Chlebowe tarteletki z jajkiem, szynką, parmezanem i miętą.

 
Niewiele, by nie powiedzieć – nic właściwie, nie zostało z naszej codzienności sprzed zaledwie dwóch tygodni. Park, do którego chodziłam robić zdjęcia, dziś jest już tylko miejscem, które przemierzam w drodze na dworzec. Cieszę się nieśmiałym ciepłem poranka, odważnym światłem wstającego coraz wcześniej dnia, pogawędką kosów na końcu ścieżki, ale wszystko to w pośpiechu, jakby przy okazji, z której nie sposób skorzystać. Bo pociąg ucieknie. Nawet jeśli już na miejscu okazuje się, że nie ma w nim miejsca dla mnie… kiedy jak sardynka, staram się stłoczyć, przytulić do tłumu w przedziale, mając nadzieję, że uda mi się dojechać na miejsce w jednym kawałku. Właśnie wtedy dopada mnie poczucie, że wszystko to jest tak absurdalne, że niemal nierealne.
 
Kilka głów dalej młody człowiek w słuchawkach na uszach słucha monotonnego i agresywnego jak dla mnie techno tak głośno, że słyszą go niemal wszyscy pasażerowie w promieniu 2 metrów. Zastanawiam się, jak to możliwe? Słuchać muzyki, takiej muzyki, tak głośno i nie zwariować od rana?
 
Mam pecha, na kolejnej stacji, mimo przetasowania składu pasażerów, których więcej wsiadło niż wysiadło (jak to możliwe?) znów znajduję się w hałaśliwym sąsiedztwie techno młodzieńca. Na tyle bliskim, że stojąc o stopień wyżej od niego zaglądam mu przez ramię, w ekran telefonu, z którego właśnie wysyła SMSa…
 
Pełno w nim skrótów i fonetycznych zapisów, które staram się odszyfrować. I nie jest mi głupio tak się interesować, wścibiać nosa w nie moje życie, czuję się niemal do tego wścibstwa upoważniona. Czy ktokolwiek w tym tłumie jest po prostu sobą dla siebie, kiedy powietrze jest tak gęste od oddechów, wściekłości i poddenerwowania i wszyscy muszą słuchać tego otępiającego bitu?
 
Chyba tylko kieszonkowcy czuliby się tutaj jak w siódmym niebie…
 
Otwieram szerzej oczy czytając ostatnie słowa wpisywanej wiadomości: Je t’aime, mon amour…
 
Ja chyba śnię albo po prostu jestem z innego świata. A skoro tak, to jak to się dzieje, że jedziemy w tym samym kierunku? Z tego samego punktu A do punktu B? 
 
Docieram do pracy po godzinie. Koszmar. Zostawiam go za sobą, na ruchomych schodach. Potrzebna mi tylko dobra energia i optymizm. Uśmiecham się do sekretarki i biegnę do biurka. I pomyśleć, że mogłabym spędzić ten poranek zupełnie inaczej. Ale czy ciekawiej? Zdecydowanie nie. Lubię moją pracę i swoje/nasze nowe życie. Mam tylko nadzieję, że jutro rano belgijskie koleje będą dla mnie łaskawsze. Podstawią dłuższy skład nie wycofując przy tym wcześniej z rozkładu dwóch pociągów.
 
Zachęcam Was dzisiaj do kolejnej wielkanocnej propozycji. Choć właściwie, może to być po prostu pyszne, leniwe, sobotnie śniadanie. Przygotowuje się je niemal błyskawicznie. A ten smak może pozostać z nami na dłużej, wierzcie mi. Do kolejnego posiłku, z całą pewnością. Lista składników niekoniecznie skomplikowana, niemal podręczna. Efekt chrupiący i aromatyczny. Polecam gorąco.
 
 
 
Chlebowe tarteletki z jajkiem 
 
Składniki: dla 4 osób
4 jajka
4 kromki chleba
50 g szynki gotowanej
20 g masła
30 g bułki tartej
15 g parmezanu
1 duża łyżka posiekanej mięty
 
Dodatkowo:
sól, pieprz
masło do posmarowania
 
Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 200 stopni.  
2. Chleb opiekamy. Wykrawamy kółka o średnicy foremek do tarteletek (u mnie 12 cm). Grzanki umieszczamy po jednej na dnie każdej foremki. Grzanki smarujemy z wierzchu masłem.
3.  Przygotowujemy posypkę. Rozpuszczamy masło. Łączymy je z bułką tartą i parmezanem. Na końcu dodajemy miętę. Możemy ją zastąpić pietruszką lub szczypiorkiem, wedle uznania i smaku.
4. N agrzankę wbijamy jajko. Posypujemy je posiekaną szynką i posypką serowo-miętową.
5. Pieczemy z nawiewem 5 minut.
6. Podajemy na listkach zielonej sałaty skropionej winegretem.
 
 
 

 
 
 
Już wkrótce zapraszam Was na mazurka. Cytrynowo-migdałowego.
 
Smacznego!
23 comments Add yours
  1. Aniu, śniadanie jest idealne 🙂

    Myślałam, że na zachodzie z kolejami jest inaczej. Lepiej. Że nie wycofują połączeń. Że składy dłuższe. Że mnniej tłocznie…
    Pewnie to marne stwierdzenie, ale możesz poczuć się jak w kraju naszym ;))

    1. Alu Droga,
      tuz po napisaniu tego posta, kazdego kolejnego dnia mialam jakas nowa przygode i pomyslalam, ze gdybym miala opisywac je wszystkie blog zmienilby profil z kulinarnego na nie wiem – kuriozalny w kontekscie tego, co sie tu dzieje. Tyle lat jezdzilam w Polsce kolejami i nie przezylam tego co przez 3 tygodnie niespelna tutaj. Dlatego z podejrzliwoscia i usmiechem podchodze do tzw. europejskich standardow, na ktore sie w Polsce powoluje tak czesto.

      A sniadanie Ci polecam. Jest naprawde wyborne.

      Calusy

      Anna

  2. Wiedziałam, że szybko oswoisz nową codzienność. Latem tęskni się bardziej za czasem kiedy "można", a nie "trzeba", ale to przecież nic złego. Można nawet się odmłodzić i zrobić sobie wagary na ławce w parku 🙂

    Ściskam Cię mon amour 🙂 I ślę tyle dobrej energii ile uda mi się przecisnąć przez mróz i koszmarną śnieżycę, która właśnie szaleje za oknem…

    1. Dziekuje Ci za taka wiare we mnie. Ja sama jej nie mialam, naprawde. A teraz jestem po prostu szczesliwa. Cos tam stracilam ze swojego dotychczasowego zycia zolwia w skorupce, ale jak wiele zyskalam! Na wagary w parku podczas lunchu czekam z utesknieniem, ale sama wiesz, piekna zima tej wiosny…

      Calusy usmiechniete od ucha do ucha Ci posylam,

      Anna

  3. Anna, Kochana, tartaletki bardzo mi pasują:) Ostatnio dostałam używany toster i wreszcie od czasu do czasu mogę w nim coś przyrumienić:)
    Teraz, widzisz, ten momenty trzeba łapać, ale sama wiesz, że łapię się sercem…:) Dobrze, że Ci dobrze w tej nowej rzeczywistości. Ciepłe myśli posyłam codziennie i czytając czuję, jak razem z Tobą zaglądam przez to techno-ramię…
    U nas za oknem śnieży – na tarasie jakieś 20 cm…
    :*

    1. Kochana Moja,
      no ale masz tez przeciz i piekarnik i palnik do przyrumieniania, ktorego Ci po dzis dzien zazdroszcze jak nie wiem co 🙂 Wiec moze sie udac z tosterem i bez, jak wolisz.
      Mam nadzieje, ze i Tobie dobrze w Twojej nowej rzeczywistosci, bo przynajmniej widoki za oknem masz wielokrotnie piekniejsze od moich 🙂

      A tych techno ramion wokol mnie jak sie okazuje, codziennie przybywa, ja to mam szczescie…

      Buziakow moc Ci posylam

      ANna

  4. Cudne to śniadanko. Spodobałoby mi się na pewno.:)
    Fajnie opisałaś poranny dojazd do pracy. "Je t'aime, mon amour…" – i techno-młodzieńcy są romantyczni 🙂 🙂
    Lubię to!
    Pozdrawiam Anno.:)

    1. CO do techno mlodziencow mam bardzo mieszane uczucia, nic na to nie poradze… moze za duza to roznica wieku i stad przepasc, jakby niezrozumienia? Nie wiem. Sniadanie polecam a Ciebie pozdrawiam serdecznie, Majanko

      ANna

  5. Ludzie potrafią zaskakiwać. Ciekawe, kogo spotkasz jutro – obdartusa cytującego Szekspira…? 🙂
    A tartaletki podobają mi się ogromnie, z pewnością wypróbuję ten pomysł 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *