Granola. Na słono.

 

 W całym domu pachnie pieczonym czosnkiem i ziołami. Znak, że na kolację było ulubione dziecięce danie – grzanki z masłem czosnkowym. Ten zapach potrafi przyprawić o zawrót głowy. Ja uwielbiam sam rytuał przygotowywania masła – cierpliwe mieszanie i siekanie ziół, dłonie pachnące na przemian czosnkiem, bazylią a potem jeszcze limonką. I ten odgłos chrupania, tak konkretny i nie dający się pomylić z niczym innym… Lubię sobotnie wieczory bo pełne są rytuałów. Bo to dopiero wieczorem na tę swobodną i niewymuszoną rutynę możemy sobie pozwolić. Od rana do południa bieganina i logistyka na przemian ze wstawianiem prania. Dziś na przykład, kilka godzin spędziliśmy na dopingu naszych polskich drużyn juniorów podczas święta szkoły. Ależ to był szał! I jaka radość, choć wynik nie zawsze sprawiedliwy. Za to duch walki przeogromny.
A w domu czekało na nas inne, zupełnie nowe wyzwanie. Nazywa się Pandi i jest krzyżówką border colie z bliżej nieznaną mi szwajcarską rasą. Zawitał do nas w ramach eksperymentu. Koleżanka z pracy wyjeżdżała na weekend a my postanowiliśmy spróbować, pokazać dzieciom – i jak się miało szybko okazać – także i sobie, co znaczy mieć psa i opiekować się nim.
W chwili tęsknoty i popłochu przed kręcącymi się po ogrodzie lisami pies postanowił spać z nami w łóżku i nie powiem, choć to bardzo miłe, nie oznacza, że spało się wygodnie… Że o nieustającej konieczności zamiatania podłogi nie wspomnę. Nie wiedziałam, że zwierzę tak brudzi. O wrodzona naiwności moja! Dzieci z pewnością się nie zniechęciły ja natomiast, jakby jednak trochę tak.
Kot utracjusz także jakby zadziwiony. Królik pod ścisłą kontolą. Dzieci w euforii… Co za weekend… Dobrze, że choć środa wolna.
Przypomniałąm sobie, że jednak mamy jeden taki fajny rytuał sobotniego poranka, którego staramy się trzymać. Nazywa się – Niebo do wynajęcia i jest aktualnie jedną z tych piosenek, którą rozpoczynamy nasz dzień. Lubię słuchać, kiedy na głos śpiewają ją dzieci. Tak dobrze się wtedy nastrajam na resztę, choćby nie wiem, jak bardzo, zajętego dnia. Co jakiś czas taka sobotnia piosenka przewodnia nam się zmienia. Kiedyś, lata temu to była Osiecka. Od czasu do czasu cud-mąż upiera się przy Dire Straits, choć fanką nie jestem, za to „Hotel California” w wersji koncertowej to już naprawdę wymarzona sobotnia sielanka. Taki poszerzany systematycznie repertuar sprawia, że wszystkie te piosenki przywłaszczamy dla siebie, związując je w myślach sznurkami wspomnień, które potrafi pociągnąć jedna nuta i wszystko powraca.
Ja piszę, bo tyle jeszcze jestem w stanie zrobić, słyszę jak na dole, cud-mąż opróżnia, potem wstawia zmywarkę, dokarmia na jutro zakwas, myje to, co do zmywarki się nie nadaje i zaparza mi moją ulubioną herbatę z pigwy i pokrzywy i jeszcze rozwiesi pranie mówiąć do psa – Niełatwo jest pokończyć wszystkie prace…. Prawda, że cud, taki mąż? Musiałam go pochwalić. Jemu zawdzięczacie ten post. Gdybym musiała zrobić to wszystko sama, nie miałabym już siły zasiąść jeszcze do komputera, a tak… Dziękuję Ci, Kochany.
Jest taki rytuał niedzielny, w którym uczestniczymy tylko ja i synek pierwszy. Co tydzień wstawiamy wspólnie granolę, by potem usiąść przy stole i chrupać, oceniając, jaka tym razem nam wyszła. Tym razem lekko słona, bo o taki efekt właśnie nam chodziło. Pamiętam, że w jednym z zeszytów zapisałam sobie to hasło do realizacji a zapisawszy kolejnych kilkadziesiąt kartek o nim zapomniałam. Aż któregoś dnia, Ania, z którą dzielę radość i łzy (Aniu, za te drugie ostatnio, szczególnie Ci dziękuję) codziennych podróży pociągiem, powiedziała mi, że lubi płatki owsiane, byle nie na słodko. I wtedy przypomniał mi się mój pomysł. Postanowiłam wreszcie spróbować. Efekt zaskoczył niesamowicie. Granola nie jest na tyle słona, że nie można by jej połączyć na przykład z suszonymi owocami, ale smak ma konkretny a chrupkość zniewalającą. Niewiele w niej tłuszczu i jeszcze mniej słodyczy, ot łyżka miodu. I duuużo ziaren. Polecam gorąco.
Granola na słono
Składniki:
225 g płatków owsianych (mogą być także bezglutenowe)
125 g orzeszków arachidowych solonych*
1/2 łyżeczki soli**
35 g ziaren sezamu
75 g pestek dyni***
35 g płatków migdałowych
35 g zarodków pszennych (można zastąpić po prostu sezamem, jeśli nie mamy lub pominąć)
145 g mleka skondensowanego bez cukru
40 g miodu
30 g masła orzechowego
Przygotowanie:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 140 stopni.
2. W garnuszku mieszamy miód, masło i mleko. Podgrzewamy do dokładnego rozpuszczenia i połączenia składników.
3. W tym czasie mieszamy płatki, z orzeszkami, solą, sezamem, pestkami dyni i zarodkami.
4. Wymieszane płatki zalewamy ciepłym mlekiem. Łączymy dokładnie.
5. Wysypujemy na blaszkę wyłożoną pergaminem. Rozkładamy równomiernie cienką warstwą.
6. Pieczemy z nawiewem 15 minut. Wyjmujemy z piekarnika. Mieszamy. Im delikatniej to zrobimy tym większe kawałki uzyskamy i pozyskamy do chrupania****.
7. Wstawiamy ponownie do piekarnika i pieczemy z nawiewem jeszcze 10 minut. Studzimy dokładnie, przekładamy do szczelnie zamykanego słoja.
Uwagi:
*można użyć niesolonych
**ilość soli można zwiększyć do 1 łyżeczki, to kwestia smaku
***można zastąpić je na przykład pistacjami
****skosztowawszy tę wersję granoli, moja belgijska koleżanka stwierdziła, że nadaje się ona nawet jako przekąska do chrupania podczas przyjęć. Ja zabieram ją ze sobą na wszelkie nasze wyjazdy. To zawsze bardzo prosty i szybki sposób na zdrowe i jednocześnie sycące śniadanie.
Zapraszam do korzystania z innych przepisów na granole. Wszystkie je przetestowałam niezliczoną ilość razy i mogę polecić je wszystkim zwolennikom tego typu posiłków.

Smacznego!

22 comments Add yours
  1. Bardzo dobry pomysł z tym psiakiem na weekend. Sama jestem 'chora' na posiadanie zwierzaka w domu ale zdając sobie sprawę, ile czasu byłby w nim sam i ile pracy jest przy nim – na razie rezygnuję. Dla jego dobra, bo by się męczył a nie wiem, czy byłabym poświęcić mu tyle czasu, ile to konieczne.

    Granola wygląda smacznie, chociaż nie wiem, czy pasowałaby mi do mleka. 🙂 Jednak wolę w nim słodkie smaki, najlepiej kawałki chipsów bananowych i czekolady. 😉

  2. Majana,
    ciesze sie bardzo i polecam Ci ja goraca, skoro lista skladnikow Twoja … pozdrowienia serdeczne

    Inspirowane Smakiem,
    ja wlasnie chyba raczej dochodze do tego samego wniosku, co Ty… chociaz wiele zalezy od razy psa… Ja marze o kocie i to sie moze wlasnie tak skonczyc… Pozdrawiam Cie serdecznie

    Anna

  3. Pyszna granola! w tej niesłodkiej wersji bardzo mnie przekonuje.
    Dziękujemy Cud-Mężowi że mogłaś nam podać ten przepis! 😉 miłej niedzieli

    1. Alu Droga,
      niewiele mnie u Ciebie… czasu brak, wiesz. Postaram sie nadrobic…
      I wiesz, co jest dziwne? Dorosli raczej lubia grzanki czosnkowe ale dzieci? Myslalam, ze niespecjalnie, a tu takie zaskoczenie… Ja sie bardzo ciesze, bo w zimowe dni taka kolacja to niezla profilaktyka.

      Moc serdecznosci

      ANna

  4. o, o, o!
    kocham czosnkowe grzanki… :] najlepiej takie cieplutkie, parujące, którymi parzę sobie paluszki i język.. z kubkiem zielonej herbaty przy cudownej muzyce, dającej porannego kopa na cały dzień.
    piękne zdjęcia.
    wspaniała granola.
    Pozdrawiam!

    1. Ja lubie te forme spozywania pieczywa, bo nic sie nie marnuje a za to smakuje, ze opisac trudno. Ach, zielona herbata, gdybym tylko mogla ja pic… Ale i tak sobie pozwalam, a co! Pozdrawiam serdecznie

      Anna

  5. Anna Kochana, jak mi się dobrze czytało:). Tym bardziej, że ja teraz tak blisko Ciebie:). Ten Cud-Mąż znajomy…, to pranie, te odgłosy zmywarki… Wszystko takie swojskie…:). To ja Mu też za tego posta dziękuję:). I Tobie, bo nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie Ty…:):):):). I grzanek (u nas też były fajnym wieczorem kiedy byliśmy wszyscy w domu)
    Niebo do wynajęcia w wykonaniu Was wszystkich to ja bym usłyszeć chciała…
    A zdjęcia jak mi się podobają…!
    Ściskam z tęsknotą…!

    1. No widzisz Kochana, tak blisko bylas… a tu nic z tego nie wyszlo. Teraz juz nic nie jest takie proste jak dawniej…i wtedy tez ten cud-maz pomocny i rytualy… Buziakow moc

      Anna

  6. Najlepsza granola ever! 🙂 Jak tylko się kończy, piekę następną porcję. Kolejna właśnie w piecu:)
    Uwielbiam z pomidorami, bazylią i oliwą. Dodaję też migdały i fistaszki. Dziękuję za przepis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *