Warsztaty fotograficzne i Weekend ze smakiem.

 
 

Nigdy nie byłam ze Wrocławiu. Nigdy nie uczestniczyłam w
spotkaniu blogerów. Ani tym bardziej w warsztatach fotograficznych. Wszystko to
było nowe, zaskakujące. Pozytywnie, z uśmiechem, owocnie.
Moja przygoda z Europą na widelcu zaczęła się zdaje się 3
lata temu, kiedy wygrałam konkurs na najlepszy europejski przepis. Pamiętacietę tartę? Ja pamiętam, że relację z wręczenia nagród oglądałam w sieci, nie
sądziłam, że kiedyś będę miałą okazję zobaczyć cały festiwal na żywo, na
miejscu, we Wrocławiu. I fajnie było uświadomić sobie, jak ciąg wielu różnych
zdarzeń , podejmowanych decyzji i wyborów zaprowadziły mnie do Wrocławia. Niemal
jednocześnie z Europą na widelcu zaczęła się współpraca z Cookletem. Nareszcie
miałam okazję poznać ludzi, których znałam dotychczas li tylko wirtualnie. To
na zaproszenie Cookleta i miasta przleciałam do Wrocławia.
Nie wiem, jak wyglądają inne tego typu blogerskie
spotkania, w przypadku tego zdecydowanie to właśnie kameralność była jego
wielkim atutem. Dobrze było wiedzieć, że na lotnisku czekać będzie kierowca, w
hotelu Marta z Cooklet’a a kiedy podczas pokazu multimedialnej fontanny zaatakują
komary – organizatorzy zorganizują ochronny spray, bo naprawdę warto było to
zobaczyć, miast uciekac przed insektami. Że o integracji do poźnych godzin nocnych w klubie przy tancach i
przednich drinkach nie wspomnę.
Można rozpatrywać to wydarzenie pod kilkoma co najmniej
względami. Kulinarnie było niezwykle ciekawie i inspirująco. Podczas wielkiej
biesiady na wrocławskim rynku można było spróbować dań 20  kuchni europejskich. Wśród nich egzotycznej z
nazwy i smaku Turos-kapros lepeny czyli tzw. szarlotki koprowej (kruchego
ciasta z twarogiem i koprem) – propozycji Węgier, Cocido madrileno czyli
jednogarnkowego dania z ciecierzycy, mięsa i warzyw z dodatkiem kiełbasy
chorizo – propozycji Hiszpanii oraz dań kuchni wrocławskiej przypominających
smaki dawnego i współczesnego Wrocławia – zupy orkiszowej z drobiowymi
klopsikami, crème brulée ze szparagami czy zupy z milickiego karpia i warzyw.
Menu biesiady znajdziecie na stronie – www.smakiwroclawia.pl
, wszystkie przepisy zaś na stronach Cookleta www.cooklet.com
Wielkim plusem tego festiwalu jest fakt, że nie ma tu wielkich sponsorów, co
zdecydowanie przekłada się na estetykę wydarzeń na rynku, to władze miasta
zapewniają produkty, z których przygotowane są dania (a mówimy tu o poważnych
ilościach, przekładających się na tysiące porcji), koszt jednego bonu, za który
kupuje się dania to zaledwie 5 zł, przy czym zebrane fundusze nie wracają do
miasta a przeznaczane są na staże kulinarne dla uczniów wrocławskich
gastronomików.
Jednocześnie na rynku odbywał się jarmark produktów
europejskch, gdzie obok specjałów włoskich, greckich czy francuskich można było
kupić szparagi, polskie wina czy sery zagrodowe.
Naszą uwagę i czas dzieliliśmy między biesiadę a
wydarzenia dedykowane nam – blogerom, uczestnikom Weekendu ze smakiem. Mieliśmy
zatem okazję spotkać się w Restauracji Bernard i posłuchać opowieści o menu,
historii powstania i życiu od kuchni tego znanego we Wrocławiu miejsca. Już
wtedy nabraliśmy ochoty na smażony ser z sosem tatarskim, który później
serwowany był podczas biesiady. Potem był obiad w Mosaiq, czyli wyborna pierś z
kaczki gotowanej w niskiej temperaturzepodawana z cykorią, ragout z grzybów
leśnych oraz młodymi ziemniakamiz koperkiem. Że o niesamowitym czekoladowym
moelleux nie wspomnę, tak dobrego i przygotowanego idealnie nie jadłam jeszcze
nigdy. Chapeau! W kuchni ART Hotelu porozmawialiśmy sobie dłuższą chwilę o
zupie orkiszowej, która miała być serwowana następnego dnia podczas biesiady,
poczęstowano nas też jedalnymi kwiatami storczyka i pysznym sernikiem, który
osłodził nam skutecznie chwilowe ochłodzenie i strugi deszczu.
A skoro już mówimy o Mieście spotkań… mieliśmy okazję
poznać Roberta Makłowicza, Piotra Bikonta i Piotra Kucharskiego, porozmawiać o
kulinariach, kuchni Wrocławia, produktach regionalnych, nalewkach…
Nie sposób opisać wszystkich wydarzeń. Zatrzymałam się na
tych z pierwszego dnia, a przecież to był zaledwie początek, bardzo intensywny
początek. Wspomnę więc jeszcze tylko o warsztatach fotograficznych, na które
bardzo czekałam i liczyłam.
Poprowadziły je Paulina Kolondra i Sylwia Mucha. Jestem
pod wrażeniem profesjonalizmu i otwartości dziewczyn, które podzieliły się z
nami swoimi doświadczeniami. Mam poczucie, że magłabym spędzić na rozmowie z
nimi wiele godzin dlatego tak cieszą te wspólnie spędzone, z których starałam
się dowiedzieć jak najwięcej. Całość przygotowana, przemyślana w szczegółach,
dobrze zorganizowana. Paulina przywiosła do siedziby Cookleta, w której
odbywały się warsztaty prawie wszystkie swoje dechy i propsy a my
fotografowaliśmy dania z biesiady. Dla mnie to było bardzo motywujące i
budujące spotkanie. Móc porozmawiać o fotografii kulinarnej ze znawcami to
ważne doświadczenie. Ostatnio nie mam zupełnie czasu na robienie zdjęć, wybieram
bezpieczne rozwiązania, stylizacje i kadry… Tymczasem, po warsztatach
zmieniłam podejście.
Na koniec nie może obejść się bez podziękowań. Dzięki
wielkie Marcie, Grzegorzowi, Kasi i Rafałowi z Cookleta oraz Piotrowi z Ikony. Za zaangażowanie
przekraczające standardy, jakkolwiek to brzmi, uśmiech, energię i wspólnie,
niezwykle spędzony czas. Wiem, że do Wrocławia będę wracać z wielką radością. I
już cieszę się na następne spotkanie. Może dopiero za rok, ale z pewnością
warto poczekać. Dziękuję!

PS. Informacje o Weekendzie ze smakiem i jej uczestnikach znajdziecie tutaj.

Jutro zapraszam na przepis
na tak dobrą zupę, że zjadłam ją na śniadanie, nie mogąc doczekać się pory
lunchu.
 
 
 Zdjęcia jednej ze stylizacji przygotowanej podczas warsztatów z naszą grupą.
 
 
Wrocławskie krasnale we własnej osobie…
 
 
 Misato spotkań, pokoleń i różnych kultur, ludzi i czasów…
 
 
Te zdjęcia robiłam rano, zanim biesiada rozpoczęła się na dobre.
 
 
 
Smacznego spotkania we Wrocławiu, za rok!
 
13 comments Add yours
    1. Podczas mojej pierwszej edycji dostalam filizanke z krasnalami, ktora mam i uzywam do dzisiaj. Wstyd sie przyznac, ale do tamtej chwili niczego o wroclawskich krasnalach nie wiedzialam… dzis usmiecham sie do nich z kazdym lykiem i na nowe stamtad wspomnienia… Serdecznie

      Anna

    1. Wydaje sie, ze w kazdy weekend dzieje sie tu cos ciekawego. Wyobrazam sie sobie, ze w tygodniu jest spokojniej i ciszej, latwiej zachwycic sie tak po prostu… Serdecznie pozdrawiam

      Anna

    1. Nie wspomnialam o przystawce, a byla wyborna. Moelleux mialam okazje jesc wielokrotnie, tu w Belgii i we Francji i powtorze to raz jeszcze takiego nie jadlam nigdzie. A, i jeszcze cykoria, do ktorej zawsze jakos brakuje mi przekonania, tu rozplywala sie i maial aksamitna wprost konsystencje…

      Cala przyjemnosc po mojej stronie 🙂

      Serdecznie

      Anna

    1. Sama wiesz, szkoda, ze sie nam nie udalo… i pomyslec, ze bylas tak blisko… Moze za rok?

      Buziakow moc.

      PS. F. chory, znowu zmartwienia… Postaram sie napisac w weekend 🙂

      Anna

  1. Aniu ściskam Cię mocno i bardzo dziękuję za te przemiłe słowa! Żałuję tylko, że tak mało czasu miałysmy na rozmowę, ale mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy!

    PS. Widzę zmiany na zdjęciach, jest naprawdę cudnie!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *