Migdałowy keks drożdżowy w kokosową kruszonką (bez glutenu, bez laktozy)

Kiedy tuż za polską granicą za oknami samochodu przewija się widok bocianich gniazd myślę sobie, że i my jesteśmy trochę jak te bociany… Mamy 2 gniazda. Dom rodzinny i to, które stworzyliśmy razem. Podróżujemy tak cyklicznie od jednego do drugiego i to one stanowią o treści naszego życia.

Kilka dni temu, wracając ze Świąt do naszego belgijskiego domu rozmawialiśmy z dziećmi o tym, jak byłoby fajnie, gdyby dziadkowie mieszkali bliżej granicy, tak jak my kiedyś, w Szczecinie. Trasa zajmowałaby nam tylko 8 godzin… I wtedy synek drugi odezwał się:

– Ale to nasz Koszalin… tam jest wszystko…

Jak wiele znaczą więzi? Tyle, ile właśnie zacytowane słowa chłopięcia, urodzonego przecież w Szczecinie, które w Polsce przeżyło ledwie pierwszych kilkanaście miesięcy swojego życia. Gdybym miała się zastanowić, co to wspomniane wszystko dla mnie znaczy i ile w niego należy się Szczecinowi, Koszalinowi czy w końcu – Bydgoszczy, nie umiałabym tego wyrazić.

Skąd dzisiaj te miejskie opowieści, sprowokowane po trosze wypowiedzią synka? Te nasze podróże zawsze są mocno sentymentalne. Wracamy do miesjc, o których chcielibyśmy wierzyć, że się nie zmieniają, nie ulegają prawom, którym przecież wszyscy podlegamy. Drzewa rosną, często rozrastają się bujnie, wierzby płaczą coraz bardziej, a kasztany zyskują na imponującej szlachetności, żywopłoty z czasem zasłaniają ogródek sąsiada, do którego zwykliśmy zaglądać w drodze powrotnej do domu. Sami sąsiedzi zaś wyprowadzają się, a ich miejsce zajmują nowi, których rozróżnić już nie umiemy. (Komu zatem mówić dzień dobry?) Szczęśliwie, są i tacy, którzy wciąż mieszkają pod numerem 2 czy pod 11, ocalając resztki świata uparcie utrzymywanego przy życiu w zakamarkach pamięci. Świata, w którym biegało się do magla pod numerem 2B, dzwoniło z budki telefonicznej zainstalowanej akurat na naszej klatce, grało ze ścianą w tenisa ziemnego, kupowało się chemię w Cypisku, oddawało książki do jedynego antykwariatu w mieście (przydawały się przez lata) i chodziło na najlepsze lody, (koło Związkowca).

Świata, którego nie ma, a który wciąż żyje w nas. A w nim, co najważniejsze – ludzie, którzy odeszli.

Z wiekiem robię się bardzo sentymentalna.

Ale, żeby nie było już tak ckliwie, dobrze jest powrócić i zobaczyć, że ludzi, którzy pamiętają, jest więcej. Dają drugie życie miejscom i zdarzeniom, które warto ocalić od zapomnienia. Podejmują inicjatywy, odnawiają, zachowują nazwy znane od pokoleń, tchną nowego ducha*. Już wiem, co zrobię, kiedy wrócę do mojego Koszalina.

*tak, wiem, że są i tacy, którzy za wszelką cenę zaprowadzają nowe, własne porządki. Tylko – po co o nich mówić?

Ostatnio okazało się, że moje próby unikania glutenu i laktozy, to był dobry pomysł. Teraz potwierdzone nietolerancje zobowiązują. Stąd i dzisiejszy przepis – na pyszne ciacho bezglutenowe. Proponuję, żebyście przeprowadzili następujący eksperyment: przygotujcie keks nie mówiąc nikomu, że jest bezglutenowy, idę o zakład, że nikt się nie zorientuje. To ciasto jest pyszne – wilgotne, puszyste i pełne smaku. Polecam gorąco!

 

Migdałowy keks drożdżowy w kokosową kruszonką (bez glutenu, bez laktozy)

Składniki:
skórka otarta z 2 bio pomarańczy
150 g cukru
1/4 szkl. oleju słonecznikowego / roztopionego masła / roztopionego masła kokosowego
100 ml śmietanki 22% (używam sojowej)
3 duże jajka w temperaturze pokojowej
150 g mąki migdałowej*
50 g mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka drożdży instant
szczypta soli

Na kruszonkę:
60 g wiórków kokosowych
20 g mąki bezglutenowej / zmielonych migdałów / zmielonych płatków owsianych / lub mąki tortowej, jeśli nie musimy trzymać się ściśle diety bezglutenowej
40 g cukru
45 g schłodzonego masła
szczypta soli

*najidealniej jest zmielić migdały w domu. W tym celu migdały ze skórką zalewamy gorącą wodą, pozostawiamy na 3-5 minut, przelewamy na sitko i obieray. Dobrze jest je jeszcze lekko podprażyć na suchej patelni, ale w tym wypadku nie jest to konieczne. Mielimy.

Przygotowanie:
1. Przygotowujemy kruszonkę. Mieszamy suche składniki, wkrajamy do nich masło, całość rozcieramy w palcach do uzyskania konsystencji kruszonki. Wstawiamy do lodówki.
2. Skórkę z pomarańczy rozcieramy z połową cukru. Odstawiamy.
3. Małą foremkę na keks wykładamy papierem do pieczenia lub smarujemy ją masłem i wysypujemy mąką/ migdałami.
4. Łączymy mąki i sól w jednej misce. Odstawiamy.
5. Podgrzewamy w garnuszku śmietankę, dodajemy do niej drożdże, mieszamy, odstawiamy.
6. Cukier roztarty ze skórką i pozostały cukier przekładamy do misy miksera, dodajemy jajka, ubijamy do uzyskania gładkiej masy.
7. Do masy jajecznej dodajemy suche składniki – mieszamy, śmietankę – mieszamy i olej – mieszamy do dokładnego połączenia.  Powstałą masę przelewamy do przygotowanej foremki.
8. Wyjmujemy kruszonkę z lodówki.
9. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni.
10.Ciasto w keksówce pieczemy z nawiewem 15 minut. Posypujemy kruszonką, pieczemy kolejne 15 minut, upewniając się, aby kruszonka się nie przypaliła, jeśli będzie już zbyt zrumieniona, wyłączamy nawiew i pieczemy jeszcze 15 minut, albo do suchego patyczka.
11.Po upieczeniu keks pozostawiamy na chwilę w uchylonym piekarniku.

 

Smacznego!

2 comments Add yours
    1. Moge absolutnie szczerze i bez naciagania powiedziec, ze smakuje moze nawet lepiej niz wyglada 🙂 A jak pachnie! Buziaki i moc pozdrowien, Kochana!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *