Książki października.

Czytelniczo październik był dla mnie miesiącem rewelacyjnym. Nawet w tej chwili, kiedy piszę te słowa, uśmiecham się na wspomnienie wszystkich jego lektur. Zaczęłam go długo wyczekiwanym nowym Crummeyem, przyjmując jednocześnie za zasadę – jedna lektura obca, druga polskiego autora i tak na przemian, jak długo się da. Konsekwentnie zatem – na drugi ogień – Bunda, również wyczekiwana (choć wydana jakiś czas wcześniej). Następnie nowa Nunez i wątpliwość – czy po „Przyjacielu” utrzyma poziom? Dyrdymarki były lekkim i zabawnym przerywnikiem, Zeniter wybornym zaskoczeniem a Zawada – ciekawostką. Zapraszam!

Wystarczy już tego wprowadzania. Choć dodać jeszcze muszę, że na koniec zestawienia pojawi się tutaj zgodnie z tradycją, nowa książka kucharska, którą jestem po prostu zachwycona. Słuchałam rozmowy, jaki prowadził z autorką redaktor Michał Nogaś i cieszyłam się, że mamy w Polsce taką mądrą i wyważoną orędowniczkę wegetarianizmu. Właśnie takich ludzi i takiej argumentacji nam trzeba, by do wegetarianizmu zjednywać coraz więcej ludzi. Brawo Marta! Chapeau!

 

 

Michael Crummey „Bez winy”, Wydawnictwo Wiatr od morza 2020

Naczekałam się na nową książkę mojego ulubieńca. Przy czym, temu oczekiwaniu towarzyszył absolutny spokój, mający swoje źródła w przekonaniu, że cokolwiek wyjdzie spod pióra Crummeya – będzie wyjątkową czytelniczą ucztą. Nie muszę chyba dodawać, że miałam rację, prawda? Absolutnie piękna, chyba najbardziej kameralna opowieść autora, napisana po mistrzowsku, pełna czułości. Nie chcę streszczać fabuły, którą – gdyby się postarać można swobodnie opowiedzieć w 3 zdaniach. Nie o nią przecież jednak chodzi, czyż nie?

 

 

Martyna Bunda „Kot niebieski”, Wydawnictwo Literackie 2019

Jestem urzeczona piórem Martyny Bundy od czasu kiedy przeczytałam „Nieczułość”, piórem oszczędnym, konkretnym i jednocześnie bogatym, pełnym polotu i blasku. Jednocześnie – niezwykle wdzięczna za te Kaszuby moje ukochane, których magię udaje się autorce uchwycić na kartach książek. W rzeczy samej magii w „Kocie niebieskim” jest znacznie więcej, tak jak i historii, której istnienia nie byłam świadoma, samych szartrosów zresztą – również nie. Historyczny rozmach, narracyjny majstersztyk, barwne, pasjonujące losy bohaterów – brawa! Poproszę o więcej!

 

 

Sigrid Nunez „Pełnia miłości”, WydawnictwoPauza 2020

Tutaj – muszę to jednak przyznać, nosiłam w sobie niepokój – czy uda się autorce poruszyć czytelnika tak, jak w przypadku „Przyjaciela”? Obiecałam sobie potem, że już nie będę wątpić – bo czegokolwiek się autorka chwyci – zamienia w czytelnicze złoto. Niesamowita to opowieść, której znowu – nie chcę streszczać, ni nawet – sprowadzać do prostych podsumowań. Jest to narracja skupiona wokół kobiet, stawiająca je w centrum odniesienia, traktująca je ze zrozumieniem i niezwykłą szczerością i jednocześnie – czułością. Polecam gorąco!

 

 

Marek Niedźwiecki „Dyrdymarki”, Wydawnictwo Wielka Litera 2020

Tytuł książki uznaję za absolutny strzał w dziesiątkę – idealnie oddaje treść. Czyta się łatwo i przyjemnie, szczególnie gdy dla autora ma się dużo sympatii i sentymentu. Co – jak pokazuje bieg zdarzeń Trójkowych wcale nie jest tak oczywiste, jak to się mogło wydawać. Z tych dwóch pobudek książkę redaktora zakupiłam. I żałują, choć absolutnie rozumiem – i nie chcę czynić z tego autorowi zarzutu – że tak w sumie – niewiele powiedział. Ale – jak mówię – absolutnie to rozumiem, szanuję i wybaczam.

 

 

Alice Zeniter „Sztuka tracenia”, Wydawnictwo Sonia Draga 2018

Już w trakcie lektury nie potrafiłam dojść, jak to się stało, że książkę Zeniter na liście zakupowej umieściłam, jaki – nie boję się tego słowa – genialny impuls – to sprawił? Czyja rekomendacja? Recenzja? Nie doszłam, nie wiem do dziś – ale w sumie to już nieważne. Szczególnie w obliczu uświadomienia sobie znowu, jak niewiele o współczesnej historii wiem. Także i w tej opowieści – tak samo jak ostatnio u Allende – pojawia się temat obozów przejściowych. A wraz z nią – w innym świetle patrzy się na konflikty  we Francji, wojny domowe w Algierii, problemy uchodźców, emigrantów, pokoleń wysiedleńców oraz losów ich rodzin. Brzmi bardzo poważnie, wiem. Ale jednocześnie – choć to ważne – stanowi kontekst, mocno, momentami intensywnie zarysowane tło dla głównego problemu – poszukiwania tożsamości, korzeni i życia na emigracji. Polecam gorąco!

 

„W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy;

tak wiele rzeczy budzi w nas zawsze przeczucie 

straty, że kiedy się je traci – nie ma sprawy.

 

Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy

straconą szansę, upływ chwil, zgubione klucze.

W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy. 

 

Trać rozleglej, trać szybciej, ćwicz – wejdzie ci w nawyk

utrata miejsc, nazw, schronień, dokąd chciałeś uciec

lub chociażby się wybrać. Praktykuj te sprawy. (…)”

Elizabeth Bishop

 

 

Filip Zawada „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”, Wydawnictwo Znak 2019

Naprawdę dobra pozycja. Pomysł może nienowy – wprowadzenia dziecięcej narracji (najczęściej w czasie lektury pobrzmiewał mi w głowie Oskar) ale – trzeba to przyznać, nie przytłoczył autora – choć, może momentami, jako czytelnik odczuwałam znużenie  jednostajnością narracji. Obserwujemy 10 letniego Franciszka, w sierocińcu prowadzonym przez zakonnice. Dziecko, zmagające się z problemami, które i dorosłym ciężko udźwignąć – straty, rozstania, śmierci, starości, próbujące zawalczyć o siebie i swoje miejsce w świecie dorosłych. Urzekające prostotą i jednocześnie głębią przemyślenia chciałoby się podkreślać niemal na każdej stronie książki, dlatego warto ją czytać powoli, z uwagą. Polecam gorąco!

„Człowiek jest zły na cały świat, jeżeli coś nie idzie po jego myśli. Dlaczego w takim razie nie jest zły na swoje myśli?” 

„Ludzie dzielą się między sobą myślami i część z nich traktują jako własne, a drugiej części nie rozumieją, dlatego też komunikacja dla nas jest rzeczą konieczną, ale niemożliwą. I niby o tym wiem, ale jesteśmy przyzwyczajeni do innych spostrzeżeń, które wydają się nam bardziej użyteczne albo prościej wytłumaczalne. Jesteśmy zwykłymi głupkami, bo przyzwyczajenie powoduje obojętność wobec rzeczy, które są naprawdę fascynujące” 

 

Marta Dymek „Jadłonomia po polsku” Wydawnictwo Marginesy 2020

Jeśli jest jeszcze ktoś, kto się nad kupnem tej książki zastanawia, śpieszę zapewnić, że warto! Ugotowałam z niej wiele i żaden przepis mnie nie zawiódł. Absolutnie proste i dostępne składniki, szybka realizacja i efekt Wow. Choć może się wydawać dziwne, że ktoś jeszcze gotuje fasolkę po bretońsku czy leczo z przepisu, a nie z głowy, na oko i wedle smaku. W przypadku tej książki naprawdę warto dać się poprowadzić, nie kombinować, zamieniać, omijać. Tutaj każdy składnik ma sens i rację bytu. Ja nie wiem, jak ta dziewczyna to robi – ale jest genialna!

PS. No i o wiele bliżej nam teraz do wegetarianizmu.

 

to be continued…

2 comments Add yours
  1. Dziekuje Aniu za ten wpis.Zawsze pomagasz mi wybrac madrze😉Nad “Jadlonomia” rozmyslalam od dawna,teraz juz do mnie jedzie z Polski.Dziekuje jeszcze raz❤️

    1. Malgosiu,
      bedziesz bardzo zadowolona, jestem tego badziej niz pewna. No i Twoje chlopaki tez na pewno 🙂
      Buziaki
      Ania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *