Świąteczny placek niebo

O tym placku wspomniała mi kiedyś Beata. A może raczej jej mąż, który z rozmarzeniem opowiadał o cieście pieczonym zaledwie raz, góra – dwa razy do roku, w domu jej mamy. Beata wyjechała jednak, ale w końcu dała się uprosić, znalazła czas i przepis od mamy zdobyła. Dziękuję Ci za to; kochana. Podobno to przepis przedwojenny jeszcze, co może potwierdzać ilość zaproponowanego w nim do użycia cukru i jego czasochłonność. Słodyczy rzeczywistość często odmawiała, za to czasu było znacznie więcej… a i lodówki były rzadkością. Zapewne także ze względu na kosztowność użytych składników piekło sie go tylko z okazji dużych świąt. Ale te właśnie przed nami, warto więc spróbować. Swoimi uwagami podzieliła się ze mną i mama i sama Beata a i ja dodałam jeszcze kilka swoich. Mam nadzieję, że się Wam przydadzą. Poczęstowałam wczoraj plackiem koleżanki podczas dekorowania pierniczków, uznały go za – i tu cytuję: n i e s a m o w i t e… i można a nawet trzeba przygotować je z wyprzedzeniem. Spróbujcie koniecznie.
Placek niebo
Składniki:

Na ciasto kruche:
200 g mąki pszennej
200 g masła
½ szkl. cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 żółtka

Na masę jabłkową:
750 g kwaśnych jabłek
600 g cukru – zmniejszyłam o połowę a można i bardziej jeszcze, zależnie od gustu i jabłek
2 łyżeczki soku z cytryny
1 płaska łyżeczka cynamonu – wydawała mi się tu niezbędna, więc dodałam od siebie
½ torebki galaretki – nie dodawałam, ale można, najlepiej jabłkową

Na masę orzechową:
250 g orzechów włoskich do zmielenia plus około 20 ładnych połówek do dekoracji
1 szkl. mleka
250 g bardzo miękkiego masła – pamiętajmy, aby wyjąć je wcześniej z lodówki
200 g drobnego cukru

Na polewę: (warto przygotować ją z podwójnej ilości składników podanych poniżej)
7 łyżeczek wody
7 czubatych łyżeczek cukru
65 g masła
2 duże łyżki prawdziwego kakao

I w ogóle ta polewa jest idealna i warto ją wykorzystywać do realizacji innych przepisów.

Przygotowanie
Rozkładamy na 2 dni. Zaczynamy od upieczenia kruchych spodów, które po wystygnięciu przechowujemy przykryte ściereczką do momentu przełożenia. Po przełożeniu ciasto też musi jeszcze swoje w lodówce odstać. Szczegóły poniżej.
1. Pieczemy kruche spody. Odsypujemy 2 łyżki mąki przeznaczone do ciasta i mieszamy z proszkiem do pieczenia, odstawiamy na moment. Przesianą resztę mąki siekamy z masłem i cukrem na stolnicy. Dodajemy żółtka i zagniatamy ciasto. Na koniec łączymy z pozostawioną mąką wymieszaną z proszkiem. Dzielimy ciasto na 2 równe części, każdą rozwałkowujemy na blasze o wymiarach nie większych niż 25×35 cm (moim zdaniem możemy użyć ciut mniejszej blaszki, spody nie będą wówczas tak cienkie) i pieczemy osobno, 15 minut w 170°.
Ciasta są delikatne i mogą się kruszyć, ostrożnie więc z nimi postępujmy. A jeśli już się pokruszą, bez zmartwienia – przełożone z powrotem zespolą się w całość.
2. Drugiego dnia przygotowujemy obie masy. Jabłka obieramy i ucieramy na tarce, aby powstał mus (utarty na drobnych oczkach będzie delikatniejszy). Pieczemy go w piekarniku w 175°. W tym czasie przygotowujemy masę orzechową.
3. Masa orzechowa. Gotujemy mleko. Orzechy mielimy i sparzamy je gorącym mlekiem. Ostawiamy do wystudzenia. Masło ucieramy na puch z cukrem. Dodajemy do niego wystudzone orzechy, po 1 łyżce.
4. Mniej więcej w tym czasie jabłka w piekarniku się dopiekają. Wyjmujemy je, dodajemy cukier, mieszamy aż do rozpuszczenia, dodajemy sok z cytryny, cynamon i proszek galaretki, jeśli się zdecydujemy. Jeszcze gorącą masę jabłkową wylewamy na pierwszy kruchy spód w foremce wyłożonej pergaminem. Przykrywamy drugim spodem i lekko dociskamy. Wylewamy masę orzechową (nie martwcie się, jeśli będzie rzadka, w lodówce szybko znieni konsystencję).
5. Polewa. Cukier z wodą gotujemy do rozpuszczenia, dodajemy masło i kakao. Jeszcze gorącą masę wylewamy na ciasto. Dekorujemy połówkami orzechów, po jednej na każdy potencjalny kawałek ciasta. Wstawiamy do lodówki. Najlepiej na 24 godziny (według mnie na minimum 12, bo tyle już wystarcza i ani minuty dłużej wytrzymać się nie da…) Przechowujemy z lodówce.

Smacznego!

Wczoraj zachwyciła mnie ta mroźna szarość lasu i jego żywotność wbrew nakazom czasu… Sami zobaczcie.

Pięknej i spokojnej niedzieli Wam życzę, Anna.

26 comments Add yours
  1. Oj pysznosci, pysznosci. A my dzisiaj z Panem Kotem jedziem do Agi. Hurrra wreszcie kobita. Nagadam sie, juhuuuuu
    Spróbuj na wigilije smazonych uszek. Normalne uszka takie tradycyjne ŚWIEżE wrzucasz na patelnie i smazysz z 2 stron na złoto. Potem do barszczu i juz.
    Buziole w noch

  2. Mikimama,
    masz racje, paskudnie jest slodkie ale wlasnie takie jets pyszne. Usciski serdeczne
    Haniu,
    juz czytalam o tych uszkach i mam zamiar sprobowac, dziekuje. Bawcie sie dobrze i pozdrowcie Agnieszke ode mnie, usciski sloneczne
    Anna

  3. Aniu, ono jest niebiańskie i tak samo musi smakować.Szkoda,ze Koleżanki już zjadły…Ale nie dziwię się..
    Pięknie sfotografowałaś mroźną szarość. W W-wie totalna odwilż i wszystko płynie. Bleee…
    Jak ja tęsknię za słońcem!
    Pozdrowienia!

  4. Taką mgłę, szczególnie w lesie, uwielbiam. Ma w sobie taką magię, tajemnicę…

    Ciasto wydaje się być prawdziwą pysznością. I rzeczywiście jest niesamowicie domowe; takie stare, z historią w tle…

    Pozdrawiam!

  5. Uwielbiam ten placek! Jak byłam małą dziewczynką moja mama kupowała Panią Domu, w tej właśnie gazecie znalazła przepis na Placek Niebo i od tamtej pory mam swoje ulubione "ciasto giganta" :]

  6. Ciasto jest znakomite, u nas w rodzinie również piecze się je co roku, tylko nazwę "zmieniliśmy" na "placek widmo" bo szybko znika :-)) pozdrawiam!

  7. Bo tak sie zlozylo, ze zdjecia wyjsc nie chcialy. I sa tylko takie jakie sa, wstyd, ze nieostre, ale mam nadzieje,ze i tak ktos da sie skusic…serdecznie

    Anna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *