Z nosem w książce i jabłecznik doskonały.

IMG_4070

Wszystko zaczyna się i kończy w dniu św. Marka. Zupełnie
tak, jakby nie było ani początku ani końca. A każde z nich było i jednym i
drugim. Kilka kartek wcześniej studiujemy drzewa genealogiczne dwóch rodzin, o brzmiących
obco, niezwyczajnie, ni to nazwiskach, ni przydomkach. Już wtedy możemy
przeczuwać rytm opowieści gęstej od postaci pierwszego i dalszych planów, ich
krzyżujących się losów, skomplikowanych relacji, woli przetrwania, błędów i złudzeń. I jeszcze cytat z
Marqueza i Księgi Psalmów, oba znamienne, jakże by inaczej, i oto stoimy
zziębnięci, głodni, u kresu sił i nadziei, u wybrzeży Nowej Fundlandii, obserwując
wieloryba, który utknął na płyciźnie, czekając wraz z mieszkańcami jak
„niedostrzegalnymi dla zmysłów porcjami” ujdzie z niego życie.

„Obrzydliwa praca trwała przez cały dzień. Na plaży zapłonęły
czarne ogniska, na których wytapiano olej z wielorybiego sadła. Odór spowił
całą przystań, czuli się tak, jakby pracowali w nisko zadaszonym magazynie. Na
odcinku, na którym cielsko przechyliło się na bok, białe podbrzusze wieloryba
było odkryte, a błona żołądka unosiła się swobodnie w płytkiej wodzie. Gdy
trojaczki Toucherów dla zabicia czasu zaczęły dźgać ogromny flak nożami i
osękami, z otwartej przez nich rany wypłynęła brudna woda, struga krwi oraz
ławica nieprzetrawionych kapelanów i śledzi. Kiedy ukazała się głowa, chłopcy
wrzasnęli i się rozpierzchli. Porośnięta siwymi włosami głowa człowieka. Blade
ramię wysunęło się z poszarpanej rany i opadło bezwładnie do wody. „

Nazwali go Juda, bo sposób, w jaki pojawił się w ich
życiu skojarzył im się z pomieszanymi ze sobą losami Jonasza i Judasza, jedyną
wiedzę czerpali bowiem z Biblii Jabeza Trimma, wydobytej pewnego dnia z
przełyku dorsza wielkości kozy. Zniekształcone jej fragmenty ledwie dawały się
odczytać, by w końcu zatrzymać się w chwili, gdy ręka Abrahama, dzierżąca nóż,
zawisa nad Izaakiem.

Bohaterowie. Nieszczęśliwi, miotający się w walce o
przetrwanie, wśród klęsk i żywiołów, które zdają się nie mieć końca, skazani na
życie w tym miejscu i nim naznaczeni. Nieistotne przypadki, nawet nie tyle zapomniani
przez Boga i ludzi, bo to oznaczałoby, że ktokolwiek mógł mieć wcześniej pojęcie
o ich istnieniu. Tak mali, nic niewarci w obliczu tego, czemu muszą stawiać czoła
każdego dnia i równie jak ono nieustępliwi. Każdego dnia stający do walki o
przetrwanie, nieugięci, a przez to potężni, gnani tajemniczą siłą. Pochłonięci
tą walką aż do zatracenia wiary, że cokolwiek w ich życiu może się jeszcze
zmienić. A już z całą pewnością nie na lepsze. Los każdego nowego bohatera zdaje
się odkrywać smutną prawdę o tym, że w miejscu takim jak to, w okolicznościach takich
jak te, nie ma miejsca na miłość, a już najmniej – na miłość szczęśliwą,
cokolwiek miałoby to oznaczać. Jest tylko jakaś smutna, chwilami tragiczna,
konieczność, paląca trzewia potrzeba, która, raz zaspokojona, wypala się, jeśli
nie natychmiast to kilka chwil dalej. Przed absolutną beznadzieją ratują losy doktora
Newmana i Calluma. Równowaga niemal zachowana. Niemal, bo –”(…) tą
niewidzialną siłą, która wprawia świat w ruch, nie są miłości szczęśliwe, ale
nieszczęśliwe właśnie.”

„Kiedy skończyli, leżeli prawie nadzy na łóżku,
uciszeni ciężarem tego, co zaszło miedzy nimi. Abel podparł się na łokciu i
popatrzył na nią z góry. – Esther, zaczął, jednak ona położyła mu palec na
ustach. Powiedziała, Abel, niegdyś nie mów kobiecie, ze ja kochasz. Wpatrywał
się w nią, a oczy zaszły mu łzami.

– To zawsze zabrzmi jak kłamstwo, powiedziała. – Lepiej
pozwól, żeby doszła do tego sama.”

„Dostatek” to opowieść fascynująca, wypełniona
w większości latami, w których nędza i niedostatek przekraczają wszelką miarę,
ludźmi z krwi i kośćmi, widmami i złudami charakterystycznymi dla realizmu
magicznego. Wciągająca, porywająca, czasami zasępiająca i z każdą stroną
przyciągająca coraz bardziej i bardziej. Forma i treść w idealnej harmonii, zmieniany
nieoczekiwanie i jednocześnie bardzo trafnie rejestr języka, jego prostota i
bogactwo zarazem, prowadzą czytelnika za rękę, łagodnie acz konsekwentnie,
wciągając go w meandry opowieści. Z każdą stroną narastał we mnie żal, że
przyjdzie nam się w końcu rozstać. Żal narastał istotnie, ale tylko do momentu,
gdy lektura zakończenia stała się faktem. Zakończenia, które Was oczaruje i
zaczaruje. Sprawi, że natychmiast wraca się do pierwszych stron książki. Zupełnie
jakby trzeba było przeczytać ją jeszcze raz. A tak silny imperatyw nie dal się
zgasić żadnym racjonalnym uzasadnieniem. 
Taki odruch. Takie poruszenie. 

Michael Crummey „Dostatek”, Wydawnictwo Wiatr od morza, 2013

Dziś zapraszam Was na jabłecznik, określony przez cud-męża mianem – doskonały. Polecam gorąco.

IMG_4065

Szarlotka na kruchym cieście

Na ciasto: 
4 szklanki mąki 
1 łyżeczka proszku do
pieczenia 
1 szklanka cukru pudru 
1 1/2 kostki masła 
6 dużych żółtek 
2 łyżki gęstej
kwaśnej śmietany 
Na nadzienie: 
8-10 kwaskowatych jabłek,
obranych pokrojanych na półplasterki 
1/4 szklanki wody 
1 szklanka cukru 
2 łyżeczki cynamonu 
2 łyżki mąki
ziemniaczanej 
3 łyżki soku z cytryny 
Na piankę:
6 białek
1/2 szklanki cukru
1 budyń (proszek)
Dodatkowo:
3 łyżki tartej
bułki 
cukier puder do
posypania 
Przygotowanie:
1.       Przygotowujemy ciasto. Mąkę, cukier puder i proszek do pieczenia przesiać do dużej miski.
Masło pokroić na małe kawałki, dodać do mąki i wymieszać aż masa będzie
grudkowata. Dodać żółtka i kwaśną śmietanę i wyrobić ciasto (można zrobić to w
malakserze). Ciasto podzielić na dwie części 1/3 i 2/3. Zawinąć w folię i
schłodzić w lodówce (co najmniej kilka godzin) lub w zamrażarce (około
godziny). 
2.      Przygotowujemy nadzienie. Pokrojone
jabłka umieścić w rondelku, dodać wodę i dusić przykryte około 15 minut, nie
mieszać. Dodać cynamon i cukier, lekko wymieszać. Mąkę ziemniaczaną zmieszać z
sokiem cytrynowym, dodać do masy jabłkowej i dusić jeszcze przez 2 minuty. Masa
powinna być bardzo gęsta, ale nie rozgotowana. 
3.      Rozgrzać piekarnik do 180
st.C. Formę (33cm x 23cm licząc od spodu, 36×26 cm od góry) posmarować masłem
[wyłożyłam papierem do pieczenia] i zetrzeć do niej na tarce jedną część ciasta
(2/3). Lekko wgnieść ciasto, tak aby powierzchnia była raczej jednolita i
podpiec w piekarniku przez około 8 minut. Wyjąć z piekarnika, lekko
przestudzić. 
4.      Przygotowujemy piankę. Ubić białka na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać
cukier, na końcu wmieszać budyń używając najniższych obrotów miksera.
5.      Podpieczone ciasto posypać
tartą bułką, wyłożyć na to nadzienie jabłkowe, piankę budyniową i zetrzeć na
nią pozostałą część ciasta (1/3). 
6.      Piec około godziny, aż
powierzchnia ładnie się zrumieni. Lekko przestudzić, posypać cukrem pudrem.
IMG_4040

Przepis Bajaderki pochodzi z forum Cincin, a znaleziony u Kasi tutaj.
Smacznego!
13 comments Add yours
  1. piękne zdjęcia zachęcają do wypróbowania– bardzo apetyczne ciasto 🙂
    u mnie już ostatnie dni Walentynkowego Konkursu – Serdecznie Zapraszam :))
    mybeautyjoy.blogspot.co.uk/2014/02/walentynkowy-konkurs-rozdanie.html

  2. Anno tekst wciągający ( ten "Dostatek" mógłby być w sam raz dla mnie na teraz…), jabłecznik poruszający…, a zdjęcia nie ma jak u … babci:):):):) Stara komoda, vel stół, serweta, patera… piękny klimat stworzyłaś:), a rekomendacja męża-Cud tylko dodaje wiarygodności:)
    Marcowych uścisków moc! Dobrze, że one teraz wirtualne… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *