Książki maja.

” (…) naszym życiem kieruje niepewność, często zniechęcająca, a nawet destrukcyjna. Jeśli jednak wytrwamy i zachowamy szlachetne serce, możemy zostać nagrodzeni chwilą najwyższej jasności – momentem, w którym wszystko, co nas spotkało, nagle okazuje się koniecznym ciągiem zdarzeń, a my stajemy u progu nowego, śmiałego życia, które od początku było nam pisane.”

Słowa zacytowane we wstępie pochodzą z książki „Dżentelmen w Moskwie”. Książki, które mnie absolutnie zachwyciła z wielu powodów w tym głownie, ze względu na narrację. Więcej o książce przeczytacie poniżej. Nie mogłam odmówić sobie zacytowania na początku tych kilku zdań. Oto kolejne: „Bo w życiu liczy się nie tylko to, czy nagrodzą nas oklaskami, lecz to, czy będziemy mieli odwagę iść naprzód mimo braku gwarancji uznania.

Po chwilowym kryzysie czytelniczym nastał  czas czytelniczo szalony. Odkładałam jedną książkę, by drugą ręką sięgać po kolejną. A każda z nich naprawdę wyjątkowa. Nie przedłużam i zapraszam do lektury majowego zestawienia.

„Miasto niedźwiedzia” Fredrik Backman, Wydawnictwo Sonia Draga 2020

Sięgnęłam po książkę Backmana po świetnej adaptacji filmowej „Mężczyzna imieniem Ove”. Nie przypuszczałam zupełnie i kompletnie nie spodziewałam się, jaka to będzie wyjątkowa lektura. Wyobraźcie sobie szwedzkie miasteczko, in the middle of nowhere… z całym małomiasteczkowym klimatem i społecznością, w którym wszystko podporządkowane jest jednej wspólnej sprawie – hokejowi. Wcale nie trzeba być fanem hokeja ani w ogóle jakiegokolwiek sportu, by w czasie lektury obudziła się w nas dusza najbardziej zagorzałego kibica. Kibicujemy bohaterom, zgrzytamy zębami w napięciu, rwiemy włosy z głowy. A przecież – w moim odczuciu, nie chodzi tu nawet o samą opowieść, ile o sposób, w jaki została opowiedziana. Pomyślałam, że koniecznie musi ją przeczytać cud-mąż i wsiąkł chłopak. Zamierzam polecić ją moim dzieciakom. Bo to naprawdę piękna opowieść o świecie,  w którym żyjemy. I cóż że ze Szwecji?

Mira sprząta w kafeterii, Maya i Ana wychodzą z toalety, przebrane i z poprawionym makijażem, chichoczące i pełne nadziei.

– Śpię dziś… u Any. Będziemy się… uczyć. – Maya się uśmiecha.

Oczywiście córka kłamie, mama robi to samo, udając, że nie rozumie. Balansują teraz na tej krawędzi w życiu, gdzie martwią się o siebie tyle samo. Okres nastoletni zapewnia kilka lat równowagi po dzieciństwie, zanim ciężar znów się przeważy i Maya będzie wystarczająco dorosła, by bardziej martwić się o rodziców niż oni o nią. Niedługo nie będzie już małą córeczką mamusi, to Mira stanie się małą mamusią Mai. Nie potrzeba wiele, by dać swemu dziecku wolność. Potrzeba wszystkiego.

 

Cykl Pory roku Ali Smith „Jesień” (tom I), „Zima” (tom II), „Wiosna” (tom III), Wydawnictwo W.A.B. 2020

To zdecydowanie nierówna lektura. „Jesień” porwała mnie tak, że zarwałam kawałek nocy, nie mogąc przerwać lektury. „Zimę” musiałam przemęczyć, trzeba to jasno powiedzieć. A „Wiosnę” umieściłabym gdzieś pośrodku. Niewątpliwie jest błyskotliwie napisana i wymagającą dużego skupienia, ale ma też siłę przyciągania i aktualność. Nie wiem, czy przypadkiem to nie te właśnie Brexitowe nawiązania i aluzje nie zaważyły na popularności dzieła.

Kwestia tego, jak postrzegamy swoje położenie, najdroższy Dani, jak patrzymy na to, gdzie jesteśmy, i postanawiamy, jeśli to możliwe, gdy widzimy rzeczy takimi, jakie są, nie wpadać w rozpacz i – jednocześnie – jak postępować najlepiej. Nadzieja jest dokładnie tym, niczym innym, kwestią tego, w jaki sposób radzimy sobie z podłością jednych ludzi wobec drugich na tym świecie, pamiętając, że oni i my, wszyscy jesteśmy ludźmi, że nic, co ludzkie, nie jest nam obce, rzeczy nikczemne i szlachetne, i że najważniejsze ze wszystkiego jest to, iż jesteśmy tu na okamgnienie, to wszystko. Ale w owym Augenblick jest albo łagodne mrugnięcie lub świadoma ślepota i musimy wiedzieć, że jesteśmy w równym stopniu zdolni do jednego i drugiego, i być gotowi się wznieść ponad rzeczy nikczemne, nawet jeśli tkwimy w nich po uszy. A więc ważne jest (…) – żeby nie marnować czasu, naszego czasu, dopóki go mamy.

 

„Horyzont” Jakub Malecki, Wydawnictwo Sine Qua Non, 2019

Chyba to już będzie tak, że kolejno przeczytam wszystkie książki Małeckiego. Bo one są po prostu dobre, i jak do tej pory, każda uderza w inne struny i zgrywa się z moimi upodobaniami. „Horyzont” z całą pewnością nie był łatwą lekturą, ale w pewnym sensie ważną i oczywiście – dobrze napisaną. Polecam sprawdzić!

 

„Trzynasta opowieść” Diane Setterfield, Wydawnictwo Albatros 2021

Wydaje się, że w maju postawiłam przede wszystkim na sprawdzonych wcześniej autorów. Bo oto przed Państwem druga, po „Była sobie rzeka” (pisałam o niej tutaj) książka Diane Setterfield. Świetna opowieść, wciągająca, trzymająca w napięciu do samego końca, zaskakującego zresztą. Idealna lektura na zbliżające się wakacje.

 

Amor Towles „Dżentelmen w Moskwie”, Wydawnictwo Znak Literanova 2017

Pozwólcie przedstawić sobie – Hrabia Aleksander Iljicz Rostow, honorowy członek Konfederacji Ludzi Spokorniałych**, wyrokiem bolszewickiego sądu skazany na dożywotni pobyt w mikroskopijnym pokoiku na poddaszu moskiewskiego hotelu Metropol, w którym oniegdaj zajmował cały apartament. Człowiek honorowy, szlachetny, kierujący się w życiu jedną zasadą – jeśli nie jesteś panem swojego losu, to z pewnością staniesz się jego sługą. Zaznaczyłam sobie w tej obszernej książce wiele cytatów, które pozostawiam Waszej ocenie. Niech one przemówią. To świetna, porywająca książka. A jak napisana!

Ogólnie rzecz biorąc, jeśli przez dziesiątki lat nie było się w miejscu drogim naszemu sercu, mądrzy ludzie radzą, by nigdy tam nie wracać.

Historia obfituje w otrzeźwiające przykłady: po dziesięcioleciach tułania się po morzach i przezwyciężania najróżniejszych śmiertelnych niebezpieczeństw Odyseusz wreszcie wrócił na Itakę, by już po kilku latach znowu ją opuścić. Robinson Crusoe, któremu udało się przycumować do brzegów Anglii po latach życia w odosobnieniu, wkrótce postawił żagiel i wyruszył na tę samą wyspę, na której tak żarliwie modlił się o ratunek.

Dlaczego po tylu latach tęsknoty za domem opuszcza się go tak krótko po powrocie? Trudno powiedzieć. Być może jednak tym, co wracają po długiej nieobecności, szczere uczucia i bezwzględne oddziaływanie czasu mogą przynieść jedynie rozczarowanie. Krajobraz nie jest tak piękny, jak go pamiętają. Wytwarzany lokalnie cydr nie jest tak słodki. Uroczy stary budynek odrestaurowano nie do poznania, a wspaniałe tradycje ustąpiły miejsca nowym zdumiewającym rozrywkom. I wyobrażając sobie, że niegdyś żyło się w samym środku tego małego wszechświata, człowiek ledwie poznaje samego siebie – o ile w ogóle się poznaje. Dlatego mądrzy ludzie radzą, by trzymać się z dala od swoich dawnych domów.

Żadna jednak rada, nawet tak dobrze ugruntowana w historii, nie jest dobra dla wszystkich. (…) Gdy zatem wspomniany wędrowiec stanął przed ruinami swojego dawnego domu, nie był wstrząśnięty, oburzony ani zrozpaczony. Na jego twarzy malował się ten sam uśmiech, tęskny i zarazem pogodny, który zagościł na niej na widok zarośniętej drogi. Okazuje się bowiem, że można złożyć przeszłości całkiem przyjemną wizytę, o ile tylko wyjdzie się z założenia, że prawie każdy jej aspekt uległ zmianie.

** „Wypadłszy nagle z łask, konfederaci ci patrzą na świat ze wspólnej perspektywy. Wiedzą bowiem, że piękno, wpływy, sławę i przywileje raczej się pożycza, niż dostaje na zawsze, i dlatego niełatwo im zaimponować. Nie są skłonni do zazdrości ani obrażania się. I z pewnością nie przeglądają gazet w poszukiwaniu swojego nazwiska. Nadal angażują się w życie podobnych im ludzi, lecz pochlebstwa traktują z ostrożnością, ambicje ze współczuciem, a w obliczu protekcjonalności uśmiechają się w duchu.

 

„Amerykański brud” Jeanine Cummins, Wydawnictwo NieZwykłe

Kolejny raz dałam się nabrać okładce. Choć w sumie nie żałuję. Nie przeszkadza mi to jednak czuć rozczarowania. Książce trzeba z pewnością oddać jedno – jeśli ktoś lubi opowieści sensacyjne – to będzie z całą pewnością tą lekturą usatysfakcjonowany. Ale jeśli na okładce czytamy – „Jedna z najważniejszych powieści naszych czasów” – to tu ośmielę się zgłosić sprzeciw. Takich sformułowań nie godzi się konstruować wobec „dzieł”o podobnym kalibrze. A jeśli już rzeczywiście chcemy dowiedzieć się naprawdę czegoś o ‚La Bestia’ czy rzeczywistości społeczności skazanej na łaskę i niełaskę meksykańskich karteli narkotykowych – to z całą pewnością lepiej poszukać gdzie indziej.

 

„Rzeczy, które spadają z nieba” Selja Ahava, Wydawnictwo Relacja 2021

To kolejna książka nagrodzona „EU Prize for Literature” (o „Holenderskiej dziewczynie” pisałam z kolei tutaj). I to chyba jest lepsza pozycja. A w każdym razie – na tyle dobra – że zapewne nie ostatnia. Książkę polecam przede wszystkim ze względu na bardzo ciekawą konstrukcję i koncepcję, co w kontekście odwiecznych poszukiwań odpowiedzi na pytanie – czy naszym życiem rządzi przypadek – stanowi o jej oryginalności.

„A wracając do codzienności – tylko Pani może ją zbudować. Choć i Pani, i ja dobrze wiemy, że to tylko pozory, ale mimo wszystko nie należy z tego całkiem rezygnować. Tak sobie myślę. Codziennie idę na łódź, choć tak naprawdę to mało istotne. A z drugiej strony, co innego mi pozostaje? Jeżeli nie byłbym na rybach, to niby gdzie indziej miałbym być?”

 

Ślady miasta. Ewald i Maj” tom 1, Lars Saabye Christensen, Wydawnictwo Literackie 2020

Z niecierpliwością czekam już na drugi tom „Śladów miasta”, nawet jeśli tak książka nie zachwyciła mnie w równym stopniu jak wszystkie poprzednie Christensena. Może po prostu lubię ten styl, klimat i narrację? Dlatego – tych, którzy znają choćby „Półbrata” czy „Beatlesów” zachęcać nie zamierzam, bo nie jest to konieczne, jednocześnie tym, którzy autora nie znają, polecam  lekturę „Półbrata” – przemawia za Christensenem jak mało co.

to be continued…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *