Najlepsze, kiedy wracam do domu jest…

 
Pamiętam jeszcze, jak śpiewały świerszcze. Jak konik
polny zaplątał się w firankę. Jak pachniało latem, jeszcze na granicy. Jeszcze
kilka oddechów po naszej stronie. Bo już w Pradze zapachniało jesienią. Tą
piękniejszą, o suchych włosach, w których zaplączą się klonowe liście. I
zachwyt nad tym miastem, zagubiony w tłumie. Turystów.

 

A potem już tylko smutek słoneczników rozsianych po
polach wzdłuż autostrady. Zgięte ciężarem słońca, uśmiechnięte już raczej w
godnej rozpaczy, pochylone w stronę ziemi. Purpurowy szal na ramionach nieba,
ostatni krzyk dnia, z zachodu.

 

I wreszcie dom. Długo oczekiwany. Wyglądany. Po raz
pierwszy z nutą smutku. Dom, w którym nie ma już kota.

 

Z kieszeni, których nie zliczę, wyjmuję bilety do
tramwaju, metra, kopalni, papierki po żujkach, kamyki (Mamo, zobacz, jaki
piękny! Weźmiemy go ze sobą? Proooszęęęęę…?!), okulary słoneczne, chusteczki,
guzik zielony… A w samochodzie wciąż piasek znad morza. Tak wyprać,
wysprzątać, odkurzyć wszystko? Czy się da? A czy trzeba?

 

Cieszymy się, że wróciliśmy cali i zdrowi. Szczęśliwi, ze
wspomnieniami, które uporządkuje czas. Z czasem. Ciekawa jestem, co z nich
wspominać będą dzieci za lat kilka, kilkanaście…?

 

Kochani Moi!

Powrót zajmie mi jeszcze kilka dobrych dni. Zanim na
dobre rozsiądę się i zadomowię. Przed komputerem i w domu bez kota. Obiecuję
Wam, następnym razem informacje dotyczące konkursu, zapewne czekacie na jego
rozwiązanie. Proszę o odrobinę cierpliwości. I obiecuję jeszcze sporą garść
informacji wakacyjnych, o ciekawych miejscach, które dane nam było poznać. I
jabłeczniki, które chodzą mi po głowie. I waniliowe ciasto z brzoskwiniami
(jeśli się uda). Wszystko to już niedługo.
 
Tymczasem, danie gotowe w  10 minut. Klasyk nad klasykami. Wydaje się,
nie wymagający przepisu. Może nawet niektórym wyda się zbyt banalnym by o nim
napisać. Ale właśnie wtedy, gdy wraca się do domu, a lodówka straszy światłem
po oczach, wystarczają 3 składniki, by nasycić niecierpliwe i zmęczone ciało
ciepłą strawą. Agio olio (vel Anglio olio, jak mawiają nasze dzieci).
Przywiozłam z domu pyszny czosnek, niemal słodki i kruchy, tę kruchość słychać pod
naciskiem noża. Do tego oliwa. I ulubiony makaron, lub taki, który się ostał. A
gdy mamy kilka minut więcej i pierwsze zakupy po powrocie za sobą, można
dorzucić jeszcze coś.  
  
 
 
 
Aglio olio.
Fetuccine.
 
Przepis podstawowy
 
Składniki:
350 g suchego makaronu
1 czubata łyżka soli, najlepiej morskiej (30 g)
2 małe główki czosnku (50 g po obraniu i pokrojeniu)
4 – 5 łyżek oliwy
1 łyżka masła
1 czubata łyżka posiekanej drobniutko natki pietruszki
1 łyżka papryczki chili (jeśli świeża) lub 1 łyżeczka
(jeśli suszona)
 
Przygotowanie:
1.      W dużym
garnku zagotowujemy 0k. 4 litrów wody. Dodajemy sól. Kiedy zacznie wrzeć, wrzucamy
makaron. Mieszamy. Gotujemy minimalnie krócej, niż wskazuje producent makaronu.
Musi być al dente! Zachowujemy odrobinę wody z gotowania.
2.     W tym czasie
kroimy czosnek w płatki. Nie muszą być bardzo cienkie.
3.     Rozgrzewamy 3
łyżki oliwy na patelni. Przekładamy czosnek, dusimy na małym ogniu, aż się
ładnie przyrumieni.
4.     Siekamy
pietruszkę i papryczkę.
5.     Makaron
odcedzamy. Polewamy pozostałą oliwą. Przekładamy na patelnię z czosnkiem. Dodajemy
pietruszkę, papryczkę, masło i 2 łyżki wody z gotowania makaronu. Mieszamy do
połączenia. Doprawiamy, jeśli trzeba jeszcze, solą a z pewnością – pieprzem.
Posypujemy serem.
 
 
Wersja rozszerzona
 
Postępujemy cały czas jak wyżej. Jednocześnie, na drugiej
patelni podsmażamy na chrupko boczek. Posypujemy nim makaron przed podaniem.
Możemy go wcześniej osuszyć na ręczniku kuchennym.
 
Wersja mocno odbiegająca od klasycznej
 
Jest ich oczywiście wiele. Można dodać podsmażone na
maśle z czosnkiem krewetki i skropić całość cytryną. Można podać makaron z
kleksem sosu pomidorowego (tak, jak na zdjęciu) i rukolą. Można dorzucić czarne
oliwki. Z pełną świadomością, jak bardzo oddalamy się od ideału prostoty.
 
Jedno jest pewne. To właśnie tę wersję, podstawową, nasze
dzieci określają jako, cytuję: Wyśmienitą!
 
Uwagi:
1.      
Do wody, w której gotujemy makaron nie dodajemy oliwy.
Zmniejsza ona absorbcję soli. A taka jej ilość użyta do gotowania właściwie
wystarcza, potem makaronu nie trzeba już dosalać.
2.     
Ważną sprawą jest, aby czosnek się zrumienił a nie został
zbyt mocno podsmażony czy przypalony. Ten ostatni jest gorzki. A ma być chrupiący
i delikatnie słodki.
3.     
Ponieważ to kuchnia włoska, szczególnie ważna jest jest
jakość składników. Zwróćmy na to uwagę i w miarę możliwości – użyjmy najlepszych.
 
 
Smacznego!
22 comments Add yours
  1. Lubię, lubię, lubię! I podstawową i z krewetkami i z chrupiącym mięskiem.
    I cieszę się, że jesteś:). Chociaż też żałuje, że się nie udało… A Pragi Wam zazdroszczę…
    I wiem jak to jest, kiedy się wraca i mam się tyyyyle do opowiedzenia i pomysły do zrealizowania, ale czas często zagradza nam drogę i wychodzi z obowiązkowymi propozycjami, które w pierwszej kolejności trzeba spełnić… Życzę Ci zatem, aby te obowiązkowe punkty szły szybko i abyś miała SIŁY i CZAS na wszystko Twoje:)
    Mocno Cie przytulam…:)

  2. Milo, ze juz jestes, lubie tez powroty do domu. Takie przepisy sa doskonale i smaczne i szybkie, gdy nie ma czasu na stanie godzinami w kuchni a wbrzuchu burczy:) Przykro mi bardzo , ze kotek odszedl. Alena

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *