Makaroniki truskawkowe.

Nie byłoby tych makaroników, gdyby nie pewien konkurs. Nie byłoby takiego zadania konkursowego, gdyby nie pewne mistrzostwa. Pomysł pewnie nie zrodziłby się, ani teraz, ani być może później. Muszę przyznać zupełnie uczciwie, że nie lubię ich przygotowywać. Nakład pracy i stresu, być może współmierny z ich smakiem, zniechęca mnie zawsze, ilekroć pomyślę, że znikną w ciągu 2 minut maksymalnie. Żadnej celebracji, zachwytu, nic. Nasze dzieci tak je uwielbiają, że po prostu pochłaniają je łapczywie, niezależnie od przygotowanej ilości. Nigdy nie jest ich wystarczająco dużo. Kiedy one właśnie tej celebracji się domagają… Taka ich natura, wydaje mi się.

 Udało mi się w końcu wypracować przepis na makaroniki, który się sprawdza, a efekt spełnia wszelkie makaronikowe standardy. Polecam spróbować.
Składniki:
70 g  mielonych migdałów bez skórki
60 g białek
70 g cukru pudru
80 g drobnego cukru
płaska łyżeczka skrobii ziemniaczanej  

Na truskawkowe przełożenie:
300 g truskawek
9 łyżek cukru
3 łyżeczki skrobii ziemniaczanej
Przygotowanie:
1.    Migdały mielimy z cukrem pudrem. Przesiewamy przez możliwie najgęstsze sito.
2.   Białka ubijamy mikserem. Gdy tylko zaczynają nabierać białego koloru dosypujemy małymi porcjami drobny cukier nie przestając ubijać. Całość nie powinna być ubita na sztywno. Tu jest czas na dodanie barwnika. Jeśli zamierzamy z jednej porcji przygotować dwa kolory makaroników dzielimy powstałą masę na pół. Do jednej z nich dodajemy barwnik, ilość jest zależna od efektu, który chcemy uzyskać.
3.   Rozpoczynamy najdelikatniejszą operację. Czas wmieszać zmielone migdały (dzielimy je na połówę, jeśli podzieliliśmy wcześniej białka i dodajemy równą ilość do obu mas białkowych, z barwnikiem i bez). Używamy do tego celu szpatułki. Powoli wsypujemy migdały mieszając od dołu, od środka, do góry, delikatnie, aż do dokładnego połączenia.
4.   Przekładamy do szprycy. Wyciskamy na blaszkę wyłożoną pergaminem. Najlepiej wyrysować sobie na niej wcześniej równe kółka.
5.   Odstawiamy na minimum 30 minut do około 1 godziny, by makaroniki wyschły, tworząc na wierzchu cieniuteńką skorupkę. Po tym czasie delikatnie dotykamy powierzchnię makaronika. Palec nie powinien się do niego przykleić.
6.   Nagrzewamy piekarnik do temperatury 150 stopni.
7.   Makaroniki wstawiamy do piekarnika, pieczemy bez nawiewu, 10 minut. Po tym czasie wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki i po 2-4 minutach wyciągamy blaszkę z piekarnika.
8.   Makaroniki najlepsze są na drugi dzień. Jeżeli ktoś ma wystarczającą siłę woli, by tyle przeczekać…
9.   Przygotowujemy truskawkowe przełożenie. Truskawki myjemy, osuszamy, mielimy dokładnie. Odlewamy kilka łyżek do szklanki. Resztę zagotowujemy z cukrem. W szklance rozrabiamy skrobię do całkowitego rozpuszczenia. Gdy truskawki w garnku się zagotują wlewamy rozpuszczoną skrobię, mieszając cały czas, by nie powstały grudki. Gotujemy przez kilka minut. Odstawiamy do całkowitego wystudzenia. Przekładamy makaroniki.

Uwagi: 
1.       W przygotowywaniu makaroników najważniejsze są szczegóły. Jeśli potraktujemy je z wymaganą starannością, wszystko się uda. Białka nie mogą być świeżutko rozbite a sezonowane, czyli powinny odstać trochę czasu w lodówce – około tygodnia, lub też 1-2 dni w temperaturze pokojowej. Wówczas nadają się do przygotowania makaroników. Drugą ważną sprawą jest dokładne przesianie cukru z migdałami i na koniec – delikatne wymieszanie całości tak, jak to opisałam powyżej.

2.      Truskawkowe przełożenie można także wykonać z użyciem cukru żelującego zamiast skrobii lub poprzez redukcję – powolne gotowanie zmielonych truskawek z cukrem tylko, do momentu aż uzyskają wymaganą gęstość.

Smacznego!

27 comments Add yours
  1. Uwierzysz, ze jeszcze nigdy nie jadlam makaronikow? 🙂 Te wygladaja tak pieknie, ze az nie moge sie napatrzec :))

    Pozdrowienia.

  2. Aniu, wyobraz sobie, ze ostatnio odkrylam na nowo klasyczne makaroniki (znalam wczesniej z pewnej krakowskiej cukierni:) i one tez sa hitem, a upieka sie poprawnie w kazdym piekarniku i smak tez jest ten ktorym nalezy sie delektowac!
    Z drugiej strony, nie wiem jakie prawo tym rzadzi, ale pewnych ciasteczek mogloby byc i metr, a i tak za malo 😀 Usciskie wielkie!

  3. Anno,
    przepiękne !
    I prezentacja wspaniała.Taka nie przekombinowana.
    Nie lubię zbyt dużo ,zamieszania' wokół pokazywanej potrawy.
    I wiesz,też nie bardzo lubię je przygotowywać.
    Nawet efekt mnie nie dopinguje.
    Serdeczności!

  4. A ja bym ich chyba nie jadła.
    Są tak piękne, że można siąść przy stole i patrzeć na nie godzinami, zastanawiać się, biała góra czy czerwony dół?
    Dla łasuchów prawdziwe rozdarcie serca 🙂
    Pozdrawiam Ci gorąco.

  5. Aurora, Wedelka, Kuchennefascynacje
    dziwczyny drogoe, dziekuje i pozdrawiam

    Maggie,
    w istocie! Taka ich natura, by je celebrowac, a nie pochlaniac na wyscigi…Formula1 sie chowa, naprawde 🙂 Serdecznie

    Kabamaiga,
    tak, to troche usmiech w kierunku jury konkursu 🙂 serdecznie

    Majeczko,
    jak to Ty, swiatowa dziewczyna, nie jadlas jeszcze makaronikow? Niemozliwe… Polecam wiec sprobowac, nie wie ten, kto raz nie skosztuje 🙂 Buziaki,

    Basiu Droga,
    ciekawe, czy to ta cukiernia, o ktorej mysle 🙂 Masz racje, jestem przekonana, ze ile bym ich nie zrobila, dzieciaki pochlonelyby calosc i okruszki jeszcze i resztki nadzienia… Oczywisci z moja mala pomoca 🙂 Serdecznie,

    Aniu,
    chcialoby sie rzec – duszo bratnia 🙂 Mamy podobnie, i to jest fajne. Pozdrowienia serdeczne sle

    Angie,
    🙂

    Gosia,
    sprobuj, warto przekonac sie samemu, jak to jest je przygotowywac a pozniej… celebrowac 🙂 pozdrowienia

    Evitaa,
    te truskawkowosc mozna przelamac mieta, bedzie naprawde ciekawie…Pozdrawiam

    Aga w kuchni,
    juz prawie zapomnialam, zbyt szybko zniknely 🙂 pozdrowienia

    Onionchoco,
    odczuwam podobnie, wiesz… Lepiej bym tego nie ujela, rozdarcie serca dla lasuchow… ALe przynajmniej doczekalyby sie wlasciwej i naleznej im wrecz, celebracji 🙂 Serdecznie i goraco,

    Beatrice,
    o tak, zdecydowanie. Daj znac jak Ci poszlo, bardzo jestem ciekawa 🙂 Serdecznie

    Anna

  6. Anno, makaroniki wyglądają pięknie, eleganckie bardzo. Wiesz, ja nigdy nie próbowałam makaroników, sama pewnie ich nie zrobię, więc choc sobie popatrzę na Twoje:)
    Pozdrowienia!

  7. Majana,
    mam wrazenie, ze wiekszosc z nas podchodzi do nich troche jak do jeza. Z obawa i strachem, czy to sie w ogole moze udac??? ALe oto dowod, ze moze – na poarcie przepis… Nic tylko skorzystac. Chociaz raz, nawet nie tyle dla smaku, ktory trudno kwestionowac, ale dla samej swiadomosci – umiem je zrobic, to nie jest trudne… Polecam i pozdrawiam Cie serdecznie

    Samantha,
    nie az taka jak sadzilam jeszcze jakis czas temu. A ten przepis na potwierdzenie, ze moze sie udac bez wiekszych wysilkow. Pozdrowienia serdeczne

    Anna

    1. oj…makaroniki…moja zmora….moje wyzwanie…. od ponad 2 lat….ostatnio z ciut lepszym efektem je upieklam,ale tylko "ciut"…i nie spoczne,dopoki nie beda idealne,jak na kursie pieczenia ,w ktorym bralam udzial (relacja u mnie w ostatnim wpisie)….Twoje sa przecudowne po prostu…..idealne…
      Pozdrawiam 🙂

  8. No, moja Kochana, ja tu siedziałam sobie spokojnie(no, aktywnie niezwykle przecież jak zwykle…) u mamy, a tu takie dzieła powstały:). Prześliczne! Czy Ty uwierzysz, że ja już 3 razy (słownie: TRZY) podchodziłam do panów makaroników…??? Najlepsze wyszły za pierwszym razem w ostatniej partii, a reszta… katastrofa…! Smaczna, bo ostatecznie została za każdym razem zjedzona, ale nigdy nie doczekała się przełożenia, bo i nie było czego przekładać… Ach, mówię Ci…, albo sierota ze mnie dokumentna…, albo makaroniki mnie nie lubią… Następnym razem spróbuję z Twojego przepisu, bo zaciekawił mnie ten dodatek maki ziemniaczanej, którego nigdy nigdzie nie widziałam…
    Uściski przedpółnocne!

  9. Pasjonatka,
    cos w tym jest 🙂 pozdrowienia,

    Dota,
    dziekuje i pozdrawiam

    Gosiu,
    przeczytalam Twoja relacje i wystraszylam sie podbnie jak Ty, z tym nieprzesiewanie i ogolnie dosc nonszalanckim podejsciem do przepisow, ktore do tej pory znalam 🙂 a jednak, sama widzialas, udaly sie pieknie! Balabym sie sprobowac, ale chyba tym bardziej – zaryzykuje. Dzieki Ci bardzo, serdecznosci,

    Ewelino Droga,
    nie ma sie co przejmowac, mysle. Czytalam opowiesci roznych wielkich cukiernikow, chocby Belga – Jean-Philippe Darcis, ktory to jest tutaj prekursorem makaronikow. Pisal w swojej ksiazce, jak wiele setek kilogramow polproduktow zepsul, zanim udalo mu sie stworzyc przepis, ktory sie sprawdzil i osiagnac efekt za kazdym razem. A to oznacza wiele, wiele prob. I chyba tak to jest z makaronikami, trzeba je po prostu piec, by sie w koncu nauczyc. Inna sprawa, czy nam sie chce, czy istnieje taka koniecznosc/potrzeba? Czy moze wystarcza po prostu beziki? Jesli sprobujesz, daj znac, Kochana. DObrze, ze wrocilas 🙂 Buziaki ogromne…

    Gosiu,
    dziekuje i pozdrawiam

    Anna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *