Przeczytaj mnie!

Codzienność zaskakuje jak pralinka. Uchylamy wieczko odruchem przyzwyczajenia, sięgamy do środka, spodziewając się znanego smaku, który raczej nie zaskoczy. Z konieczności raczej niż ciekawości. Lub pozwalamy, by wybrano za nas i tak dzień toczy się swoim rytmem, niezależnie trochę, miarowo wystukując kolejne punkty programu. Czasami jednak przytrafia się nam smak dotąd nieznany.


Jak wiadomość, że pod pokrywą silnika Twojego samochodu wiewiórki urządziły sobie kryjówkę, do której znoszą zapasy na zimę. I konieczne jest zainstalowanie alarmu przeciwko kunom…

Jak sprowokowane wcześniejszymi rozmowami o przyszłości pytanie synka pierwszego:
– Ile trwają studia?
– 5 lat, synku.
– Tyle lat bez rodziców?

Jak widok nagiego młodego mężczyzny stojącego w drzwiach swojego? domu przy małej acz ruchliwej uliczce. Ewidentnie zaskoczony skrywał z pietyzmem swe wdzięki szukając ratunku. Ale mu się trafiło…

Ciekawość i głód wrażeń nie zrywają nas jednak z łóżek każdego dnia. Wyręczamy się budzikiem. A szkoda. Kto wie, co może się nam jeszcze dziś przytrafić?

Przygotuję dziś po południu mus z dorsza i łososia po tajsku i ciasto pistacjowe z białej czekolady z truskawkami. To tak w ramach poznawania nowych smaków.

Może napiszecie, co Wam się przydarzyło?

Na ciąg dalszy – przepisy i zdjęcia, zapraszam wieczorem.

cdn.

2 comments Add yours
  1. Co prawda nie stało się to teraz…ale razu pewnego kiedy silnik nie chciał odpalić, znalazłam pod maską samochodu kawałek chleba 😉
    Jestem bardzo ciekawa ciasta pistacjowego! ^^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *