Szarlotka babci Marysi.

– Dziś dzień przełomowy – mówi do mnie zaspane chłopię w granatowym. szlafroku Bayernu Monachium. Z tym blond potargańcem na głowie i zaspaniem wymalowanym na twarzy, wygląda zapewne i tak mniej upiornie niż ja.Widząc moje pytanie zawieszone na linii wzroku miedzy nami, odpowiada niespiesznie:
– No, środa. Od tego dnia czas przyspiesza.
-Hmmm… Okey…

Trudno nie przyznać  mu racji. Jednocześnie, w drodze do pracy zastanawiam się, czy ja, będąc w jego wieku też miałam poczucie, że czas pędzi tak, że Struś Pędziwiatr wysiada na pierwszym zakręcie? Wydaje mi się, że nie. I chyba nie idealizuję tego czasu, choć wspomnienia wytarte już jak dobre dekaty. *

Młody ma swoją pasję. Trzy razy w tygodniu treningi, w sobotę mecz ligowy, roboty co nie miara, jeśli doliczyć jeszcze odrabianie lekcji, które zajmuje sporo czasu. Rano wychodzimy z domu razem, wracamy tak samo. Dwa krótsze dni w tygodniu (powrót miedzy 13 a 14) pozwalają jakoś złapać im oddech, ale i tak my mieliśmy chyba lepiej…

Z drugim synem, dzień wcześniej wieczorem, rozmawiamy o trądziku (Synu, są sytuacje na tym świecie nie do uniknięcia…) i sposobie spędzania wolnego czasu. Do dziś zachodzę w głowę, jak to się stało, ze żadne z naszych dzieci nie lubi czytać książek. Jak? Setki przeczytanych wspólnie książek, poczytajki na dobranoc, książki, o które w naszym domu swobodnie można się potknąć, bo nie ma już półek na ich składowanie? I wszystko to na nic? Jak to możliwe??? Może macie jakieś pomysły?

Z córką pierwszą rozmowy o „Cudzoziemce” i Spinozie w przerwie miedzy poszukiwaniami uczelni i zajęciami Krav Magi. Również pospieszne, bo musze się uczyć, mamo!

Dobrze, że przed nami kilka dni wolnego. Czas na wytchnienie i wspólne aktywności. No i przyjeżdżają dziadkowie! Hip hip! Zastanawiam się, kiedy im wystarczy czasu, na wszystkie zajęcia,
do których chcą je zaciągnąć dzieci…

* czyli dekatyzowane jeansy

Dzisiejszy wypiek to chyba najczęściej obfotografowywana szarlotka w Belgii… O ile udawało mi się zrobić jej zdjęcie w całości (zdążyła wystygnąć na tyle, by wyjąć ją z foremki, nim skończy się światło zastane), o tyle uchwycić jej wersję pokrojoną długo nie byłam w stanie. I tak upiekłam ich chyba 6 zanim powstały zdjęcia, które mogły ujrzeć światło Waszych ekranów. Jest przepyszna.
Najlepiej smakuje tego samego dnia, zresztą, w takim tez czasie znika. Rozpływające się jabłka, delikatne ciasto z chrupiącą skorupką na wierzchu, z lodami z solonym karmelem – wybitna. Poleca się Wam gorąca, na dni nostalgii i zadumy, które przed nami.

 

 

 

Szarlotka babci Marysi

Składniki:

Na kruche ciasto:
300 g mąki
200 g chłodnego masła,
pokrojonego w kostkę
100 g cukru pudru
2 żółtka

Na nadzienie:
1 kg kwaśnych, twardych
jabłek, najlepsza szara reneta
100 g cukru
2 łyżki cynamonu w proszku
4 łyżeczki soku z cytryny

Ponadto:
cukier do posypania wierzchu
ciasta

Przygotowanie:
1. W robocie kuchennym zagniatamy kruche ciasto, mieszając wszystkie składniki (albo ugniatamy je chłodnymi dłońmi do połączenia składników).
2. Ciasto zawijamy w kulę i odkładamy do schłodzenia na co najmniej. 1/2 godziny.
3. W tym czasie obieramy jabłka i kroimy je na mniejsze kawałki (ale nie nazbyt drobne, by nie powstała jabłkowa breja. Najlepiej najpierw pokroić jabłka w ósemki, a potem każdą ósemkę przekroić na 3-4 części).
4. Jabłka mieszamy z cukrem (jeśli są słodsze, dajemy mniej cukru), cynamonem i sokiem z cytryny. Zalewamy 2-3 łyżkami wody i dusimy kilka minut w rondelku, aż nieco zmiękną (ale nie mogą się rozpadać).
5. Schłodzone ciasto rozwałkowujemy i wycinamy kawałek pasujący do tortownicy o średnicy 22-24 cm.
6. Wykładamy formę ciastem (formując z ciasta również niewielkie ścianki) i nakłuwamy widelcem.
7. Przygotowujemy od razu drugi płat ciasta, którym przykryjemy warstwę jabłek.
8. Podpiekamy spód w 190 st. C. przez 10 minut.
9. Następnie na podpieczone ciasto wykładamy jabłka i przykrywamy je drugim płatem ciasta.
10. Posypujemy ciasto cukrem i pieczemy w 180 st. C. przez około  30-40 minut, do zezłocenia góry. Cukier powinien się roztopić, tworząc chrupiącą skorupkę (właśnie dlatego, nie należy pomijać
tej czynności).

Przepis pochodzi stąd. A poleciła mi go Aleksandra, stała i wierna czytelniczka Addio. Olu, wielkie dzięki!

 

 

 

Smacznego!

14 comments Add yours

Pozostaw odpowiedź Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *