Kurczak pieczony na parze.

Mam takie trzy powiedzenia, których nie lubię / nie trawię choćby nie wiem, co… Jedni powiedzą, że one przecież – prawdę stwierdzają. Ja powiem – one tak brutalnie na ziemię sprowadzają, że ja ich w ogóle znać nie chcę, to nie moja liga, to malkontenctwo w najczystszej postaci.

A ponieważ nie cierpię ich uczuciem najczystszym i pierwszej wody, nie będę żadnego wyróżniać, poniższa kolejność jest absolutnie przypadkowa.

Małe dzieci, mały kłopot. Duże dzieci, duży kłopot. (O raju dla malkontentów! Ileż razy ja to słyszałam!  I to zawsze wtedy, gdy wydawało mi się, że już gorzej być nie może – a tu proszę, ktoś mi takie gotowe perspektywy pod noc podsuwa! Dziękuję bardzo).

PS. Pomijając absolutnie fakt, że dzieci to żaden kłopot, prawda? (Zdecydowanie łatwiej jest tak powiedzieć w chwili, gdy na widok swoich małych dzieci na zdjęciach łezki się w oku kręcą do niepowstrzymania…)

Święta, święta i po świętach. (Nie zrozumiem nigdy, przenigdy, jak to możliwe, że ludziom się chce tak bardzo się dołować na własną prośbę i życzenie?) Po kiego czorta ściągać na siebie jeszcze większe smutactwo?

PS. Nieśmiało tylko chciałam zauważyć, że po świętach zawsze są jakieś inne święta, a po nich wakacje i tak na przemian…

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. ( Tak sobie pomyślałam – a może ja nie lubię używać tych wszystkich przydasiów słownych, co to zawsze pod ręką, na ratunek gotowe? Tylko, że mnie one nie ratują a tłamszą, dołują, dobijają, w glebę wciskają butem bezradności). Żeby w domu było najlepiej, trza z niego się ruszyć, wyjść, wyjechać, utracić kontakt z podusią, ręczniczkiem przerzuconym niedbale przez kaloryfer i stosem książek na szafce nocnej przy głowie, kontaktem do którego podpinamy zawsze nasze mobile… rytuały porzucić i zarzucić na cześć nowego. I sprawdzić, czy tam, gdzie nas nie ma – nie jest lepiej – tak na wszelki wypadek. A wróciwszy, potknąć się o pozostawiony w przedpokoju trampek, wygłaskać kota i zwyczajnie ucieszyć się z powrotu (i nie! NIE – na stare śmieci!!!) Po prostu być i doceniać…

No więc wróciliśmy do domu po narciarskich wojażach. Szczęśliwi, bez kontuzji i stania w korkach (o dziwo!). Wysmagani słońcem jak popadnie i z przypadku. Ale tak jest dobrze. Bo tyle wspomnień i radości za nami.

Trochę ten przepis czekał na publikację, przyznaję. A to z jednego głównie powodu. Coraz bliżej mi do wegetarianizmu, choć mojej rodzinie – niekoniecznie, ale tak sobie myślałam do tej pory, że skoro nie mogę tego zmienić, to może choć na blogu promować nie będę jedzenia mięsa?

Ale ostatnio pomyślałam też sobie, że przepis jednak opublikuję, z prośbą – jedzcie go mniej, ograniczcie, szukajcie zamienników, innych rozwiązań, jedzcie więcej warzyw – to nam wszystkim wyjdzie przecież na lepsze. Myślę, że spokojnie – da się!

To taki kurczak, który nie wymaga pracy, co w tygodniu, gdy musimy ugotować coś dobrego, wykonując jednocześnie milion innych zadań, jest nie bez znaczenia… a wygląda i smakuje – naprawdę dobrze.

 

 

Kurczak pieczony na parze

Składniki:

1,2 kg kurczaka

5-6 łyżek oliwy

sok z 1 dużej, soczystej cytryny

sól, pieprz, tymianek suszony i świeży

6-8 dużych ząbków czosnku

600-800 g ziemniaków (najlepiej ekologicznych, które możemy piec ze skórką)

Do podania:

1 różyczka brokuła

pomidorki koktajlowe

Przygotowanie:

  1. Siekamy drobno czosnek, łączymy go z oliwą i sokiem z cytryny, solą i pieprzem, roztrzepujemy widelcem do uzyskania emulsji, którą następnie polewamy kawałki kurczaka (zachowujemy odrobinę do ziemniaków). Odstawiamy.
  2. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 210 stopni z brytfanką wypełnioną wodą w środku (szczęśliwi posiadacze nowoczesnych piekarników używają opcji pieczenia z parą).
  3. Ziemniaki myjemy dokładnie i kroimy na ćwiartki. Odstawiamy.
  4. Kurczaka wykładamy do brytfanki i pieczemy 40 minut z nawiewem i z parą. Po tym czasie, kawałki kurczaka obracamy a do brytfanki dokładamy ziemniaki. Pieczemy kolejne 30 minut. (Sprawdzamy, czy wszystko jest upieczone tak, jak lubimy).
  5. Po tym czasie do wrzątku wrzucamy obrane i podzielone różyczki brokuła i gotujemy je przez 5 minut, następnie zalewamy zimną wodą i odcedzamy. Pomidorki myjemy i kroimy.
  6. Kurczaka wyjmujemy z piekarnika i obkładamy warzywami, podajemy.

 

 

Smacznego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *