozdrawiam, Bibi

    1. Bibi,
      odpowiem zupelnie szczerze – nie mam pojecia… bo moj piekarnik, choc baaaardzo stary, jednak nawiew ma i ja go uzylam.

      Z cala pewnoscia jednak wiem, ze temperatura nie moze byc za niska, bo jest jednym z kluczy do magicznego sukcesu… Moze wiec po prostu nastaw piekarnik na 160-165 stopni, znasz sama jego moc i mozliwosci i sprobuj w ten sposob je upiec. Trzymam kciuki! Daj znac, jak Ci poszlo, prosze…

      Serdecznie
      Anna

    2. Spokojnie, uda się , piekłam bez nawiewu. Bez nawiewu, z zimnego mleka – i wyszło. Chyba w tym jego magia 🙂

    1. Ja zamierzam przygotowac wersje waniliowa lub Tonka z malinami w srodku wlasnie… pewnie sie podziele… wrazeniami, zdjeciami i przepisem…

      Buziaki sloneczne

      Anna

  6. Też robiłam i chciałabym zauważyć, że mleko wcale nie musi być ciepłe. Dawałam niemal prosto z lodówki i udało się doskonale, perfekcyjnie wręcz. Ela

  7. wygląda naprawdę magicznie:) …ja niestety mam tylko foremkę 18 lub 24 cm …. zastanawiam się której lepiej użyć, bo też akurat mam wszystkie składniki w domu:) niewiem czys ię na nie jutro nie skuszę:)

  8. Upiekłam. Nie wyszło. 🙁 Rozpacz czarna…
    Piekłam dokładnie z taką ilością składników jak powyżej, bo skoro pisałaś, że Ci coś wypłynęło, to uznałam że pierwotny przepis na formę 24 cm może jednak wystarczy. Po 20 minutach było zupełnie luźne, poza delikatną skórką u góry. Ostatecznie trzymałam 50 minut, wydawało mi się, że "chybocze się minimalnie". Heh. Siedziało jeszcze z 10 minut w uchylonym piekarniku, wyjełam, po 15 minutach mocno klapło. W przekroju upieczony był tylko górny centymetr ciasta.
    Nie wiem, gdzie błąd, na pewno piekło się za krótko… Będę próbować jeszcze raz.

    1. eMeM,
      naprawde nie wiem, co mam Ci napisac… Przeczytalam wiele komentarzy na jego temat zanim sama sie do pieczenia zabralam… I naprawde, liczba nieudanych ciast ujawnionych w komentarzach nie stanowila nawet 10%… specjalnie to sprawdzalam… Ciesze sie, ze nie rezygnujesz, daj znac jak postepy. Ja trzymam mocno kciuki…

      Anna

    1. Jenna,
      taka jego nazwa… osobiscie bardziej przypadla mi do smaku wersja waniliowa, w moim przypadku z malinami… jeszcze nie opublikowalam ale czeka w kolejce…
      Ale i ja tez nie jestem w ogole wielka fanka czekolady… wiec sama rozumiesz…

      I ja bardzo sie ciesze, ze trafilam do Ciebie 🙂

      Serdecznie
      Anna

  9. Anno Kochana, ja piekłam to ciasto, ale już nie pamiętam z jakiego przepisu. Piekłam w wersji waniliowej i rozczarowałam się okrutnie, bo nie wyszła mi taka ładna różnica warstw jak Tobie, a smak no… taki tam sobie. Bez szału. Rzuciłam się na to ciasto. Częstowałam amatora budyniu, bo ono dla mnie było takie właśnie budyniowe i zjadł, wyraził trochę większy entuzjazm ode mnie (chyba z grzeczności..) i tyle…
    Ta Twoja wersja czekoladowa wygląda zachwycająco:), a zdjęcia są magiczne:)

    1. Kochana Moja,
      mnie wlasnie wersja waniliowa z malinami powalila na kolana… bo wiesz, ja budyniowa dziewczyna jestem…

      Nie bylo problemu z wygladem, choc chyba najlepszy efekt wizualny osiaga sie przy wersji czekoladowej… Serdecznosci moc

      Anna

  10. Krzysiu Drogi,
    ciesze sie, ze sie skusiliscie, pewnie Konradowi wpadlo w oko 🙂

    Polecam jeszcze bardziej wersje waniliowa (jeszcze tu niepublikowana) z malinami… mam nadzieje wkrotce ja tu pokazac.

    Musi byc zimne, tylko skad wziac tyle cierpliwosci???

    Moc serdecznosci i usciskow dla Was wszystkich

    Anna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *