Tarta z roquefort i gruszką. Przygotowanie do podróży.

Jedna kartka nie wystarczy. Może dwie lub trzy. Spisać wszystko. Sprawy do załatwienia, zakupy do zrobienia, rzeczy do spakowania. Myśleć o wszystkim, sprawnie poruszać się w teraźniejszości, przyszłości bliższej i tej za dni 12, 14… Umieć przewidzieć bieg zdarzeń i okoliczności, bez martwienia się, jak to będzie. Uff… W końcu zapominam o lekcji gitary córki pierwszej i późną nocą usprawiedliwiam się jak mogę profesorowi po drugiej stronie monitora…
Nerwowo, pośpiesznie, w stresie. Tak, że trochę brak miejsca na radość. Najbardziej więc lubię moment, kiedy wsiadam do samochodu i ruszamy. Zamykając za sobą drzwi odcinam się, wiem, że nawet jeśli o czymś zapomniałam, to i tak już po ptakach. Ostatecznie, jakoś sobie poradzimy. Powoli wraca optymizm, a każdy kilometr przynosi nadzieję, pozytywne myśli zaś nabierają rozpędu.
Zanim to jednak nastąpi piekę tartę na szybki obiad. Cud-mąż kręci nosem. Tarta? Do tego bez mięsa? Dla mnie to posiłek idealny. Zostawiam sobie kawałek na wieczór. I na zimno jest pyszna. Między jednym kęsem a drugim, wpisuję kolejne punkty na liście, które dokładnie w tym momencie przychodzą mi do głowy. Za plecami, na kuchence, syrop z pomarańczy przechodzi smakiem i aromatem żurawin. Czy jest jeszcze koniak? Przydałby się, w końcu całość ma być rozgrzewająca… I jeszcze zakwas do dokarmienia i chleb do upieczenia… Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze opublikować je przed wyjazdem…
Tarta z roquefort i gruszką
Składniki:
Na spód:
120 g masła
1 jajko
60 g zmielonych orzechów włoskich
1 łyżka oliwy
180 g mąki pszennej
¼ łyżeczki soli
Ponadto:
200 g roquefort
150 ml gęstej śmietanki 36 proc.
2 łyżki mleka
2 jajka
duża gruszka
Przygotowanie:
1.       Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160 stopni.
2.      Mąkę mieszamy z solą i zmielonymi orzechami, robimy w niej zagłębienie, do którego wlewamy roztrzepane widelcem jajko, oliwę i pokrojone masło. Zagniatamy. Wykładamy do formy na tartę. Podpiekamy około 12 minut.
3.      W tym czasie na patelni rozgrzewamy śmietankę, dodajemy rozkruszony w palcach ser. Mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Dodajemy mleko. Odstawiamy. Dodajemy jajka, mieszamy dokładnie.
4.      Gruszkę dokładnie myjemy, osuszamy. Kroimy w plastry.
5.      Na podpieczonym spodzie układamy kawałki gruszki. Całość zalewamy masą serowo-jajeczną.
6.      Wstawiamy do  piekarnika, pieczemy bez nawiewu około 20 minut.
7.      Podajemy z rukolą skropioną winegretem balsamicznym, posypane uprażonymi orzeszkami piniowymi.

Smacznego!

11 comments Add yours
  1. Co jest z tymi facetami, ze kreca nosem na tarty? Zupelnie nie rozumiem, to przeciez takie pyszne… I, jak widac na zalaczonym obrazku, potrafi tez pieknie sie prezentowac.

  2. Mimo list, które zwykle robię przed wyjazdem, zawsze o czymś zapominam.
    Jest tylko jedna rzecz, o której zawsze pamiętam.
    Kosz pełen przekąsek, które muszą wystarczyć na całą podróż.
    Tarty pasują do tego idealnie:)Twoja wygląda przepysznie!

  3. Z racji tego, że mieszkam w tej chwili z mężem w Krakowie, jego rodzice w Kielcach, a moi pod Łodzią, podróżuję bardzo często i w pełni rozumiem jak to jest. Ostatnio wyjeżdżając po świętach od mamy, zostawiłam u niej zakwas… No gdzie ta moja głowa się podziała? 😀 I w ten oto sposób zakwas został pod opieką rodzicielki, a ja piekę chleb i bułeczki drożdżowe :] Też dobrze i też smacznie 😀 A taka terta jest świetna właśnie na wyjazdy, bo nawet na zimno jest pyszna i sycąca. Bardzo fajny przepis.

  4. Przepis cudowny, zdjęcia również. Mój też by pewnie kręcił nosem, ale podejrzewam, że spróbowałby i się zakochał od pierwszego kęsa :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *