Książki marca.

Po raz pierwszy w tym roku w zestawieniu przeczytanych książek umieszczam taką, której lektury nie zamierzam Wam polecać. Piszę o niej raczej ku przestrodze, choć także po to, by zachować pewną ciągłość. Wszak „Shantaram” to jest naprawdę dobra książka, drugi jej tom zaś, no cóż – przeczytacie na własne ryzyko.

Długo się nad tym zastanawiałam i w sumie nie jestem w stanie wskazać Wam faworyta tego miesiąca. Zresztą – to książki bardzo różne. I „Japoński kochanek” (niech Was nie zrazi tytuł, ani projekt okładki, które naprawdę umieszczają tę książkę w innych rejestrach) i „Śmierć pięknych saren” pozostaną w mojej czytelniczej pamięci na długo.

Do następnego przeczytania…

 

 „Śmierć pięknych saren. Jak spotkałem się z rybami.” Ota Pavel, Wydawnictwo Czuły barbarzyńca 2015

Można powiedzieć, że słońce jest często wielką żółtą pigułką od niebiańskich psychiatrów, która rozpędza smutek i wytwarza różowy nastrój. Słońce działa niekiedy skuteczniej niż szwajcarskie proszki noveril czy amerykański aventyl HC1. Słońce jest także żółtym ręcznikiem frotté, który nas samoczynnie wyciera do sucha. Slońce również dostaje się nam do krwi, by ogrzać nasze serca, kiedy są zimne jak psi nochal. Sądząc tylko po tym cytacie, czy nie raję miał Mariusz Szczygieł opowiadając o tej książce następująco:

„Spotkałem kiedyś młodego człowieka 23 lata który nie przeczytał nigdy żadnej książki. A nagle zapragnął. Spytał, co mogę mu polecić na pierwszy raz, żeby nie zraził się do czytania. Bez zastanowienia odparłem „Śmierć pięknych saren”. To książka, którą od lat kupuję w ilościach hurtowych i rozdaję znajomym. Bo to najbardziej antydepresyjna książka świata.”

Ja jestem tą książką oczarowana i trochę jednak żałuję, że zabierałam się do niej latami… lepiej jednak późno, niż później, prawda? Na początku trzeba dać jej  szansę, przyzwyczaić się do specyficznego języka, frazy i perspektywy, ale kiedy już złapiemy rytm, śmiać się będziemy i płakać na przemian. To nie jest tak, że trzeba czytać książki okraszone polecającymi i chwytliwymi cytatami znanych osób, choć w tym przypadku – warto zawierzyć Szczygłowi. Na koniec jeszcze jeden cytat:

Dziesiątki razy chciałem odebrać sobie życie, gdy już nie mogłem dłużej wytrzymać, ale nigdy tego nie zrobiłem. Pewnie w podświadomości pragnąłem jeszcze jeden raz pocałować usta rzeki i łowić srebrne ryby„.

Uwierzcie mi, to nie jest książka o łowieniu ryb, a o pasji – która potrafi uratować życie, utrzymując często na kruchej, bo kruchej – ale jednak – tafli równowagi.

 

„Japoński kochanek.” Isabel Allende, Wydawnictwo Muza

Trochę mnie ta okładka i ten tytuł utrzymywały na dystans od książki Allende. (Trzeba to uczciwie przyznać – aparycja i tytuł czytadła w najlepszym tego słowa znaczeniu). Ale pewnego wieczoru podczas długiej pogaduchy z Ewą, ujrzałam w jej oczach zachwyt, kiedy mi o lekturze „Japońskiego kochanka” opowiadała. Pobiegłam do biblioteczki i jeszcze tego samego (bardzo późnego, dodam) wieczoru, zaczęłam lekturę i przepadłam. Jasne, że są tacy, którzy twierdzą, że to nie ta sama Allende, co kiedyś. Jak wiecie jednak, z prostego szacunku dla twórcy, powstrzymuję się od porównywania. Mnie ta książka poniosła, wzruszyła i na kilka dni pozostawiła w innym świecie. Tak sobie teraz uświadamiam, że w moich dla Was opowieściach o książkach brakuje podstaw – jak choćby skróconego opisu fabuły – mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Takie drobiazgi zawsze można doczytać w sieci, lub na obwolucie książki w księgarni, cenniejsze wydaje mi się szczerość i odpowiedzialność za słowo. A tę książkę polecam Wam z pełną odpowiedzianością 🙂

 

„Cień góry.” Gregory David Roberts, Wydawnictwo Marginesy 2016

Ależ się zawiodłam! I pomyśleć, że dawałam szansę tej książce strona po stronie a było ich 800… A wszystko to przez wzgląd na „Shantaram” czyli pierwszy tom opowieści Robertsa, o którym pisałam kiedyś tutaj. Naprawdę nie wiem, jak to możliwe, by drugi tom książki naprawdę wyjątkowej, był taką porażką pod każdym względem. Niezrozumiałej zupełnie logiki działań bohaterów, ich motywacji, absurdalnie kwiecistych przemyśleń narratora, dłużyzn i nudy. Możecie potraktować moje słowa, jako przestogę. Szkoda czasu.

 

„Ziemia kłamstw”. Anne B.Ragde Wydawnictwo Smak słowa
(Cykl Saga rodziny Neshov, tom 1)

Nie wiem, czy sięgnęłabym po tę książkę, gdybym nie dostała jej w prezencie. (Dziękuję, Ewelinko!) Nie jestem wielką fanką literatury skandynawskiej. Nie wiem też, czy się nią stanę – ale z całą pewnością mam kilku swoich ulubionych już autorów. Anne B.Ragde właśnie dołączyła do ich grona. Tajemnica. Zimno. Brzydota. Człowiek. Toksyczna. Słowa, które przychodzą do głowy, jako pierwsze, gdy myślę teraz o „Ziemi kłamstw”. Tajemnica, która trzyma za gardło od pierwszych stron (nie zrażajcie się początkiem, to zupełnie nie o tym będzie ta opowieść), zimno, które czujesz na plecach gdy malują ci się przed oczami krajobrazy fiordów i stosunki – a może raczej ich brak, w rodzinie, chlew i brudne volvo, do którego sama bym chyba nie wsiadła, bohaterowie, tak różni, tak od siebie oddaleni, choć połączeni więzami krwi i Ona, Anna – wydawać by się mogło – główne źródło toksyczności tej rodziny. Warto mieć pod ręką drugą część sagi, o której poniżej, bo naprawdę ciężko poprzestać na lekturze i tak po prostu pójść spać.

„Raki pustelniki”. Anne B.Ragde Wydawnictwo Smak słowa
(Cykl Saga rodziny Neshov, tom 2)

Początek drugiego tomu przynosi odrobinę spokoju. Wydaje się, że bohaterowie próbują zbudować na nowo swoje życie, mnie zaś, obserwatorowi-czytelnikowi ich losów, ten spokój był bardzo na rękę. Potrzebowałam go, na równi z nimi. Ale to wraca. Niepokój i kolejne, pomniejsze tajemnice związane z życiem bohaterów znów uwierają. I jest tak jak na początku, smutek, troska, zwątpienie, niedowierzanie i może ciut więcej uśmiechu, bo trzeba to przyznać – talentu narratorskiego Anne B.Ragde nie brakuje, oj nie. Każdy bohater to inna perspektywa, inny język, inne emocje – to jest jedna z tych rzeczy, która w opowieściach Ragde zachwyca mnie być może najbardziej. I znów dajemy się ponieść bez zatrzymania, ku końcowi, który jest jak za pierwszym razem – lepiej mieć pod ręką kolejny tom.

„Na pastwiska zielone”. Anne B.Ragde Wydawnictwo Smak słowa
(Cykl Saga rodziny Neshov, tom 3)

Trzeci tom sagi trzymałam w drżących dłoniach. (Kto czytał, lub przeczyta, będzie wiedział – dlaczego). Już po kilku kartkach jesteśmy na powrót w rytmie opowieści, pod skórą której wciąż drzemią małe tajemnice, jej bohaterów, charakterów i losów. Konfrontacja wciąż wypada na korzyść książki. Poziom i styl udało się autorce utrzymać. Ma też trzeci tom jedną ważną dla mnie główną bohaterkę. Obserwujemy, jak zmaga się z tym, co ją spotkało. Ma się ochotę potrząsnąć nią, a potem natychmiast – przytulić. Została jedyną kobietą w rodzinie Neshov, dziedzictwo, które przyszło jej dźwigać, to nie tylko będące od lat w stanie rozkładu gospodarstwo rodzinne, lecz znacznie więcej. Jak sobie z tym poradzi? I jak skończy się ta opowieść?

to be continued…

2 comments Add yours
    1. Dobry wybór!
      To na pewno świetna, trzymająca w napięciu opowieść. Spróbuj jeszcze poczytać sobie o „Japońskim kochanku”, może i on zwróci Twoją uwagę 🙂

      Pozdrawiam serdecznie

      Anna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *